Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Jego towarzystwo inspirowało i fascynowało

2020-11-01 20:10:23(ost. akt: 2020-10-30 12:08:45)
Janusz Połom

Janusz Połom

Autor zdjęcia: Z archiwum rodzinnego Janusza Połoma

Świat filmowy i świat fotografii poniósł wielką stratę. W piątek 23 października w wieku 70 lat zmarł profesor dr hab. Janusz Połom, wykładowca Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, obywatel Warmii, obywatel świata.
Odwiedziłem Janusza pięć lat temu w Unieszewie w gminie Gietrzwałd, żeby o nim napisać reportaż do „Gazety Olsztyńskiej”. Posesję położonego wśród zieleni domu otaczał wysoki płot. Nad bramą niczym indiański totem wisiała krowia czaszka, nad progiem — amerykański zegar. Zapytałem o ten przedmiot, skąd go ma.

— Wszyscy pytają! — odparł. — Mam, to mam, już nie pamiętam skąd.
— Bo ja pracuję nad nowym tomikiem wierszy i satyr i zastanawiam się, jak go nazwać — wyjaśniłem. — Zdjęcie takiego zegara by mi pasowało na okładkę. Wiem, nazwę ten tomik tytułem jednego z moich wierszy „Pociąg do Vera Cruz?”, do wymarzonego miejsca z lat dziecinnych, ze znanego filmu. Do którego się wybiera, żeby tam zakotwiczyć na stale, ale później i tak się wraca. Tak jak ty, obywatel świata, do swojego Unieszewa. — kombinowałem.
— Ej, ty, czy czasem nie chcesz go ode mnie wycyganić? — roześmiał się Janusz, spoglądając na zegar. — Możesz zrobić mu tylko zdjęcie. A z tym tytułem to dobry pomysł! — zakończył temat.

Dodam, że sygnalny tomik „Pociąg do Vera Cruz” ukazał się kilka dni temu.
Tak, towarzystwo Janusza inspirowało twórców, ale nie tylko, fascynowało też zwykłych ludzi. Czuł się wpasowany w lokalne środowisko, a środowisko go zaakceptowało. Kiedyś miał spotkanie autorskie w świetlicy w Unieszewie połączone z wystawą zdjęć.
— No i jak? — zapytałem potem jednego z mieszkańców.
— Wie pan, to mądry człowiek, ale kiedy on mówi o kosmosie, to trudno go zrozumieć — odparł.

Dodam, że podczas tego spotkania w rodzinnym domu Połomów w Unieszewie uskarżał się Janusz, że licząca 150 metrów droga obok jest przez ciężarówki jadące do cegielni (akurat była w fazie rozbiórki) rozjeżdżana. Niby mu to przeszkadzało, ale zarazem ubolewał, że odkąd cegielnię wykupił jakiś obcokrajowiec i jako konkurencyjną w stosunku do innych, też swoich, zaczął ją rozbierać, to ludzie stracili pracę.
— Taki jest kapitalizm! — uśmiechnął się gorzko. — A gdzie w tym wszystkim jest człowiek?

Ubolewał też wówczas nad masową wycinką lasów, co fotografował.
— Ubywa mi tego najpiękniejszego obok jezior kawałka Warmii! — wzdychał Janusz, który niedługo potem zrobił wystawę „Pejzaż w zagrożeniu” w pałacyku u znajomych w pobliskich Łajsach. — Ja rozumiem, że papier, że meble, że w tym miejscu sadzą nowe lasy, ale trochę szkoda. Las rośnie długo.

W ogrodzie w Unieszewie tkwiło na pół zakopane żarno, rodzinna pamiątka i pozostałość po młynie. Jan Połom, ojciec starszego Stefana i młodszego Janusza, skończył w Toruniu technikum młynarskie. Po wojnie skierowano go w Koszalińskie, żeby uruchamiał nieczynne młyny. Wyniszczony kraj potrzebował mąki, więc zawód młynarza był bardzo szanowany. W 1954 roku rodzina przeniosła się na Warmię. Tata Jan objął kierownictwo upaństwowionego już młyna podległego Państwowym Zakładom Zbożowym w osadzie Pajtuński Młyn nad rzeką Kośna niedaleko Purdy. Ojciec był nie tylko młynarzem, pasjonowało go też wędkarstwo i myślistwo.

Po niespełna dwóch latach przenieśli się do Sząbruka. W miejscowym kościele Połomowie mieli na ławce, gdzie siadali, blaszaną tabliczkę z nazwiskiem. Po Sząbruku było Unieszewo, a tam młyn i tartak. Ojciec najpierw założył w młynie napęd elektryczny, a potem kupił i to, i to. Zaczęły się jednak złe czasy dla młynarzy, podatki, domiar. Serce młynarza tego nie wytrzymało.

Synowie nie podzielali zainteresowań ojca, interesowała ich sztuka. Jeszcze w liceum w Olsztynie Janusz zajął się filmem, wstąpił do Amatorskiego Klubu Filmowego „Grunwald”. W 1978 roku ukończył Wydział Operatorski i Realizacji Filmowej oraz Wydział Reżyserii PWSFTiT w Łodzi, gdzie potem był dziekanem. W 1986 roku wyemigrował do Kanady. Tam znalazł klimat nieco podobny do warmińskiego: lasy, jeziora... Dwa lata później przeprowadził się do Meksyku. Do Polski wrócił w 2001 roku.

Do końca życia pracował jako wykładowca sztuki filmowej i multimediów na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Przy tym cały czas Janusz mieszkał w Unieszewie. Pokazał mi wtedy niedaleko domu ogromny dół z resztkami ojcowskiego młyna.
— Wiesz Władek, ja nie miałem do tego drygu, żeby nim kierować. Młyn dawno sprzedaliśmy, a potem on i tak upadł. Komu zresztą potrzebne są dzisiaj takie młyny? Przetwórstwem zbożowym zajmują się ogromne firmy — mówił.

Był Janusz Polom w gminie Gietrzwałd osobą bardzo szanowaną. Jakiś czas temu w uznaniu za zasługi dla gminy w dziedzinie jej promowania nadano mu tytuł Arca Talentica.

Swoje prace fotograficzne wystawiał w całej Polsce, w tym w Olsztynie. Uczestniczył też w lokalnym życiu artystycznym, bywając na spotkaniach twórców. Pamiętam, jak pojawił się kiedyś w olsztyńskim pubie U Artystów razem ze swoją przyjaciółką Meksykanką i czytał wiersze ze swojego tomiku „Czas w Tepoztlanie”. Piliśmy wtedy yerba mate, napój parzony z wysuszonych, zmielonych liści oraz patyczków ostrokrzewu australijskiego, popularny w krajach Ameryki Łacińskiej. Niezbyt Janusza słuchaliśmy, bardziej przyglądaliśmy się egzotycznej damie w długiej sukni. Odniosłem wrażenie, że był dumny ze swojej towarzyszki.
— Bo tomik można sobie potem przeczytać, a ona zniknie i już się nie pojawi! — wyjaśnił mi po spotkaniu. — Patrzcie sobie!

W 2009 roku w kinie Awangarda-bis odbyła się premiera filmu dokumentalnego „Mała yerba — złe zioło” z nim jako bohaterem. Nad książką o braciach Połomach (Stefan jest poetą) pracuje ostatnio Marek Książek, dziennikarz i wydawca. Tam będzie można przeczytać o Januszu coś więcej. Dodam, że na tym spotkaniu w Unieszewie pięć lat temu Janusz dał mi płytkę ze zdjęciami z domowego archiwum. Na jednym z nich widać go, jak idzie przez zaorane pole z walizką w ręku. Szedł tak, szedł przez całe życie, aż odszedł na zawsze. A ponieważ yerba mate zyskuje popularność na całym świecie, to może i na tamtym też. Siedzi sobie właśnie Janusz w jakimś niebiańskim barze nad świeżo parzoną herbatą i ją sobie popija.

Władysław Katarzyński





Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Wiech #3000823 | 188.147.*.* 4 lis 2020 00:56

    Władek , yerba mate to ostrokrzew paragwajski ..nie australijski .. Pozdr....

    odpowiedz na ten komentarz

  2. Marek Książek #2999610 | 83.5.*.* 1 lis 2020 23:43

    To prawda, co red. Katarzyński pisze o mojej książce - ukaże się wkrótce pod tytułem "Artyści czystej wody. Opowieść o braciach Połomach". Mogę dodać - to barwna historia, jak życie obu braci, również z anegdotami przekazanymi mi przez Władka, w tym o tabliczce z nazwiskiem Połomów na kościelnej ławce. Taka tabliczka zresztą, ale z nazwiskiem Janusza Połoma i jego matki Marty, do tej pory jest przymocowana w pierwszej ławce kościoła w Sząbruku. W tym samym, w którym 30 października odbyło się pożegnanie prof. Połoma, zanim urna z Jego prochami spoczęła na cmentarzu w Śliwicach, w środku Borów Tucholskich, skąd Połomów wywodzi się ród.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)