Quantcast

Czwartek, 28 stycznia 2021. Imieniny Agnieszki, Kariny, Lesława

Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Byliśmy wtedy jedną wielką rodziną!

2020-08-15 20:10:23 (ost. akt: 2020-08-14 13:09:50)
Lata 1960-1970, jedna z późniejszych działaczek Solidarności Maryna Okęcka-Bromkowa na trasie w poszukiwania warmińskiego i mazurskiego folkloru

Lata 1960-1970, jedna z późniejszych działaczek Solidarności Maryna Okęcka-Bromkowa na trasie w poszukiwania warmińskiego i mazurskiego folkloru

Autor zdjęcia: archiwum WBP

Ktoś powiedział, że dopiero kiedy się przejdzie na emeryturę, to narzeka się na brak czasu. I to się potwierdza. Ostatnio na zlecenie jednego z olsztyńskich biznesmenów pracuję nad zredagowaniem nagranych przez niego na dyktafon wywiadów z czołowymi opozycjonistami pierwszej Solidarności. Nie tylko o ich politycznych działaniach...

Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Jakoś tak smutno w tej mojej dzielnicy... Ja na łące za blokami przy ul. Jagiellońskiej. Druga połowa lat 60. „Jakoś tak jest smutno w tej naszej dzielnicy, gdzie snują się cienie tych, którzy odeszli, wybite w piwnicy pustką okno krzyczy, dawno pozbawione swojej...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Nasze serca zostawiliśmy w sektorze B Piłkarze i działacze Warmii Olsztyn, początek lat 60. Spacerując ostatnio po Zatorzu, zajrzałem na stadion Warmii Olsztyn. Przedstawia smętny widok. Zniszczone ławki, zachwaszczony teren, domek klubowy z sublokatorami....
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Szkoła uczy polskiego, podwórka łaciny Trajtek na ulicach Olsztyna W czasach mojego dzieciństwa nasze życie toczyło się pomiędzy domem, szkołą a podwórkiem. Moja babcia miała takie powiedzenie: "Szkoła uczy polskiego,...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Pchli targ, czyli towar za złotówkę Jedno z targowisk miejskich w Olsztynie, w okresie PRL. Kiedyś przy ulicy Gagarina, obecnie Sybiraków, było tu boczne boisko Warmii, na którym trenowały dzieci. Dzisiaj jest flumark, czyli pchli targ, gdzie...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Jubileusz mojej starej „budy” Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Jubileusz mojej starej „budy” W czerwcu minęło 75 lat od pierwszej, powojennej inauguracji roku szkolnego w Szkole Podstawowej nr 1. Z tej okazji dyrekcja szkoły zaprosiła byłych absolwentów,...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Tajemnice notesu babci Jasi Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Tajemnice notesu babci Jasi Kilka dni temu w starych szpargałach znalazłem notes babci Jasi, która zapisywała w nim różne przepisy kulinarne, porady „na wszystko” czy daty urodzin...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": A może być na gitarze? Bo niekiedy grywam! Ja jako Dziadek Mróz (pierwszy z prawej) w szkole podstawowej, 1958 rok Felieton || Łagodzone są kolejne restrykcje. Dotyczy to teatrów, kin, koncertów muzycznych. Dobre i to. Zastanawiam się, co było w moim życiu pierwsze:...
Zobacz także: Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": W barze „Zgoda” nie zawsze była zgoda Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": W barze „Zgoda” nie zawsze była zgoda Jednym z najpopularniejszych lokali w Olsztynie była „Zgoda”, knajpa na rogu Jagiellońskiej i Żeromskiego. Jako dzieciaki po każdej bójce, bez względu...
Zobacz także: Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": Chleba i igrzysk ludzie mieli pod dostatkiem Ja z ojcem Janem na majowym spacerze koło wudeku, 1961 rok  Kiedyś majówki były symbolem wypoczynku na świeżym powietrzu, wolności, pełnego luzu. Tegoroczna przebiegła głównie pod znakiem siedzenia w domu i oglądania...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Dziura w skarpecie, zdechły szczur w szufladzie Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Dziura w skarpecie, zdechły szczur w szufladzie Prima aprilis, uważaj, bo się pomylisz! To powiedzenie wyzwalało przed laty naszą pomysłowość i obrazowało wyraz poczucia humoru w czasach, kiedy wszystko...
Robota, jakiej się podjąłem, jest tytaniczna, zajmuje mi po około 10 godzin dziennie, a końca nie widać. Efekt tej pracy będzie widoczny w przyszłym roku, kiedy pod patronatem Europejskiego Instytutu „Solidarności” w Gdańsku ma się ukazać licząca około 1200 stron książka. Będą tam wspomniane wywiady z czołówką NSZZ „Solidarność”, m.in. z Lechem Wałęsą, Bogdanem Borusewiczem, Bogdanem Lisem, Janem Rulewskim, Władysławem Frasyniukiem czy Adamem Michnikiem — łącznie 53 osobami.

Dlaczego piszę o tym właśnie teraz? Otóż 14 sierpnia 1980 roku przypada czterdziestolecie wybuchu strajku w Stoczni Gdańskiej oraz podpisania porozumień sierpniowych, które zapoczątkowały falę politycznych i społecznych przemian w Polsce i w konsekwencji upadek komuny. Sam się do Solidarności”nie zapisałem. Tworzyłem natomiast wtedy inspirowane jej ideami teksty piosenek, z którymi wystąpił m.in. w sierpniu 1981 roku na strajku w Olsztyńskich Zakładach Graficznych kortowski kabaret Paragraf. Oto jedna z nich, pod nazwą „Kameleony”:

Ktoś napisał kawałkiem kredy, długo byliśmy łatwowierni, tyle lat od ostatniej pobiedy, nie jesteście już tacy pancerni.
Was żelazo, szkło oraz beton podnosiły tak głośno i wiernie, a tymczasem w wierszach poetom wypłowiały tak biel i czerwień.
Nauczycie się jeden z drugim, jak zarabiać na chleb powszedni, a nie order, premia, zasługi, dwie linijki w encyklopedii.
Nie widzicie, że wszystko skończone i że skrzypce na nowo stroimy, już za chwilę zagra polonez, odjedziecie na resztkach benzyny.
Lecz choć dziś ustąpiliście z pola i spuszczacie tak mocno z tonu, kiedyś pewnie wstaniecie z kolan, macie stroje kameleonów!

Te słowa okazało się prorocze.

Szkoda, że we wspomnianej książce zabraknie miejsca dla olsztyńskich opozycjonistów. Wypada więc przynajmniej wspomnieć o niektórych, znanych mi osobiście, chociaż wtedy jako wiejski nauczyciel nie miałem zielonego pojęcia o ich działalności. A zacznijmy od pewnej aktorki.

Kilka dni temu Irena Telesz-Burczyk, aktorka Teatru Jaracza w Olsztynie, obchodziła 80 urodziny. Kiedy na jednym z portali społecznościowych zapowiedziałem, że wspomnę o niej w cotygodniowym felietonie w „Gazecie Olsztyńskiej”, ktoś zauważył, że o Irenie można napisać całą książkę.
Urodziła się w Podrośli koło Wyłkowyska. Z olsztyńskim teatrem związana jest od 1975 roku. W 1980 roku współtworzyła olsztyńskie struktury Solidarności, była m.in. delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów związku. Jeszcze w 1981 roku była członkiem partii, potem legitymacje złożyła. Kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny, Irena Telesz przeszła do działalności podziemnej. Kolportowała wydawnictwa drugiego obiegu, organizowała pomoc dla internowanych. W 1984 roku z przyczyn politycznych zwolniono ją z pracy, przez kolejnych pięć lat pracowała w gospodarstwie rolnym olsztyńskiego dziennikarza reportażysty i autora książek Jula Grodzińskiego w Przykopie.

— Wiesz, robiłam tam wszystko, to była szkoła życia! Hodowałam drób, sprzedawałam jajka, zajmowałam się nawet świniami — opowiada dziś Irena Telesz. — A przy tym podejmowałam pojawiających się tutaj olsztyńskich opozycjonistów. Zapadło tu wiele ważnych decyzji!

Pod koniec lat 80. Irena była przewodnicząca komisji kultury przy Komitecie Obywatelskim, potem radną sejmiku. Dzisiaj nie udziela się politycznie, zawodowo występuje w Teatrze Jaracza i w Teatrze przy Stoliku. Gra też panią Różę, matkę proboszcza, w serialu „Dom — Miłość i Życie nad rozlewiskiem”. Mówi, że dzięki tej roli odbiła się finansowo. Prywatnie jest jak dawniej duszą towarzystwa, kipi energią lubi się bawić. Sam byłem jej partnerem w kilku tańcach. Raz zgubiła but, ale taniec brawurowo dokończyła.

Dodajmy, że Irena Telesz, która jest matką synów Piotra i Pawła, była żoną aktora Stefana Burczyka.

W połowie lat 80. jako nauczyciel Szkoły Podstawowej w Giławach zetknąłem się z Maryną Okęcką-Bromkową, radiowcem, pisarką, zbieraczką folkloru, założycielką izb regionalnych, m.in. w Sąpłatach, wsi o rzut beretem od Giław. Maryna wcześniej zakładała struktury „Solidarności” w olsztyńskiej rozgłośni radiowej, przez co łatwego życia tam nie miała. W sezonie mieszkała w Sąpłatach nad zatoką jeziora Rusek Wielki, w domu należącym do Lasów Państwowych. Nazwała to miejsce od swojego imienia „Marysinem”. Tu spotykali się związkowcy Solidarności. Była aktywna aż do ostatnich chwil swojego życia.

Marynę poznałem, kiedy wpadła do szkoły Giławach po przeczytaniu artykułu w „Gazecie Olsztyńskiej” o istniejącym tu kabarecie „Ściąga”, dla którego pisałem teksty, a kolega Ryszard Wieczorek muzykę. Kabaret zdobył właśnie na Wojewódzkim Przeglądzie Zespołów Teatralnych w Biskupcu Złotą Rybkę, a Maryna poszukiwała takiej dziecięcej, rozśpiewanej grupy do satyrycznego widowiska teatralnego, jakie realizowała z kobietami z Koła Gospodyń Wiejskich, grupą z regionalnej Babskiej Izby w Sąpłatach. Scenariusz autorstwa Maryny został przeredagowany i udaliśmy się z nim na Wojewódzki Przegląd Zespołów Teatralnych w Olsztynie, gdzie zajęliśmy pierwsze miejsce. Ciekawostką był fakt, że nie mając muzyka, który wyjechał na wakacje, podłożyliśmy pod teksty melodie z płyty z piosenkami Drupiego, wersja instrumentalna. To był nasz pierwszy i ostatni z kobietami z Sąpłat i Maryną wspólny występ.

W 1968 roku w LO w Górowie Iławeckim utworzono klasę z ukraińskim językiem nauczania, a w 1990 roku powstało ukraińskie liceum. Mieściło się w starym budynku. Kolejny roku szkolny z braku miejsc część uczniów zainaugurowała w rozstawionych na posesji namiotach. Pamiętam, jak napisałem o tym reportaż w „Gazecie Olsztyńskiej” ze zdjęciami Eugeniusza Rudzkiego. Powiesiliśmy je na Dukacie. Już wcześniej kadra szkoły i ukraińscy społecznicy podjęli starania o budowę nowej szkoły.

O szczegóły z tak nietypowego rozpoczęcia roku szkolnego w Górowie Iławeckim poprosiła nas wtedy Grażyna Langowska, kurator oświaty. Wcześniej była współorganizatorką Solidarności pracowników oświaty w Olsztynie, w stanie wojennym aresztowana, potem kolporterka prasy podziemnej, zwolniona z pracy. Po zapewnieniu środków państwowych rozpoczęto w Górowie Iławeckim budowę nowej szkoły, którą otwarto we wrześniu 1996 roku.

Mężem pani Grażyny był Ryszard Langowski, od 1980 roku członek Solidarności w olsztyńskim radiu, członek MKK „S” Regionu, w marcu 1982 roku zwolniony z pracy. Był w grupie zajmującej się pomocą dla więzionych i internowanych. Przywróconego potem do pracy Ryśka poznałem jesienią 1991 roku w samolocie lecącym do Helsinek, którym drużyna AZS udawała się na eliminacje Pucharu Europy w siatkówce z drużyną Volley Kuopio. Do meczu było jeszcze trochę czasu, wyszliśmy z Rysiem zwiedzić miasteczko, a przy okazji wypić po małym piwku.

Niestety, w dzień meczu wszystkie bary zostały zamknięte. Wreszcie znaleźliśmy jakiś, o dziwo czynny, na reklamie którego widniała powabna dziewczyna. One beer! — zażądaliśmy, nie zwróciwszy uwagi, że obsługujący zrobił wielkie oczy. Następnie udał się na zaplecze i przyniósł stamtąd garść broszur.
— Popatrz, Rysiek, ile tu gatunków piwa mają! — zauważyłem, po czym otworzyłem jedną z nich i zdębiałem.

Reklamowano sex shop, do którego trafiliśmy. Po powrocie do klubowego hotelu przy hali sportowej okazało się, że bar jest otwarty. Ale było już za późno na wypicie piwa, bo zaczął się mecz.

Jakiś czas temu poznałem Wojtka Ciesielskiego, sekretarza warmińsko-mazurskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, którego jestem członkiem. Wojtek jest osobą bardzo barwną, otwartą na ludzi. Współzakładał „Solidarność” na WSP w Olsztynie, w stanie wojennym został internowany, potem kolportował wydawnictwa podziemne, m.in. olsztyński „Rezonans”, współorganizował prelekcje i wykłady pracowników naukowych w kościołach. W rozmowie z Andrzejem Brzozowskim w jednym z numerów „Bez wierszówki” wspomina, że kiedyś siedział w domu, a tu ktoś dobiera mu się do drzwi. Otwiera, a w progu stoi facet z torbą narzędziową i mówi, że chce mi naprawić zepsuty telefon.
— A pan z którego wydziału? —- na to Wojtek, mając na myśli SB.
— W tamtych latach Solidarność była wielką rodziną, wierzyliśmy w jej moc — wspomina.

Nie sposób wymienić wszystkich osób w Olsztynie związanych wtedy z „Solidarnością”, których miałem okazję poznać. Należą do nich pisarz Erwina Kruka, kapelan „Solidarności” ks. Julian Żołnierkiewicza (bywał na wszystkich moich spotkaniach autorskich) czy też Jerzy Szmit, współtwórca Niezależnego Związku Studentów na ART.

Na koniec jeszcze jeden akcent satyryczny. Oto anegdota, która znajdzie się we wspomnianej na wstępie książce. Któregoś dnia Lech Wałęsa z Mieczysławem Wachowskim wybrali się na film wojenny. Treść jest taka: Amerykanie zdobywają most, którego bronią Niemcy. Scena zdobywania przedłuża się, nagle w sali słychać donośne szepty.

Wałęsa: — Zdobędą!
Wachowski: — Nie zdobędą!
Wałęsa: — Na sto procent zdobędą!
— Wachowski: Na dwieście, że nie! Zakładamy się o koniak?
Film się kończy, Amerykanie mostu nie zdobywają. Wałęsa rozgląda się, gdzie by tu kupić przegrany koniak. Nagle Wachowski:
— Nie musisz, to by było nieelegancko. Ja wiedziałem, że nie zdobędą, bo byłem już na tym filmie.
A na to Wałęsa:
— Ja byłem na nim już dwa razy, myślałem, że za trzecim im się uda!

Władysław Katarzyński


Czytaj e-wydanie
Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (8) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. daw #2965984 | 213.163.*.* 30 sie 2020 00:18

    Szkoda że zniszczono w Polsce w 1990 archiwa-pewnie nie dowiedzą sie ludzie jak bylo naprawdę...I ciekawe czy J .Urban jeszcze żyjacy, puści parę o przekazaniu władzy w 1989 przez Jaruzelskiego "zaprzyjażnionym "opozycjonistom" .A co po tej dacie zrobiono polskim robotnikom to też material na wiele smutnych opowieści.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. A #2960493 | 88.156.*.* 17 sie 2020 08:48

    To było piękne a teraz okazuje się że co drugi to kapuś i ta!

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. super #2960262 | 85.191.*.* 16 sie 2020 15:28

    najfajniejsze rozmowy beda pewnie te z bolkiem

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. nasza „Solidarność” #2960246 | 195.136.*.* 16 sie 2020 14:35

    Okres między sierpniem 1980 a wprowadzeniem stanu wojennego był bardzo napięty. Ja miałam 17 lat - jak dziś pamiętam jak nasze MKZ Olsztyn nadawało przez głośniki ze swojej siedziby przy ul. Dąbrowszczaków 39 na całą ulicę nagranie z pobicia Jana Rulewskiego i innych działaczy NSZZ „Solidarność” podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej. Te nagranie z tzw. prowokacji bydgoskiej bardzo utkwiło mi w pamięci - wracałam wtedy ze szkoły i stałam na ulicy z innymi słuchając tych dramatycznych wydarzeń.

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. Joanna #2960241 | 195.136.*.* 16 sie 2020 14:18

      Pani Irena Telesz wspaniała kobieta, jako działaczka Solidarności wszystkim pomagała i miała czas dla każdego. Miałam zaszczyt ją poznać w tamtym czasie ... kiedyś bardzo mi pomogła. Pamiętam jedno ze spotkań właśnie w przedszkolu/ „Domu Harcerza” w dawnej willi Hermenau obok mostu na Łynie, gdzie chyba dorabiała w tamtym trudnym czasie. Dziękuję Pani Ireno..

      Ocena komentarza: warty uwagi (11) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (8)