Olimpijska droga zaczęła się w Liskach

2022-01-07 15:00:00 (ost. akt: 2022-01-07 14:30:27)
29 kwietnia 1956 roku w Olsztynie 13-letni Antek po raz pierwszy wziął udział w zawodach

29 kwietnia 1956 roku w Olsztynie 13-letni Antek po raz pierwszy wziął udział w zawodach

Autor zdjęcia: archiwum domowe

JEŹDZIECTWO\\\ Przeprowadzka z Poznania do podbartoszyckich Lisek po 16 latach niespodziewanie zaowocowała wyjazdem na igrzyska olimpijskie w Meksyku - oto pierwsza część sportowej historii Antoniego Pacyńskiego, znakomitego zawodnika i trenera.
Przyszły olimpijczyk urodził się 29 maja 1943 roku w Jarosławiu niedaleko Rzeszowa, jednak nie było mu dane dorastać w dawnym województwie lwowskim, bowiem po wojnie rodzina Pacyńskich przeniosła się do Poznania. Chociaż w przypadku głowy rodu bardziej był to powrót w rodzinne strony, bowiem Pacyński senior pochodził z Kurnika. - W poznańskiej Izbie Rolniczej powstał wydział hodowli koni, a że ojciec był specjalistą w tej dziedzinie, więc znalazł tam pracę - wspomina dawne lata Antoni Pacyński.
Rodzina zamieszkała w okolicach poznańskiej Cytadeli, a że było to tuż po wojnie, więc braci Pacyńskich ciągnęło do broni, którą niemal na każdym kroku można było znaleźć w ruinach.

- Psociliśmy jak tylko się dało - przyznaje ze śmiechem późniejszy olimpijczyk z Meksyku. - Ojciec, chcąc nas wyrwać z tego niebezpiecznego terenu, przyjął ofertę zostania dyrektorem stadniny koni w podbartoszyckich Liskach. I tak w 1952 roku nasza rodzina przeniosła się jakieś 400 kilometrów na północ kraju.

Wydawać by się mogło, że przeprowadzka z wielkiego Poznania do maleńkich i zapomnianych przez Boga Lisek była dla dzieci życiowym dramatem, bo przecież w miejskich ruinach na odkrywców czekało jeszcze sporo amunicji i innych cennych wojennych „pamiątek”. Tymczasem było zupełnie odwrotnie! - Liski to była dla mnie niesamowita atrakcja, bo i przestrzeń życiowa, i swoboda, no i przede wszystkim zwierzęta, które tak bardzo lubiłem - wyjaśnia pan Antoni. - Bo już wcześniej miałem z końmi kontakt. W czasach poznańskich jeździłem z ojcem na różne inspekcje koni, które rewindykowano z Niemiec w ramach reparacji wojennych. Szefem tych transportów był Andrzej Krzyształowicz, mój wujek i późniejszy dyrektor Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. Natomiast pierwsze dosiady miałem w Stadninie Koni w Posadowie - jeden z pracowników chciał się przypodobać panu inspektorowi, czyli mojemu ojcu, więc wsadził mnie na klacz, po czym biegał ze mną w kółko po ujeżdżalni. Poza tym niekiedy dał mi się też przejechać wujek. Masztalerz wsadzał mnie wtedy na konia i oprowadzał wokół klombu, a wujek w tym czasie wypalał jednego lub dwa papierosy, po czym ruszał w drogę.
W Liskach mały Antek poczuł się jak w raju, bo w miejscowej stadninie i podległych majątkach było około... 400 koni. Na dodatek w 1956 roku Bosman, koń z Lisek, pod Chróścielewskim wywalczył wicemistrzostwo Polski. - Po tym sukcesie ojciec ściągnął do Lisek trenera rotmistrza Wiktora Olędzkiego, który był w rezerwie polskiej ekipy na igrzyska olimpijskie w Berlinie w 1936 roku.
Warto przypomnieć, że Olędzki to m.in. mistrz Polski z 1933 roku w WKKW (Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego), uczestnik kampanii wrześniowej, za którą został odznaczony Krzyżem Walecznych i srebrnym Krzyżem Virtuti Militari. Jednym z jego wychowanków był Jan Kowalczyk, mistrz olimpijski z Moskwy (1980) w skokach.
Po przybyciu Olędzkiego w Liskach zaczęły się regularne treningi.

- 29 kwietnia 1956 roku, w ramach przyzwyczajania mnie do większych wysokości, wziąłem udział w pokazowych zawodach w Olsztynie, które odbyły się w miejscu obecnego stawu przy ulicy Radiowej. Był to wtedy jedyny równy plac w Olsztynie. Ustawiono dla mnie 50-centymetrowy tor przeszkód, no i tam właśnie zaliczyłem pierwszy przejazd w życiu - wspomina pan Antoni, doceniając jednocześnie zasługi nowego trenera.

- To Olędzki, sadzając mnie na Bosmana, rozbudził we mnie sportowe ambicje. W efekcie cały sezon startowałem w konkurencji skoków na wysokości do jednego metra - wyjaśnia Antoni Pacyński. - Koniecznie chciałem skakać wyżej, jednak mi nie pozwolono. Aż pewnego dnia w Racocie (wieś w województwie wielkopolskim - red.) za krzakami, by nikt nie widział, ustawiłem sobie wyższą przeszkodę. No i ją przeskoczyłem! Dlatego w dniu zawodów, by mnie zrazić do wysokiego skakania, zostałem zapisany do Konkursu Potęgi Skoku, który polega na pokonywaniu coraz wyższych przeszkód. Nie przestraszyłem się, tylko skoczyłem 180 centymetrów, więc stwierdziłem, że teraz muszę wziąć udział w mistrzostwach Polski seniorów na wysokości 160 cm. No i nie dość, że po dwóch miesiącach rzeczywiście wziąłem w nich udział, to jeszcze zdobyłem srebrny medal.

Sukces ten docenili czytelnicy „Głosu Olsztyńskiego”, umieszczając młodego jeźdźca (nie skończył jeszcze 14 lat!) na siódmym miejscu w plebiscycie na najpopularniejszych sportowców województwa w 1957 roku.
Okazało się, że był to dopiero początek pięknej historii, bo trzy lata później w Wenecji Antoni Pacyński został podwójnym (indywidualnie i drużynowo) srebrnym medalistą mistrzostw Europy juniorów! W tym samym roku zawodnik z Lisek po raz drugi został wicemistrzem Polski seniorów - nic więc dziwnego, że w plebiscycie „Głosu Olsztyńskiego” tym razem zajął pierwsze miejsce.

Młody sportowiec pamiętał też o nauce - szkołę podstawową skończył w Liskach, potem było liceum w Bartoszycach, po którym w 1961 roku przeniósł się do Warszawy, gdzie w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego rozpoczął studia na wydziale weterynarii. Tym samym LZS Liski stracił znakomitego zawodnika, a Legia zyskała.
- Legia to był wtedy zdecydowanie najmocniejszy polski klub - nie ma wątpliwości Antoni Pacyński. - W Starej Miłosnej trenowali specjaliści od WKKW, natomiast my, czyli skoczkowie, trenowaliśmy przy ulicy Kozielskiej. I tam ponownie trafiłem pod kuratelę rotmistrza Olędzkiego. Muszę przyznać, że Legia bardzo fajnie mnie potraktowała: dała mi niewielkie mieszkanie i stypendium, a ja w zamian za to startowałem w jej barwach. Oczywiście jednocześnie studiowałem, starałem się nawet zdawać egzaminy przed terminem, by potem mieć wolny cały sezon wakacyjny.
W 1966 roku Pacyński skończył studia i rozpoczął pracę na torze wyścigowym na Służewcu, ale ze sportem nie zerwał, mało tego, jako zawodnik LZS Służewiec w 1968 roku pojechał na igrzyska olimpijskie w Meksyku. - W olimpijskich kwalifikacjach udało mi się pokonać nawet Janka Kowalczyka, chociaż nie miałem najlepszego konia.
* Ciąg dalszy za tydzień



Antoni Pacyński

Urodził się 29 maja 1943 w Jarosławiu. Polski jeździec, lekarz weterynarii, olimpijczyk z Meksyku w 1968 roku. Osiem lat wcześniej na mistrzostwach Europy juniorów wywalczył dwa srebrne medale - indywidualnie i drużynowo - w konkursie skoków przez przeszkody. Podczas bogatej w sukcesy kariery był także 16-krotnym medalistą mistrzostw Polski:
* złoty medal: w skokach przez przeszkody w 1963 (na koniu Don Hubertus); w ujeżdżeniu w 1971 (Leonidas), 1972 (Porfir}, 1974 (Porfir)
* srebrny: w skokach przez przeszkody w 1957 (Bosman), 1960 (Bolgami), 1966 (Chrenowska), 1975 (Postawa); w ujeżdżeniu w 1970 (Leonidas), 1976 (Porfir), 1978 (Porfir)
* brązowy: w skokach przez przeszkody w 1965 (Chrenowska), 1967 (Remus); w ujeżdżeniu w 1966 (Fordon), 1973 (Porfir), 1975 (Porfir)