Filip powoli zapomina o kulach

2021-03-09 14:00:00 (ost. akt: 2021-03-09 14:30:42)

Autor zdjęcia: Archiwum Fundacji "Przyszłość dla Dzieci"

Filipa poznaliśmy jako kilkulatka, który wymagał stałego leczenia. Chłopiec urodził się z przepukliną oponowo-rdzeniową. Dziś ma 12 lat, jest po kilku operacjach, cały czas wymaga rehabilitacji, aby móc funkcjonować jak każde dziecko.
O Filipie Czerniawskim z Giżycka, podopiecznym Fundacji "Przyszłość dla dzieci", piszemy na naszych łamach od kilku lat. Chłopiec urodził się z przepukliną oponowo-rdzeniową w odcinku lędźwiowym. W pierwszej dobie życia był operowany. Filip jest cały czas pod opieką kilku specjalistycznych poradni, m.in. nefrologicznej, ortopedycznej, rehabilitacyjnej, hematologicznej. U Filipka zdiagnozowano także stopy końsko-szpotawe. To właśnie z tego powodu chłopiec przeszedł w marcu 2014 r. kolejną operację, która nie przyniosła spodziewanych efektów. Noga niestety wracała ponownie do nieprawidłowego ustawienia.

Na co dzień Filip zawsze był wesołym, energicznym i wrażliwym chłopcem, który pomimo swojej choroby starał się żyć jak każdy chłopak w jego wieku. Parę lat temu marzył, aby zostać piłkarzem. Wtedy jego idolami byli Robert Lewandowski i Lionel Messi.


Pani Justyna zawsze starała się zapewnić synowi wszechstronną pomoc. Ale bez wsparcia z zewnątrz, trudno byłoby jej podołać wszystkim wydatkom związanym z leczeniem i rehabilitacją syna. W ciągu ostatnich lat chłopiec wielokrotnie nosił gips. Czasem musiał jeździć na wózku inwalidzkim. Codziennością była rehabilitacja, masaże, zajęcia na basenie - to wszystko sporo kosztowało i było dużym obciążeniem dla pani Justyny. Tym bardziej, że z uwagi na konieczność opieki nad synem, przez wiele lat nie pracowała. Cały swój czas poświęcała chłopcu.

W przypadku przepukliny oponowo-rdzeniowej, po urodzeniu dziecka często stwierdza się również inne zaburzenia.
— My mieliśmy dużo szczęścia — nie ukrywa pani Justyna. — Filip bardzo szybko się rozwijał, ponad przeciętną. W wieku trzech lat już sylabizował, bardzo wcześnie znał cały alfabet. Szybko nauczył się liczyć.


Filip jest uczniem Szkoły Podstawowej nr 4 w Giżycku. Uczy się bardzo dobrze (obecnie ma średnią 5,2). Mama jest dumna, dostając listy gratulacyjne za osiągnięcia syna, a także wzorowe zachowanie. Nie ma także problemu jeśli chodzi o kontakty z kolegami i koleżankami z klasy, którzy od początku szkoły mu pomagali, czuli się w pewien sposób odpowiedzialni za komfort Filipa w szkole.

Niestety, nie wszyscy zawsze byli tak pomocni i wyrozumiali. Zdarzało się, że chłopca spotykały przykrości — uczniowie starszych klas śmiali się z niego, dokuczali. Filip bardzo to przeżywał.
— Warto rozmawiać z dziećmi o tym, że choroby są różne, tak jak różne bywają zdarzenia losowe — mówi pani Justyna. — Należy uczulać rodziców na sytuacje, w których kolega z problemami nie powinien wzbudzać drwin, ale raczej poczucie, że należy go wspierać. Niestety, rodzice rzadko rozmawiają z dziećmi o takich sprawach i skutki tego odczuwają dzieci, które mają problemy zdrowotne.


Najważniejsze jednak cały czas było oczekiwanie na operację, po której Filip mógłby poruszać się bez kul. Być może nigdy nie będzie tak sprawny jak rówieśnicy, ale noga będzie na tyle sprawna, że będzie mógł uczestniczyć w treningach piłki nożnej. Nie będzie unieruchomiony, stanie się bardziej samodzielny.
— Przed ostatnią operacją Filip był już podłamany, od chodzenia o kulach bolały go ręce, kręgosłup — wspomina mama. — A nie chciał jeździć na wózku, chyba czułby się tym mocno skrępowany.


W końcu nadszedł ten dzień - 16 września 2019 roku w warszawskiej klinice Filipa zoperowali specjaliści: dr David Feldman, dr Michał Deszczyński, dr Tomasz Albrewczyński. Przeprowadzono transfer ścięgien, na szczęście obyło się bez osteotomii, czyli przecięcia kości.
Dla chłopca to stanowiło nie tylko uporanie się z fizyczną dolegliwością, ale również komfort psychiczny, nadzieja, że już niebawem będzie mógł dołączyć do kolegów grających w piłkę na boisku.
— Ma humor, lekarze podziwiają jego silny organizm — mówiła nam krótko po operacji syna Justyna Czerniawska. — Spodziewali się, że będą potrzebne bardzo silne leki przeciwbólowe, a podawane były tylko podstawowe.


Jak teraz wygląda dzień Filipa? Zdalne nauczanie jak w przypadku wszystkich uczniów oraz intensywna rehabilitacja pięć razy w tygodniu, częste wizyty u specjalistów, podróże do lekarzy praktycznie po całej Polsce, turnusy rehabilitacyjne.
— Jesteśmy trochę tym wszystkim zmęczeni, w dodatku ograniczenia związane z epidemią powodują wahania nastroju, negatywne emocje, ale dajemy radę — mówi pani Justyna.


Najważniejsze, że Filip chodzi już bez kul, uczęszcza na wymarzone treningi piłki nożnej (bardziej rekreacyjne niż wyczynowe), oczywiście musi cały uważać na nogę, ale wreszcie może robić to, co zawsze kochał - grać w piłkę, spotykać się z grupą, rówieśnikami.
— Rehabilitacja nie już tak bolesna, jak od razu po operacji — przyznaje chłopiec. Dzięki temu jest teraz nawet bardziej rozciągnięty, wysportowany niż inne dzieci, które nie mają — zwłaszcza teraz — takiej aktywności.

Na pewno cieszy to, że sytuacja zdrowotna Filipa się poprawiła, ale nie można zrezygnować z systematycznej rehabilitacji, opieki lekarzy specjalistów, a to wszystko kosztuje i przekracza możliwości mamy chłopca.
— Leki, rehabilitacja, dojazdy do lekarzy, sprzęty rehabilitacyjne, odpowiednie odżywianie - to pochłania dużo pieniędzy — mówi Justyna Czerniawska. — Bardzo dużo pomaga nam w tym Fundacja "Przyszłość dla dzieci", a także zbiórki pieniężne organizowane przez mieszkańców Giżycka, lokalnych (i nie tylko) przedsiębiorców, którzy włączali się do zbiórek i licytacji. Bardzo dziękujemy wszystkim za to wsparcie, to dla nas bezcenne.
Katarzyna Tomaszewicz

ŻEBY PRZEKAZAĆ 1 PROCENT PODATKU, wystarczy wpisać w rozliczeniu PIT-u numer KRS 0000148747. A już dziś można dokonać wpłaty na konto Fundacji "Przyszłość dla dzieci": 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.


2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5