Anna Słowik z Ługwałdu uczy się gwary warmińskiej. "Większość się dziwi: po jakiemu ja mówię?"

2023-06-09 19:00:00(ost. akt: 2023-06-09 14:27:13)
Ania Słowik rozkochana jest w Warmii

Ania Słowik rozkochana jest w Warmii

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Nie ma takiej drugiej jak Ania Słowik. Nie ma, bo 15-latka z Ługwałdu pod Olsztynem ma nietypową pasję. Doskonali gwarę warmińską. Mówi, tłumaczy i staje na podium ogólnopolskich konkursów. I twierdzi, że choć to język nie z tej ziemi, to... właśnie jest z tej ziemi.
Ania Słowik to prawdziwy tygiel kultury. Rodzice pochodzą z Mazur, ale osiedli się na Warmii. I właśnie tu na świat przyszła Ania. 15-latka ma więc mazurskie korzenie, ale czuję Warmię jak mało kto. To jest jest mały świat, w którym się rozwija.

— Wszystko zaczęło się w trzeciej klasie podstawówki. Pani ze świetlicy zaproponowała, żebym wzięła udział w konkursie gwary warmińskiej. Musiałam wyrecytować tekst. Załapałam się za głowę, bo nic nie rozumiałam. Byłam w szoku, bo dziś już nikt tak nie mówi. Nawet słowa nie przypominają tych, których dzisiaj używamy. Gwara jest jak obcy język! Ale do odważnych świat należy. Gdy poznałam znaczenie słów, było mi znacznie łatwiej. Dlatego nauczyłam się tekstu, powiedziałam go na konkursie i… zakochałam się w gwarze — opowiada Ania Słowik. — Zrozumiałam, że gwara to coś niezwykłego. Nie każdy ją zna i nie każdy może jej używać. Osoby, które nią mówią, można policzyć na palcach jednej ręki. Wśród nich jestem ja. To niesamowite znać podstawy gwary i umieć coś powiedzieć. I to takie nasze, warmińskie.

Ania Słowik z mamą Iwoną
Fot. Zbigniew Woźniak
Ania Słowik z mamą Iwoną

— Ania urodziła się na Warmii, więc to jej historia. Gdy zaczęła się uczyć do pierwszego konkursu, cała rodzina była w szoku. Dziwiliśmy się: po jakiemu ona mówi? To jakiś kosmos! — wspomina Iwona Słowik, mama Ani. — Na szczęście konkurs poprzedzały warsztaty, w których Ania wzięła udział. Tłumaczyła test pisany gwarą na polski. Oswajała się, poznawała słowa, uczyła się… I tak się zaczęło. Był jeden konkurs, potem kolejny i kolejny. Zaczęło się w trzeciej klasie podstawówki, a dziś Ania chodzi do pierwszej klasy liceum. I końca przygody z gwarą nie widać.

To nie jest łatwe przecież!


Gdy Ania była w ósmej klasie, wypłynęła z „wiejską gadką” na szerokie wody. Pojechała do Krakowa, żeby tam mówić po warmińsku podczas ogólnopolskiego konkursu gwary.

— Z Warmii byłam jedyna. Bo gwara warmińska jest zapomniana. Ale udało się. Córka zajęła trzecie miejsce. W tym roku również za nami sukces. Ania wróciła z drugą nagrodą. Trzeba jeszcze jechać w przyszłym roku — trzyma kciuki mama. — Co roku jest inny temat przewodnikonkursu. Rok temu Ania musiała opowiedzieć gwarą, jak bawili się niegdyś dziadkowie. W tym roku w maju opowiadała o tym, jak pracowało się niegdyś na roli.

— Kiedyś nie używano maszyn rolniczych. Wszystko robiono ręcznie. Mężczyznom pomagały żony z dziećmi, każdy był za co innego odpowiedzialny. To była wspólna praca. Ludzie byli ze sobą, byli szczęśliwsi. Pomocni byli też sąsiedzi, co na pewno wpływało na relacje we wsi — podkreśla Ania. — Może i było trudniej pracować, ale na pewno było łatwiej i ciekawiej żyć.

Ania Słowik rozkochana jest w Warmii
Fot. Zbigniew Woźniak
Ania Słowik rozkochana jest w Warmii

— W Krakowie poprzeczka ustawiona jest wysoko. Tamtejszy rejon opanowali górale, którzy mówią gwarą na co dzień. Są nie do pobicia. Mocny jest też Śląsk. Na scenie mówić gwarą trzeba minimum pięć minut. To niełatwa sprawa. I im bliżej konkursu, tym częściej w naszym domu pojawiają się warmińskie słowa. Zdarza się, że nawet w szkole coś powie — dodaje mama. — Na początku to było dziwne. Ale dziś zdarza się, że razem mówimy gwarą. Oczywiście są to pojedyncze słowa. Nic więcej nie jesteśmy w stanie z siebie wykrztusić. To nie jest łatwe przecież! Ale słucham Ani zawsze z zainteresowaniem. I sprawdzam, czy nie robi błędów. Dostaję tekst do ręki i porównuję. Ale nauczyłam się już, że Ania nie recytuje od pierwszego wyrazu do kropki. Potrafi modyfikować tekst, bo go rozumie i wie, o czym mówi. Chodzi o to, żeby przekazać sens. Ani świetnie to wychodzi.

Trudna piosenka


Ania jest samoukiem. Co prawda uczestniczyła w warsztatach, ale żeby brać udział w konkursach, musi sama wgryzać się w gwarę.

— Gdy brałam udział w konkursach regionalnych, warsztaty były mi pomocne. Teraz uczę się sama. Przerabiam teksty korzystając z elementarza warmińskiego — opowiada Ania. — Mam nawet swoje ulubione słowa. Gdy przygotowywałam tekst na konkurs w Krakowie, zaintrygowało mnie słowo „drzewniany”, które oznacza coś drewnianego. Brzmi dźwięcznie i ciekawie. Z kolei słowo, którego na początku nie mogłam wymówić, a które też jest ciekawe, to piosenka, czyli „spsiwnia”. Zapadło mi w pamięć.

Bliżej tradycji


Mówić po warmińsku na pewno pomaga jej strój. Gdy go ubiera, przenosi się w czasy wiejskich gadek.

— Bardzo podoba mi się strój warmiński. Gdy mam go na sobie, mam poczucie, że cofnęłam się w czasie. Oczarował mnie, bo naprawdę coś w sobie ma. Fascynują mnie kolory — różowe, czerwone, brązowe… Szkoda, że dzisiaj już się takich nie nosi — opowiada Anna Słowik. — Zakładając strój warmiński, czuję, że jestem bliżej tradycji.

I tę tradycję przybliża też innym.

— Niektórzy nawet nie wiedzieli, że Warmia miała swoją gwarę. Ale większość się zachwyca i dziwi: po jakiemu ja mówię? I że to język nie z tej ziemi. A właśnie, że z tej ziemi — uśmiecha się Ania. — Zdarza się, że chodzę do szkół i opowiadam dzieciom o gwarze warmińskiej. Teraz wiem, że będą wiedzieć, czym jest gwara i jak kiedyś mówili Warmiacy.

Ania Słowik rozkochana jest w Warmii
Fot. Zbigniew Woźniak
Ania Słowik rozkochana jest w Warmii

Ania żyje nie tylko gwarą. Uczy się w I Liceum Ogólnokształcącym w Olsztynie. Skończyła też szkołę muzyczną I stopnia na fortepianie.

— Ale sama dla siebie w domu gram też trochę na gitarze. I śpiewam. Ale teraz wciąga mnie teatr. Należę do grupy teatralnej Goniec Teatralny. Przygotowujemy sztukę. To bardzo otwiera umysł i uskrzydla. Jestem też harcerką. Pamiętam, gdy byłam mała, jak sąsiadki chodziły na zbiórki. Też chciałam przeżywać taką przygodę, mieć mundur i jeździć na obozy. Dziś już mam sześcioletni staż w harcerstwie i wkraczam w wiek wędrowniczy. Mam swój zastęp, prowadzę zbiórki i jestem zastępową — cieszy się Ania. — Poza gwarą uczę się też angielskiego i francuskiego, a w szkole podstawowej uczyłam się niemieckiego. Zauważyłam, że dużo wyrazów w gwarze warmińskiej jest podobna do niemieckich słów. To mi ułatwiało zapamiętywanie. Ale języków nowożytnych jest o wiele łatwiej się uczyć. Wystarczy wyjechać zagranicę albo rozmawiać z kimś, kto dobrze zna język. Z gwarą jest o tyle trudno, że nikt nią nie mówi. Elementarz to niewiele, bo najlepszą lekcją byłby dla mnie kontakt z żywym językiem. Mimo wszystko jestem zachwycona, że mogę mówić tak, jak rozmawiano kiedyś na Warmii. Że to, co było kiedyś, jest we mnie dzisiaj.

ADA ROMANOWSKA

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. und #3109947 10 cze 2023 05:59

    I o takiej młodzieży należy pisać bo to potwierdza naszą tożsamość. Przypominają mi się czasy dzieciństwa, gdzie słyszałem obok gwary wileńskiej gwarę warmińską. Jedną i drugą kojarzyłem z Polską bo czułem się Polakiem choć byłem dzieckiem. Na tym musimy budować naszą przyszłość bo to właśnie jest potęga, której nam nikt nie zabierze. Wszystko inne jest tylko dodane.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz