Da się żyć bez Netflixa? I czy naprawdę jest nam potrzebny?

2022-05-15 12:30:00(ost. akt: 2022-05-13 14:33:35)
Serwisy streamengowe wciągnęły nas na dobre

Serwisy streamengowe wciągnęły nas na dobre

Autor zdjęcia: pixabay.com

Czym jest Netflix? Matką, żoną, kochanką? Na pewno daje nam to, czego pożądamy. Tu i teraz. Uzależnia i sprawia, że możemy dozować sobie szczęście. Tylko czy na naszych warunkach?
Na Polskę padł blady strach. Netflix planuje ograniczyć współdzielenie kont. Nie będzie można korzystać z konta sąsiada. Z tego samego, z którego korzysta pół bloku, kumple z pracy, ogrodnik, a może nawet i jego pies. Kończy się pewna era.

W sumie Netflix nieźle to sobie wymyślił. Najpierw zgadzał się na udostępnianie kont innym osobom. Bo niby co w tym złego? Niech ludzie przyzwyczają się do oglądania. Niech wkręcą się w seriale. Niech życia poza nimi nie widzą… A później, gdy już się wkręcą, zapłacą. Tylko czy na pewno to zrobią? Dziś pakiet podstawowy z marną jakością obrazu, na tylko jeden ekran, kosztuje 29 zł miesięcznie, a 348 zł rocznie. Trochę sporo jak na jakość z VHS-ów. Bardziej opłaca się pakiet premium w 4K i na cztery ekrany za 60 zł miesięcznie, czyli 720 zł rocznie. Gdy to konto podzieli się na czterech sąsiadów, wychodzi 15 zł na głowę za miesiąc. Tanio jak barszcz, prawda? I dlatego Polacy weszli w to jak w masło. Teraz muszą wyjść. A z masła tak łatwo się nie wychodzi…

Dlatego siedzimy w Netflixie

Netflixa teoretycznie wymaga, by z jednego konta korzystali wyłącznie widzowie w jednym domu. Oddzielnie mąż, oddzielnie żona, oddzielnie dzieci. Tylko że nie w Polsce. Przez lata wyszkoliliśmy się w omijaniu przepisów. Można to nazwać, tak po polsku, kombinowaniem. Chodzi w nim o wyjątkową życiową zaradność i spryt. Wszyscy więc jesteśmy kombinatorami, gdy wymaga tego sytuacja. W dodatku kombinowanie to do tego stopnia polska cecha, że słowo to nie ma właściwie odpowiednika w innych językach.

W Polsce zaczął to robić już Michał Drzymała w XIX wieku. Gdy nie dostał od władz Królestwa Prus pozwolenia na budowę domu na własnej działce, postawił na niej wóz cyrkowy, w którym zamieszkał. Urzędnicy jednak i tu znaleźli haczyk. Stwierdzili, że skoro wóz stoi w jednym miejscu, to jest domem. Drzymała i na to znalazł sposób — codziennie nieznacznie przesuwał wóz. Później mieliśmy okupanta na głowie, a jeszcze później przyszedł PRL. Byliśmy cinkciarzami i pędziliśmy bimber. Wymykaliśmy się cenzurze. Oczywiście z życiowej konieczności. Ta nakłoniła nas też do obchodzenia prawa w czasie pandemii. Był lockdown, wszystko było zamknięte. Ale hotelarze oferowali pokoje jako schowek na narty, inni zatrudniali pracownika do przytulania alpak. Kolejni organizowali treningi brydżowe. Potrzebni byli też operatorzy łopat i konserwatorzy powierzchni.

Z Netflixem nie mogło być inaczej. Teraz trudno będzie nam go odebrać.

Netflix nas wykończy


To aż niewiarygodne, ale w Indiach pojawił się pierwszy przypadek klinicznego uzależnienia od Netflixa. Pacjent trafił nawet do kliniki psychiatrycznej. 26-letni mężczyzna przyznał, że od pół roku spędzał przed telewizorem kilkanaście godzin dziennie. Miał trudności ze snem i pogorszył mu się wzrok. A oglądając nałogowo seriale i filmy, uciekał od rzeczywistości. Do tego był bezrobotny, nie mógł znaleźć pracy, a seriale pozwalały mu nie myśleć, w jak kiepskiej sytuacji się znajduje. To brzmi jak fake news, prawda? Ale to samo życie.

Odkąd platformy streamingowe stały się popularne, zaczęło łapać nas dziwne zjawisko. Psychologowie nazywają je binge-watchingiem. To po prostu kompulsywne oglądanie seriali. A stąd o krok od poważnego uzależnienia. Binge-watching charakteryzuje się oglądaniem kilku odcinków serialu z rzędu. Kończy się jeden, a ty wciągasz się w drugi. W trzeci… I nawet trudno ci wstać z kanapy, aby zrobić sobie herbatę. Znasz ten klimat?

Uzależnić można się od wszystkiego. Najpierw myśleliśmy, że tylko od alkoholu i narkotyków. Później pojawiły się gry komputerowe i online. Dużo mówi się, że internet zjada nas od środka. Smartfony też nam żyć nie dają, choć nam to życie umilają. Zawsze temu zaprzeczamy, gdy ktoś nas o to spyta. A wystarczy przejechać się autobusem, żeby się o tym przekonać. Wszyscy „siedzą” w telefonach. A w domach siedzą na kanapach. Serwisy streamengowe wciągnęły nas na dobre. Niech pierwszy rzuci kamieniem, to nie wciągnął nosem kilku odcinków naraz. A gdy serial już się skończył, głośno jęknął, że to już koniec i nie ma już nic. Tylko czy jak w piosence – jesteśmy wolni, możemy już iść?

— Ten nieszczęsny Netflix kopnął mnie ostatnio w tyłek. Skończyła mi się subskrypcja, jakoś tak niespodziewanie. Chciałam coś sprawdzić, a tu bach!, trach!,rach-ciach! z ekranu spojrzał na mnie smutny napis „Odnów subskrypcję”. Pomyślałam, że mogę zaczekać. Przecież mam co oglądać, mam co czytać (kupka wstydu rośnie) i żaden Netflix nie jest mi tak naprawdę do szczęścia potrzebny — zwierzyła się raz na łamach spidersweb.pl Joanna Tracewicz, dziennikarka. — Znacie to uczucie, kiedy wiecie, że musicie biec o jakiejś chorej godzinie po paczkę papierosów do sklepu, bo w poprzedniej zostały wam już tylko dwa? Wiecie, że lepiej teraz wyjść na ten ziąb, niż potem płakać i gryźć nogę od stołu. A kiedy już wracacie do domu zmarznięci… z tej pierwszej paczki do rana nic nie znika. Gdybyście natomiast nie poszli do sklepu, chciałoby się wam palić co pięć minut. Tak samo mniej więcej jest z Netflixem, tylko on nie powoduje raka albo impotencji. Ale uzależnia.

Prawdziwa magia zaczyna się później


A właściwie dlaczego my tu tak ciągle o Netflixie? Jest mnóstwo serwisów streamingowych, które tak samo nas wciągają. Jedne są tańsze, za inne słono trzeba zabulić, ale wszystkie kupują nas tym samym. Są różnorodne. I potrafią dać na więcej niż daje nam rzeczywistość.

— Co takiego dzieje się, że jesteśmy w stanie poświęcić dużą liczbę godzin naszego życia na rzecz czyjegoś, dziejącego się na szklanym ekranie? W naturalny sposób, tak jak inne naczelne, jesteśmy wyczuleni na szybkie ruchy i nagłe dźwięki. Nagłe cięcia, zbliżenia i dźwięki trzymają nas w napięciu. Krew zwalnia, serce zaczyna bić wolniej. Ciało zastyga, większa porcja aktywności dzieje się teraz w mózgu, który przez zmysły chłonie i przetwarza to, co dzieje się na ekranie. Zwrot „nie mogłam oderwać oka” jest jak najbardziej adekwatny, ilość mrugnięć się zmniejsza, bo przecież można coś przeoczyć. Ten mechanizm jest bardzo dobry na początku, żeby przykuć uwagę. Prawdziwa magia zaczyna się później — tłumaczy psychoterapeuta Jakub Babij na swoim blogu. — Fale mózgowe mogą zacząć powoli przechodzić z obszaru beta, który jest naszym normalnym stanem do fal alfa, które prowadzą nas do lekkiego odprężenia. Dalej oglądamy nasz serial. Większa część naszej aktywności przechodzi z lewej do prawej półkuli. Upraszczając, można powiedzieć, że przechodzimy ze świata racjonalnego myślenia, pełnego zadań i logiki do świata emocji. Pojawiają się nasze naturalne opiaty, czyli endorfiny. Ich obecność automatycznie się przerwie, gdy tylko skończy się odcinek i przestaniemy oglądać oraz wznowi, gdy tylko ponownie zaczniemy. W ten sposób oglądnięcie pod rząd czterech odcinków ulubionego serialu nie tylko zapobiega niepewności (nasz mózg bardzo tego nie lubi), ale tworzy kontinuum na poziomie chemii generującej się w naszym mózgu. Dzięki opcji streamingu lub możliwości ściągnięcia ulubionego serialu pojawiła się możliwość nieustannego zasilania mózgu kolejną porcją chemii. Nie trzeba czekać na kolejny tydzień lub oglądać coś losowego, co akurat jest w telewizji.

I dodaje: — Jeśli oglądasz jeden odcinek za drugim, nie ma też szansy na „opóźnioną gratyfikację” — mechanizm, który sprawia, że robisz coś, wiedząc, że dostaniesz nagrodę w terminie późniejszym (np. uczenie się testów na prawo jazdy — nudna aktywność, jazda samochodem po zdobytym prawku — nagroda). W przypadku robienia sobie maratonu serialowego nie ma opóźnionej nagrody. Dostajemy natychmiastową gratyfikację. Mózg działa jak mięsień. Jeśli przyzwyczaimy go, że gratyfikacja zawsze przychodzi od razu, będzie tego oczekiwał cały czas i na wielu różnych polach pomimo konsekwencji. Jeżeli zdarzyło ci się kiedyś spać 4-5 godzin z powodu ulubionego serialu — pewnie wiesz, o czym mówię.

Zatem, czy da się żyć bez Netflixa?


Popularność Netflixa w Polsce rośnie w zabójczym tempie. Jeszcze na początku 2021 roku Netflix miał niespełna 7 milionów użytkowników w Polsce i o podium musiał walczyć z Pleyerem, który jest tańszy. Już w październiku Netflix miał ponad 12,2 miliona użytkowników i przegonił serwis TVN-u. Nie oznacza to, że tyle osób faktycznie opłaca abonament, a jedynie, że odwiedza witrynę serwisu lub korzysta z jego aplikacji. Mimo wszystko wychodzi, że co trzeci Polak ma styczność z Netflixem. Ale dwóch pozostałych jakoś sobie radzi. Dlaczego?

Z Netflixem jest jak ze słonym karmelem albo sushi — głupio jest mówić, że się nie lubi. To taki rarytas XXI wieku. Gdyby nie było możliwości współdzielenia kont, nie byłoby aż takiego szału. Nie zarywalibyśmy nocy, nie wyczekiwalibyśmy nowych historii, które po części zastępują nasze życie. Bo ile moglibyśmy przeżyć, gdyby nie siedzenie przed ekranem? Najlepsze seriale pisze samo życie. Życzę wam tylko tych najlepszych.

Ale trzeba przyznać, że Natflixowi udało się to, o czym cały czas marzą media społecznościowe. Stworzył prawdziwą globalną wspólnotę.

ADA ROMANOWSKA

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. JACK #3099441 16 maj 2022 08:41

    Mi tez Netflix nie potrzebny bo nie ma tam mojego ulubionego porno dla gejów.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) odpowiedz na ten komentarz

  2. basilo #3099415 15 maj 2022 21:43

    Mi tam Netflix nie potrzebny. Stomil w drugiej lidze i będę na Stomil chodził bo uważałem cały czas że to jego miejsce. teraz dotrzymam słowa.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz

  3. basilo #3099408 15 maj 2022 15:43

    Pardon a co to ten netflix? Mnie wystarczą ksiązki, PRII i czasami internet i YT. A mimo to czasu na sport mam niewiele, nawet filmów w TV nie oglądam.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) odpowiedz na ten komentarz