Przeżyła dzięki temu, że mąż osłonił ją własnym ciałem. Lekarz z Olsztyna, Łukasz Grabarczyk, przywiózł Tatianę z Ukrainy do Olsztyna [WIDEO]

2022-05-10 20:14:02(ost. akt: 2022-05-11 13:54:06)
Dr Łukasz Grabarczyk z Tatianą

Dr Łukasz Grabarczyk z Tatianą

Autor zdjęcia: archwium prywatne

Świat Tatiany z Czernihowa legł w gruzach, gdy wyszła z mężem na spacer. Z nieba zaczęły spadać rakiety. Kobietę na leczenie do Olsztyna przywiózł dr Łukasz Grabarczyk, neurochirurg z Olsztyna, który wcześniej operował jej syna.
Wojna nie cichnie. Cały czas w Ukrainie rozbrzmiewają alarmy bombowe. Walka trwa. Również walka o życie, wolność i spokój. O zdrowie. Gdy na Czernihów na północy Ukrainy spadały bomby na początku marca, świat Tatiany legł w gruzach. Gdy wyszła na spacer z mężem, tuż obok nich spadła rakieta. Mąż osłonił ją własnym ciałem. Zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Ona została ciężko ranna.

— Podbiegli do nas chłopcy z karabinami. Od razu spytali, co się stało. Patrzyli na moją rękę. Jeden przyniósł opaskę i ją zacisnął. Drugi zawołał: „Popatrzcie na jej nogę!”. Podszedł też do męża i zobaczył wyrwę na jego plecach i uznał, że lepiej go teraz nie ruszać. Nie chciałam nigdzie jechać, chciałam przy nim zostać. Potem znowu coś nadlatywało. Kazali nam leżeć — wspomina Tatiana, którą cytuje RMF FM. — Nasi żołnierze wezwali pogotowie. Ale nie mogło szybko przyjechać, bo cały czas strzelali.

Usłyszałem, że zwariowałem


Tatiana została sama. Z synem Denysem, który walczył na froncie w Mariupolu. Ciężko ranny Denys trafił do lwowskiego szpitala, gdzie z Olsztyna przyjechał neurochirurg Łukasz Grabarczyk, by pomagać przyjaciołom lekarzom. Olsztyński doktor wyjął mu odłamki z kręgosłupa, a potem przywiózł do Olsztyna.

Dr Łukasz Grabarczyk w ukraińskim szpitalu
Fot. archwium prywatne
Dr Łukasz Grabarczyk w ukraińskim szpitalu
— Pewnego dnia zobaczyłem, że Denys, mój pacjent, jest wyjątkowo smutny. Powiedział mi, że zabili mu ojca i postrzeli matkę w Czernihowie. To właśnie Tatiana — mówi Łukasz Grabarczyk. — Gdy dowiedziałem się, że musiała uciekać do Kijowa, bo jej dom został zniszczony przez Rosjan i nie ma przy niej żadnej rodziny, postanowiłem po nią pojechać. Szukałem sposobu, żeby ją wydostać. Pewnego dnia, po ostatniej operacji we lwowskim szpitalu, zdecydowałem, że to już czas. Od kolegów lekarzy usłyszałem, że zwariowałem. Wtedy akurat, po wcześniejszych atakach, był czas masowych powrotów do Kijowa. Drogi były zniszczone i tworzyły się korki. Doradzono mi, żebym nie jechał swoim samochodem, ale pociągiem medycznym. Akurat jechał po rannych, więc był pusty. Wysiadłem w Kijowie. W czasie mojej podróży — jak się dowiedziałem później — Ukraińcy zatopili krążkownik Moskwa. Rosjanie atakowali w odwecie. I gdy byłem już na dworcu, usłyszałem dźwięk syren.

Szabrowników zabijamy na miejscu


Od razu zaczął się nalot. — Na szczęście nic mi się nie stało — wspomina Łukasz Grabarczyk. — Miałem na skrawku papieru adres Tatiany. Trudno było znaleźć to miejsce, bo nie znałem miasta. Nie było nawet numeru telefonu, żeby zadzwonić. Ale wpadłem na pomysł, żeby wezwać Ubera, bo taksówki przecież nie działały. Za kierownicą siedział fenomenalny człowiek — profesor politechniki kijowskiej. W czasie wojny nie może wykładać, więc postanowił wozić ludzi. I on zawiózł mnie do Tatiany. Niepewnie nacisnąłem guzik domofonu, bo na drzwiach widniał napis: „Szabrowników zabijamy na miejscu”. Zszedł do mnie jakiś mężczyzna. Ale gdy powiedziałem, że jestem z Polski, zaprosił mnie do domu. I gdy weszliśmy do środka, zaczął parzyć mi kawę. Była przepyszna, jedna z najlepszych, jaką kiedykolwiek piłem w życiu! Mała kawa w zwykłym kubku, w szarej kuchni u zwykłych i niesamowicie serdecznych ludzi. Gdy ją piłem, do kuchni weszła Tatiana. Bardzo cierpiała z powodu postrzelonej ręki. Gdy pokazałem jej zdjęcie Denysa, powiedziała: „O, mój chłopczyk…”.


Bucza była preludium


Tatiana jest jedną z niewielu osób, które przeżyły masakrę w Czernihowie. Rosjanie strzelali dosłownie do wszystkich. Z powodu walk blisko sto osiedli straciło prąd i dostęp do bieżącej wody. To m.in. dlatego w ciągu kilku dni długie i bujne włosy Tatiany pokryła siwizna.

— Do najgorszego doszło w chwili, kiedy Rosjanie wycofywali się z miasta. Mieszkańcy wyszli na ulice. Na spacer, po chleb… I wtedy Rosjanie wrócili. Tatiana opowiadała mi straszne historie. Czernihów do dzisiaj jest zaminowanym miastem. Tam cały czas pracują saperzy i słynny pies Patron. Tam, z powodu niebezpieczeństwa wybuchu, nikt jeszcze nie dotarł. Może się okazać, że Bucza była tylko preludium, a największe zbrodnie miały miejsce właśnie w Czernihowie — podkreśla lekarz. — Tatiana po ataku trafiła do szpitala. Gdy zakładano jej stabilizator ręki, zaczął się ponowny ostrzał. Zdecydowano, że wszystkich pacjentów trzeba wywieźć do Kijowa. I wtedy zaczęło się bombardowanie drogi. Ludzie musieli uciekać do lasu. Busy zostały zniszczone. Atak przeżyły tylko dwie osoby. I wtedy pieszo, z postrzeloną ręką, uciekała do Kijowa. To około 80 km. Była przerażona. Na szczęście ktoś przypadkowy wziął ją do samochodu. A że była w szoku, nie trafiła do szpitala, tylko do domu tych ludzi. I tam właśnie ją znalazłem.


Szukamy im miejsca na ziemi


Nie możemy porozmawiać z Tatianą, bo przebywa teraz w otwockim szpitalu, gdzie przeszła skomplikowaną operację ręki.

Torba, w którą spakowała się Tatiana

— Tatiana wzięła ze sobą tylko jedną torbę ubrań, które dostała jeszcze w czernihowskim szpitalu. Bo to, co miała na sobie, było zakrwawione. Nie mogła też wrócić do domu, bo został zbombardowany. Wszystko straciła. Do Lwowa jechaliśmy pociągiem medycznym, który wracał z rannymi — zauważa Łukasz Grabarczyk. — Tatiana zaraz po wejściu do wagonu zrobiła mi kanapki. Tą przestrzeloną ręką… Rozczuliłem się niesamowicie. Później, już we Lwowie, wsiedliśmy do mojego samochodu, którym dotarliśmy do Olsztyna. Pojechaliśmy prosto do Denysa. Był właściwie pierwszą osobą, którą spotkała po wyjściu z mieszkania w Kijowie. Później tu, w olsztyńskim szpitalu, Tatiana przez dwa tygodnie była badana. Ręka ma bardzo skomplikowane uszkodzenie, ale na szczęście jest po operacji w Otwocku. Co przed nią? Denys pojechał kontynuować rehabilitację do Norwegii. Mam nadzieję, że Tatiana do niego dołączy. Szukamy im miejsca na ziemi. Najważniejsze, że są teraz bezpieczni.

Dr Łukasz Grabarczyk

ADA ROMANOWSKA


Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. olsztyniak #3098987 11 maj 2022 09:10

    Czy to prawda że jest decyzja dotycząca stawiania pomnika Stiepana Bandery w Polsce żeby ukrańcy czuli się u nas bardziej swojo, prawie jak u siebie?

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-25) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. Dorota #3098951 10 maj 2022 22:16

      Ludzie, Polacy - nie kupujcie UKRAIŃSKIEJ tzw gazety olsztyńskiej dopóki nie zawiśnie w jej logo flaga Polski. Jesteśmy w Polsce, a nie na ukrainie czy w polin.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-9) odpowiedz na ten komentarz

    2. BZ #3098934 10 maj 2022 21:50

      Ja się pytam co znowu robi flaga obcego państwa na głównej stronie portalu. A może Gazeta Olsztyńska jest już całkowicie ukraińska? Na miłość boską, gdzie my żyjemy. Jeszcze trochę a ukry wejdą nam na głowę.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-6) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)