Dostała brudną wodę? Wracamy do tematu [INTERWENCJA]

2021-06-15 13:01:50 (ost. akt: 2021-09-07 14:17:39)
Baniak, który stanął przed domem pani Danuty.

Baniak, który stanął przed domem pani Danuty.

Autor zdjęcia: czytelniczka

Pani Danuta z Marianki pod Pasłękiem z dnia na dzień została pozbawiona wody. Sąsiad odciął do niej dostęp. Gmina dostarczyła baniak, żeby miała wodę na posesji. Była brudna? Kobieta pobrała próbki i zbadała wodę. Wynik „zwalił ją z nóg”.
Gdy zabrakło wody w gospodarstwie Danuty Wojczys, gmina dostarczyła baniak pełen wody. Ale gdy do niego zajrzała, okazał się brudny w środku. Woda wydawała się niezdatna do picia. Z taką tezą nie zgadza się Zbyszko Zieliński, dyrektor Przedsiębiorstwa Usług Wodno-Kanalizacyjnych w Pasłęku. — Baniaki są pod specjalnym reżimem sanitarnym, więc niemożliwe, żeby woda dostarczona przez nas była zanieczyszczona — tłumaczył.

Pani Danuta postanowiła jednak zbadać wodę w Laboratorium Badania Wody w Elblągu.

Woda ma wysoką zawartość żelaza i bakterii E. coli, które są spowodowane długim staniem wody w baniaku. Przekraczają normę. Prosiłam, żeby woda została wymieniona, ale nie była — wyjaśnia Danuta Wojczys. — W tej chwili dostałam nowy baniak ze świeżą wodą. Ale nie wiem, jaka woda została nalana. Nie mam do niej zaufania. Dlatego kupuję wodę w sklepie albo jeżdżę do rodziny.

Żeby pobrać próbkę wody, trzeba mieć specjalne uprawnienia i znać technikę pobierania — odpowiada Zbyszko Zieliński. — Pani Danuta pobrała próbkę z pierwszej beczki, a my już dostarczyliśmy ich pięć. Bo ta pani cały czas używa naszej wody. Jej mąż przyjeżdża nawet do nas ze zbiornikami i bierze wodę do oprysków. Współpraca więc się układa. Całe miasto zresztą używa tej samej wody. Oczywiście woda z baniaka jest przydatna do spożycia po przegotowaniu. Taka informacja widnieje na baniaku. Bo to nie jest zbiornik hermetyczny, ale zamykany włazem. W czasie nalewania dostaje się do niego powietrze. Ale na pewno woda nie jest niezdatna do picia i brudna. I na pewno jest wymieniana.

A dlaczego sąsiad „odciął” jej dostęp do wody? — Kiedyś sąsiedzi, gdy budowali dom, dostali od nas dostęp do wody z naszego przyłącza. Nie mieli pieniędzy, więc im je użyczyliśmy — tłumaczy Grzegorz Łukaszuk, sąsiad pani Danuty. — To tak jak z samochodem. Można go komuś pożyczyć, żeby mógł dowozić nim dzieci do szkoły. Ale gdy ktoś nie chce oddać auta, bo cały czas tłumaczy, że musi dzieci dowozić, to sprawa się komplikuje.

— Przyłącze wody zostało w całości wybudowane z naszych środków, a po wybudowaniu jesteśmy ich właścicielem — podkreśla pani Danuta. — Wypowiedź sąsiada nie jest zgodna z prawdą. Mieliśmy stosowne fundusze, bo sprzedaliśmy m.in. mieszkanie w korzystnej cenie. Posiadaliśmy też duże gospodarstwo. Mam dokumenty, które przeczą temu, co powiedział sąsiad.

ar