Ma pić brudną wodę? Innej nie ma, bo sąsiad zakręcił kurek [FILM]

2021-06-08 18:29:00 (ost. akt: 2021-09-07 14:36:59)
Tak wygląda woda w baniaku. Jest zanieczyszczona.

Tak wygląda woda w baniaku. Jest zanieczyszczona.

Autor zdjęcia: czytelniczka

Pani Danuta z Marianki koło Pasłęka od kilku dni żyje bez wody... Sąsiad odciął do niej dostęp. Gmina dostarczyła baniak, żeby miała wodę na posesji, ale ta... okazała się zanieczyszczona.
Pani Danuta, jak mówi, z dnia na dzień została pozbawiona drogi wyjazdowej, o czym pisaliśmy w Gazecie Olsztyńskiej. Sąsiad odgrodził jej część i przez to nie może wyjechać sprzętem rolniczym, bo ten się nie zmieści. Teraz sąsiad odciął jej wodę. Z kranu nie leci ani jedna kropla.

— Sąsiad ma na mnie złość i odciął mi wodę. Możemy ze sobą nie rozmawiać, ale nie można komuś odcinać wody! — denerwuje się Danuta Wojczys, która mieszka w Mariance pod Pasłękiem. — Sąsiad prowadzi firmę, która jest uciążliwa dla sąsiadów. Między innymi mył tu samochody. Wszystkie środki, których używał do tego, szły w ziemię. Przez to przestały rosnąć mi tuje. Dlatego sąsiad miał kontrolę inspekcji ochrony środowiska. Po niej wszystkie samochody zostały przeniesione w inne miejsce. Ale zamiast się złościć, najpierw zwęził mi drogę, żebyśmy nie mogli wyjeżdżać z naszej posesji maszynami rolniczymi, a potem odciął wodę.

Pani Danuta była nawet na policji, ale ta interwencja nie przyniosła skutków. O pomoc prosiła też Przedsiębiorstwo Usług Wodno-Kanalizacyjnych w Pasłęku.

Baniak, który stanął przed domem pani Danuty.
Fot. czytelniczka
Baniak, który stanął przed domem pani Danuty.

— W umowie mam napisane, że woda musi być doprowadzona do licznika. A licznik mam w piwnicy. Tylko że wodociągi nic nie mogą zrobić, bo to sąsiad mi odciął wodę. W głowie mi się to nie mieści — opowiada pani Danuta. — Na szczęście postawiono mi baniak. Ale po dwóch bardzo upalnych dniach, poprosiłam o wymianę wody. Owszem, przyjechał nowy i pełny, ale woda nie nadaje się do użycia. Jest brudna. Ze szlamem. Przecież my możemy się nią zatruć! Zgłosiłam sprawę do sanepidu, ale nikt się nie pojawił. Poradzono mi, żebym oddała beczkę i wtedy zostaną zrobione próby. Tylko że jak zabiorą mi tę wodę, podmienią na czystą, to jaki będzie dowód, że była zanieczyszczona? Przyjechał do mnie nawet kierownik wodociągów. Z policją. Ale nikt nie zajrzał do beczki, żeby ocenić, jaka jest w niej woda. Zostałam natomiast oskarżona o przywłaszczenie mienia. I że to przestępstwo. Ale po co mi ten baniak? Teraz nie używam tej wody. Kupuję butelkowaną albo jeżdżę do rodziny.


— Baniaki są pod specjalnym reżimem sanitarnym, więc niemożliwe, żeby woda dostarczona przez nas była zanieczyszczona. Trudno to nawet stwierdzić, bo pani nie wpuszcza nas na teren swojej posesji. Musieliśmy interweniować z pomocą policji, żeby odzyskać baniak. Nie wiem, może ta pani sama wpuściła coś do wody?… — zauważa Zbyszko Zieliński, dyrektor Przedsiębiorstwa Usług Wodno-Kanalizacyjnych w Pasłęku. — A dlaczego pani Danuta nie ma wody w kranie? Przyłącze ma dwóch prywatnych właścicieli. Prawdopodobnie nawet wspólnie je kiedyś wybudowali, żeby oszczędzić na kosztach. Ale relacje między nimi się zmieniły i sprawa tak się skończyła. Nie jestem prawnikiem, ale wiem, że sąsiad, który odciął wodę, kiedyś wyraził pisemną zgodę na zbudowanie tego przyłącza na jego terenie. Ale przecież zgodę można wycofać… Przyłącze należy więc do pani Danuty i jej sąsiada. Zatem to sprawa między nimi. Sąsiad przysłał nam pismo, że 13 maja odłączy rurę zasilającą.

A co na to sąsiad?


— Kiedyś sąsiedzi, gdy budowali dom, dostali od nas dostęp do wody z naszego przyłącza. Nie mieli pieniędzy, więc im je użyczyliśmy. Przekop, projekt — to są koszty i ja to rozumiem. Dlatego mieliśmy nawet ustną umowę, że przez dwa lata mogą z tego korzystać, a po tym czasie zrobią swoje przyłącze. Ale oni to lekceważyli. Nie płacili za dzierżawę gruntu. A lata mijały. Nie przeszkadzało nam ta aż tak bardzo, bo mieli licznik i płacili za wodę. Jednak moja firma zaczęła się rozbudowywać. Gdy wybudowaliśmy kolejny budynek, ciśnienie w kranie było tak niskie, że zdecydowaliśmy się na odłączenie sąsiadów. Ale nie zrobiliśmy tego z dnia na dzień — tłumaczy Grzegorz Łukaszuk, sąsiad pani Danuty. — To tak jak z samochodem. Można go komuś pożyczyć, żeby mógł dowozić nim dzieci do szkoły. Ale gdy ktoś nie chce oddać auta, bo cały czas tłumaczy, że musi dzieci dowozić, to sprawa się komplikuje. Przecież to nie w porządku. Tak samo jest z drogą. Przebiegała przez moją działkę... Droga gminna jest węższa.

I dodaje: — Wysyłaliśmy sąsiadom pismo, że 13 maja zakręcimy wodę. Ale odczekaliśmy dwa tygodnie dłużej, żeby się zorganizowali. Ale nic nie robili. A teraz są niezadowoleni. Byliśmy nawet u burmistrza na rozmowie, żeby tę sprawę rozwiązać. Ale nic to nie dało.

— Burmistrz zaproponował, żeby wyłożyć na niego 13 tys. zł. Ale stary funkcjonował dobrze. I ja za niego też zapłaciłam! — dodaje Danuta Wojczys. — Do przyłącza sąsiada trzeba było zamontować większą rurę, żeby nie było problemu z ciśnieniem. I ja za to zapłaciłam. Dlatego nie rozumiem, że tak można zrobić. Zresztą można wyłączyć komuś prąd. Ale żeby odciąć wodę? Ona jest niezbędna do życia.

ADA ROMANOWSKA