Monika Grochalska: Stereotypy trzymają nas w klatce płci [ROZMOWA]

2021-04-11 16:12:00 (ost. akt: 2021-04-09 14:06:27)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne/ Pixabay

Poprzez kategoryzowanie rzeczywistości ułatwiamy sobie proces myślenia o świecie. Stereotypy oszczędzają nasz czas i wysiłek poznawczy — tłumaczy dr Monika Grochalska z Wydziału Nauk Społecznych UWM w Olsztynie. Coś jednak przez takie „uproszczenia” tracimy. Co?

— Skąd się biorą stereotypy na temat kobiet i mężczyzn?
— Stereotypy to schematy poznawcze, a zatem powstają w wyniku interakcji między ludźmi — mogą być przyjmowane przez jednostkę w wyniku własnych obserwacji, przejmowania poglądów innych osób, czy bardziej ogólnie — przejmowania wzorców przekazywanych przez społeczeństwo i kulturę. Treści te są przekazywane w procesie socjalizacji. Głównym nośnikiem stereotypów jest oczywiście język, w tym zawierające stereotypowe przekazy metafory, przysłowia, porzekadła. Istnienie stereotypów nie wynika ze złej woli ludzi, ponieważ jest to pewien mechanizm pozwalający uprościć proces poznawania rzeczywistości. Jednak to, że im ulegamy, może wynikać z nieświadomości i niewiedzy. A stereotypy nie są prawdziwe, ponadto mogą być krzywdzące. Jest wiele stereotypów, także niezwiązanych z płcią, jednak te dotyczące kobiet i mężczyzn są powszechne, ponieważ płeć jest cechą, którą posiada każdy i płciowość jest wpisana w nasze codzienne doświadczenia.

— Z jakiego rodzaju stereotypami mierzymy się najczęściej?
— Najbardziej znane stereotypy płci mówią, że kobiety są raczej domatorkami, wyżej cenią dom i rodzinę niż karierę zawodową, nie są nastawione na pracę i mniej angażują się w powierzone im zadania oraz są mniej rzetelne. Natomiast mężczyźni mają być silni, z łatwością podejmować decyzje, działać, zapewnić byt rodzinie. Mają też być niezależni, niezawodni i przywódczy.

— A czy są takie stereotypy, które udało nam się przezwyciężyć?
— Nie da się tego jednoznacznie ocenić, ponieważ to zależy m.in. od środowiska, w którym żyjemy, od grup społecznych, do których przynależymy. W bardziej postępowych, świadomych kręgach tych stereotypów jest mniej, natomiast równolegle istnieją społeczności, które nadal bardzo głęboko tkwią w tych schematach. Zmienia się to też pokoleniowo — przy czym z pokolenia na pokolenie niekoniecznie stereotypów jest mniej, ale na pewno są one nieco inne. Im większa jest nasza wiedza, tym zazwyczaj mniejsze obawy wobec przedstawicieli innych grup społecznych, a tym samym też mniej stereotypów. Zatem to zależy od wielu czynników.

— Jaki wpływ mają stereotypy na nasze funkcjonowanie w społeczeństwie? Czy wciąż jeszcze nam coś dają (może poczucie bezpieczeństwa?), czy już tylko odbierają?
— Mają oczywiście olbrzymi wpływ na nasze funkcjonowanie w społeczeństwie. Z jednej strony znacznie ułatwiają nam poznawanie rzeczywistości, z drugiej strony także nas ograniczają, ponieważ tkwimy w takiej sieci oczekiwań społecznych, „powinności”, które są trudne do spełnienia, często sprzeczne ze sobą, a zatem tkwimy w swoistej „klatce płci”, która może ograniczać nasz potencjał i możliwości rozwoju.
Poprzez kategoryzowanie rzeczywistości ułatwiamy sobie proces myślenia o świecie. Stereotypy oszczędzają nasz czas i wysiłek poznawczy. Nie chronią przed potencjalnym niebezpieczeństwem, jak kiedyś naszych przodków, ale z pewnością czynią życie nieco łatwiejszym. Kiedyś nowo poznanego człowieka trzeba było szybko ocenić pod kątem potencjalnego zagrożenia — przyjaciel czy wróg? Dziś już tak to nie działa, ale ten sam instynkt każe nam oceniać bardzo dychotomicznie — mądry czy głupi, ładny czy brzydki, życzliwy czy nie? Poza tym działa jeszcze tzw. efekt hallo, czyli na podstawie jednej przypisanej cechy — pozytywnej lub negatywnej — przypisujemy od razu inne, np. jak ktoś jest brzydki, to z pewnością także zły. I to już może być niebezpieczne.


— Wiemy, że stereotypy (myślę tu np. o przekonaniu, że to mężczyzna powinien zarobić na dom) szkodzą i kobietom, i mężczyznom, a jednak trudno nam z nich zrezygnować. Dlaczego?
— Myślę, że właśnie kwestia oczekiwań społecznych. Stereotypy są powszechne i wyznaczają ramy myślenia o świecie społecznym. Jeśli nie spełniamy oczekiwań, czyli wychodzimy z „klatki”, to natychmiast ze strony wielu różnych osób będą czekały nas negatywne komentarze, często nawet różne obraźliwe określenia. A my oczekujemy jednak akceptacji ze strony innych ludzi i właśnie dla tej akceptacji jesteśmy w stanie zrezygnować z części własnych potrzeb czy planów. Na przykład kobieta, która nie czuje specjalnego powołania, aby być matką, ale ulega presji rodziny i znajomych, którzy ciągle pytają i mówią jej, że już czas najwyższy, bo potem będzie za późno. Wiele kobiet w takiej sytuacji ulega presji i jednak decyduje się na dziecko, mimo że nie jest to ich wewnętrzna potrzeba. A potem często pojawia się tendencja do racjonalizacji podjętej decyzji. Nawet jeśli kobieta nie czuje się w pełni szczęśliwa, to na zewnątrz prezentuje sztuczny wizerunek wystudiowanego „szczęścia”, aby dopasować się do dominujących tendencji i dyskursów. Poza tym jeszcze są media, które prezentują obraz „szczęśliwej rodziny”, „idealnego macierzyństwa” itp. I tak koło się zamyka, a kolejne kobiety wpadają w tę „sieć”.

— Sprawą dyskursu „szczęśliwej rodziny” zajmowała się pani naukowo, zauważając, że kobiety są jego ofiarami. Jakie są tego konsekwencje?
— Jak już wspomniałam, rezygnujemy z pełni własnego rozwoju i z własnych marzeń lub potrzeb, aby „przypodobać się” społeczeństwu. Poza tym nawet kobiety, dla których założenie rodziny jest pożądanym planem na życie, uwewnętrznioną potrzebą, wpadają w pułapkę przekonania, że ta rodzina ma być właśnie taka „idealna”. Prezentowany w mediach obraz rodziny to wiecznie uśmiechnięci, dobrze sytuowani rodzice plus „parka” szczęśliwych, zdrowych dzieci — chłopczyk i dziewczynka. I często kobiety zakładając rodzinę, właśnie taki obraz mają w głowie. Zatem kiedy ta rodzina nie jest taka idealna (bo mało co w życiu jest idealne), to jest to winą kobiety/matki (jako odpowiedzialnej za domowe ognisko) i to ona powinna zrobić wszystko, aby ów ideał osiągnąć. I kobiety próbują to zrobić, często unieszczęśliwiając przy tym i siebie, i innych członków własnej rodziny.

— Zajmowała się pani tematem stereotypów w przestrzeni akademickiej. Pytała pani między innymi o to, dlaczego dziewczyny nie chcą studiować matematyki, a chcą pedagogikę. No właśnie: dlaczego? I co można zrobić, żeby to się zmieniło? A może wcale zmieniać tego nie trzeba?
— Trzeba zmieniać, ponieważ w każdej dziedzinie zwiększenie różnorodności przynosi pozytywne efekty. W edukacji przydałoby się nam więcej wzorców męskich, tymczasem przez stereotypowe przekazy, że tylko kobiety nadają się do opieki nad dziećmi, mamy skrajnie sfeminizowany system oświaty (którym jednak — jak warto zauważyć — zarządzają mężczyźni). Z feminizacją wiąże się niski prestiż zawodu nauczyciela oraz niskie zarobki. Podobnie, potrzebujemy większej liczby kobiet np. na stanowiskach zarządczych w spółkach, ponieważ zarządy, w których zasiadają kobiety i mężczyźni, podejmują bardziej trafne i mniej ryzykowne decyzje. A w biznesie przekłada się to na konkretne zyski i efekty są już widoczne — rzeczywiście coraz więcej kobiet zajmuje wysokie stanowiska w firmach, aczkolwiek do stanu idealnego jeszcze nam daleko. Wyrównywanie udziału kobiet i mężczyzn w zarządzaniu biznesem zachodzi zbyt wolno (globalnie, odsetek kobiet wśród kadry kierowniczej wzrósł z 24 proc. w 2016 do 25 proc. w 2017, a w około 1/3 organizacji w kadrze kierowniczej nie ma ani jednej kobiety). Takich przykładów jest wiele.
Przyczyna tego, że dziewczęta nie studiują matematyki także tkwi w oczekiwaniach społecznych. Przekonanie o tym, iż matematyka nie jest dla dziewcząt, jest powszechne, także wśród nauczycieli. Tymczasem osiągnięcia szkolne dziewcząt, jak wskazują liczne badania (m.in. badania prof. Lucyny Kopciewicz), są w rzeczywistości porównywalne z osiągnięciami chłopców. Tym niemniej, kiedy analizujemy kariery edukacyjne dziewcząt i chłopców, okazuje się, że „samospełniająca się przepowiednia” działa — populacja dziewcząt studiujących w wyższych szkołach technicznych, dla których bazą jest matematyczny sukces, jest niewielka (średnio 32 proc. w krajach Unii Europejskiej). Czyli niewielkie różnice szkolnych osiągnięć matematycznych dziewcząt względem chłopców generują ogromne różnice w przebiegu przyszłych karier, niejako potwierdzając, że matematyka naprawdę nie jest dla dziewcząt. I znów koło się zamyka.

— Na koniec prosiłabym o porady w pigułce: jak reagować na stereotypy, jeśli jesteśmy ich ofiarami? I jak sprawdzić, czy sami nie jesteśmy ich „roznosicielami”?
— Im bardziej będziemy świadomi tego, jakimi stereotypami się kierujemy i jakie stereotypy są na nasz temat, jakie przekonania kierują naszym zachowaniem, tym bardziej rozszerza się nasza perspektywa i możemy przeciwdziałać krzywdzącemu działaniu stereotypów. Zatem rozwiązaniem obu tych kwestii jest edukacja i zwiększanie świadomości. Media — tak jak powielają stereotypy, tak też mogą im przeciwdziałać, pokazując sytuacje i zachowania niezgodne ze stereotypem i normalizując je.
Jako potencjalna ofiara, możemy zachować się asertywnie i po prostu nie dać się zamknąć w „klatce płci”, ewentualnie poszukać też sojuszników o podobnych do naszych poglądach, którzy będą gotowi udzielić nam wsparcia, chociażby miało ono polegać tylko na rozmowie. Czasami jest to wystarczające. Jednocześnie sami pamiętajmy, żeby być takim wsparciem dla osób, które go potrzebują.

foto
Daria Bruszewska-Przytuła
d.bruszewska@gazetaolsztynska.pl


Dr Monika Grochalska — nauczycielka akademicka, trenerka i coach. Pracuje na Wydziale Nauk Społecznych UWM w Olsztynie.
Jest autorką publikacji z pogranicza pedagogiki, socjologii i studiów genderowych, w tym książki „Kobiety w związkach intymnych. Studium empiryczno-krytyczne" (2017).
Jej doktorat pt. „Kobiety i mężczyźni wobec zmiany statusu społecznego w perspektywie biograficznej. Studium socjopedagogiczne” został wyróżniona w pierwszej edycji konkursu Prezydenta RP na najlepszą pracę doktorską poświęconą głównym wyzwaniom stojącym przed współczesną Polską: „Polskie wyzwania: państwo – tożsamość – rozwój” w kategorii: Społeczeństwo i polityka społeczna.
Zainteresowania badawcze dr Grochalskiej dotyczą społeczno-kulturowych uwarunkowań edukacji, problematyki nierówności społecznych, zwłaszcza ze względu na płeć, a także problematyki zmian dokonujących się współcześnie w obszarze sprawowania ról społecznych przez kobiety i mężczyzn.
Przez kilka lat pełniła funkcję prezeski Stowarzyszenia Kofe(m)ina.


Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Magda #3064591 14 kwi 2021 16:44

    Pani Moniko, to kobiety są głównymi prowokatorkami tworzenia stereotypów, siłowo próbują pokazać jak są uciśnione. Druga grupa kobiet które nie są matematyczkami to patocelebrytki, 90% żyje z tego że się zajmuje soft - prostytucją (rozenek, wieniawa i inne pokazujące tyle co kiedyś w Playboy robiło niemałą kontrowersję) , same kobiety kręcą na siebie bata. Internet wręcz promuję tego typu zachowania, nie inspirujemy się na naukowcach, wynalazcami, nie ma tego w co dziennej prasie, za to na pewno dowiemy się co ania z dziećmi jadła na śniadanie i jaki kolor stringów ma dzisiaj rozenkowa. W TV to samo, milion programów gdzie wybierają śpiewaków, tancerzy, patocelebryci się zapraszają nawzajem do swoich programów, tworząc czysto skrajnie odmóżdżającą rozrywkę.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5

GRUPA WM Sp. z o.o. realizuje projekt dofinansowany z Funduszy Europejskich w ramach działania 1.5 Dotacje na kapitał obrotowy Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.

Unia Europejska

VISA MASTER CARD