"Wracam, a on znowu pod drzwiami" - koci problem na klatce

2023-07-08 21:53:19(ost. akt: 2023-07-08 22:13:30)
Kot zagląda na piętro p. Adama od około miesiąca

Kot zagląda na piętro p. Adama od około miesiąca

Autor zdjęcia: Freepik

Ktoś z klatki wpuszcza kota na klatkę i on się załatwia przy moich drzwiach. Nie pomaga nic, olejek lawendowy także nie pomaga. Wyganiam go z klatki rano jak idę do pracy i wracam, a on znów pod drzwiami. Macie Państwo jakiś telefon do odpowiednich służb żeby to załatwić? Mam żonę w ciąży i małe dziecko w wieku 3 lat i dużo się słyszy o jakimś wirusie, który koty przenoszą. Proszę pomóżcie mi z tym kotem bo już jestem załamany. Od miesiąca się z nim ganiam — pożalił się nam Czytelnik, do swojej wiadomości dołączając fotkę owego kota.
Po krótkiej rozmowie telefonicznej z samym zainteresowanym postanowiliśmy przyjrzeć się tematowi, choćby z faktu że z podobnym mogą borykać się inni mieszkańcy miasta. Kto wie, może niektórzy poradzili sobie z takim kocim problemem bez szkody dla samego kota i po przeczytaniu będą w stanie jakoś pomóc swoim komentarzem? Tak czy inaczej, p. Adam kotu ze swojej klatki nie zamierza zrobić krzywdy, co nie zmienia faktu, że chciałby, aby problem został rozwiązany.


Na początku odnieśmy się do kwestii owego wirusa, który przenoszą koty. Pod koniec czerwca Warmińsko-Mazurski Lekarz Weterynarii w Olsztynie uspokajał mieszkańców, mówiąc, że na terenie województwa (stan na 27 VI) nie zgłoszono jakiegokolwiek przypadku grypy u kotów (informacje z lecznic). Wirus którym straszą media to ptasia grypa, której w województwie stwierdzono 9 ognisk (mewy i rybitwy). Jerzy Koroniewski apeluje do właścicieli o szczególniejsze dbanie i zabezpieczanie wychodzących zwierzaków. Ostrożność p. Adama w tym wypadku na pewno nie zaszkodzi.

Po pierwsze kot do klatki nie wchodzi sam, tylko – jak napisał mieszkaniec – jest do niej wpuszczany przez „kogoś”. Taka praktyka nie jest obca na polskich (i chyba nie tylko polskich) osiedlach, a najlepiej obrazuje się w stereotypowym wpuszczaniu „biednego kotka” do klatki „bo zimno” i często rozstawianiu mu misek z karmą / wodą. W takich praktykach najczęściej specjalizują się osoby starsze, często samotne i instynktownie potrzebujące kontaktu z żywą istotą, a zabłąkany / bezdomny kot (pies rzadziej) namiastką takowej może być. To nadal częsty widok na polskich wsiach z blokami mieszkalnymi, a takie zwierzaki często są traktowane wręcz jako wspólne. Tutaj mamy do czynienia z blokiem mieszkalnym niemal w centrum Ełku. Pierwszym logicznym sposobem na zaradzenie wchodzeniu zwierzęcia do klatki jest po prostu rozmowa z tym, kto je do niej wpuszcza. Tylko tyle i aż tyle.

Zastanawiają także powody, dlaczego kot akurat usadawia się na progu mieszkania p. Adama. On sam mówi, że w domu nie ma zwierząt, inni mieszkańcy klatki również (a przynajmniej wychodzących). I tutaj powodów może być kilka.

Kota wabią zapachy. O ile lawenda, którą stosował p. Adam, sama w sobie teoretycznie odstrasza koty, to jednocześnie są wonie, które je intensywnie przyciągają. Jeżeli chodzi o koty „klatkowe” to najczęściej owe zapachy ludzie przynoszą... na butach. Innym powodem mogą być po prostu „kocie” zwyczaje. Te zwierzaki gdziekolwiek się znajdują lubią obierać sobie strategiczne miejsca, z których mogą mieć baczną uwagę na otoczenie. Być może piętro naszego Czytelnika jawi się kotu właśnie jako takie.

Kot oznacza teren. Poprzez obsikiwanie wycieraczki, kot może starać się oznaczyć swoje terytorium i zaznaczyć swoją obecność. Zapach moczu kotów zawiera feromony, które służą do komunikacji z innymi kotami. Kota w „klatkową” wersję może także zamienić brak dostępu do kuwety. Bezdomne koty raczej takiej nie mają, a „wolno żyjące” lub wychodzące, nie zawsze mogą ze swojej skorzystać. W takiej sytuacji kot może próbować znaleźć inne miejsce do oddawania potrzeb fizjologicznych, takie jak wycieraczka właśnie.

Kot jest zestresowany. Bezdomne koty często doświadczają stresu i niepokoju z powodu braku stałego domu, jedzenia i bezpieczeństwa. Te emocje mogą wpływać na ich zachowanie, włącznie z obsikiwaniem miejsc, które mogą kojarzyć się z bezpieczeństwem, takich jak wycieraczki. Być może kot z klatki p. Adam stracił właścicieli / zgubił się i myli budynki / piętra.


Jak sprawić – bez szkody dla kota – aby ten zaprzestał swoich wizyt na piętrze p. Adama? Możemy spróbować odstraszania stosując środki dostępne w sklepach zoologicznych, takie jak spraye lub granulki. Kolejnym sposobem jest utrzymywanie wycieraczki w czystości, aby zmniejszyć zapach, który przyciąga kota. A co jeśli problem się nasila lub – tak jak w przypadku naszego Czytelnika – potrzebujemy dodatkowej pomocy?

— Kwestią bezdomnych zwierząt zajmują się gminy (w przypadku Ełku gmina miejska Ełk), które są ustawowo zobowiązane do zadbania o takie zwierzęta. W praktyce kończy się to „ekstradycją” do lokalnego schroniska skąd pies / kot już raczej nigdy nie wyjdzie. Jest też możliwość, że ten kot ma właściciela, ale się zgubił lub ten o niego nie dba. Tutaj kłania się czipowanie — mówi Ewa Dąbrowska z Ambasady Braci Mniejszych, dodając, że po umaszczeniu zakłada, że futrzak z klatki p. Adama to kotka.

Co radzi jeżeli chodzi o problem naszego Czytelnika?

— W tym przypadku wypadałoby kota przebadać, bo czasami pojawiają się na klatkach itd. instynktownie szukając pomocy i nie mówię tutaj o ptasiej grypie, a np. o chorobach układu moczowego. Mogę się założyć, że ten kot nie był kastrowany. Jeżeli był bezdomny to na pewno, a jeżeli ma / miał właściciela to też różnie z tym bywa. Klatka schodowa to oczywiście nie jest miejsce dla kota, jak najbardziej rozumiem też zastrzeżenia mieszkańców. Szansą na rozwiązanie sytuacji – gdy zawodzi pomoc systemowa, a u nas niestety zawodzi – wydaje się jedynie apelowanie do osób z dużym sercem, aby być może przygarnęły tego kota. Zapewniam, że my jako stowarzyszenie zapewnimy wszelką pomoc jeżeli chodzi o bezpłatną pomoc weterynaryjną dla tak wyratowanego zwierzęcia. A może to jest tak, że ten kot po prostu sobie wybrał tego pana... — zakłada nieśmiało aktywistka na rzecz zwierząt.