Niedziela, 15 grudnia 2019. Imieniny Celiny, Ireneusza, Niny

Bohaterski strażak z Olsztyna nie żyje. Od lat nie mógł wyjść z domu, nie doczekał się podjazdu...

2019-12-03 13:05:49 (ost. akt: 2019-12-03 13:16:19)

Autor zdjęcia: sk

Artur Smolski z Olsztyna nie żyje. Bohaterski strażak, który stracił obie nogi, czekał 7 lat na budowę podjazdu do windy. Pozwoliłby mu wyjść z mieszkania na 8 piętrze wieżowca SM Pojezierze. Nie doczekał. Zmarł w niedzielę.

Artur Smolski miał 82 lata. W niedzielę przed południem zmarł w swoim mieszkaniu przy ulicy Wyszyńskiego w Olsztynie. Przez ostatni miesiąc walczył z zapaleniem płuc. Dwa razy był w tym czasie w szpitalu. Niestety, jego organizm był już zbyt słaby, żeby poradzić sobie z chorobą.

Los pana Artura poruszył czytelników "Gazety Olsztyńskiej". Opisaliśmy jego walkę o budowę podjazdu dla wózka inwalidzkiego, na którym się poruszał, na parter klatki schodowej. Po naszych publikacjach tą bulwersującą sprawą zajęły się też ogólnopolskie telewizje.

O panu Arturze nie powinniśmy zapomnieć. Jego niepełnosprawność była wynikiem bohaterstwa. Brał udział w gaszeniu gigantycznego pożaru 26 czerwca 1971 roku w rafinerii Czechowice-Dziedzice. Został wtedy potwornie poparzony. Jeszcze w szpitalu Arturowi Smolskiemu wręczono Złoty Krzyż Zasługi, a już w Olsztynie – Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Podczas akcji gaśniczej zginęło wówczas 37 jego kolegów, a on sam miał zwęgloną skórę na nogach. Te obrażenia, po latach, w połączeniu z miażdżycą, doprowadziły do amputacji obu nóg.

Zobacz także: Chce wyjść z domu, zanim umrze. Olsztynianin od siedmiu lat nie może wyjść z wieżowca Artur Smolski z Olsztyna był strażakiem, wiele razy odznaczany za odwagę. Teraz od siedmiu jest uwięziony — z powodu choroby i braku schodów — w swoim mieszkaniu Każdy ma jakieś marzenie. Artur Smolski z Olsztyna chce wyjść z domu i zaczerpnąć świeżego powietrza, zanim umrze. Niestety, od siedmiu lat, po amputacji...
I tak Artur Smolski został uwięziony w swoim mieszkaniu... Przez siedem lat nie mógł opuścić mieszkania. Tkwił na wózku w czterech ścianach wpatrzony w telewizor lub oglądając świat przez okno na ósmym piętrze. Przez te wszystkie lata marzył o jednym... Żeby wyjść na dwór.

Miesiąc temu powiedział nam jeszcze: — Chciałbym móc wyjść z domu na świeże powietrze zanim... umrę.

Przeszkodą, jak się okazało nie do pokonania, była odmowa zainstalowania podjazdu na parter dla wózka przez władze Spółdzielni Mieszkaniowej Pojezierze. Dzięki podjazdowi, po zjechaniu z ósmego piętra windą na parter, pan Artur mógłby wydostać się z budynku.

Przeszkodą nie do pokonania było siedem stopni, których nie mógł samodzielnie pokonać na wózku inwalidzkim.

Nie pomogły liczne interwencje u władz spółdzielni. Jednak nasze publikacje na tyle poruszyły władze SM Pojezierze, że dwa tygodnie przed śmiercią pana Artura pojawił się u niego w mieszkaniu wiceprezes SM Pojezierze. Tłumaczył powody odmowy.

Po naszych publikacjach pana Artura regularnie zaczęli odwiedzać olsztynianie. Jedni kupowali drobiazgi do domu, inni spędzali z nim czas.

Jedna z wolontariuszek przyprowadziła nawet pieska, żeby pan Artur, który bardzo kochał przyrodę i zwierzęta, mógł go potrzymać na kolanach. Każdy starał się dzielić tym, co ma i co może ofiarować. Tak zrobiła wolontariuszka, która jest masażystką. Przyszła wymasować panu Arturowi ręce.

Młodzi olsztynianie przychodzili też posłuchać opowieści o jego rodzinie. Okazało się, że Artur Smolski pochodził ze znanej i zasłużonej od pokoleń dla Polski rodziny. Bohaterski strażak chętnie opowiadał o swoich przodkach Tatarach. Szczególnie o Eliaszu Smolskim, który za swoje zasługi w wojnach na przełomie XVI i XVII wieku otrzymał tytuł szlachecki i majątek w Margotach koło Wilna.

— Bardzo żałuję, że nie udało się spełnić tego jego największego marzenia, jakim było wychodzenie z domu na świeże powietrze — mówi nam jego opiekunka pani Aneta, która od lat codziennie o niego dbała. — Mogłam zrobić więcej — kobiecie trudno pogodzić się ze śmiercią podopiecznego.

Pani Aneta ze łzami w oczach opowiada, jak jej podopieczny gasł przez ostatni miesiąc. Nie pomagały kuracje w szpitalu. Strażak, który ratował innych w Czechowicach-Dziedzicach, coraz częściej zamyślił się głęboko i zachowywał, jakby już był na innym świecie. — Będzie mi go bardzo brakowało — mówi pani Aneta.

A jeszcze niedawno pan Artur na łamach Gazety mówił, ocierając łzy wzruszenie: — Dziękuję wszystkim, którzy tak bardzo chcą mi pomóc. Olsztyn to miasto wspaniałych ludzi.

Pogrzeb Artura Smolskiego odbędzie się w poniedziałek. Urnę można pożegnać podczas mszy świętej w kościele p.w. św. Józefa przy ul. Jagiellońskiej w Olsztynie. Pogrzeb odbędzie się na cmentarzu komunalnym przy ulicy Poprzecznej w Olsztynie.

Stanisław Kryściński
Michał Kobiela, autor książki „Wciąż widzą tamten ogień” napisał o panu Arturze: "Podczas nocnego wybuchu zbiornika został bardzo ciężko ranny. Jego ciało było poparzone w 30 procentach, ale dzięki troskliwej opiece prof. Franciszka Kokota z Katowic pozostał przy życiu. Dawniej był wysportowanym, barczystym mężczyzną. W swoim życiu był pilotem – ukończył szkołę spadochronową w Nowym Targu, szkołę szybowcową w Lęborku, a także posiadał uprawnienia do dalekomorskiego pływania – uczestniczył w wielu rejsach po Bałtyku. — W ostatniej rozmowie telefonicznej z panem Arturem usłyszałem: „Michale, głową muru nie przebijesz, słyszę tylko paragrafy i centymetry… dalej jestem przykuty”. Nie mogłem powstrzymać łez..."
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (25) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. L #2830406 | 37.201.*.* 5 gru 2019 17:15

    On byl niewygodny dla sasiadow i prezesa, bo chcial chociaz raz przed smiercia wyjsc na zewnatrz. Wstudu nie macie sasiedzi i wasz prezesik. Wiec teraz sluchajcie ile on prztytula co miesiac pensyjki i badzcie zawistni bo na nic wiecej nie zasluzyliscie. Meskich bicepsow pewnie macie wiecej w calym bloku , ale zaden sie nie znalazl zeby pana bez nog chociaz na godzine wyniesc na zewnatrz. Wstydzcie sie. siedzicie wygodnie przed telewizorami z piwskiem w lapach ? Wiec sto lat, za wasze glowy i nogi , zwlaszcza nogi.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. NO #2829625 | 178.235.*.* 4 gru 2019 12:08

    Ogromne spółdzielnie to postkomunistyczne relikty przekształcone w prywatne folwarki byłych komunistów i ubeków. Ich mieszkańcy maja płacić, nie narzekać i nie wynikać na co idą ich pieniądze. A włodarze kręcą wałki i bogacą się niewspółmiernie do pracy jaką wykonują.

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. man #2829469 | 188.147.*.* 4 gru 2019 08:35

      SĄSIEDZI Z KLATKI - WSTYD! czy na 30+ mieszkań serio nie znalazło się 4 chłopa, którzy znieśliby wózek z panem Arturem z tych kilku schodków co jakiś czas?

      Ocena komentarza: warty uwagi (23) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. ja #2829459 | 195.136.*.* 4 gru 2019 08:25

        powinni zorganizowac Panu mieszkanie zastepcze, przepisy bhp zabraniaja montowania podjazdu na schodach, są zbyt wąskie nie bylo by przejścia dla normalnych ludzi.....

        Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (3)

        1. Rafik #2829407 | 188.147.*.* 4 gru 2019 04:56

          Pewnie przepisy bhp zabraniały. Bo podjazd wychodziłby na "drogę pożarową". Tak jak spółdzielnia Jaroty czepia się drzwi mieszkań otwieranych Na zewnątrz. Bo "wychodza na drogę pozarową".

          Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

          Pokaż wszystkie komentarze (25)