Niedziela, 21 października 2018. Imieniny Celiny, Hilarego, Janusza

Karolina Ponzo: Nie porównujemy się do sąsiadki z mieszkania obok, tylko do gwiazd Instagrama [WYWIAD]

2018-05-12 20:00:52 (ost. akt: 2018-05-29 15:36:04)
Karolina z Milą podczas podróży po Azji

Karolina z Milą podczas podróży po Azji

Autor zdjęcia: Karolina Ponzo archiwum prywatne

Podróżuje i spełnia swoje marzenia, a swoją pasję zmieniła w pracę. Nie lubi jednak wyidealizowanych historii o bezproblemowym życiu i prowadzeniu firmy z dzieckiem na kolanach. Sama z małą córką odbyła dwumiesięczną podróż po Azji. Teraz chce z nią przejść El Camino, Szlaku Świętego Jakuba. Z Karoliną Ponzo, podróżniczką, rozmawia Ewelina Zdancewicz-Pękala.

— Sporo się u ciebie zmieniło od naszej ostatniej rozmowy sprzed trzech lat! Wtedy mieszkałaś we Francji, byłaś w ciąży z Milą i pewnie nawet nie myślałaś o tym, że będziesz miała własną firmę. Teraz jesteś ciągle zabieganą mamą i właścicielką firmy mieszkającą w Polsce. Spodziewałaś się aż takich zmian?
— Absolutnie nie! Zresztą zakładając firmę, już po raz drugi w swoim życiu, czułam się trochę tak, jakbym podpisywała cyrograf (śmiech). Wcześniej mówiłam, że nigdy więcej nie założę własnej firmy (bo moja pierwsza firma była absolutną porażką), ale nie miałam już wyboru. Pojawiły się współprace blogowe, sprzedaż książki...

Karolina z Milą podczas podróży

— Jak się odnajdujesz w Polsce po dość długim okresie emigracji? I w tym „szale” dziejących się dookoła ciebie rzeczy?
— Zawsze powtarzam, że mam więcej szczęścia niż rozumu w tym wszystkim, co się dzieje (śmiech). Nie chciałabym jednak, żeby moja historia zabrzmiała jak bajka. Żeby nie wyglądało to tak, że znalazłam rycerza na białym koniu, a biznes się sam kręci. Tak nie jest.

Myślałam, że dam radę sama ogarnąć firmę, ale po dwóch miesiącach musiałam jednak zatrudnić pracownika, bo doszło do tego, że pracowałam po 16 godzin dziennie. Do tego dochodzą problemy ze zwrotami książek: w tej brakuje stron, tamta jednak nie doszła... Z reguły dlatego, że ktoś podał niepełny adres. Dla mnie niewykonalne jest poprawianie tego wszystkiego samej i praca z dzieckiem na kolanach.

Bardzo nie lubię historii sukcesów, z których dowiadujemy się, że jakaś matka rozwinęła superfirmę właśnie z dzieckiem na kolanach. Wiem, ile pracy kosztowało mnie skupienie się na własnej firmie. A i tak nie jest do końca tak, jakbym chciała, żeby było, żeby np. w sklepie internetowym było więcej produktów. Do tego jest jeszcze kwestia finansów na start i zabezpieczenia finansowego.
Kiedy czytam opowieści o tym, że ktoś otworzył firmę i przez pierwsze dwa lata nie wypłacił sobie pieniędzy, to od razu nasuwają mi się pytania: to gdzie w tym czasie mieszkałeś i co jadłeś? Nic dziwnego, że dla mnie teraz olbrzymia bolączką jest sytuacja, kiedy przez dwa dni nie sprzedaje się żadna książka. Wtedy dostaję już palpitacji serca, jak ja ten duży ZUS opłacę (śmiech).


— Patrząc na twój rozwój z boku przez kilka lat można dostrzec niesamowite zmiany, ale tak jak mówisz, dojście do nich i samo utrzymanie wypracowanych rzeczy nie jest łatwe.
— Moim największym atutem jest chyba to, że mam w sobie dużo desperacji. Tego nie można inaczej nazwać (śmiech). Bardzo przejmuję się każdą porażką i mocno przeżywam każdy upadek. Jednak muszę próbować znowu. Ostatnio moi przyjaciele powiedzieli mi, że to jest moja najlepsza i zarazem najbardziej denerwująca cecha: że chcę zawsze więcej. Nie jestem do końca zadowolona z tego, co już jest.

Karolina z Milą podczas podróży po Azji

Jednocześnie nie zgadzam się na wizję wyidealizowanego życia, szczęśliwego małżeństwa bez żadnych problemów i bezproblemowo rozwijającej się kariery. To nigdy nie wygląda tak różowo, jak wtedy, kiedy inni patrzą na to z boku.

— Czy właśnie o tych doświadczeniach: zakładaniu firmy i byciu w tym wszystkim matką, żoną i kobietą opowiesz podczas II Warmińsko-Mazurskiego Kongresu Przyszłości w Olsztynie?
— Częściowo tak. Opowiem o tym, jak wyglądało rozwijanie firmy podczas urlopu macierzyńskiego i wcześniej, w czasie ciąży. To kolejny mit, który mnie denerwuje: że kobiety w ciąży czy na macierzyńskim mają tak dużo wolnego czasu. A kiedy masz ząbkujące dziecko i nieprzespane noce, to ciężko znaleźć w sobie motywację do tego, żeby założyć firmę.

Natomiast w jakiś sposób udało mi się sprawić, że w tym czasie moja firma się rozwinęła. Chciałabym porozmawiać o tym, jak się zorganizować, żeby mając małe dziecko, być w stanie tworzyć coś swojego, spełniać się w pasji, zmienić ją w zawód i przy tym się nie zajechać (śmiech).


— A to ważna sprawa.
— Tak, tym bardziej że żyjemy w czasach, które dają nam tyle wzorców dookoła, które są tak kolorowe, wyidealizowane i intensywne. A my chcemy te wszystkie wzorce spełniać. Nie porównujemy się do sąsiadki z mieszkania obok, tylko do gwiazd Instagrama, które mają wszystko cudownie połączone: wspaniałe podróże, firmy i dzieci. Nie chciałabym, żeby moja prezentacja została odebrana w taki sposób — że to wszystko nie jest okupione kolejnymi zmarszczkami czy siwymi włosami.

Podczas prezentacji będę podkreślała, że wszystko zależy od tego, jak jesteśmy zorganizowane, i tego, czy potrafimy określić, na czym nam faktycznie zależy, a z czego jesteśmy w stanie zrezygnować. Może to być kwestia dwudaniowego obiadu czy wypolerowanej podłogi, ale też tego, czy jako matki jesteśmy w stanie odmówić dziecku tej jednej zabawy?


Praca z domu nie jest wbrew pozorom łatwa. Kiedy wychodzisz do pracy do biura, nie widzisz swojego dziecka i całkowicie skupiasz się na pracy. Nikt ci się nie wspina na kolana i nie mówi: „Mamo, chodź się pobaw”. A kiedy jesteś w domu, siadasz do pracy i nagle dziecko czegoś od ciebie chce.

Bardzo trudno jest ustalić, gdzie jest granica między dobrą a złą matką. Czasem czytam artykuły o ludziach, którzy łączą rodzicielstwo z prowadzeniem dwóch firm. Wtedy zastanawiam się, ile faktycznie spędzają czasu z dzieckiem.

Podczas Kongresu chciałabym dyskutować więc o tym, gdzie jest ten złoty środek między rozwojem a byciem matką, między podróżami a prowadzeniem firmy, między pasją a ciężką pracą. Pasja, która zamienia się w zawód, zawsze niesie za sobą sporo ciężkiej pracy. Ja staram się robić wszystko najlepiej, jak potrafię, choć wiem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto robi coś lepiej.

— Poza współpracami meritum twojego bloga są oczywiście podróże. Ile krajów już odwiedziłaś?
— Niedawno przestałam liczyć, bo stwierdziłam, że to nie ma sensu (śmiech). Na pewno w okolicach 40. Za to bardzo lubię wracać do swoich ulubionych miejsc, m.in. do Hiszpanii. Za każdym razem odkrywam tam coś nowego, innego. Ostatnio zabraliśmy tam też naszą córkę Milę. Ale nie ukrywam, że teraz czaję się na nowe (śmiech).

— To znaczy?
— Mam poczucie, że mało znam własny kraj. W te wakacje na pewno chciałabym odwiedzić Mazury i Bieszczady. A potem, jesienią pomyślimy o nowych kierunkach.



— A jak się podróżuje z małym dzieckiem? Zabrałaś już Milę m.in. w długą podróż po Azji...
— Moim zdaniem nieco trudniej niż samemu, ale zależy też, o jak małym dziecku mówimy. Z mojej perspektywy najtrudniej podróżowało się z Milą, kiedy miała ok. roku. Jak dziecko ma kilka miesięcy, to przynajmniej jeszcze nie ucieka (śmiech) i jest wtedy łatwiej z wyżywieniem. Natomiast roczne dziecko je już inne rzeczy niż mleko mamy, choć niekoniecznie takie, jakie są, już biega, ale niekoniecznie w określonym kierunku i już coś rozumie, ale niekoniecznie takie słowa jak „stop” czy „nie dotykaj” (śmiech).


Natomiast w wieku od półtora roku do dwóch jest już coraz łatwiej. Trudnością jest m.in to, że trzeba pewne rzeczy inaczej rozplanować. Dziecko potrzebuje np. więcej przerw. To są też odrobinę większe koszty, bo nie będę z dzieckiem spała w dormitorium. Nie ze względu na moją wygodę, tylko ze względu na innych podróżnych. Gdyby ząbkujące dziecko nie mogło spać i nie dawało spać innym, nie byłoby to w porządku. W każdym razie teraz, kiedy Mila ma już dwa lata, jest rzeczywiście łatwiej. Otwiera mi coraz częściej drzwi do innych ludzi, którzy mnie zagadują.

— Są zainteresowani, kiedy sama podróżujesz z córką?
— Tak było zwłaszcza w Azji. Mnóstwo ludzi było zaciekawionych tym, że jestem ja sama i małe, tłuste, łyse dziecko (śmiech). Dla nich to było coś zupełnie abstrakcyjnego, bo jednak do par podróżujących z dziećmi już się przyzwyczaili. A tutaj nagle pojawia wysoka, szczupła, biała kobieta z małym Buddą, jak nazywali Milę (śmiech). To zawsze stwarzało okazję do zaproszeń do wspólnego stołu, rozmowy.

— Długo byłyście w tej podróży?
— Dwa miesiące. Obskoczyłyśmy wtedy sześć krajów. Dla mnie ta podróż mogła trwać dużo dłużej, ale taki czas ustaliliśmy z Anthony'm. Teraz przygotowuję się do tego, żeby zabrać Milę w podróż na jeszcze dłużej.

Karolina z Milą na Prowansji

— Mówisz o przejściu z nią Szlaku Świętego Jakuba? Kilka lat temu zrobiłaś to sama i to była dla ciebie przełomowa podróż.
— Tak, tylko tym razem chcę go pokonać rowerem. Chciałam to zrobić w czerwcu, ale mam za dużo zobowiązań w związku z książką i jej promocją.
Prawdopodobnie wyruszymy na przełomie września i października. Wtedy na El Camino będzie trochę mniejszy ruch, będą też mniejsze upały, a to ważne, bo jeśli moje dziecko ma spędzać kilka godzin dziennie w przyczepce rowerowej to zależy mi, żeby to było w miarę komfortowe.

Czekałam z tym wyjazdem po to, żeby Mila zaczęła przesypiać całe noce, ponieważ na El Camino będziemy nocowały głównie w dormitoriach czy albergue. Zależy mi na tym, żeby Mila nie budziła innych pielgrzymów. Teraz pozostaje mi kwestia fizycznego przygotowania się do wyjazdu. Chodzę na siłownię i daję sobie wycisk, bo wiem, że będę potrzebowała dużej siły, żeby pokonać Pireneje z bagażami, rowerem, przyczepką i dzieckiem. Myślę, że wyruszymy pod koniec września!

Karolina Ponzo
Podróżniczka i autorka bloga „Podróże Karoliny Ponzo”, kiedyś znanego jako „Podróże dziewczyny spłukanej”. Pochodzi z wioski na Kaszubach, przez dłuższy czas mieszkała na południu Francji. Teraz mieszka w Gdańsku. Wcześniej mieszkała także w Hiszpanii i w Anglii. Jeździła autostopem po Indiach, zwiedzała Izrael w czasie zamieszek, przeszła Szlak Świętego Jakuba (i planuje zrobić to po raz kolejny), podróżowała samotnie po Maroku i z małą córką zjeździła Azję.
Żona i matka, która udowadnia, że posiadanie dziecka nie przekreśla marzeń o podróżowaniu. Do tej pory zwiedziła ponad 40 krajów, jej blog jest jednym z najpopularniejszych blogów podróżniczych, a ona sama właśnie wydała książkę pt. „Podróż dziewczyny spłukanej”.


http://m.wm.pl/2018/05/orig/partnerzy-469424.jpg

http://m.wm.pl/2018/05/orig/bez-tytulu-469423.jpg
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (13) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentowanie wyłączone

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ggg #2509473 | 155.136.*.* 28 maj 2018 15:22

    A gdzie mąż?

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. Hary #2505950 | 83.9.*.* 22 maj 2018 11:21

      Fajnie jest podrożować.... tylko jakoś zabrakło tutaj informacji o kosztach... Z czego żyje na codzień, jak zaczynała, żeby zarobić na swoje pasje... I jak znaleźć na to czas, ciężko pracując żeby zarobić na zycie... jak większość z nas...

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. omi #2503481 | 155.136.*.* 17 maj 2018 14:37

        Nie do konca rozumiem , co Pani oraz "redactor" chciał przekazac?

        Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      2. Treść wywiadu sensacyjna, #2501817 | 80.50.*.* 15 maj 2018 09:24

        dosłownie zwala z nóg!

        Ocena komentarza: warty uwagi (14) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      3. A.g #2501407 | 213.5.*.* 14 maj 2018 16:14

        Powodzenia życzę w dalszych planach

        Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      Pokaż wszystkie komentarze (13)