Więcej pozytywów niż negatywów
2024-10-17 12:00:00(ost. akt: 2024-10-17 09:36:47)
PIŁKA NOŻNA\\\ Henryk Kasperczak i Bartosz Bosacki, byli reprezentanci Polski, oceniają mecz z Chorwacją. - Strata trzech bramek w siedem minut nie miała prawa się zdarzyć - uważa Kasperczak. - Jest to efekt gry trójką obrońców - dodaje Bosacki.
Henryk Kasperczak jest jednym z trzech Polaków - pozostali to Paweł Janas i Adam Nawałka - którzy wzięli udział w mistrzostwach świata w roli zawodnika i trenera. W 1974 roku jako piłkarz zdobył brązowy medal, a w 1998 roku na Mundialu we Francji prowadził reprezentację Tunezji.
Były znakomity piłkarz i trener nie miał wątpliwości, że w meczu z Chorwacją główną przyczyną braku zwycięstwa biało-czerwonych była słaba jakość gry defensywnej.
- Strata trzech bramek w siedem minut w takim spotkaniu nie miała prawa się zdarzyć. Ważne jednak, że zespół nie załamał się i chciał do końca walczyć o zwycięstwo. Korzystnie na psychikę wpłynął na pewno drugi gol strzelony jeszcze przed przerwą. Nasi piłkarze uwierzyli, że jeszcze mogą coś w tym spotkaniu zrobić. Walczyli o wygraną za wszelką, ale skończyło się remisem. Można jednak powiedzieć, że w ofensywie swoje zadanie wypełnili. Dostrzegłem więcej pozytywów niż negatywów – podkreślił.
Kasperczak zwrócił uwagę, że w reprezentacji do głosu zaczyna dochodzić powoli nowa generacja piłkarzy. Na jej liderów wyrastać zaczynają Nicola Zalewski i Kacper Urbański, których wspiera doświadczony Piotr Zieliński.
Były znakomity piłkarz i trener nie miał wątpliwości, że w meczu z Chorwacją główną przyczyną braku zwycięstwa biało-czerwonych była słaba jakość gry defensywnej.
- Strata trzech bramek w siedem minut w takim spotkaniu nie miała prawa się zdarzyć. Ważne jednak, że zespół nie załamał się i chciał do końca walczyć o zwycięstwo. Korzystnie na psychikę wpłynął na pewno drugi gol strzelony jeszcze przed przerwą. Nasi piłkarze uwierzyli, że jeszcze mogą coś w tym spotkaniu zrobić. Walczyli o wygraną za wszelką, ale skończyło się remisem. Można jednak powiedzieć, że w ofensywie swoje zadanie wypełnili. Dostrzegłem więcej pozytywów niż negatywów – podkreślił.
Kasperczak zwrócił uwagę, że w reprezentacji do głosu zaczyna dochodzić powoli nowa generacja piłkarzy. Na jej liderów wyrastać zaczynają Nicola Zalewski i Kacper Urbański, których wspiera doświadczony Piotr Zieliński.
- Zaczęliśmy mecz bez Roberta Lewandowskiego i ten początek wyglądał bardzo dobrze. On potem wszedł i pokazał się z bardzo dobrej strony, zaliczył asystę przy trzecim golu. Wcześniej często krytykowałem Zielińskiego, ale za ostatnie jego występy należą mu się pochwały. Ma duży wpływ na grę drużyny, dużo piłek przechodzi przez niego. Nie tylko kreuje akcje, ale zdobywa bramki. Jego ocena może być tylko pozytywna. Szkoda, że Zalewski ma problemy z regularną grą w klubie, ale na razie nie odbija się to na jego formie. Po nim po prostu widać, że ma duże umiejętności. On i Urbański to przyszłość reprezentacji. Mają to, czego wymaga nowoczesny futbol - szybkość i technikę. Trzeba dać im czas – zauważył.
Medalista mistrzostw świata z 1974 roku pozytywnie ocenił też potencjał dwóch piłkarzy, którzy ostatnio zadebiutowali w reprezentacji - Maximilliana Oyedele i Michaela Ameyawa. - Uważam, że warto na nich stawiać. Weszli na boisko razem z Lewandowskim i nasza gra na tym zyskała. Na razie stawiają pierwsze kroki, szukają swojego miejsca w drużynie – zaznaczył.
Po zakończeniu kariery przez Wojciecha Szczęsnego trener Michał Probierz wciąż nie zdecydował, kto będzie numerem 1. Na razie o miejsce w bramce rywalizują Łukasz Skorupski i Marcin Bułka, którzy grają na przemian. Kasperczak przyznał, że to nie jest problemem. - Można odnieść wrażenie, że w ostatnich latach bramkarz to był najmocniejszy punkt naszej reprezentacji. Mieliśmy, mamy i będziemy mieć dobrych bramkarzy, bo u nas dobrze się ich szkoli – podsumował mieszkający we Francji Kasperczak.
Natomiast Bartosz Bosacki ma mieszane uczucia po remisie z Chorwacją.
- Dobrze się ten mecz oglądało, ale czuję pewien niedosyt, bo strzelamy trzy gole rywalowi takiej klasy, gramy dodatkowo u siebie, a mimo to nie wygrywamy. Gdy tracisz trzy bramki w siedem minut, to można wytłumaczyć tylko brakiem koncentracji, bo na pewno nie brakiem umiejętności.
Medalista mistrzostw świata z 1974 roku pozytywnie ocenił też potencjał dwóch piłkarzy, którzy ostatnio zadebiutowali w reprezentacji - Maximilliana Oyedele i Michaela Ameyawa. - Uważam, że warto na nich stawiać. Weszli na boisko razem z Lewandowskim i nasza gra na tym zyskała. Na razie stawiają pierwsze kroki, szukają swojego miejsca w drużynie – zaznaczył.
Po zakończeniu kariery przez Wojciecha Szczęsnego trener Michał Probierz wciąż nie zdecydował, kto będzie numerem 1. Na razie o miejsce w bramce rywalizują Łukasz Skorupski i Marcin Bułka, którzy grają na przemian. Kasperczak przyznał, że to nie jest problemem. - Można odnieść wrażenie, że w ostatnich latach bramkarz to był najmocniejszy punkt naszej reprezentacji. Mieliśmy, mamy i będziemy mieć dobrych bramkarzy, bo u nas dobrze się ich szkoli – podsumował mieszkający we Francji Kasperczak.
Natomiast Bartosz Bosacki ma mieszane uczucia po remisie z Chorwacją.
- Dobrze się ten mecz oglądało, ale czuję pewien niedosyt, bo strzelamy trzy gole rywalowi takiej klasy, gramy dodatkowo u siebie, a mimo to nie wygrywamy. Gdy tracisz trzy bramki w siedem minut, to można wytłumaczyć tylko brakiem koncentracji, bo na pewno nie brakiem umiejętności.
Jednocześnie Bosacki pochwalił polskich reprezentantów, którzy w końcówce pierwszej odsłony i w długich fragmentach po przerwie pokazali jakość i zaangażowanie.
- Dobrze, że przy stanie 1:3 to nie poszło dalej, ale też przy takim wyniku Chorwaci zmienili trochę swój sposób grania. Ważne też, że potrafiliśmy to wykorzystać. Zmiany, jakich dokonał Michał Probierz, nie obniżyły poziomu, a nawet momentami nasza gra wyglądała lepiej. Mimo wszystko ten mecz można ocenić na plus, bo pokazał, że drużyna ma potencjał, a kilku piłkarzy zaprezentowało się z bardzo dobrej strony - ocenił uczestnik mundialu w Niemczech (2006).
Niestety, defensywa polskiej reprezentacji nie jest monolitem - w czterech meczach obecnej edycji Ligi Narodów biało-czerwoni stracili już dziewięć goli.
- Trenerowi reprezentacji trudno jest pracować z piłkarzami, bo nie ma ich na co dzień, a do tego co chwilę nie z jego winy pojawiają się jakieś niespodzianki w składzie. Co do straconych goli - nie potrafię tego wytłumaczyć, jak tylko brakiem koncentracji czy rozluźnieniem. Przy drugim i trzecim golu dla Chorwacji możemy poszukać dwóch lub nawet trzech zawodników, którzy się do tego przyczynili - tłumaczył były piłkarz m.in. Lecha Poznań i VfL Nuernberg.
20-krotny reprezentant Polski uważa, że mankamenty w defensywie mogą wynikać z konsekwentnie stosowanej taktyki przez Probierza. - Gra trójką z tyłu może mieć wpływ na to, że tracimy więcej bramek, bowiem w defensywie pojawia więcej przestrzeni dla rywali. Te dwie bramki dla Chorwacji też trochę z tego wynikały. Natomiast co do samego systemu, to tak mocno nie upierałbym się, czy to ma być trzech, czy czterech obrońców. Czasami trzeba dostosować taktykę do przeciwnika i warto by było, byśmy uczyli się grania różnymi systemami - zakończył Bosacki.
- Dobrze, że przy stanie 1:3 to nie poszło dalej, ale też przy takim wyniku Chorwaci zmienili trochę swój sposób grania. Ważne też, że potrafiliśmy to wykorzystać. Zmiany, jakich dokonał Michał Probierz, nie obniżyły poziomu, a nawet momentami nasza gra wyglądała lepiej. Mimo wszystko ten mecz można ocenić na plus, bo pokazał, że drużyna ma potencjał, a kilku piłkarzy zaprezentowało się z bardzo dobrej strony - ocenił uczestnik mundialu w Niemczech (2006).
Niestety, defensywa polskiej reprezentacji nie jest monolitem - w czterech meczach obecnej edycji Ligi Narodów biało-czerwoni stracili już dziewięć goli.
- Trenerowi reprezentacji trudno jest pracować z piłkarzami, bo nie ma ich na co dzień, a do tego co chwilę nie z jego winy pojawiają się jakieś niespodzianki w składzie. Co do straconych goli - nie potrafię tego wytłumaczyć, jak tylko brakiem koncentracji czy rozluźnieniem. Przy drugim i trzecim golu dla Chorwacji możemy poszukać dwóch lub nawet trzech zawodników, którzy się do tego przyczynili - tłumaczył były piłkarz m.in. Lecha Poznań i VfL Nuernberg.
20-krotny reprezentant Polski uważa, że mankamenty w defensywie mogą wynikać z konsekwentnie stosowanej taktyki przez Probierza. - Gra trójką z tyłu może mieć wpływ na to, że tracimy więcej bramek, bowiem w defensywie pojawia więcej przestrzeni dla rywali. Te dwie bramki dla Chorwacji też trochę z tego wynikały. Natomiast co do samego systemu, to tak mocno nie upierałbym się, czy to ma być trzech, czy czterech obrońców. Czasami trzeba dostosować taktykę do przeciwnika i warto by było, byśmy uczyli się grania różnymi systemami - zakończył Bosacki.
Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zaloguj się lub wejdź przez