D. Grubalski: Dotknęliśmy naszego sufitu, teraz potrzebne są zmiany [wywiad]

2021-06-02 07:34:51 (ost. akt: 2021-06-01 20:37:38)
Chwila radości po ciężkim sezonie. Dawid Grubalski trzyma na rękach swoją żonę Karolinę. Ta z kolei trzyma puchar za wicemistrzostwo Polski w futsalu

Chwila radości po ciężkim sezonie. Dawid Grubalski trzyma na rękach swoją żonę Karolinę. Ta z kolei trzyma puchar za wicemistrzostwo Polski w futsalu

Autor zdjęcia: odLot Paweł Jakubowski

Zaledwie dwa sezony gry w Statscore Futsal Ekstraklasie, a już dwukrotne wicemistrzostwo Polski oraz krajowy puchar — Constract Lubawa do elity polskiego futsalu wszedł z drzwiami i futryną! Wielka w tym zasługa trenera Dawida Grubalskiego.
W ostatnią sobotę maja zakończyły się rozgrywki 2020/21 polskiej ekstraklasy futsalu. O ostatnim ligowym spotkaniu Constractu z AZS UŚ informowaliśmy w artykule "Wicemistrz Polski mieszka w Lubawie! Constract obronił tytuł", natomiast historię klubu i rolniczą pasję rodziny Grubalskich przybliżyliśmy w tekście "Reprezentant Polski, co krowy karmi. Poznajcie (lepiej) Grubalskich z Wałdyk".

Sukces lubawskiego klubu został dostrzeżony przez ogólnopolskie media, aktualnie trener Dawid Grubalski co chwila udziela wywiadów, a także m.in. przez władze Warmińsko-Mazurskiego Związku Piłki Nożnej i lokalnych samorządowców. Constract to już marka na sportowej mapie Polski.

Ale w klubie z Lubawy nie osiadają na laurach bo wiedzą o tym, że ten kto stoi w miejscu, nie rozwija się, to w rzeczywistości się cofa. Między innymi o tym rozmawiamy ze szkoleniowcem drużyny, która w sobotę obroniła tytuł wicemistrza Polski.

Gratuluję zdobycia srebrnego medalu, jednak w tej rozmowie musi paść pytanie: czy Constract był w stanie zdetronizować Rekord Bielsko-Biała i sięgnąć po mistrzostwo Polski?
— Myślę, że tak. Musimy jednak pamiętać, że gdzieś w trakcie sezonu, na przełomie lutego i marca, spotkało nas wiele problemów kadrowych i nie tylko, które spowodowały w efekcie straty punktów i wypisanie się z walki o mistrzostwo kraju. Mam tu na myśli zarówno problemy zdrowotne związane z pandemią covid-19, jak i kwestię związaną z grą naszych zawodników w kadrze narodowej. To wielki honor i przywilej grać dla Polski, jednak po powrocie naszych graczy z meczów i zgrupowań reprezentacji mieliśmy bardzo mało czasu na przygotowanie się do kolejnego spotkania. Chłopacy wracali np. w czwartek, zmęczeni trudami meczów i treningów, a już w sobotę musieli grać w lidze. Nie sposób dobrze przygotować zespół w tak krótkim czasie. Poza tym, gdy przyjrzymy się tabeli i wynikom wszystkich kolejek, to wyjdzie na to, że Rekord jest totalnym dominatorem w Statscore Futsal Ekstraklasie. Mistrz Polski w tym sezonie przegrał tylko dwukrotnie, i to na wyjeździe: z nami i z Clearexem Chorzów. Na 96 możliwych do zdobycia punktów zdobył zatem aż 90! Po drodze nie zaliczył żadnego remisu. Poza tym Rekord ma bardzo silną mentalność zwycięzcy, której nam momentami jeszcze brakuje.

A który sezon w ekstraklasie był trudniejszy: debiutancki, w którym byliście absolutnym beniaminkiem, czy może ten drugi, właśnie zakończony?
— Zdecydowanie łatwiejszy był ten pierwszy sezon, bez dwóch zdań. Wówczas podeszliśmy do rozgrywek jak do świetnej zabawy, w której nic nie musieliśmy udowadniać, ale mogliśmy — nikt nam tego nie zabronił. Na tej fali entuzjazmu po awansie z I ligi udało się wykręcić znakomity wynik, jednak trzeba pamiętać, że z powodu pandemii sezon zakończył się przedwcześnie. Kto wie, czy bylibyśmy wicemistrzami, gdy nie szybszy koniec ligi, bo przecież jeszcze na kilka spotkań przed jej końcem byliśmy na piątym miejscu, a nie na drugim. Ta zabawa w ekstraklasie przełożyła się jednak na sukces, sami sobie tak wysoko zawiesiliśmy poprzeczkę i teraz trzeba było dostosować się do oczekiwań środowiska i kibiców. Tak — to był świetny, udany, "lajtowy" sezon, a my jako beniaminek zdobyliśmy srebrne medale. Muszę przyznać, że dużo trudniejsze i stresujące były trzy sezony w I lidze, kiedy to biliśmy się o awans i nie mogliśmy sobie pozwolić na stratę punktów, aby wciąż liczyć się w walce o najwyższą lokatę. Te sezony były więc trochę podobne do właśnie zakończonego, gdzie presja wyniku była już dużo większa niż w debiucie w ekstraklasie.

W rozgrywkach 2020/21 rzeczywiście poprzeczka poszła w górę i — jak sam przyznajesz — to była tylko i wyłącznie wasza "wina", bo oprócz wicemistrzostwa kraju zdobyliście też Puchar Polski.
— Jak jednak widać, czegoś nam zabrakło. Uważam, że Rekord okazał się lepszy z jednego prostego powodu: ta drużyna miała po prostu wielki, większy od naszego, apetyt na złoto. Ekipa z Bielsko-Białej to przeważnie doświadczeni, około trzydziestoletni zawodnicy z tzw. starej szatni, którzy już z niejednego futsalowego pieca jedli chleb. W naszej drużynie mam sporo zawodników, którzy dopiero co przekroczyli 20-tkę. To jeszcze młodzi piłkarze i mam nadzieję, że kiedyś będą mieli taką samą mentalność zwycięzców jak mistrzowie z Rekordu.
Tuż po awansie do ekstraklasy spisywano nas na pożarcie, tymczasem wszystko tak się rozpędziło, że dwa razy z rzędu skończyliśmy sezon na pudle. Może aż za szybko przyszły te dobre wyniki, bo też niektórzy oczekują od nas teraz rezultatów ponad stan. Tymczasem teraz, po tej pierwszej fali entuzjazmu, potrzebna jest cierpliwość i spokój.

Tuż po ostatnim meczu ogłosiliście, że z drużyny odchodzą Vitinho, Ique, Pedro Pereira oraz Tomasz Lutecki. Wcześniej z klubem pożegnał się bramkarz Imanol Chavez Darias. Pomijając Luteckiego, to kiedyś mówiłeś, że zawodników pochodzących z Brazylii czy Półwyspu Iberyjskiego musisz specjalnie motywować, aby w ogóle pozostali w Lubawie. Piłkarzom z Kraju Kawy czy Hiszpanii znudziła się mała miejscowość w woj. warmińsko-mazurskim? Czy może są inne powody ich odejścia?
— Jeśli chodzi o sferę mentalną, to szczególne problemy z życiem w Polsce miał bramkarz Imanol. Facet pochodzi z Teneryfy, na co dzień ma multum słońca i wysoką temperaturę, a my w Polsce mamy końcówkę maja i 10 stopni na termometrze. Tylko w tym jednym przypadku powodem odejścia, i to w trakcie sezonu, była chęć powrotu w rodzinne strony. W pozostałych, czyli Ique, Vitinho czy Pereiry, to wspólnie z tymi zawodnikami mieliśmy określony cel, jakim było mistrzostwo. Zarówno ja jak i zawodnicy kalkulowaliśmy możliwość rozstania w przypadku, jeśli tego nie uda nam się osiągnąć. Tak się stało, taki jest sport. Czas na nowe rozwiązania. Dotknęliśmy sufitu, którego nie sposób było przebić. Teraz potrzebne są zmiany. Pamiętajmy, że w naszej kadrze wciąż — o czym wspominałem wcześniej — jest wielu młodych zdolnych futsalistów. Trzeba dać im szansę walczenia o najwyższe cele, po to ich szkolimy, aby potem grali z najlepszymi w kraju. Niektórzy z nich już są zresztą bardzo doświadczeni i mimo 20 lat na karku mają na koncie dwa srebrne medale mistrzostw Polski oraz Puchar Polski. Przyszłość powinna należeć do nich.

Pod koniec sezonu pojawiały się opinie, że w Constrakcie za dużo jest obcokrajowców. Teraz, już po zakończeniu rozgrywek, co myślisz o tej teorii?
— Jeśli w Lubawie chcemy utrzymać aktualny poziom sportowy, albo myśleć o czymś więcej, to budowanie kadry musimy opierać na obcokrajowcach. Trzy czołowe drużyny w ekstraklasie, czyli Rekord, my i Piast Gliwice właśnie w taki sposób tworzą zespoły. Za czołową trójką jest punktowa przepaść, to też o czymś świadczy. A z wiadomości do nas docierających wynika, że beniaminkowie, którzy zdobyli awans do ekstraklasy, też mocno szukają wzmocnień. Potencjał polskiego futsalu nie jest po prostu tak duży, aby silne ekipy tworzyć tylko z naszych rodzimych zawodników. Co do naszych stranierich: podjęliśmy decyzję, że jeśli mamy kogoś wymieniać w składzie, to właśnie obcokrajowców, a nie naszych lokalnych zawodników.

No właśnie, tu przechodzimy do szczegółów: kilku zawodników odchodzi, a kto przyjdzie w ich miejsce?
— Na podawanie szczegółów jest jeszcze za wcześnie, mogę tylko powiedzieć, że jestem już po słowie z kilkoma futsalistami, którzy prawdopodobnie będą reprezentować Constract w przyszłym sezonie. Mowa o jednym Polaku i trzech, może nawet czterech obcokrajowcach. Muszą tylko złożyć podpisy pod umowami i mogą grać w naszych barwach. Na szczegóły jednak jeszcze przyjdzie czas.

Kiedy rozpoczynacie przygotowania do nowego sezonu?
— Pod koniec lipca zbierzemy się na pierwszym po przerwie treningu. Być może uda się wyjechać na obóz, jednak nie chcemy zapeszać z podawaniem konkretów. Sezon 2021/22 rozpocznie się na początku września.

Ciebie jednak jeszcze lada moment czeka wyjazd na zgrupowanie kadry narodowej do lat 19 w futsalu, w której jesteś odpowiedzialny za analizę gry rywali. Jaki jest najbliższy, najważniejszy cel tej drużyny?
— Przygotowujemy się do mistrzostw Europy, które w 2022 roku odbędą się w Hiszpanii. Być może uda się powtórzyć lub nawet poprawić rezultat z mistrzostw Europy z 2019 roku, kiedy to w łotewskiej Rydze wywalczyliśmy trzecie miejsce. W przyszłym tygodniu wybieram się zatem na zgrupowanie kadry narodowej, połączone z turniejem międzynarodowym, który rozegramy w Chorwacji.

zico
m.partyga@gazetaolsztynska.pl

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5