PRZEWODNIK PO BIEGANIU|| Jak to jest być trenerem

2019-11-24 12:00:00 (ost. akt: 2019-11-21 12:02:12)
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne

Autor zdjęcia: pixabay.com

Każdy, kto decyduje się na odpowiedzialność trenerską związaną z wyczynowym sportem, wprowadza do swojego domu kłopoty, sukcesy i porażki z nim związane. Wszystkie problemy zawodników muszą się zmieścić w relacjach rodzinnych. Czasami są przed nimi.
Kontuzje i najdziwniejsze pytania nie raz przerywały rodzinne kolacje i burzyły nocny spokój. Umiejętność poruszania się w zawiłych emocjach łączących rodzinne i sportowe światy, to trudno dostępna sztuka. Udawanie, że po treningu nie ma mnie w domu, ograniczanie kontaktu tylko do jego czasu — to nie wróży szkoleniowego sukcesu. Sam trening to tylko część tego zawodu.

Trener często wie więcej o cudzych dzieciach niż o swoich własnych. Zna ich bolesne sekrety i marzenia. Balansuje na linie w rozwiązywaniu konfliktów w grupie, narażając się na porażkę wychowawczo – trenerską. Czasami wysłuchując historie rodzinne wikła się w cudze kłopoty.
Musi się mierzyć z ocenami nie tylko zawodników.

Osądy i pomówienia. Nie raz ich doświadczyłem od środowiska, które tak naprawdę powinno się wspierać. Sukces zawsze kumulował te postawy. Przerabiałem emocjonalnie na sobie zdarzenia, które wydawały mi się wprost nie z tej bajki. Zdarzało się, że stawałem po drugiej stronie barykady nie mając wsparcia. Czas pokazał wszystko. Trzeba być naprawdę zdystansowanym w odbiorze poczty pantoflowej. Stare lekkoatletyczne porzekadło mówi: Jak masz problem; to pobiegaj godzinę. Jak masz go dalej, to go zostaw. To nie twój problem. Kilometry często zjadały emocje.

Na początku pracy trenerskiej kontuzje zawodników odbierałem jako przeszkodę w uzyskaniu wyniku. Z latami doświadczyłem przekonania, że ten czas najbardziej rozwija obie strony.
Za dużo, za szybko, za często. Kontuzja nie tylko zatrzymuje. Uczy obie strony wzajemnych relacji.
Przez wiele lat prowadziłem grupę skoczków wzwyż. Porównywałem dojście do medali Mistrzostw Polski wielu skoczków i cenę, jaka była płacona w obciążeniach do osiągnięcia sukcesu.
Wolałem przegrać medal o centymetr, niż ryzykować zdrowiem zawodnika.

Często to były odmienne wizje; ilość siły ze sztangą po prostu mnie przerażała. Przecież zawodnikiem się jest krótko, a układ musi być sprawny w komforcie całe życie. Kilometry u biegaczy starałem się czuć biegając z nimi. Biegowa empatia to trenerska świętość. Nim zadasz pracę biegaczom, poczuj ją w sobie. To hamuje zaślepienie trenerskie. Często pytam siebie, jak widzę rozciągnięte grupki na treningu wsłuchując się w ich oddechy? Czy nie czuwa nad nimi teoretyczny zew trenerskiego powołania?


Zaczynałem pracę w sporcie w którym obowiązywała zasada z minionej epoki. Nieważne, ilu zniszczysz zdrowotnie. Medal cię ułaskawi. Cel uświęcał środki. Widziałem to. Trener musi mięć odporność na oczekiwania medalowe środowiska zewnętrznego. Inaczej wpadnie w pułapkę podkręcania obciążeń, które po latach doświadczą w skutkach zawodnicy.

Radzę zawsze młodym trenerom, by przeczytali ustawę o sporcie kwalifikowanym zanim podejmą się trudnej trenerskiej sztuki. Ona otrzeźwi każdego. Krótka ławka umiejętności, empatii, luki w biomedycznej wiedzy. Niedostatki w poruszaniu się w gąszczu psychologii sportu - zatopiło niejednego w pracy szkoleniowej. Zamiatanie pod dywan czasami małych śmieci, jest zawsze błędem. Licencję instruktora sportu można łatwiej zdobyć niż prawo jazdy. Uważam, że można przetrwać dziesiątki lat w trenerskim świecie bawiąc się sportem z zawodnikami. Tylko trzeba samemu płonąć, aby podpalić innych. To pożar nie do ugaszenia.

Papierowy ogień widziałem niejednokrotnie w swojej pracy obok. Był on bardzo trudny do zrozumienia dla tych, co patrzyli w przyszłość zawodnika. Takie huśtawki w szkoleniu zawsze najbardziej mnie denerwowały.


Najtrudniej prowadzi się zawodników, którzy są wiecznie kontrolowani przez rodzica. Jego wtrącanie się w trening zawsze skutkuje moim buntem, jeżeli nie jest poparte merytoryczną dyskusją. Znam swoje rzemiosło i potrafię przyznać się do błędu. Zawodnicy rozmawiają ze sobą nie tylko w grupie, również w socjalmediach. Wypunktują wszystkie błędy i zachowania. Ocenią postęp i szacunek do każdego z nich. Nie ma przed tym ucieczki.

Zawód nauczyciela, to przy trenerskim zaangażowaniu tylko przedsionek emocji wychowawczych. Zawodnicy naprawdę nam wierzą. Możemy wpływać na ich wybory. Ta świadomość powinna towarzyszyć nam na każdym treningu. Sport to jedno wielkie oszustwo w nadziei bycia najlepszym. To marzenie o dominacji nad innymi. To samoistny postęp w wieku rozwojowym, często niezależny od wiedzy prowadzących. I pretensje za jego brak po okresie bezwarunkowej progresji.

Dom. To w nim zawsze miałem spokojny restet. Druga strona ma prawo do wymagań dotyczących rodziny. Musi także mieć umiejętność ich egzekwowania. Udało się nam pogodzić bycie trenerem, nauczycielem i rodzicami. Mimo nauczycielskiej biedy nie jest źle. Daliśmy radę wspólnie z życiem. Czasami pod górkę trudniejszą jak bieg na Śnieżkę.
Dlaczego nam się udało, a inni po drodze sukcesów trenerskich sportowych pogubili wszystko?
Nie, nie udało się. Solidnie, świadomie zapracowaliśmy na ten stan. Jak wielu moich trenerskich przyjaciół. Niestety jest ich mniejszość.


Trening 25-01 grudnia. Czwarty tydzień mezocyklu. Troszkę luzu.

Poniedziałek. Wolne .
Wtorek. Rozbieganie 40 min (t-130 max) + 5-8 x 30 sek. po 40 skipach A p. 2 min - 8-12 km
Środa. Wolne, ale gimnastyka. rozciągająca.
Czwartek. Rozruch 4 km + sprawność z elementami siły, płotki. ABC techniki.
Piątek. Wolne
Sobota. Rozbieganie 30 min + 10-20 min (t-150) w crossie + trucht z 5x100m – 10-14 km
Niedziela. wolne

Za tydzień: Justyna - biegałam od drzewa do drzewa, aby nikt mnie nie widział

Paweł Hofman, trener lekkiej atletyki

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. SWojak #2823667 | 176.221.*.* 24 lis 2019 17:05

    Kolego! Jeśli masz sukcesy to nosisz na plecach worek zawiści.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5