Na podium rajdu Baja Poland, ale sama jazda była wręcz koszmarem

2020-09-08 09:18:44 (ost. akt: 2020-09-08 09:35:27)
Adam Binięda (z lewej) i Bartłomiej Grabowski na mecie tegorocznego rajdu Baja Poland

Adam Binięda (z lewej) i Bartłomiej Grabowski na mecie tegorocznego rajdu Baja Poland

Autor zdjęcia: Archiwum załogi

Ogrom emocji i wrażeń dostarczyła załogom rajdowym runda Pucharu Świata oraz Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych — rajd Baja Poland. Ponad stu uczestników określało warunki na trasie jednym słowem: horror. Nie każdemu dane było dotrzeć do mety.
Ta sztuka udała się m.in. siedlecko-bartoszyckiej załodze Bartłomiej Grabowski/Adam Binięda, którzy rywalizując w Pucharze Daci Duster osiągnęli metę na 3. pozycji. Zarówno kierowca, jak i pilot z pewnością zapamiętają ten rajd na długo.


Adam Binięda: — To był najtrudniejszy rajd terenowy, w jakim jechałem. Tego, co zastało nas na trasie, nie da się opisać. Trzynastokrotny zwycięzca Rajdu Dakar, Stephane Peterhansel mówił po rajdzie, że jeszcze w takich koszmarnych warunkach nie jechał...

Ulewne deszcze miejscami po prostu zmyły drogę i przez większość trasy jechaliśmy w koleinach pełnych wody, a nieraz wręcz przejeżdżaliśmy przez potoki wody i błota. W takich warunkach oczywiście na dalszy plan schodzi czas przejazdu odcinka, a głównie chodziło o samo dotarcie do mety. To wszystko spotkało nas drugiego dnia rajdu, podczas pokonywania dwóch najdłuższych oesow, ponad 170-kilometrowych.


Na ten rajd trzeba było umiejętnie rozłożyć tempo jazdy, jechać szybko, ale także szanować auto. Blisko 400 kilometrów oesowych potrafiło dać w kość i zawodnikom, i rajdówkom.

Rajd rozpoczęliśmy pierwszego dnia od prologu, będącego także odcinkiem kwalifikacyjnym do startu drugiego dnia. Ukończyliśmy go na 3. pozycji, choć tutaj mieliśmy za zadanie spokojnie i z uwagą pokonać ten oes. Na 7 kilometrach oesu wiadomo, że niewiele można zyskać, ale stracić już dużo.


Drugiego dnia mieliśmy do przejechania 350 kilometrów oesowych plus 200 kilometrów "dojazdówki". Ale to co zastaliśmy na trasie przeszło nasze wyobrażenia. W dodatku od 30. kilometra zmagaliśmy się z utratą mocy w aucie. Ilość wody na drodze zalewała po prostu auto i silnik. Wymieniliśmy filtr powietrza, kilkanaście razy zatrzymywaliśmy się i resetowaliśmy auto, ale co chwila jechaliśmy w trybie awaryjnym, bez pełnej mocy. Do tego doszły problemy ze skrzynią biegów. Odcinek pokonaliśmy w blisko 4 godziny.

Drugi przejazd nie był prostszy, w dodatku musieliśmy wymieniać koło na trasie i parę razy odkopać auto, będąc w głębokiej, błotnej koleinie.

O końcowych wynikach decydował jednak trzeci dzień i cztery odcinki specjalne. Już krótsze, bo 9- i 17-kilometrowe. Trasa była już o wiele lepsza, no i pogoda także poprawiła się.

Na tych oesach osiągaliśmy dwa razy drugi czas, raz mieliśmy czwarty rezultat, a jeden oes wygraliśmy. Pozwoliło nam to awansować z 6. pozycji po sobotnim etapie na trzecie miejsce.

Podium w tym rajdzie, w takich warunkach, jest ogromnym sukcesem. Kosztowało nas to wiele sił, ale takie są rajdy cross country. Pozostały nam do końca sezonu 3 rundy, w tym dwie rozgrywane na Węgrzech. Kalendarz jest jednak jeszcze ruchomy i związany oczywiście z sytuacją z covidem.



kwk

Źródło: Gazeta Olsztyńska

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5