Rowerowa Obwodnica Olsztyna: Ruciane Nida - Mikołajki

2023-11-20 11:35:00(ost. akt: 2023-11-21 08:28:13)

Autor zdjęcia: Igor Hrywna

Mikołajki. Wiadomo, żeglarska stolica Polski, cudownie położony między Tałtami i jeziorem Mikołajskim mazurski kurort. Wszystko prawda. Ja chciałbym was zaprosić, kiedy już zwykniecie do mazurskiej wody i zrobicie sobie selfie z Królem Sielaw na...cmentarz.
Trasa: Ruciane Nida - Wojnowo - Ukta - Kadzidłowo - Mikołajki - Iznota - Ładne Pole - Ruciane. Długość około 50 kilometrów.


Mięso w piątek? Dziękujemy

Początki istnienia osad Ruciane (Mazurzy nazywali je Rudczany) i Nida sięgają XVI/XVII wieku. Ta druga była osadą rybacką, którą 60 lat po założeniu nawiedzili znamienici goście.

Takie były to były wtedy czasy, że panowie szlachta w piątek mięsa nie jadała. Chłopi zresztą nie jadali go właściwie przez cały rok, ale chłopi w tamtych czasach nie pozostawiali po sobie pamiętników, jak choćby książę Albrecht Radziwiłł, który w 1639 roku razem z królem Władysławem IV Wazą biwakował nad jeziorem Bełdany ( to moja ulubiona nazwa jeziora) a nocował w okolicach wspomnianej Nidy.

Wcześniej jednak było polowanie a przed nim obiad, który księcia nie zachwycił. — Piątek był, niemal wszystko z mięsem dano, a mało co było potraw rybych, ztąd my głodniśmy wstali — wspominał w swoich pamiętnikach książę. — Lekko posileni na łowy powstaliśmy — pisze dalej Radziwiłł. — Parkanami płóciennemi zamknięte były zwierzęta. Z jednej sali zielonej król, elektor, królowa, królewna strzelali na jelenie i daniele, czy też sarny, których na 30 zabili. My zaś z drugiego miejsca na nadbiegające patrzaliśmy zwierzęta.

Po niemalże 200 latach te okolice nawiedził dla odmiany król Prus Fryderyk Wilhelm IV, który do Rucianego dotarł parowcem "Masovia".

Jednak nie tylko jeziora stały się motorem napędowym obu wsi, ale kolej, która dotarła do Rucianego w 1885 roku (Olsztyn-Ełk przez Pisz) i w 1898 roku (połączenie z Mrągowem). Choć oczywiście nie można lekceważyć powstałego w 1879 roku szlaku wodnego (śluza Guzianka I) prowadzącego z Giżycka do Mikołajek i Pisz.

— Kanał wązki, zamknięty u góry sklepieniem drzew. Woda płynąca w głębi-cicha, ciemna, tajemnicza. Wśród zieleni leśnej wije się żółtym szlakiem piaszczysta droga. U wylotu prawie kanału zwiesza się lekki most kolejowy-ocieniają go drzewa, a światło przedostając się przez gęste liście nadaje wodom kanału zielonkawą barwę — napisała w 1913 roku Stefania Sempołowska w tekście "Mazury Pruskie".

I z czasem to turystyka zdominowała życie obu wsi, które w 1966 roku stały się miasteczkiem o nazwie Ruciane-Nida. Wcześniej jednak przez obie wsie przetoczyła się Czerwona Armia.

— Moje wrażenia z pierwszego pobytu w Rucianem - to oszałamiająca cisza, zupełna pustka, nie spotykana w żadnej z dotychczas poznanych miejscowości na tych terenach...Chociaż zniszczenia wojenne ominęły Ruciane, zniszczenia spowodowane przez pożary już po przejściu frontu były tu bardzo duże. Spłonęła szkoła, około 50% budynków mieszkalnych i jeden dom wczasowy — wspominał swój pobyt w Rucianem w lipcu 1945 roku Bronisław Adamczewski. Oczywiście nie mógł napisać, kto te pożary po wojnie wzniecał, ale przecież trudno było się tego nie domyśleć. Więc aż dziw, że cenzura tego nie wychwyciła, bo książkę w której zamieszczono te wspomnienie wydano w 1970 roku.


Po wojnie drewno stało się podstawa rozwoju obu wsi. W połowie lat 50tych powstał tam najpotężniejszy w Europie Zakład Płyt Pilśniowych i Wiórowych. Zakład nie przeżył jednak Balcerowicza i upadł w 1995 roku.


Rosjanie na Mazurach


W czerwcu 1830 roku z suwalszczyzny nad jezioro Bełdany przybył Onufry Smirnow. I razem z innymi przybyszami założył wioskę Onufryjewo. Za nimi przybyli następni. I założyli kilka kolejnych wsi: Wojnowo, Gałkowo, Mościszki, Zameczek, Iwanowo, Świgajno, Piaski, Kadzidłowo, Ładne Pole, Piotrowo i Osiniak - Piotrowo. Osiedlili się też w Ukcie.

Kim był Onufry Smirnow i jego towarzysze? Staroobrzędowcami lub jak kto woli starowiercami lub wedle uznania filiponami. A kim ci byli? Prawosławnymi Rosjanami (według współczesnej nomenklatury), którzy nie przyjęli reformy cerkwi prawosławnej przeprowadzonej w XVIII wieku. Prześladowani w Rosji schronili się na suwalszczyźnie, na terytorium Królestwa Polskiego. Tam też popadli w kłopoty, bo religia zakazywała im służby wojskowej. W 1825 r. starowiercom pozwolono osiedlać się w Prusach.

Co ciekawe z miejscowymi Mazurami dogadywali się po polsku, bo nauczyli się go w czasie pobytu na suwalszczyźnie. Kolejne pokolenia, zachowując wiarę, ulegały już germanizacji.

W 1945 roku podzielili los Mazurów. W 1945 żołnierze radzieccy zabili wielu staroobrzędowców. Byli dla nich podejrzani, bo mówili po rosyjsku. Część wczesnym latem 1945 roku razem z Niemcami i Mazurami wywieziono na Syberię.

Ci, którzy zostali padali ofiarą sąsiadów zza byłej granicy. — Bandy – głównie kurpiowskie – grabiły wszystko, nie tylko sprzęty domowe czy meble, ale rozbierały też całe zagrody. Opuszczone wioski mazurskie były traktowane jak skład materiałów budowlanych. Pozyskany materiał wykorzystano do budowy nowych domów lub ich remontów. Wiele budynków podpalano dla odwrócenia uwagi i zatarcia śladów przestępstwa — pisał Krzysztof Worobiec, w tekście “Zagubione wioski Puszczy Piskiej” ( Borussia, 46/2009).

Ci, którzy zostali z czasem w większości też wyjechali. Jak Mazurzy...

Co zostało nam po staroobrzędowcach? Można powiedzieć, że tradycyjnie najwięcej cmentarzy czy ich resztek. W sumie 9. W Wojnowie jest też cerkiew i muzeum w byłym klasztorze. Dodajmy jeszcze, że część staroobrzędowców z czasem wróciła do korzeni i dzisiaj w Wojnowie jest także cerkiew prawosławna zbudowana w latach dwudziestych ubiegłego wieku.


Wojnowo niegdyś było starowierczym centrum. Teraz to co najwyżej skansen z czterema starymi cmentarzami. W dawnym żeńskim klasztorze starowierców (ostatnia przeorysza zmarła w 1972 roku). Teraz mieści się tam pensjonat (turyści śpią w pokoje mniszek) i muzeum (molenna, dom modlitwy).W głównej sali wisi olbrzymi srebrny żyrandol. Ufundował go w 1910 roku bogaty kupiec ku pamięci zmarłej żony. Żyrandol ma 32 świece. Tyle lat miała żona fundatora, kiedy zmarła.
Przetrwała natomiast wspólnota prawosławna, przy tamtejszej cerkwi funkcjonuje prawosławny, żeński monastyr.

Strzelali do świętych


Ukta sprawia dziwne wrażenie. Bo ma w sobie coś z małego miasteczka i coś z XIX wiecznej drewnianej wsi. Obok siebie stoją tam kamienice i drewniane domy. A na dodatek we wsi czuć powiew ze wschodu.


Wieś dzisiaj żyje z turystyki. Jej początki związane są jednak z... przemysłem. W połowie XVIII wieku niejaki Grzegorzewski założył tam bowiem hutę szkła. W Puszczy Jańsborskiej w położonym na południe od Pisza (czyli z mazurska Jańsborka) Wądołku w latach 1805-1880 działał z kolei największa w Prusach Wschodnich huta żelaza. Rudy darniowej dostarczano tam między innymi z okolic Ukty).

Większość mieszkańców Ukty stanowili Mazurzy, którzy uważali się za Niemców. We wsi mieszkały też co najmniej dwie rodziny żydowskie. W Yad Vashem zachował się zapis losów Johanny Joseph i jej dzieci, która wyszła za mąż w latach 80tych XIX wieku za Davida Schlochauera, właściciela domu towarowego w Ukcie ( zmarł przed zdobyciem władzy w Niemczech przez nazistów)..

Ich pierwszy syn zginął w 1917 walcząc za kaisera. Dwie córki zginęły w niemieckich obozach koncentracyjnych. Rosa, Gustaw i Frieda wyjechali w latach 30tych do Palestyny. Lena przeżyła wojnę w Berlinie, gdzie ukrywała ją niemiecka rodzina. Johanna zmarła w październiku 1943 roku w niemieckim obozie w Terezinie

Ukty zaczęła się rozwijać, kiedy w 1898 roku dotarła do niej kolej (linia Ządźbork-Rudczany czyli Mrągowo-Ruciane, zwinęli ją i wywieźli do siebie czerwoni Rosjanie w 1945 roku).

Na szczęście nie wiedzieli, że nie mniej cenna rzecz znajduje się w miejscowym kościele. Zapewne tylko dlatego ocalał w nim pochodzący z XVI wieku obraz "Opłakiwanie Chrystusa". Dzięki Bogu nie podziurawili też obrazu kulami, bo celowali do figur św. Piotra i Pawła, które potem zaginęły.

Do ewangelickiej parafii w Ukcie obraz trafił jako depozyt królewskiego muzeum w Berlinie. Z okazji konsekracji nowej świątyni przekazał go późniejszy cesarz Wilhelm I.

Kościół do 1980 roku był we władaniu ewangelików. W 1981 roku po wyrwaniu zamka siłą zajęli go katolicy. — Milicjanci, którzy przyjechali, wezwani przez ewangelików, nie znaleźli podstaw do interwencji, przyjęli wyjaśnienia katolików o konieczności ratowania kościoła - pisze Grzegorz Jasiński w książce "Luteranie na Mazurach i Warmii po roku 1945". Ostatecznie w 1984 roku katolicy oficjalnie odkupili świątynię od ewangelików.

Dzisiaj do Ukty można dostać się autem, rowerem lub kajakiem. Twardziele mogą zacząć w podmrągowskich Zyndakach. Wtedy do przepłynięcia Krutynią jest 86 kilometrów. Większość wybiera krótszy, około 15 kilometrów, które przepływa się w kilka godzin.


Kadzidłowo: wyróżnienie od Michelina

Funkcjonuje tam Park Dzikich Zwierząt. Na obszarze kilkudziesięciu hektarów podziwiać można zwierzęta z całego świata. Kilkugodzinny spacer wśród wszelakiego rodzaju ptactwa, jeleni, koników polskich, żubrów, wilków, czy łosi oraz wielu innych znacznie bardziej egzotyczniejszych zwierząt daje niezapomniane wrażenia.

Po sąsiedzku działa Osada Kulturowa, w którym "drugą młodość" przeżywają mazurskie chałupy z XVIII i XIX wieku. Większość z nich jeszcze kilka lat temu była zapomnianymi ruinami. Za sprawą państwa Danuty i Krzysztofa Worobców, jej właścicieli, przeszły gruntowne remonty i stanowią dzisiaj architektoniczne perełki. We wnętrzu chałup również panuje mazurska atmosfera. Zabytkowe meble, stare naczynia i sprzęty gospodarstwa domowego dopełniają uczucia magii.

W tym miejscu czas się zatrzymał. Najcenniejszą budowlą jest XIX-wieczna podcieniowa chałupa z Warnowa (gmina Ruciane Nida), w której urządzono niewielkie muzeum ze starymi sprzętami gospodarstwa domowego. Przez cały rok czynna jest Oberża pod Psem, gdzie w stylowych wnętrzach można skosztować dań kuchni polskiej i przenocować.

— W prestiżowym przewodniku Michelin muzeum w Kadzidłowie zostało wyróżnione słynną gwiazdką – jako jedyny obiekt w Krainie Wielkich Jezior!— czytamy na stronie oberzapodpsem.com.pl

Z parkiem sąsiaduje niewielki staroobrzędowy cmentarzyk.


Król Sielaw zaprasza na cmentarz

Mikołajki. Wiadomo, żeglarska stolica Polski, cudownie położony między Tałtami i jeziorem Mikołajskim mazurski kurort. Wszystko prawda. Ja chciałbym was zachęcić, kiedy już zwykniecie do mazurskiej wody i zrobicie sobie selfie z Królem Sielaw na...cmentarz.


Żydów w Prusach, na Warmii i Mazurach nigdy nie było dużo. Dlaczego? Choćby dlatego: — Postanawiamy żeby żaden Żyd, żaden czarnoksiężnik, żaden czarodziej..., który się sprzysiągł z diabłem łamaniem i handlowaniem wiary, nie mógł istnieć w naszym kraju i być tolerowanym — ogłosił na początku XIV wieku krzyżacki Wielki Mistrz Zygfryd von Feuchtwangen.

Żydzi nie mieli w tamtych czasach łatwego życia. Nie tylko zresztą u niemieckich zakonników, ale i w Europie. W XIV wieku w Europie zachodniej szalała dżuma. Dochodziło wtedy do licznych pogromów, bo to Żydów motłoch oskarżał o jej wywołanie. Żydzi szukali wtedy i (i znaleźli) schronienie między innymi w Królestwie Polskim.

Stosunek pierwszego księcia pruskiego Albrechta (1490–1568, to ten od Hołdu pruskiego), gorliwego luteranina, do Żydów kształtował się pod wpływem nauki Lutra. Kiedy Luter uznał, że nawrócenie Żydów będzie niemożliwe, książę pruski przestał być tolerancyjny. Odmówił Żydom zgody na osiedlanie się w księstwie, zakazał im także prowadzenia handlu.

Zresztą ten zakaz dotykał nie tylko ich. W ustanowionym w 1567 roku prawie takim zakazem objęto także Cyganów.

Taki zakaz obowiązywał też na rządzonej przez biskupów Warmii. Biskup Maurycy Ferber w 1526 roku zarządził na przykład, że niekatolicy mogą przebywać na Warmii nie dłużej niż jeden rok. To prawo było jednak skierowane nie tylko przeciwko Żydom, ale też i protestantom.

Warto tu może trochę odczarować księcia Albrechta, który ma opinię antypolskiego. Przypomnijmy, że Albrech był w połowie Polakiem, bo jego matka (Zofia Jagiellonka) była córką Kazimierza Jagiellończyka). Albrecht po Hołdzie pruskim marzył o polskim tronie, a potem widział na Wawelu swojego syna. — Syn ten, według planów...księcia, miał...starać się o polską koronę. W nadziei, że zostanie polskim królem, wychowywał się wśród polskich rówieśników i uczył języka polskiego. Nie miał jednak szans, by zdobyć koronę. Na przeszkodzie stanęła choroba umysłowa — pisze prof. Stanisław Achremczyk w swojej "Historii Warmii i Mazur".

Na terenie Prus Książęcych i wreszcie Królestwa Prus zakazy osiedlania się Żydów obowiązywał aż do początku XIX wieku, choć Żydzi mogli dostać indywidualne zgody na osiedlenie. W XVIII wieku w całych wschodnich Prusach mieszkało tylko kilkuset Żydów, najwięcej w Królewcu.

Formalnie w 1812 roku pruski król zezwolił na osiedlanie się Izraelitów w wybranych miejscowościach i nabywanie przez nich nieruchomości. Co nie zmienia faktu, że kilka lat później wykluczono ich ze służby publicznej a potem zabroniono też piastowania stanowisk akademickich. Ostatecznie jednak w połowie XIX wieku żyjącym w Prusach Żydom przyznano te same prawa co chrześcijanom.

W końcu XIX wieku w Prusach Wschodnich mieszkało ich około 14 tysięcy, to mniej niż 1% ogółu mieszkańców. W końcu XIX wieku w miastach było ich więcej, najwięcej w Szczytnie, bo ok. 4%, ale było to w sumie 170 osób. W Olsztynie było ich prawie 500. Na Mazurach było ich w sumie nie więcej jak 3 tysiące.

Warto wspomnieć, że to jednak na Mazurach właśnie zaczął wychodzić pierwszy na świecie żydowski periodyk drukowanym w języku hebrajskim. Stworzył go rabin Eliezer Lipmann Silberman (1819-1882). Pierwszy numer pisma „Hamagid” (Ha-Magid - hebr. kaznodzieja) ukazał się w Ełku w 1856 roku i wychodził w stolicy Mazur przez następne 40 lat. Przez te lata trafiał w ręce Żydów rozproszonych po ówczesnych wielkich miastach Cesarstwa Rosyjskiego, Niemiec i Bliskiego Wschodu. Gazetę czytano także w Królestwie Polskim, "Hamagid" był prenumerowany nawet w Persji i Chinach.

Pierwsi Żydzi osiedlili się w Mikołajkach na początku XIX wieku. Pochodzili z Królewca i Wilna. Nie było ich wielu. Trudnili się tradycyjnie kupiectwem, ale też dzierżawili okoliczne jeziora. Ślady po tym zachowały się w niemieckich nazwach lokalnych, np. płycizny na jeziorze Mamry to Judenberg i Ko-
schelne (raczej Koszerne). Z upływem lat coraz bardzie wtapiali się w niemieckie otoczenie i coraz częściej czuli się obywatelami Rzeszy wyznania mojżeszowego. Wielu z nich wręcz uważało się za Niemców pochodzenia żydowskiego.

Choć oczywiście wielu Żydów miało też propolskie sympatie. I tak olsztyński Żyd Dawid Mendelsohn, ojciec sławnego architekta Ericha Mendelsohna, podpisał odezwę wzywającą do głosowania na kandydata polskiego, księdza Antoniego Wolszlegiera. — Każdy człowiek wyznania mojżeszowego winien głosować na Polaka, bo jest on przyzwoitym chłopem — stało w odezwie.


Szybko okazało się jednak, że Niemcy nie chcą ich uznać za swoich. Nastroje antysemickie w Niemczech zaczęły rosnąć już po przegranej I wojnie, kiedy Żydów zaczęto oskarżać, że wspomagali wrogów Niemiec. A potem przyszedł Hitler. NSDAP była na Mazurach bardzo popularna.

W 1932 roku gmina żydowska w Mikołajkach liczyła 43 Żydów (1,8% ogółu mieszkańców). Należeli do niej także mieszkańcy kilku okolicznych wsi. Gmina posiadała synagogę, cmentarz i rzeźnię rytualną.

6 lat później hitlerowcy urządzili w całych Niemczech antyżydowskie pogromy zwane "Nocą kryształową". Także na Mazurach, najokrutniejszy w Nidzicy. Bojówkarze NSDAP zamordowali tam Minnę Zack i Juliusa Naftali. Nie ponieśli za to żadnej kary. Sprawiedliwość dopadła ich dopiero w 1962 roku, kiedy erefenowski sąd skazał dwóch głównych uczestników na kilka lat więzienia. Kolejnego sądzono już po upadku muru berlińskiego, bo ten mieszkał w NRD. W 1992 roku skazano go na dwa lata w zawieszeniu za pomocnictwo w zabójstwie Minny Zack.

— W niewielkich ośrodkach mazurskich Żydzi nie mieli możliwości uchronić się od codziennych przejawów antysemityzm, ale też ich chrześcijańscy sąsiedzi nie mogli po prostu odwracać wzroku. Przed nikim nie mogło się ukryć to, co się działo z Żydami — napisał Andreasa Kossert w książce "Mazury. Zapomniane południe Prus Wschodnich" komentując te pogromy.

Po „Nocy kryształowej” ostatni Żydzi wyjechali z Mikołajek do większych niemieckich miast. Po wybuchu wojny zginęli w niemieckich obozach zagłady, kilka rodzin przeżyło jednak Zagładę. Pozostał po nich tylko niewielki cmentarz z macewami. Najstarsza pochodzi z 1847 roku, najmłodsza z 1931. W sumie zachowało się tam 27 macew i 20 grobów bez tablic. Macewy są dwujęzyczne, z jednej strony mają napisy hebrajskie, z drugiej niemieckie.


Zatem, kiedy już zrobicie sobie wspomniane selfie z Królem Sielaw (to nie tylko fontanna, ale też i motyw z herbu Mikołajek), to zapraszam na cmentarz. Łatwo tam trafić, bo jest oznaczony na Goole Maps. To raptem kilometr piechotą od rzeźby (ulica Dybowska 11). Po drodze można zobaczyć też kawałek starych Mikołajek:

— Wzdłuż obu brzegów wąskiej cieśniny ciągną się długim szeregiem domki, stoją tuż nad wodą (Niemcy zwą Mikołajki mazurską Wenecyą), kilka schodków od drzwi wiedzie nad jezioro lub wprost przy progu leży pomost a powyżej niego-leśne wzgórza. Ludność tej małej mieściny przeważnie polska (mazurska) trudni się spławem drewna, rybołówstwem lub handlem ryb...Miasteczko (chociaż z blizka nędzne i brudne) wygląda ślicznie, ciągnie się amfiteatralnie nad wodą — pisała w 1913 roku Stefania Sempołowska w artykule "Mazury Pruskie".


Z Mikołajek przez Iznotę wróciłem do Rudczan a stamtąd pociągiem do Olsztyna. Były dworzec, dobrze, że jest były.


Igor Hrywna

Inne moje trasy rowerowe są TUTAJ