Przed nami I Gala Rzemiosła Warmii i Mazur

2022-10-01 16:30:43(ost. akt: 2022-09-30 16:04:04)
Przed nami I Gala Rzemiosła Warmii i Mazur. To wydarzenie przypomina, jak ważna jest rola rzemieślników w lokalnej gospodarce. O specyfice tej pracy, a także o planach na przyszłość mówi Adam Przybysz, prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości.
— Dzisiaj odbędzie się I Gala Rzemiosła Warmii i Mazur na Zamku w Rynie. Co to będzie za wydarzenie?
— Warmińsko-Mazurska Izba Rzemiosła i Przedsiębiorczości istnieje od 1945 roku. Jako nowy prezes zastanawiałem się, jak zintegrować nasze środowisko, jak uściślić współpracę z samorządami, aby obie te grupy czerpały wzajemne korzyści ze swojej dotychczasowej wiedzy i doświadczeń. Stąd zrodził się pomysł, aby zorganizować Galę, która, mam nadzieję, na stałe wpisze się w kalendarz wydarzeń łączących Rzemieślników, Samorządowców zarówno z Warmii i Mazur, jak i całej Polski.

— Słowo „Gala” kojarzy się z przyznawaniem odznaczeń, wyróżnień. Czy również Rzemieślnicy podczas Gali Rzemiosła Warmii i Mazur takie otrzymają?
— Oczywiście. Są rzemieślnicy, którzy zasługują na wyróżnienie. Jest to nie tylko miłe, ale i istotne. Znaczenie ma również, w jakich okolicznościach, w jakiej formie są one przyznawane. Zależało mi na tym, by były one wręczane właśnie podczas uroczystej Gali, co jeszcze bardziej podnosi ich rangę.

— Jak obecnie przedstawia się kondycja warmińsko-mazurskich rzemieślników? Za dużo się nie mówi o tej gałęzi przedsiębiorczości, ale jak mi się wydaje, to wbrew pozorom ważna część naszej gospodarki?
— Owszem. Tak naprawdę najsmaczniejsze, najzdrowsze są wyroby rzemieślnicze, naszych cukierników, piekarzy, restauratorów. Parę lat temu rzeczywiście rzemiosło zostało częściowo wyparte przez duże koncerny. Od jakiegoś czasu widzimy tendencję powrotu do zdrowej żywności, odzieży dobrej jakości, nie takiej, którą kupuje się w sieciówkach. Społeczeństwo coraz chętniej zwraca uwagę na jakość kupowanych produktów, zwiększa się świadomość konsumentów. Uważam, że rzemiosło jest w naszej gospodarce kluczowe. Ubolewamy nad zawodami niszowymi, ale oczywiście będziemy działać, by te zawody wróciły na rynek.

— Czy młodzież garnie się do tego, by uczyć się rzemiosła? Szkoły branżowe zyskują popularność?
— Tak, Branżowe Szkoły I Stopnia odradzają się. Zmienia się również świadomość rodziców i uczniów, którzy to po zakończeniu nauki w szkole podstawowej chętniej kontynuują naukę w szkołach branżowych, które dają możliwość zdobycia zawodu. Czasy, w których młodzież wybierała licea ogólnokształcące, niekoniecznie mając predyspozycje do uczenia się w takich szkołach, odchodzą w zapomnienie. Absolwenci po ukończeniu tych szkół bardzo często zasilali grono osób bezrobotnych. Tymczasem zaczęło brakować rąk do pracy, zaczęło brakować fachowców. A nikt inny, jak rzemieślnik, nie wyszkoli dobrego fachowca. Tylko praca w naturalnych warunkach pracy, z klientem jest w stanie zagwarantować wysoką jakość kształcenia młodocianego pracownika.

— Co zatem powinien zrobić młody człowiek, po skończeniu szkoły podstawowej, który na przykład chciałby zostać krawcem?
— Przede wszystkim muszą zgłosić się do Cechów Rzemiosł Różnych, które znajdują się na terenie naszego województwa i które należą do naszej Izby. Cech pomaga w znalezieniu zakładu pracy, w którym może odbywać praktyczna nauka zawodu. Za jego pośrednictwem podpisywana jest umowa o praktyczną naukę zawodu zawarta pomiędzy rzemieślnikiem a młodocianym. Równoległe młodociany uczęszcza do Branżowej Szkoły I Stopnia, w której zdobywa wiedzę teoretyczną oraz do zakładu rzemieślniczego, w którym uczy się umiejętności praktycznych – i to jest właśnie dualne kształcenie w zawodzie. Nauka zawodu trwa 36 miesięcy, tuż przed jej zakończeniem młodociany pracownik przystępuje do egzaminu czeladniczego przed komisją egzaminacyjną Warmińsko-Mazurskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości. Po uzyskaniu tytułu czeladnika staje się pełnoprawnym pracownikiem, który zdobywa dalsze doświadczenie w zawodzie. Po przepracowaniu trzech latach od uzyskania tytułu czeladnika, kandydat może podejść do egzaminu mistrzowskiego i stać się mistrzem szkolącym, który może kształcić kolejne pokolenia młodzieży.

— Wspomniał pan o zawodach niszowych, zanikających. Jakie to zawody?
— Do takich zawodów niewątpliwie zaliczyć możemy cieślę, dekarza, krawca, ale również wędliniarza czy blacharza samochodowego. Nasz region słynie z pięknej natury i czystego powietrza, takie warunki niewątpliwie sprzyjają rozwojowi stadnin konnych, w których nieoceniona jest praca podkuwaczy koni. Należy zauważyć, jak odpowiedzialny jest to zawód i jak dużej wiedzy wymaga. Znajomość anatomii koni to w tym zawodzie podstawa, ponieważ to zwierzę, które czuje i któremu przy niewłaściwym podejściu możemy zrobić krzywdę. Jako pierwsi w Polsce zainicjowaliśmy powołanie komisji egzaminacyjnej w zawodzie podkuwacz koni oraz stworzyliśmy standard egzaminacyjny, z którego korzystają pozostałe Izby zrzeszone w Związku Rzemiosła Polskiego. Zauważamy również modę na piece i kuchnie kaflowe, a co za tym idzie potrzeba będzie na rynku pracy zdunów, którzy takie piece stawiają. Tak jak już wcześniej wspominałem, brakuje dekarzy, a jak wiemy, dach to zaraz po fundamentach podstawa każdej budowli. Coraz częściej zamiast wyrzucać nasze ulubione buty oddajemy je do regeneracji dla szewców, których niestety możemy ze święcą szukać. To właśnie rzemiosło jest szansą, aby zawody niszowe przetrwały na rynku. Te wszystkie zawody na to zasługują, my – społeczeństwo na to zasługujemy. Rzemieślnicy znajdują klientów i z powodzeniem funkcjonują na rynku pracy. Uważam, że zawody niszowe będą coraz bardziej opłacalne i potrzebne. Rzemiosło to jakość. Jakość jest nieporównywalna do produkcji masowej, a to zyskuje coraz większe znaczenie.