#135 Do Olsztyna pozwolili mu wrócić dopiero w trumnie

2021-09-09 09:00:00 (ost. akt: 2021-09-08 20:46:11)

Autor zdjęcia: Igor Hrywna

Powinien zostać prezydentem Olsztyna, został burmistrzem Dębna w szczecińskim. Wrócić na Warmię nie pozwolili mu komuniści. Nie ma też w Olsztynie swojej ulicy, choć zasługuje na nią jak mało kto. Ma chodnik swojego imienia.
Pochodzący z podolsztyńskich Gryźlin Jan Baczewski był chyba najbardziej znanym warmińskim politykiem. Był jednym z głównych organizatorów polskiej aktywności na Warmii o czasie plebiscytu 1920 roku.

W 1922 roku współzakładał Związek Polaków w Niemczech. W latach 1922–1928 był posłem. Uchwalone przez pruski sejm prawo umożliwiające zakładanie niepaństwowych szkół z polskim językiem wykładowym popularnie zwano „Lex Baczewski”. dzięki niemy w Niemczech powstało 69 polskich szkół. Od 1929 roku mieszkał w Berlinie.

W 1939 roku trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Wyciągnął go stamtąd najstarszy syn, który został wcielony do Wehrmachtu (przeżył wojnę). W niemieckim wojsku służyli też dwaj jego bracia. Jeden z nich zginął w 1945 roku w okolicach Berlina, drugi w 1943 roku dostał się do angielskiej niewoli. A stamtąd, do polskiej brygady spadochronowej generała Stanisława Sosabowskiego.

Po wojnie Baczewski zamieszkał z rodziną w Dębnie koło szczecina (jego żona zamieszkała tam jeszcze w czasie wojny). Został burmistrzem miasta i wydzierżawił majątek ziemski. W 1947 roku został posłem z listy Stronnictwa Ludowego. Zachował jednak niezależność polityczną i podpadł nowej władzy, choć jej wrogiem nie był w żadnej postaci. Znalazł się pod nadzorem UB. Kiedy odmówił przystąpienia do spółdzielni rolniczej zabrano mu wydzierżawioną wcześniej przez niego ziemię.

Baczewski należał do tych Warmiaków, którzy mieli mocno ugruntowaną polską świadomość narodową i głębokie przekonanie wyniesione z czasów działalności Związku Polaków w Niemczech, że "Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle!”.

W 1935 roku Baczewscy z synami przyjechali z Berlina do Bratiana pod Nowym Miastem Lubawskim, gdzie 24 czerwca odbyły się złote gody seniorów Anny i Jana Baczewskich (siedzą). Z prawej: Jan Baczewski (1890-1958), obok  jego syn Zbigniew i żona Łucja

Był Warmiakiem wielce zasłużonym dla polskiej sprawy.

— Mimo to dla wielu osadników i stróżów władzy ludowej Jan Baczewski był Niemcem. O tych zadawnionych pretensjach po latach z goryczą w głosie mówiła Maria Biernatowska, szwagierka Jana. – Pochodzimy spod Torunia, z okolic Nowego Miasta. Nasz ojciec był wielkim działaczem, a siostra Łucja pracowała w Związku Polaków w Olsztynie. Tam poznała Jana i tam się pobrali. Na niego tutaj stale mówili „Niemiec”. Na mnie też. Nawet później, gdy pracowałam na kolei, mówiono np. „służbę ma ta Niemka z Dębna”. Nie rozumiem, że ludzie nie mogą zaakceptować naszej polskości. Chodziłam do niemieckiej szkoły, bo tylko taka u nas była. Co ja mam robić, że umiem po niemiecku? Nasi rodzice od maleńkości wychowywali nas na Polaków — pisze Krystyna Kamińska w artykule Jan Baczewski (1890–1958) wśród swoich i obcych (Nadwarciański Rocznik Historyczno-Archiwalny nr 18/2011).

Na fali przemian w 1956 roku upomniała się o niego grupa Warmiaków i Mazurów.

— Dziś Jan Baczewski znajduje się prawie bez środków do życia, z daleka od Warmii i Mazur, dokąd nie może, choć chce wrócić. Niezrozumiała polityka stara się przeciwstawić wszelkim próbom osiedlenia się Baczewskiego na Warmii, stworzenia mu warunków do dalszej pracy społecznej — pisali.

Za sprawą innego Warmiaka na niewiele to się zdało.

— Na posiedzeniu egzekutywy KW PZPR w Olsztynie (14 IX 1956 r.) jeden z miejscowych Warmiaków miał powiedzieć: „Dlaczego po wojnie Baczewski nie ustosunkował się do budownictwa socjalistycznego w naszym kraju i nie znalazł się w naszych szeregach? A pozostał tam, gdzie było mu wygodnie”. Baczewski nie był komunistą i nie chciał być konformistą. Z tego powodu nie mógł na stałe powrócić do Olsztyna — mówi dr Jan Chłosta.

Jan Baczewski powrotu do Olsztyna doczekał się dopiero po śmierci. Zmarł w Gdańsku w 1958 roku. Wtedy jego zwłoki sprowadzono do Olsztyna. Został pochowany uroczyście, na olsztyńskim cmentarzu. Ulicy się jednak nie doczekał właściwie do dzisiaj.

Bo trudno nazwać ulicą chodnik, który zaczyna się na Wojska Polskiego przy Poliklinice przecinając Rataja łączy się z Sybiraków. Zresztą, co prawda, ulica Baczewskiego jest na mapach Olsztyna, ale nie informuje o tym żadna tabliczka.


Mało kto z olsztynian wie, że taka ulica w ogóle istnieje, w jeszcze mniej, że znajduje się tam „Cmentarz Ofiar Terroru Hitlerowskiego”. W latach w 1948-1953 pochowano tam kilka tysięcy osób ekshumowanych z różnych cmentarzy. Jednak nazwa ta jest myląca, bo spoczywa tam także część pacjentów szpitala w Kortowie zamordowanych w 1945 roku przez żołnierzy radzieckich i cywilów zabitych na dworcu . Przypomina o tym ustawiony w 1995 roku krzyż. Autorem stojącej tam rzeźby jest znany olsztyński rzeźbiarz Bolesław Marschall.


Pięć lat temu Gabriela Baczewska-Pazda, wnuczka Jana Baczewskiego upomniała się się o nazwanie ulicy w Olsztynie jego nazwiskiem.

W liście do Gazety Olsztyńskiej napisała:

"Ten, który przez lata walczył o słowo polskie na ziemiach Zachodnich i Północnych, został w Olsztynie zapomniany. W Olsztynie zaledwie niewielka niezamieszkana ścieżka została nazwana jego imieniem. Nie ma tam nawet tabliczki informującej o nazwie ścieżki".

Ten list można powtórzyć i w 2021 roku. Nic się nie zmieniło.

Panie i panowie radni: Czy Jan Baczewski doczeka się jakiegoś godnego upamiętnienia w Olsztynie?

Igor Hrywna




Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. userka #3074899 9 wrz 2021 09:46

    "Panie i panowie radni: Czy Jan Baczewski doczeka się jakiegoś godnego upamiętnienia w Olsztynie?" Ba, gdyby byli związani z Olsztynem to napewno

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) odpowiedz na ten komentarz