Burze dają harcerzom w kość [FELIETON]

2021-07-17 17:49:31 (ost. akt: 2021-07-18 08:25:42)
Obóz harcerski taka zielona szkoła i szkoła życia. A może szkoła przetrwania?

Obóz harcerski taka zielona szkoła i szkoła życia. A może szkoła przetrwania?

Autor zdjęcia: pixabay.com

Nie ma dnia bez informacji, że trzeba ewakuować obozy harcerskie z lasu. Umówili się, czy co? Winna jest pogoda czy może termin wypoczynku nieodpowiedni?
Od razu przyznaję: nigdy nie byłam na obozie harcerskim. Można więc wieszać na mnie psy, że się nie znam, że nie czuję klimatu i mam cicho siedzieć. Pozwalam.

Lipiec od zawsze był mokrym miesiącem. Mokrym, porywistym, z przytupem. Od dawien dawna upał miesza się z oberwaniem chmury. Pewnie strażacy, którzy zawsze wyjeżdżają w takich sytuacjach na ratunek, przyznają mi rację. Ile powalonych drzew podnosili? A w lasach, gdzie ciągnie harcerzy, drzew jest przecież mnóstwo. Takiego harcerza szukać w borze, to jak szukać igły w stogu siana. Gdy nie pada, jest cudownie — blisko natury, dużo cienia, śpiew ptaków i poziomki w zasięgu ręki. Taka zielona szkoła i szkoła życia. A może szkoła przetrwania?

Pierwszy raz o tym, że w lesie może być niebezpiecznie, dowiedziałam się w 2017 roku. Wtedy do tragedii doszło w nocy z 11 na 12 sierpnia. Nad Pomorzem rozpętała się wówczas potężna burza z silnymi porywami wiatru do 115 km/h. To dużo. Dla porównania — prędkość, z jaką maksymalnie mogą jechać samochody poza obszarem zabudowanym, wynosi 90 albo 100 km/h. W zależności od ilości pasów. Samochody wtedy mkną.

Z taką prędkością i siłą żywioł niszczył obóz harcerski w Suszku. Dwie harcerki, 13-letnia Asia i 14-letnia Olga, niestety zginęły, a do szpitala trafiło 38 uczestników obozu. Część harcerzy podczas nawałnicy skryła się w pobliskim jeziorze. Zaalarmowane służby były w stanie dotrzeć do poszkodowanych dopiero po kilku godzinach. Bo drogi były zablokowane przez powalone drzewa.

O niedopełnienie obowiązków służbowych zostali oskarżeni opiekunowie obozu harcerskiego. Usłyszeli zarzuty umyślnego narażenia uczestników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Oskarżony został też urzędnik, który wiedział o załamaniu pogody, ale nie powiedział. Nie ostrzegł harcerzy, gdy ci kładli się spać. I tylko on został skazany. Sąd kilkanaście dni temu uniewinnił opiekunów.

I teraz, gdy słyszę o tym, że co i rusz są ewakuowane dzieciaki z obozów, zastanawia mnie, co jest nie tak. Czy pogoda jest taka groźna, czy może obozy tak źle przygotowane? Albo że wychowawcy myślą: może burza przejdzie bokiem? Może nas ominie?

Tylko w jednym tygodniu na Warmii i Mazurach ratować trzeba było kilka obozów. Między innymi w Dobrociniu, w Siemianach, w Zawadach, w Kurkach, w Bujakach. W piątek akcja trwała w okolicach Białki nad Jeziorem Dreńskim w powiecie ostródzkim. Wcześniej potężna burza siała też spustoszenie w obozie harcerskim koło Wenecji, również niedaleko Ostródy. Nawałnica powaliła kilka drzew, a wiatr szarpał namioty. Ze strony jeziora nadeszła trąba powietrzna. Jeden z uczestników mówił, że „stuletnie sosny i buki połamało jak zapałki”.

A to tylko nasz region. Tygodniowo w całej Polsce pomocy potrzebuje kilkadziesiąt takich biwaków. Zatem czy muszą one odbywać się w lipcu? Tragedia w Suszku co prawda wydarzyła się w sierpniu, ale ten wyjątek i tak mimo wszystko potwierdza regułę.
Klimatolodzy od zawsze mówią jednym głosem, że to lipiec jest najbardziej deszczowym miesiącem w całym roku. Nie listopad, jakby się wydawało, a właśnie lipiec. To wtedy z nieba spadają największe masy wody, a zagrożenie powodzią jest najbardziej prawdopodobne.

Dlaczego tak się dzieje? Lipiec przynosi też najwyższą średnią temperaturę na tle roku. Zgodnie z zasadami fizyki — im wyższa jest temperatura, tym powietrze może pomieścić więcej pary wodnej. A z powodu gorąca dochodzi do najintensywniejszego parowania, przez co rozbudowują się chmury burzowe, z których właśnie pada deszcz. Podczas jednej burzy, czy intensywnej ulewy, która trwa ok. godziny, może spaść tyle wody, ile przez cały miesiąc w porze zimowej. Oczywiście na opady deszczu ma wpływ nie tylko temperatura, ale także wiatry, prądy powietrzne, morskie i tak dalej. Dlatego aż strach pomyśleć, co przed nami i ilu harcerzy jeszcze będzie się bało o swoje bezpieczeństwo. Prognozy cały czas nie są najlepsze. IMGW codziennie ostrzega: zostańcie w domach.

Owszem, równie dobrze pogoda może zagrozić najdroższym hotelom, turnusom wypoczynkowym, kempingom i ogródkom działkowym. Strach będzie ten sam. Tylko że o nich ani słowa… Zatem co się dzieje, że właśnie aż tyle się dzieje w obozach harcerskich?

Być może, jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Mam wrażenie, że harcerze wypoczywają po kosztach. To nie himalaiści, którzy potrafią się zabezpieczyć na każdą ewentualność. A namiot, który zniesie ekstremalne warunki, kosztuje nawet 3 tys. zł. Tylko czy taki wgrałby z trąbą powietrzną czy walącym się drzewem?

ADA ROMANOWSKA
a.romanowska@gazetaolsztynska.pl