Naiwność? Samotność? Dlaczego wciąż nabieramy się na policjanta?

2021-02-18 14:06:10 (ost. akt: 2021-02-19 08:00:01)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Do pani Moniki zadzwonili funkcjonariusze CBŚ. A raczej za nich podali się oszuści próbujący pozbawić ją oszczędności. Na szczęście się nie dała. Dlaczego — mimo tylu kampanii — wciąż zdarza się, że ktoś oddaje złodziejom oszczędności całego życia?
Pani Monika opisała przebieg rozmowy w liście, który trafił do naszej redakcji.

Najpierw był telefon od kuriera, co akurat nie wydało się pani Monice dziwne, bo czekała na paczkę. Później jednak zadzwonił rzekomy funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego Policji i podał nawet numer oznaki. Zapytał, czy ktoś w rozmowie ze mną nie podał się za kuriera. Pani Monika miała nawet zweryfikować funkcjonariusza, dzwoniąc pod numer 997. Połączenie zostało przekierowane, a pan Tomasz, bo tak się przedstawił, zapewniał, że dzwoni z szyfrowanego połączenia. Potem pojawiła się cała historia o przygotowaniu napadu na mieszkanie pani Moniki, gazie łzawiącym i 16 policjantach po cywilnemu, którzy będą jej dzielnie bronić. Gdy kobieta zaczęła nabierać wątpliwości, usłyszała nawet, że pan Tomasz jest psychologiem policyjnym, a pani Monika nie chce z nim na złość współpracować.

Ta historia mogła się skończyć inaczej — kobieta mogła przekazać pieniądze, a złodzieje cieszyliby się z łatwego łupu. Jak widać, byli dobrze przygotowani. Pani Monika się nie dała, ale wiele starszych osób przekazuje złodziejom oszczędności całego życia. Skąd takie rozbieżne reakcje, skoro od lat nie tylko media, ale i różne instytucje próbują wyjaśnić seniorom, że czasy wielkiego zaufania po prostu się skończyły?

Pytamy o to Bożenę Rychlik, olsztyńską psycholog, która pracowała z policjantami.

Każdy z nas ma różny poziom zaufania społecznego. To jest związane m.in. ze sposobem, w jaki byliśmy wychowani. Są więc osoby bardzo ufne, nawet do tego stopnia, że ufność graniczy u nich z naiwnością. Są też jednak osoby, które przeżyły takie doświadczenia w życiu społecznym, że po prostu nie ufają innym. Rozróżnia się nawet takie kategorie, jak „mądre zaufanie” i „głupie zaufanie”. Mądre jest oparte na racjonalnych przesłankach, czyli pytamy „kto to jest, kogo reprezentuje, w jakiej sprawie dzwoni, na podstawie jakich przesłanek jego informacje mogą być prawdziwe?”. Szukamy więc racjonalnych argumentów, które powiedzą nam, czy jest to osoba godna zaufania. A zaufanie głupie jest pozbawione tego filtra. Nie analizujemy, nie prześwietlamy. Jest ono często spowodowane potrzebą kontaktu z innymi osobami, czy potrzebą niesienia pomocy. Może wnuczek miał wypadek, zachorował, albo potrzebuje natychmiast pieniędzy? To może być spowodowane nie tylko potrzebą kontaktu, ale też postawami prospołecznymi, które w przypadku pewnych osób są rozwinięte wręcz do granic. Takie osoby umniejszają swoim potrzebom, a wychodzą naprzeciw potrzeb innych. Dlatego niektórzy analizują sytuację, zanim zadziałają, a inni działają i później pojawia się przysłowiowe „Oj, jaki byłem głupi”.

Ale to chyba nie dotyczy tylko osób starszych?

Nie, to dotyczy absolutnie wszystkich. Ale dlaczego metoda na policjanta i wszelkie inne podobne mechanizmy są wykorzystywane przeciwko osobom starszym? Bo starsi są częściej samotni. Sprawcy obserwują takie osoby, badają ich zachowanie, wybierają właśnie szczególnie samotnych. Są mili, odwołują się do ich poczucia niesienia pomocy. W dobie pandemii dużo osób starszych jest odizolowanych, więc takie zagrożenie się zwiększa. W sposób naiwny czasami chcą z kimś się spotkać lub porozmawiać. Dochodzi potrzeba kontaktu. Starsze osoby często podtrzymują rozmowy z nieznajomymi, choć oczywiście zdarzają się wyjątki.

Jest przecież masa kampanii społecznych. Przybierały różne formy. Może one są po prostu nieskuteczne? Ma pani jakieś propozycje?

Powtarzalność jest bardzo ważna. Prewencja zdarzeń odbywa się przez naukę od najmłodszych lat. Dlatego sposobów budowania kontaktu powinno uczyć się już dzieci. Robi się tak np. w Anglii, gdzie policjant jest przyjacielem. Nawet w przedszkolach są odwiedziny funkcjonariuszy. U nas też się to dzieje, ale wciąż w mentalności pokutuje podejście straszenia policjantem. Rodzice wciąż mówią: „Przyjdzie policjant i cię zabierze”. Niestety takie kwestie słyszę dość często. Nie chodzi też o duże kampanie, które polegają na tym, że np. w lutym mówimy o metodzie na policjanta dzień w dzień. Chodzi o permanentny przekaz społeczny. Powinno się o tym mówić przez cały czas, bo dziś słyszymy o tym wtedy, gdy coś się wydarzy. To błąd. Edukując od najmłodszych lat, pokazując schematy, społeczeństwo będzie dużo bardziej odporne na takie metody.

PJ