Błoto, pot i wojownicy z Gietrzwałdu

2019-06-17 13:55:30(ost. akt: 2019-06-17 14:32:28)

Autor zdjęcia: Gmina Gietrzwałd

W Lesie Miejskim w Olsztynie powstała ścieżka zdrowia, której nie powstydziłaby się żadna jednostka specjalna. Pośród wielu drużyn biorących udział w ekstremalnym biegu Las Masakras była też ekipa z Gietrzwałdu: Joanna, Aneta, Wojciech, Jakub i Rafał.
Krew, pot i łzy...
No, może z tą krwią to przesada, ale pot był, i to dużo, a zamiast łez — błoto. Krzyki, słowa otuchy i praca zespołowa, bez której nie udałoby się pokonać biegu na wytrzymałość — Las Masakras. Do walki stanęła również ekipa reprezentująca gminę Gietrzwałd: Joanna, Aneta, Wojciech, Jakub i Rafał. — Nie chodzi o to, aby wygrać,
ale pokonać swoje słabości — mówiła przed biegiem Joanna Jaguszewska. — Musimy być zgrani i się wspierać, bo bez tego nie dobiegniemy do mety. Są przeszkody, na których ktoś musi cię podnieść lub wciągnąć. Czy coś chciała udowodnić tym biegiem? — Może to, że nadal mam 18 lat! — zażartowała Joanna. Wcześniej zrobiła sobie rozgrzewkę, pokonując
krótszą trasę razem ze swoją 12-letnią córką Anastazją. W ten sposób razem świętowały Dzień Dziecka. Jakub Opęchowski chciał pokazać mieszkańcom Olsztyna, jak i konkurentom, że gmina Gietrzwałd jest cudowna i wspaniała. — Będziemy waleczni i wytrwali — powiedział.
— Będziemy płakać ze zmęczenia, a i tak bieg ukończymy.
Rafał Żurański na co dzień wnosi meble, nawet na czwarte czy piąte piętro, jest też strażakiem. Do startu namówił go Jakub. — Mam nadzieję na dobrą zabawę — przyznał. Wojtek Skerda z kolei jest zawodowym strażakiem. Kiedy usłyszał, że będzie reprezentował gminę Gietrzwałd, zgodził się bez wahania: — Nie mam żadnych obaw, liczę po prostu, tak jak Rafał, na superzabawę. Szwagier biegał runmaggedony, zazdrościłem mu, więc postanowiłem pobiec. W gietrzwałdzkiej ekipie
była jeszcze Aneta Pawłowska. Również ją do startu namówił Jakub. — Do pokonania trasy przygotowywaliśmy się, biegając wieczorami. Czy nie miała obaw, że zamiast makijażu na twarzy pojawi się błoto? — W żadnym razie — odpowiedziała z uśmiechem — To doda mi jeszcze uroku.
Po kilku godzinach biegu w upale, pokonaniu 8 kilometrów i ponad 50 przeszkód dzielna ekipa z Gietrzwałdu dotarła na metę. Każdy w grupie był inny. Kuba miał tyle energii, że mógłby biegać w koło i łazić po ścianach jak kot. Wojtek pilnował, żeby nikt się nie zgubił, a do tego był ostoją spokoju: Poczekaj, odpocznij, uspokój się i dopiero przechodź
— podpowiadał. Rafał często służył barkami, żeby po nim gdzieś się wspiąć lub wejść. Dosięgał chyba wszędzie. Aneta doskonale poruszała się w podmokłym terenie. Nigdzie się nie zapadała i fantastycznie motywowała innych. — Przed biegiem obawiałem się tego, co nas czeka, ale szybko okazało się, że jako zespół potrafimy pokonać każdą przeszkodę — po dobiegnięciu do mety powiedział Jakub. — Taki bieg z taką ekipą to sama przyjemność, choć czułem ból w niemal wszystkich mięśniach. — Było mokro, wysoko, stromo, a co najważniejsze, było super! — dodał Wojtek.
— Byliśmy najbardziej zgraną drużyną, co potwierdzali sędziowie na kolejnych przeszkodach. Podsumowując, jestem szczęśliwy, że to zrobiłem i chyba nawet się tym zaraziłem. Czekam na kolejne starty.
— Czułam, jak nogi płoną mi z wysiłku — dzieliła się wrażeniami Joanna. — Byliśmy doskonale zgrani na każdym etapie. Dla mnie najbardziej męczące były przeprawy przez błoto i mokradła. Nie wiem czemu, ale zapadam się wręcz widowiskowo. Wyciąganie siebie nawzajem z mułu naprawdę jest wyczerpujące, a po jakimś czasie doprowadza cię
wręcz do szewskiej pasji. Dla mnie najtrudniejsze były wysokie konstrukcje. Mogę się czołgać, ciągnąć skrzynie, podnosić opony, przeciskać i pływać, ale nie wspinać na kilkumetrowe pionowe ściany. Wzajemne pomaganie szybko nas połączyło, nabraliśmy do siebie zaufania. Byliśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem. Zabawne było to, jak mnie mama zobaczyła
w drzwiach po powrocie. Położyła płachtę materiału i kazała rozbierać się bardzo delikatnie. Córka z kolei zeskrobała muł i dopiero po tych czynnościach wpuszczono mnie do łazienki. Gietrzwałdzkich akcentów podczas biegu było więcej.
Ostatnią przeszkodę utworzyły rugbistki z Klubu Sportowego Rugby Gietrzwałd w postaci szpaleru trudnego do przejścia. — W luźnej rozmowie z organizatorem wyszła propozycja, aby „zagrać” ostatnią przeszkodę przed metą i dziewczyny temu
pomysłowi przyklasnęły — powiedziała Ewa Pydyńska, kapitan drużyny rugby, i zapewniła, że nie będzie łatwo je przejść.
Ich dzielną postawę skomentował sam organizator: Nieźle rzucałyście zawodnikami o glebę! Szacun!
„Przeszło cztery godziny pracy fizycznej, ponad 220 szarż... było i dla nas owocnie, a jeśli uczestnikom się podobało, to podwójna radość” — tak na Facebooku rugbistki skomentowały bieg Las Masakras.
Wojciech Kosiewicz

Ten tekst napisał dziennikarz obywatelski. Więcej tekstów tego autora przeczytacie państwo na jego profilu: GminaGietrzwald

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. bob #2750251 | 195.136.*.* 20 cze 2019 22:05

    ciekawe czy posprzatal ipo sobie ?

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)