Jest tak pięknie, że aż warto to pamiętać

2018-10-20 10:00:00(ost. akt: 2018-10-25 12:03:01)
Sonda pogoda ducha

Sonda pogoda ducha

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

"Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić. Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić" — te słowa napisał kiedyś Marek Aureliusz. Ale i życie pisze takie historie, nawet te codzienne, że tylko czerpać z nich siłę.
Nie ma złej pogody. Trzeba się tylko ciepło ubrać. A może trzeba mieć w sobie pogodę ducha? Od niej zależy nasze samopoczucie. Takiego zdania jest Mirosława Krzywińska z Olsztyna. Uwielbia ruch, bo ruch to nie tylko zdrowie, ale sposób na życie.
— Lubię ludzi, lubię ruch i w ogóle świat lubię — cieszy się pani Mirosława, która trenuje nordic walking. — Codziennie wychodzę z kijkami, żeby trzymać formę. Ale ten sport pozwala mi też cieszyć się przyrodą. A ta na olsztyńskim Zatorzu jest wyjątkowa. Bardzo lubię chodzić po parku Jakubowo. Okrążam stawek i przechodzę 450 metrów. Potem idę dalej, często zahaczam o Las Miejski. Średnio robię po kilometrów dziennie, zdarza się nawet dwanaście. A gdy jest zła pogoda, chodzę w domu. Mam orbitrek, więc cały czas jestem w ruchu.

Pani Mirosława pokazuje, że jesień życia wcale nie musi być szara i smutna. Może być złota i słoneczna. Wystarczy tylko chcieć.
— Kiedyś wszyscy mówili, że emeryci to mohery, że tylko kościół i modlitwa. I siedzenie w domu. Nic z tych rzeczy! Dziś świat się zmienia, ludzie cały czas są pełni życia — podkreśla olsztynianka. — Dlatego rano wychodzę z kijkami, a popołudnie spędzam na przykład z koleżanką. Teraz też wciągnęłam się w działkę, bo opiekuję się 90-letnią panią, która jest działkowiczką. W poniedziałek zrywałam maliny, bo jeszcze są i byłam zadowolona. Na działce ruszam się, bo przecież lubię. Mam też swoje grządki. Ale na dłuższą metę działki nie mogłabym mieć. Żeby tak codziennie pielić i wyrywać chwasty? Nigdy w życiu! Nie lubię być przywiązana.
Jest jednak jedna rzecz, która smuci panią Mirosławę tej jesieni.

— W lasach brakuje grzybów — zauważa. — A uwielbiam je zbierać. Za sucho jest. I martwię się, że nawet jak popada, nic to nie da. Ale przynajmniej jest dużo kolorowych liści. I to też niestety szybko się zmienia. Robię zdjęcia, bo jest tak pięknie, że aż warto to pamiętać.
Zdjęcia robi też Barbara Kapusto. Nosi w kieszeni telefon, którym uwiecznia barwy tej jesieni.
— Człowiek jest wygodny, dlatego aparat w telefonie mi wystarcza — mówi pani Barbara. — Później zdjęciami dzielę się z przyjaciółmi na portalu społecznościowym. Ale nie przesadzam. Chociaż fotografia to właściwie rodzinna pasja. Mam to po tatusiu, Wacławie Kapusto. Chociaż tata nigdy mnie nie zmuszał do robienia zdjęć. Byłam najmłodsza. Ale starszych braci „katował”. To były czasy czarno-białej fotografii, więc pomagali mu w pracowni. A ja byłam mała i miałam inne zabawy.

Dziś pani Barbara chętnie wspomina ojca. Ale też często wychodzi na spacery z czarną suczką.
— Sześć lat temu wzięłam ją ze schroniska. Miała wtedy dwa lata — opowiada Barbara Kapusto. — To mój pierwszy pies ze schroniska, a czwarty w ogóle. Wcześniej dostawałam szczeniaki. I kiedy trzeci pies odszedł, uparłam się na jakąś rasę. Ale koleżanka mnie przekonała, że jak już mam wydawać pieniądze, to lepiej wziąć przyjaciela ze schroniska. Zaczęłam oglądać zdjęcia psów do adopcji na stronie internetowej. Nie mogłam patrzeć… Serce reaguje. Ale koleżanka dojrzała jednego i mówi: „miałaś już takiego pieska, zaprzyjaźnicie się”. Owszem, miałam, ale mniejszego. Na zdjęciu była Frania.
Nie pojechała jednak po nią od razu. Musiał minąć rok.

— Nie miałam zgody w sobie, żeby zaopiekować się psem ze schroniska — wspomina pani Barbara. — Wiedziałam, że to duża odpowiedzialność. Bałam się, czy dam radę. Ale odwiedzałam ją. Po trzecim spacerze Frania nie chciała wejść do boksu. Zdecydowała, że chce być ze mną. Wtedy nie miałam już wyjścia. Jednak imię Frania kojarzyło mi się z pralką mojej babci. Musiałam je zmienić. Poprzednia moja suczka miała na imię Wega, więc wnuczka mi poradziła, żeby Frania była Mega. No i tak już została. Nie żałuję. To najlepszy przyjaciel. Chociaż, każdemu radzę: gdy bierze się psa ze schroniska, trzeba się zastanowić. Bo to trudniejszy pies niż wychowany przez siebie. Często ta przeszłość daje o sobie znać. Jednak wspólna przyszłość jest tego warta. A wspólne spacery to też wielka przyjemność. Jesienią przede wszystkim.

ar

Sonda pogoda ducha