"Łombądź potrzebuje pomocy". "Czy masturbacja jest szkodliwa?" Alarmowy telefon pełen absurdów

2018-02-11 08:30:00(ost. akt: 2018-02-11 08:42:20)
Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu!

Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu!

Autor zdjęcia: Stanisław R. Ulatowski

Każdy powód jest dobry, żeby zadzwonić na 112. Często jest to jednak powód bez sensu. Operatorzy z Olsztyna zdradzają nam te najdziwniejsze, będące gotowymi scenariuszami na kabaret. Dziś obchodzimy Europejski Dzień Numeru 112.
Ludzie są dziwni. Gdy słucha się historii, z jakimi dzwonią pod numer 112, ciężko nie złapać się za głowę. Potwierdzają to też statystyki. W 2016 roku operatorzy Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Olsztynie odebrali 71 proc. fałszywych zgłoszeń — to aż 362 tys. połączeń. Zaledwie 129 tys. telefonów zostało zakwalifikowanych jako zdarzenie.

— Byk mnie uderzył! W ten sposób zaczęła się jedna z rozmów — wspomina Anna Szymańska. — Wyszedłem na podwórko i dostałem. Byk mnie napadł! Ale jak to? Mężczyzna mieszkał na wsi, więc pomyślałam, że zwierzę do niego podbiegło. Dopytuję więc, co się stało. Okazało się, że to sąsiad zaatakował sąsiada. Miał na nazwisko Byk.

— Kilkuletnie dziecko dzwoni i zgłasza jakiś problem. Mało istotny, ale w takiej sytuacji pytamy zawsze, czy jest ktoś starszy w domu — dodaje Elżbieta Nowakowska, operatorka z kilkuletnim stażem. — Na to chłopiec odpowiada, że jest. Ma na imię Maksio i ma siedem lat. Prosimy go do telefonu. Niestety, nie może podejść, bo w tej chwili Maksio gryzie kapcia. Jak tu u psów bywa.
Nieporozumień nie brakuje. Dzwonią ludzie, którzy się pomylą albo którym myli się w głowie.

— Facet krzyczy, że nie ma jednej fazy — podkreśla Anna. — Nie wiem, o co mu chodzi, ale nie mogę się rozłączyć. Nie wiem, czy to żart czy ktoś ma problemy psychiczne. Pytam więc, czy potrzebne jest mu pogotowie. Tak! Stwierdził, że właśnie po to dzwoni. Okazało się, że pomylił numer pogotowia energetycznego 991 z amerykańskim numerem alarmowym 911.

— Proszę namierzyć wykonawcę lipcowego przeboju… i zaczyna śpiewać — dodaje Elżbieta. — Nie wiedziałam nawet, czy taka piosenka istnieje! Słowa szkalowały jakąś osobę. Innym razem ktoś prosił o wezwanie dzielnicowego na interwencję. Koniecznie musiał przyjechać na białym koniu. Ktoś zauważył całodobowe trzęsienie, więc pomoc była niezbędna. Co to znaczyło? Nie wiadomo do tej pory. Zboczeńców też nie brakuje. Dzwonią i prawią dziewczynom komplementy. Mówią: masz piękny głos, cudowną pupę… Ktoś kiedyś spytał, czy masturbacja jest szkodliwa.

— Zdziwił mnie człowiek, który skarżył się, że ma tasiemca. Wypił naftę, żeby go wydalić — podkreśla Anna. — Problem w tym, że tasiemiec postanowił wyjść przełykiem… I gdy wychodził, facet zadzwonił.

— Inny powiesił się, a gdy pętla zaciskała mu się na szyi, zmienił zdanie. Nie chciał umierać — zdradza Elżbieta. — Na szczęście udało się, jakoś się rozwiązał. Inny zadzwonił i powiedział, że chce nagrać moment swojej śmierci. Kopnął w stołek, ale nie zawisł. Zażartował.

Alkohol nie zawsze jest dobrym doradcą. Najlepiej wtedy nie dzwonić w ogóle. Nigdzie.

— Raz pewnej pani zalało piwnicę. Poprosiła, żeby straż przyjechała na bardzo silnym alarmie, bo musi wziąć ziemniaki i buraczki w słoiczku na obiad — podkreśla Elżbieta. — Strażacy pojechali do niej, ale nie dlatego, żeby podać jej buraczki. Po prostu wypompowali wodę, bo to akurat była prawda.

— Pijana pani zgłosiła zgon teściowej — dodaje Anna. — Była godzina siedemnasta, a śmierć nastąpiła o piątej rano. Spytałam, dlaczego tak długo czekała z telefonem. Pani musiała pójść do pracy i nie miała czasu. W domu z teściową został jej konkubent, ale on nie wiedział, co ma robić, więc nic nie robił.
Czasami trudno odnaleźć się w terenie. A gdy ludzie są w szoku, z precyzją trudniej.

— Skąd pan dzwoni? Pada odpowiedź: Z przedpokoju. Albo z samochodu. Albo z telefonu — Ela łapie się za głowę. — A gdzie wydarzył się wypadek? Na trasie z Olsztyna do Gdańska. A gdzie policja ma przyjechać? Drugi dom w prawo od sołtysa. Ale jaka to miejscowość? To ty nie wiesz?

— Czasami dzwonią też matki, że ich dzieci mają kłopoty. Raz kobieta histeryzowała: mój syn zgubił się w centrum handlowym, ma 36 lat, jest zdrowy... Innym razem matka wzywała pogotowie, bo syn miał gorączkę 38 stopni. Miał też 45 lat...

Wiele zgłoszeń dotyczy zwierząt. Ostatnio ludzie martwią najbardziej się łabędziami.

— Odebraliśmy kilka telefonów z informacją, że łabędzie przymarzają do jezior — opowiada Elżbieta. — Ludzie mówią, że ptaki nie ruszają się, mają też nieruchome szyje i potrzebna jest natychmiastowa interwencja strażaków. Wiemy z doświadczenia, że łabędzie nie ruszają się, żeby nie tracić ciepła. Ludzie tego nie rozumieją. Ale i my ich czasami nie rozumiemy.

— Raz słyszę, że łombądź potrzebuje pomocy. Kto? Co? No łombądź! Taki biały ptak, ma złamane skrzydło! To był łabędź… Problemy mamy też z kotami, które nie mogą zejść z drzewa. Jedna pani, zawsze gdy wychodziła z psem na spacer, widywała kota na gałęzi. Namawiała go, żeby zszedł, ale kot nie słuchał. Za każdym razem dzwoniła do nas i prosiła o pomoc. Im bliżej podchodziła do drzewa, tym kot wydawał się bardziej przestraszony. W końcu poprosiliśmy ją, żeby wyszła na spacer bez psa i sprawdziła reakcję kota. Nie wiemy jednak, czy wzięła to sobie do serca.

Te wszystkie historie śmieszą, kiedy czyta się je na łamach Gazety. Na co dzień operatorom nie zawsze do śmiechu. — Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy, że blokuje linię — tłumaczy Jacek Wasiek, kierownik oddziału Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Olsztynie. — Na pięć telefonów cztery są absurdalne i niezasadne. Nie wiem, dlaczego ludzie tego nie rozumieją. Numer 112 powstał w 2012 roku. Może jeszcze się nie przyzwyczaili, że to telefon alarmowy, a nie dla żartów?

ar

Komentarze (23) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. a ja dzwonie i sie pytam #2438620 | 12 lut 2018 14:33

    czy czytanie go grozi martwicą mózgu???

    odpowiedz na ten komentarz

  2. i-o #2438348 | 94.254.*.* 12 lut 2018 02:25

    Nie wspominając o tym, że tekst jest głupawy, infantylny, dennie zredagowany, bezwartościowy, istotnych informacji i wartości edukacyjnych - okrągłe ZERO.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) odpowiedz na ten komentarz

  3. i-o #2438346 | 94.254.*.* 12 lut 2018 01:18

    Poważnie wkeiliścje tekst z zeszłego roku? gazecina olsztyńska - dno i szambo pismackie, jak codziennie. Żenada i nieustanne obrażanie tych, co jeszcze wchodzą to gówno poczytać.

    odpowiedz na ten komentarz

  4. Drogi Redaktorze! #2438342 | 86.29.*.* 12 lut 2018 00:11

    Napisał byś artykuł, który by może się niektórym rozjaśnił w głowie, bo historyjki może i śmieszne, ale artykuł nie mówi o tym, że pod numer alarmowy powinno się dzwonić tylko i wyłącznie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Z pewnymi sprawami można zadzwonić na straż miejską, z innymi do dyżurnego miasta, czy na policję. Utworzyło się centra, które są pod numerem 112, ale nikt nie podaje pozostałych numerów, gdzie można "załatwić" inne sprawy i mamy to co mamy, heheszki na 112.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. kolo #2438182 | 95.160.*.* 11 lut 2018 16:06

      widocznie brakuje tematów...

      odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (23)