środa, 27 maja 2020. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": Ks. Jerzy Steckiewicz - To sabotaż, wracać!

2020-04-26 20:05:16 (ost. akt: 2020-04-24 16:11:50)

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

Wierni wracają do kościoła. I nie mam tu na myśli tego, że wcześniej z niego masowo odchodzili. Tylko to, że zelżały restrykcje związane z pandemią i więcej ludzi może teraz uczestniczyć w nabożeństwach.

Zobacz także: Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": A święta w tym roku będą smutne... Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": A święta w tym roku będą smutne... Siedzę sobie w domu i czytam w internecie o wprowadzeniu kolejnych restrykcji w związku z szalejącym na świecie koronawirusem. Na portalach społecznościowych...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Dziura w skarpecie, zdechły szczur w szufladzie Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Dziura w skarpecie, zdechły szczur w szufladzie Prima aprilis, uważaj, bo się pomylisz! To powiedzenie wyzwalało przed laty naszą pomysłowość i obrazowało wyraz poczucia humoru w czasach, kiedy wszystko...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": Wszystkie dziewczyny z naszego Zatorza Moja klasa w Szkole Podstawowej nr 13 z dziewczynami z Zatorza Olsztyńska telewizja pokazała ubiegłoroczny film Józefa Burniewicza i Basi Fedoniuk o chłopakach z Zatorza, gdzie jestem jednym z bohaterów. W przygotowaniu...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": W ferworze walki niejeden rozbił nos o drzewo Nasze podwórko dzisiaj. Siatkę rozwieszaliśmy pomiędzy drzewami Przysłał mi Jurek Mróz, pomysłodawca Memoriału Huberta Jerzego Wagnera, zwany Królem Kibiców, zdjęcie klucza do bram Krakowa. Otrzymał je w uznaniu zasług...
Zobacz także: Władysław Katarzyński "Mój Olsztyn": O występkach, karach i strachach z dzieciństwa Szczytem odwagi było przebiegnięcie o północy główną alejką przez cmentarz św. Józefa    Jak karano nas w dzieciństwie? Pas czy mokra ścierka były na porządku dziennym. Były też metody „na stracha”. Babcia straszyła mnie i brata Cyganami, że...
Zobacz także: Władysław Katarzyński, "Mój Olsztyn": Moja mama, czyli wspomnienie sprzed lat Rodzice autora Kiedy zaglądam na pchli targ na Zatorzu, zawsze przypomina mi się moja mama, która dorabiała do skromnej emerytury, sprzedając na bazarze swoje robótki...
Wychowałem się w rodzinie katolickiej, w której wiara była ważnym elementem naszego życia. W dużym pokoju babci wisiał obraz „Ostatnia wieczerza”, a nad progiem wszystkich krzyżyk. Medaliki z Matką Boską wieszano nad dziecięcymi łóżkami, chodziliśmy każdej niedzieli na nabożeństwo, a kiedy była burza, babcia stawiała w oknie gromnicę i się modliła. Kiedy jednak razu pewnego wyraziłem głośno powątpiewanie, czy Bóg jest mocniejszy od sił natury, oberwałem od babci ścierką i musiałem klęczeć na grochu. Matka Boska była oparciem dla mojego ojca, kiedy podczas wojny w niemieckim obozie pracy przymusowej w Policach koło Szczecina podarowana przez jednego z wachmanów stała pod imitującą choinkę gałązką jedliny podczas wigilii.

W ogólniaku dane mi było poznać księdza Juliana Żołnierkiewicza z kościoła NSPJ, charyzmatycznego kapłana późniejszej „Solidarności”. I to jego lekcje religii, z malowniczym opisywaniem scen z Biblii, z odpowiedziami na najtrudniejsze pytania, z puszczaniem płyt, w tym z muzyką rockową, zapamiętałem najbardziej. Gościł mnie na plebanii tuż przed śmiercią. Zawsze na jego grobie zapalam świeczkę.

Obecnie jestem wierzącym katolikiem, ale praktykującym w stopniu umiarkowanym. Sprawia to postawa kościoła w różnych kwestiach, w tym angażowania się np. niektórych księży w politykę, czy też przypadki pedofilii w kościele. Uczestniczę w nabożeństwach z rzadka, głównie przy okazji pogrzebów członków rodziny i znajomych. Niemniej nad progiem mojego mieszkania, tak jak w dzieciństwie, wisi krzyżyk. Przyjmujemy też księdza po kolędzie, a święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy są dla nas świętami rodzinnymi, najważniejszymi.

Będąc w terenie, nigdy nie omieszkam wstąpić do wiejskiego kościółka czy też zatrzymać się przed warmińską kapliczką luby krzyżem na chwilę zadumy. Kiedyś zrobiłem reportaż z pielgrzymki do Gietrzwałdu, ale bocznymi drogami. Ledwie doszedłem z plecakiem do Sanktuarium, tak mnie mieszkańcy po drodze doposażyli z żywność.

Znam lub znałem wielu wspaniałych księży katolickich. Pamiętam na przykład księdza Bronisława Magdziarza, proboszcza parafii w Jarotach. Był kapłanem niesłychanie operatywnym. Chciał wybudować kościół w Jarotach, ale że było to za komuny, nie uzyskał pozwolenia od władz. Zaczął więc stawiać przybudówkę do istniejącej tam kaplicy parafialnej i tak, ku zaskoczeniu władz, obok kaplicy powstał kościół. Nie podoba mi się on jednak, jeśli chodzi o architekturę, daleko mu do neogotyckich budowli warmińskich.

Najwięcej mam kontaktów z proboszczami wiejskich parafii. Wysoko cenię Jana Pietrzyka, proboszcza z Butryn, księdza poetę, miłośnika historii Prus, autora książek, kolekcjonera młynków do kawy i pieprzu, twórcy muzeum sakralnego. Wiele ciepłych słów można też powiedzieć o innym proboszczu, ks. Leszku Kuriacie z Bartąga, miłośniku zegarów na wieżach kościelnych (kilka już sam naprawił) i teatru (zagrał rolę księdza w sztuce wystawionej przez tamtejszy Teatr Prawie Dorosły „U nas w Betlejemkach”). Koresponduję do dzisiaj poprzez jeden z portali społecznościowych z księdzem Jerzym Hajdugą z Drezdenka, poetą, prowadzącym teatr, który był przez jakiś czas kapłanem w Gietrzwałdzie. Jedną z jego sztuk, „Pusty krzyż”, wystawił swego czasu Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie.

Inny ksiądz poeta, Krzysztof Wojciechowski z parafii w Purdzie, jest autorem nie tylko tomiku wierszy, ale i książki „Zawierzyć aniołom, czyli kazania wiejskiego proboszcza”. Ostatnio odezwał się do mnie ksiądz poeta Norbert Bujanowski, proboszcz z parafii w Lesinach koło Szczytna, kiedyś w Pluskach, miłośnik historii Warmii. W internecie transmituje celebrowane przez siebie nabożeństwa.

Jeśli chodzi o wyznania, jestem tolerancyjny. Ogromne wrażenie sprawiają na mnie cerkwie. Zawsze, kiedy jestem w Białymstoku, skąd wywodzi się część mojej rodziny, zaglądam na nabożeństwo do tamtejszej cerkwi. Jestem pod urokiem przebiegu liturgii, wystroju świątyni, śpiewu cerkiewnego (jakiś czas temu byłem na festiwalu pieśni cerkiewnej w Hajnówce). Podoba mi się wystrój cerkiewki w Ostrym Bardzie, z ikoną autorstwa Jerzego Nowosielskiego. Bardzo ceniłem niedawno zmarłego księdza dziekana Aleksandra Szełomowa. Byłem u niego w domu, znaleźliśmy wiele wspólnych tematów.

Poznałem też bliżej olsztyńskich zielonoświątkowców z prezbiterem Włodzimierzem Kobusem, który znakomicie gra w piłkę nożną, wiem bo grałem przeciwko niemu. Będąc początkującym dziennikarzem, poznałem na początku lat 90. księdza luterańskiego Jerzego Otello, proboszcza parafii w Nidzicy, wspaniałego kapłana, bibliofila, regionalistę, publicystę i miłośnika mazurskiej historii. Miło wspominam odwiedzimy u księdza Sławomira Piniahy, proboszcza w parafii bł. Anieli Salawy. Pisze ostatnio na portalu internetowym parafii, że zgodnie z wytycznymi władz w nabożeństwach może uczestniczyć u niego 18 wiernych.
Żeby nie było tak wzniośle... W moim życiu w kontaktach z księżmi przytrafiało się wiele zabawnych sytuacji. Kiedyś uczestniczyłem w ceremonii ślubnej w kościółku pod granicą z obwodem kaliningradzkim. Ziąb w świątyni niemiłosierny, przemarznięty ksiądz na przechylającej się za każdym poruszeniem ambonie (pamiętacie taki film?) zwraca się do nowożeńców, kiedy uchylają się drzwi kościoła.

— A kogo tam diabli niosą? — wola kapłan. — Zamykać, bo zimno!
Innym razem zostałem oddelegowany z redakcji do grupy jadących do Częstochowy polskich pielgrzymów z Kaliningradu. Pilotował ich ksiądz Jerzy Steckiewicz, tamtejszy proboszcz. Przed wejściem do Sanktuarium Maryjnego ksiądz przykazał mi, żebym pilnował jego owieczek, a sam dołączył do grupy innych księży. Po pierwszej mszy celebrowano drugą, a ksiądz gdzieś zniknął. Spojrzałem na zegarek, do odjazdu pociągu powrotnego było już tylko pół godziny.
— Idziemy! — wydałem komendę.

W połowie drogi do stacji dogonił nas zdyszany ksiądz.
— To sabotaż, wracać! — wykrzyczał. — Mamy za dwie godziny umówiony pociąg specjalny!

Poznałem kiedyś księdza Jana Suwałę z Giław, rzeźbiarza, twórcę Galerii Rzeźby Sakralnej. Któregoś dnia księdzu, już emerytowi zamarzyło się zorganizowanie w Gąsiorowie, gdzie mieszkał, pleneru rzeźbiarsko-malarskiego.
— Jak to zrobić? — pytał mnie ksiądz. — Mam noclegi, zapewnione obiady, materiały też zakupię, ale co jeszcze?
— Uważam, że skrzynkę paliwa, żeby ich natchnęła! — odpowiedziałem dyplomatycznie.
Dzień później zadzwonił strapiony ksiądz.
— Wódkę wypili w ciągu jednego wieczora, pytają o sklep!

Władysław Katarzyński


Czytaj e-wydanie


Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w czwartek i piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


W weekendowym (25-26 kwietnia) wydaniu m.in.

Romantyzmem w wirusa... rutyny
„Magdusia… Ty już wiesz co… Kocham Cię” — billboard z takim napisem pojawił się w Olsztynie. Nie wiemy, kto jest adresatką tych słów, kto nadawcą, nie wiemy nawet, czy nie jest to element jakiejś kampanii reklamowej. Ale można to traktować jako przypomnienie, że nawet w czasie kwarantanny romantyczne gesty się liczą.

Natalia DąbkowskaZdjęcie potrafi przenieść w czasie
Fotografia to pasja, uzależnienie, ten momentu „sekundę przed” i kiedy okazuje się, że wszystko układa się, tworząc piękny kadr. Obraz staje się prawdziwy. Czysta adrenalina. — Takiego uzależnienia życzę każdemu! — mówi Natalia Dąbkowska ze Szczytna.

Adrianna TrzepiotaKażdy z nas ma swojego anioła
Pisanie książek jest jej spełnieniem marzeń i życiową misją, a ostatnia "Zimowa Jutrzenka" podczas plebiscytu Książka Roku 2019 zajęła pierwsze miejsce.
— Zaczynać od nowa jest trudno, ale jeśli się podejmuje decyzje w zgodzie z sercem, to wychodzi się na prostą — przekonuje Adrianna Trzepiota.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (10) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Henryk do Władysława #2913009 | 31.0.*.* 28 kwi 2020 19:56

    Proszę opisać swoje przeżycia, wspomnienia z pracy w szkole Podstawowej w Gilawach. Biedzie, zimne, rozwalających się Schodach i innych, ludziach . Byłbym ciekaw tej historii.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. ex #2912548 | 162.247.*.* 27 kwi 2020 19:47

    O jaki sie zrobił z wiekiem multireligijny.. Bo .jeszcze się rozpędzi i zacznie się domagać budowy meczetu w Olsztynie...

    Ocena komentarza: warty uwagi (11) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Justyna #2912363 | 83.28.*.* 27 kwi 2020 12:43

    Ks. Kuriata naprawiał zegary? Ciekawe, proszę choć jeden wymienić. A przy okazji proszę go zapytać, co stało się z XIX wiecznymi żyrandolami z kościoła w Bartołtach, które w tajemniczy sposób znikły za czasów jego proboszczowania. I czy to przypadek, że niedługo potem, kupił sobie mieszkanie w Olsztynie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (22) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Były ministrant 1964-71 w Olsztynie #2912260 | 37.248.*.* 27 kwi 2020 08:11

    Władek wspomina wszystkich kapłanów od Białegostoku po wiejskich proboszczów zapominając o swoim z kościoła św Józefa Bronisława Siekierskiego.Obecnie przebywa w domu księży emerytów przy kościele NSPJ przy Kopernika.

    Ocena komentarza: warty uwagi (13) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Michalski #2912236 | 88.156.*.* 27 kwi 2020 06:56

    Ksiądz Żołnierkiewicz o ile pamiętam pomagał słuzbie bezpieczeństwa jako TW rozpracowywać Solidarność. Ilu z "wielebnych" współpracowało z komuną? Tylu ile obecnie sympatyzuje z z PIS-em?

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    Pokaż wszystkie komentarze (10)