Poniedziałek, 13 lipca 2020. Imieniny Danieli, Irwina, Małgorzaty

Kościół z lewej, z prawej i od środka. Część III: Z obecnego kryzysu wyłoni się Kościół jutra

2019-11-22 12:06:37 (ost. akt: 2019-12-09 19:18:37)
Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Autor zdjęcia: Archiwum

Pewnego letniego, słonecznego popołudnia, siedząc w ogrodzie i pijąc kawę, wziąłem do ręki list. Miał format niewielkiej książeczki i wywarł na mnie mocne wrażenie. Jego autorem był papież Benedykt XVI. Pisał o kryzysie w Kościele.

We wstępie Benedykt XVI napisał, że chociaż jako papież-emeryt nie jest już bezpośrednio odpowiedzialny za Kościół, to w zaistniałej sytuacji, chciałby coś wnieść do nowego początku... Jego słowa nawiązywały do kryzysu, jaki wybuchł w Kościele po szokujących doniesieniach o nadużyciach popełnianych przez duchownych w stosunku do nieletnich.

Joseph Ratzinger w niewielkiej, ale jak ważnej publikacji szuka przyczyn kryzysu i odpowiadając na postawione pytanie o jego źródło, wraca m.in. do tego, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu, kiedy to zachodnie społeczeństwa odrzuciły dotychczasowe standardy dotyczące seksualności.

Papież pisze: „Częścią fizjonomii rewolucji roku 1968 było to, że pedofilia została wówczas także zdiagnozowana jako dopuszczalna i właściwa. Dla młodych ludzi w Kościele, ale nie tylko dla nich, był to na wiele sposobów bardzo trudny czas. Zawsze zastanawiałem się, w jaki sposób młodzi ludzie w tej sytuacji mogą zbliżyć się do kapłaństwa i przyjąć je ze wszystkimi jego konsekwencjami. Powszechny upadek następnego pokolenia księży w tamtych latach i bardzo wysoka liczba sekularyzacji były konsekwencjami całego tego rozwoju wydarzeń”. Jednak pedofilia to tylko jeden z wybranych problemów i wiadomo o tym, że sprawa kryzysu w Kościele przedstawiała się bardziej skomplikowanie.

Już dwa lata wcześniej, podczas pogrzebu kardynała Joachima Meisnera, arcybiskupa metropolity Kolonii, który odbył się 2017 roku papież-emeryt również nawiązał do trudnego momentu Kościoła. Powiedział, że jego uwagę w ostatnim okresie życia kardynała przykuło głębokie przeświadczenie duchownego mówiące o tym, iż „Bóg nie opuści swojego Kościoła nawet teraz, gdy łódź nabrała wody i jest na skraju zatopienia”. Tylko czy to stwierdzenie powinno napawać nas grozą czy optymizmem? Jak na tym tle wygląda polski katolicyzm?

Dokładnie w sobotę 11 maja tego roku na YouTube został opublikowany film „Tylko nie mów nikomu”, który zaledwie w ciągu trzech dni obejrzało aż dwanaście milionów widzów! Obraz wywołał większe poruszenie niż "Kler" Smarzowskiego, który na ekrany wszedł w ubiegłym roku. I trudno się dziwić. W pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia z aktorami, w drugim z księżmi z krwi i kośćmi. Zarówno ci mniej, jak i bardziej wierzący zaczęli stawiać sobie pytania o kondycję Kościoła.

Co ze świeckimi katolikami? Czy oni również nie mają sobie nic do zarzucenia? Czy do świętości przeznaczone są tylko osoby noszące sutannę lub habit? Prawda jest taka, że do tej pory Kościół był zbyt sklerykalizowany. Mówią o tym otwarcie również osoby należące do stanu duchownego, przy czym do jego klerykalizacji dopuścili w dużej mierze sami świeccy. Krótko mówiąc — oddali pola, nie angażując się w jego sprawy. Dziś wahadło prze w drugą stronę.

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Swoją wizję wobec problemów w Kościele ma niejeden publicysta popularny w mediach społecznościowych. Przykładami są chociażby Tomasz Terlikowski, czy Szymon Hołownia.

Dziennikarze zajmujący się m.in. tematyką duchowości zdają się mieć w niektórych tematach większy posłuch w Kościele niż niejeden biskup.
Co więcej, mogą pozwolić sobie na to, aby komentować wiele nurtujących społeczeństwo problemów bez pytania przełożonego o zgodę. Terlikowskiego na Facebooku obserwuje kilkanaście tysięcy osób, a Hołownię "lubi" aż 200 tys. osób! Obserwują ich i lajkują bądź nie lajkują zarówno wierzący, ja i niewierzący. Przykłady? Proszę, oto pierwszy z brzegu komentarz pod postem Szymona Hołowni: „Szymon, ja w nic nie wierze, ale lubię ciebie czytać. Przywracasz mi wiarę w to, że ludzie wierzący i całkiem niewierzący, mogą żyć razem w dobrym świecie” i kolejny, po prostu: „Dobrze, że jesteś z nami chłopie".

Sięgnijmy więc na chwilę do publicystyki dotyczącej Kościoła... Coraz więcej nieochrzczonych dzieci w Polsce. Skąd ten trend? Coraz mniej ślubów kościelnych w Polsce. Z czego to wynika? To tylko niektóre tytuły dziennikarskich tekstów, które można znaleźć w sieci. Czy to oznacza, że w Polsce również ubywa Kościoła?

Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w badaniu"Czas wolny w życiu Polaków a świętowanie niedzieli", przeanalizował stan kondycji naszego zaangażowania religijnego. I co się okazało?

Polacy znacznie rzadziej przypisują wierze religijnej znaczenie tak duże jak rodzinie i pracy.
W 2019 tylko 28 proc. badanych zadeklarowało, że wiara jest jedną z pięciu zasadniczych wartości, którymi kierują się w życiu codziennym. Zmniejsza się w czasie zaangażowanie Polaków w życie religijne. W 2018 tylko 7 proc. osób badanych oceniło, że ludzie z ich otoczenia przypisują życiu religijnemu istotne znaczenie. Z danych można wywnioskować również to, że w ostatnich latach zmniejsza się częstość przekonania o tym, że otaczający nas ludzie poświęcają się najgorliwiej życiu religijnemu. Niespełna 5 proc. badanych w wieku od 15 roku życia deklaruje, że mając więcej wolnego czasu, chciałoby go przeznaczyć na praktyki religijne.

Według deklaracji respondentów CBOS w 2018 roku, 49 proc. z nich regularnie uczestniczy w praktykach religijnych, 38 proc. praktykuje nieregularnie, zaś 13 proc. zupełnie nie praktykuje. Po okresie względnej stabilności, od roku 2005 zmniejsza się w Polsce poziom uczestnictwa w niedzielnych mszach św. Ustabilizował się natomiast poziom przyjmowania Komunii św. w trakcie niedzielnych mszy św. i wynosi obecnie 17 proc. Proszę zauważyć, że rok 2005 jest rokiem odejścia papieża Jana Pawła II. Czy jego obecność miała znaczenie dla naszej polskiej religijności? Na pewno tak, był jej zwornikiem i bezsprzecznym autorytetem. Takich jednoznacznych postaci w polskim Kościele dziś na pewno brakuje. Czy jednak wiara powinna opierać się na osobach? To już inny temat.

Kryzys oznacza zmaganie się oraz walkę, w której konieczne jest działanie pod presją czasu... Niewątpliwie, presja czasu odgrywa w kryzysie Kościoła istotną rolę.

Znamy to z historii. Kiedy pewne problemy nie były dyskutowane w porę, dochodziło do rozłamów. Co więc robić?

Papież Franciszek w adhortacji apostolskiej Gaudete et exsultate (O powołaniu do świętości w świecie współczesnym) pisze: „Wiele razy, wbrew impulsom Ducha Świętego, życie Kościoła zmienia się w eksponat muzealny lub dostępny dla niewielu. Dzieje się tak, gdy niektóre grupy chrześcijańskie przywiązują nadmierną wagę do zachowania pewnych własnych norm, zwyczajów lub stylów. W ten sposób często dochodzi do ograniczenia lub tłumienia Ewangelii poprzez pozbawienie jej właściwej sobie urzekającej prostoty i smaku”. Papież kontynuuje: „Nie zdając sobie z tego sprawy oraz sądząc, ze wszystko zależy od ludzkiego wysiłku ukierunkowanego na normy i struktury kościelne, komplikujemy Ewangelię i stajemy się niewolnikami schematu, który pozostawia niewiele przestrzeni, w której może działać łaska”. Papież, za świętym Tomasze z Akwinu zachęca do tego, aby przykazania dodane do Ewangelii przestrzegać z umiarem, "aby nie czynić życia wiernych uciążliwym, ponieważ w ten sposób zamieniano by naszą religię w niewolnictwo". Ojciec Franciszek wskazuje również na niezbędne cechy świętości w świecie współczesnym.

Są to: cierpliwość, łagodność, zapał, śmiałość, a także radość i poczucie humoru, którego nam niejednokrotnie brakuje w codziennych relacjach.
Co jeszcze może "ocalić" chrześcijaństwo? Dziennikarz Rod Drehner, autor książki "Opcja Benedykta", która przez magazyn „New York Times” została okrzyknięta religijną książką dekady sugeruje, że warto zwrócić uwagę na to, co ma dziś do powiedzenia duchowość benedyktyńska. Przedstawia m.in. koncepcję "chrześcijańskiej wioski". Chodzi o środowiska chrześcijan żyjących w harmonii pomiędzy praca, modlitwą a odpoczynkiem. Potrzeba ludzi, którzy "nie są osamotnionymi materialistami, którzy nie utrzymują kontaktu z sąsiadami i tylko gromadzą przedmioty w swoich zamkach". Autor sugeruje, że dla otaczającego społeczeństwa chrześcijanie powinni być kontrkulturowi, ale nie powinni uciekać od niego. Powinni być znakiem sprzeciwu, jednocześnie angażując się w jego życie.

Może powinniśmy przyjrzeć się uważniej — jak to niektórzy określają — proroctwu Ratzingera. Pół wieku temu, w 1969 roku, na zakończenie cyklu konferencji dla Radia Hesja ten niemiecki teolog powiedział: „Kościół czeka poważny kryzys, który drastycznie ograniczy liczbę wiernych i jego wpływy — powiedział. — Z obecnego kryzysu wyłoni się Kościół jutra. Będzie niewielki i będzie musiał zacząć od nowa, mniej więcej od początku. Nie będzie już w stanie zajmować wielu budowli, które wzniósł w czasach pomyślności. Ponieważ liczba jego zwolenników maleje, więc straci wiele ze swoich przywilejów społecznych... Kościół będzie wspólnotą bardziej uduchowioną, nie wykorzystującą mandatu politycznego, nie flirtującą ani z lewicą, ani z prawicą”.

Wojciech Kosiewicz
Autor jest współpracownik


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB