Poniedziałek, 18 listopada 2019. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Nie taka straszna ta śmierć

2019-11-01 08:00:52 (ost. akt: 2019-11-01 00:52:28)

Autor zdjęcia: Pixabay

Podobno świadomość śmierci jest tym, co odróżnia nas od zwierząt. Inni twierdzą, że miarą naszego człowieczeństwa jest z kolei pamięć o tych, którzy odeszli. I chyba nigdy nie poświęcamy obu tym sprawom tyle uwagi, co na początku listopada.

Zobacz także: Uroczystość Wszystkich Świętych. Znamy terminy nabożeństw na cmentarzach archidiecezji warmińskiej Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu 1 listopada na cmentarzach odprawiane są nabożeństwa. Sprawdzamy, o jakich godzinach odbędą się procesje żałobne i msze.

Ze śmiercią na dystans
Choć wiemy doskonale, że śmierć jest wpisana w naszą egzystencję, w ciągu ostatnich stuleci zdołaliśmy ją od siebie doskonale oddalić. Przynajmniej mentalnie. Współczesna kultura nie lubuje się w rozmyślaniach pod tytułem „memento mori”. Śmierć, choć nadal przecież nieunikniona, nie jest elementem codzienności człowieka. Owszem, słyszymy o niej, ale coraz mniej łączymy ją z konkretnymi doświadczeniami. Być może znieczuliły nas kolejne medialne doniesienia o ofiarach wypadków, ataków terrorystycznych czy wojen?
Z całą pewnością natomiast przyczynił się do tego między innymi rozwój medycyny, dzięki któremu nie tylko żyjemy dłużej, ale i lepiej panujemy nad momentem odejścia. Odłączenie respiratora czy podpisanie zgody na wykorzystanie narządów to sceny, które doskonale znamy m.in. z seriali medycznych.

Ważne jest też, że to, że ludzie umierają nie w miejscu, w którym żyli. Odchodzimy w szpitalach, a nie we własnych domach. I coraz częściej w tych chwilach towarzyszy nam nie rodzina, ale personel medyczny. Podobnie zresztą jest także i po śmierci. Jeszcze kilkanaście lat temu w wielu miejscach zmarły nie przebywał aż do pochówku w kostnicy, ale w domu rodzinnym i, co może być dla niektórych nieco wstrząsające, dzieci nie były wcale separowane czy specjalnie chronione. I tak jak dzisiaj niektórzy mają wątpliwości, czy zabierać kilkulatka na pogrzeb babci czy dziadka, tak jeszcze kilkadziesiąt lat temu było to całkowicie

Wzbudzająca niekończące się kontrowersje eutanazja to także sposób na radzenie sobie z własną śmiertelnością. Eutanazja ma nam zagwarantować, że nie tylko zdecydujemy o momencie swojego odejścia, ale i zapewnimy sobie jego estetyczny wymiar. Nie chcemy umierać „brzydko”, cierpiąc, skazując bliskich na opiekę nad nami, a sami tracąc poczucie kontroli nad sobą. Tym bardziej że współczesny człowiek ma skłonność do dyscyplinowania swojego ciała, a śmierć (i poprzedzająca ją choroba) stanowi ten aspekt, którego pełnej kontroli poddać się nie da.

Nie bez znaczenia jest także to, że żyjemy w miastach, a i na wsiach coraz mniej osób związanych jest z tradycyjnie rozumianym życiem "wiejskim". Kilka dekad temu naturalnym elementem codzienności rolników i ich rodzin były choćby obrządki związane z zabijaniem zwierząt hodowlanych. Takie sytuacje tworzyły okazję do namysłu nad końcem życia i wpisywały umieranie w rytm przyrody. Jeśli są jakieś sceny z „Chłopów”, które pamiętamy na wiele lat po tym, jak przerzuciliśmy ostatnie karty powieści, to pewnie dotyczą właśnie one momentów, w których umierali bohaterowie. A były to sceny i naturalistyczne, i symboliczne. I taka też była przez wieki śmierć.

Średniowieczna wizja śmierci
Jednym ze sposobów na radzenie sobie ze strachem przed śmiercią, było jej personifikowanie. W antyku jej wyobrażeniem był Tanatos – skrzydlaty młodzieniec.

Prawda jest jednak taka, że gdybyśmy obudzeni w środku nocy mieli odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda śmierć, przywołalibyśmy wizerunek, który doskonale znamy choćby ze średniowiecznych tekstów. Śmierć jest dla nas bowiem przerażającą kostuchą z kosą.

Dodać do tego zresztą należy, że śmierć w polskiej tradycji przedstawiana jest jako kobieta. Tłumaczenie dotyczące tego, że wynika to z rodzaju gramatycznego, nie przekonuje wszystkich. Nie od dziś wiemy przecież, że kobieca cielesność wzbudzała (a może i wzbudza?) niepokój. To, że kobieta zdolna jest nosić w sobie nowe życie, od zawsze wywołuje przecież i zachwyt, i przerażenie. Kobiety przez całe stulecia postrzegane były więc jako osoby, które mają w sobie pierwiastek iście diabelski. I to nie tylko dlatego, że to płeć piękna, w postaci Ewy, była obarczana winą za wygnanie człowieka z Raju. A niektórzy, trochę żartobliwie, a trochę poważnie, twierdzą, że nie bez przyczyny wiele chorób w języku polskim ma swoje nazwy w żeńskim rodzaju gramatycznym.

Poza wizerunkiem śmierci, średniowieczni twórcy utrwalili w naszych głowach przekonanie, że śmierć do swojego tańca zaprosi wszystkich, niezależnie od naszego pochodzenia czy statusu.

Zarazy, które targały Europą okresu średniowiecza, sprawiły, że śmierć była na wyciągniecie ręki: chorzy umierali na ulicach, a biedaków nie było komu pochować. Artyści tamtych czasów nie musieli sobie wyobrażać rozkładających się ciał — oni je widzieli

Choć mogłoby się wydawać, że przed śmiercią nie ma ucieczki, ludowe wierzenia zostawiały w tej sprawie odrobinę nadziei. Śmierć, podobnie jak diabła, można było przechytrzyć.

Co jednak ciekawe, średniowieczne nawoływania do tego, by pamiętać o czekającym nas końcu, niewiele miały wspólnego z antycznym „carpe diem”. Nie chodziło o to, by chwytać dzień w obawie przed czyhającą na nas śmiercią, ale o to, by wykorzystać wszystkie ziemskie szanse na to, by przypodobać się Bogu. Trzeba było godnie żyć, dobrze umrzeć, a następnie dostąpić zaszczytu życia wiecznego.

Śmierć to tylko droga do wieczności

Chrześcijańska wiara w życie wieczne znajduje swoje odzwierciedlenie nie tylko w Piśmie Świętym, ale i w świętach, które obchodzimy. Uroczystość Wszystkich Świętych jest okazją do tego, by przypomnieć wiernym Kościoła katolickiego, że są wezwani do świętości.

Najprawdopodobniej uroczystość Wszystkich Świętych wywodzi się z kultu męczenników w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. A ponieważ wielu z nich jest nieznana wiernym, pojawiła się potrzeba wyznaczenia dnia, w którym katolicy będą mogli oddać cześć wszystkim osobom, które zyskały status świętych.

Na początku takie święto obchodzono w pierwszą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego. W 835 r. papież Urban IV zdecydował o zmianie daty. Od tego czasu Wszystkich Świętych wspominamy 1 listopada.

2 listopada to z kolei wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Święto ma ponad tysiącletnią tradycję, ponieważ wprowadzone zostało już w 998 roku przez francuskiego opata benedyktynów, świętego Odylona. Decyzja była prawdopodobnie konsekwencją praktyk mnichów, którzy corocznie odprawiali w różnych klasztorach msze za zmarłych zakonników. Potrzeba było ledwie dwóch stuleci, by idea dnia, w którym wspomina się zmarłych, upowszechniła się w Europie.



W Polsce, z mocy ustawy, dzień wolny przypada na pierwszy dzień listopada i pewnie między innymi dlatego przyzwyczailiśmy się, że wtedy wspominamy naszych nieżyjących bliskich. Polacy odwiedzają groby i zapalają znicze nie tylko zmarłym ze swojej rodziny, ale i tym, których miejsca pochówku zostały zapomniane. Pierwsze dni listopada to także czas, kiedy dajemy wyraz naszej pamięci narodowej, a znicze pojawiają się np. na grobach żołnierzy.

Nazwa Halloween to skrót od "All Hallow’s Evening", czyli nocy przed Dniem Wszystkich Świętych


Nie takie straszne Halloween
Choć Halloween kojarzy nam się przede wszystkim z kulturą Stanów Zjednoczonych, gdzie jest obchodzone najhuczniej, jego początki łączone są z celtyckim Samhain. Święto to obchodzono w Irlandii już 2 tys. lat temu. Wierzono bowiem, że koniec października to czas przejścia, podczas którego opada zasłona oddzielająca światy żywych i umarłych. Wówczas duchy wszystkich, którzy zmarli w ostatnim roku, miały zstępować na ziemię w poszukiwaniu żywych, by w nich zamieszkać przez kolejne 12 miesięcy. Aby uniknąć tej wątpliwej przyjemności, Celtowie robili wszystko, by zniechęcić duchy do takiego pomysłu. Gaszono więc ogień, żeby domy nie wyglądały na przytulne, a ludzie ubierali się w podarte ubrania. Bo w ciało brudnego włóczęgi miał nie chcieć wejść żaden duch.

Amerykańskie Halloween to czas dobrej zabawy. Dzieci chodzą od domu do domu, grożąc psikusem każdemu, kto nie poczęstuje ich cukierkiem. Na wzór celtyckiego święta także ci, którzy świętują Halloween, próbują przechytrzyć duchy. Przebrania mają uczynić ludzi nierozpoznawalnymi dla zmarłych.



Halloween wywołuje sporo kontrowersji w Polsce. Z jednej strony ulegamy jego czarowi i gotowi jesteśmy przyłączyć się do tego radosnego świętowania, a z drugiej odczuwamy dyskomfort. Bo jesienny czas przywykliśmy łączyć z zadumą, a nie z zabawą. Niektórzy przeciwnicy Halloween obawiają się, że amerykańskie święto zastąpi nasze uroczystości Wszystkich Świętych. Że zamiast zniczy będziemy zapalać już tylko świeczki w dyniach.

Póki co takiego zagrożenia chyba jednak nie ma. Radość Halloween umiejętnie łączymy z zadumą związaną z naszą pamięcią o bliskich nam zmarłych. A nasze opinie w tej sprawie rozkładają się po połowie. Ze stwierdzeniem, że nie powinniśmy obchodzić Halloween w Polsce zgadza się 44,6 proc. badanych osób. Przeciwnego zdania jest z kolei 38,6 proc — wynika z badania przeprowadzonego przez Havas Media Group.

Sami Amerykanie świętowaniu oddają się z lubością i... rozmachem. Jak wynika z szacunków, na tegoroczne Halloween przeciętny Amerykanin wyda około 86 dolarów, by odpowiednio przygotować się do zabawy. To oznacza, ze halloweenowe wydatki wyniosą w Stanach Zjednoczonych około 9 miliardów dolarów, a najwięcej, poza producentami, rzecz jasna, skorzystają na tym dzieci i inni fani smakołyków. Amerykanie kupią na Halloween bowiem aż 270 ton słodyczy.

Wszyscy zmarli balują w Meksyku
Jeśli jest jakiś kraj, w którym wszyscy święci, jak śpiewał Krzysztof Cugowski, mają bal, to chyba byłby to Meksyk. Wierząc, że z okazji Dnia Zmarłych (Día de Muertos) ich bliscy wracają na ziemię, Meksykanie biesiadują na cmentarzach, przy nagrobkach. Aby dać wyraz swojej pamięci o zmarłych i wskazać im drogę do rodzinnych domów, przygotowuje się też strojne ołtarze, których elementami są nie tylko zdjęcia, ale też słodycze i kwiaty. Takie ołtarze pojawiają się w różnych miejscach, także w przestrzeni publicznej. Meksykanie wierzą, że zmarłych, którzy w tym czasie powracają do swoich bliskich, należy odpowiednio przywitać. W wielu domach w tym czasie gotowane są potrawy, które były szczególnie lubiane przez ukochanych zmarłych.

O ile w naszej kulturze śmierć jest czymś przerażającym i wciąż chyba nieoswojonym, o tyle w Meksyku myśli się o niej jak o nieodłącznym elemencie życia. Meksykanie ze szczególnym upodobaniem gromadzą w swoich domach figurki Santa Muerte (Świętej Śmierci). I śmierci nie boją się wcale.



A przynajmniej takie sprawiają wrażenie. W końcu ich tradycja ma około 3 tysiące lat. I nie wpłynęły na nią nawet zapędy kolonizatorów, którzy zmienili datę Święta Zmarłych, by dostosować ją do kultury europejskiej.

Tak jak symbolem Halloween jest dynia, tak w Meksyku symbolem Święta Zmarłych są nagietki i aksamitki. Na ulicach tego dnia na każdym kroku można spotkać kościotrupy i, co ciekawe, wiele z nich zachowuje się tak, jakby zostali oderwani od codziennych (albo i niecodziennych) czynności.

Oswajanie na ekranie?
Może i współczesna kultura nie najlepiej radzi sobie z tematem śmierci, ale próby jej oswojenia pojawiają się w różnych formach. Kilka lat temu na przykład brytyjska stacja BBC wyemitowała program, w którym widzowie obserwowali zapis odchodzenia starszego mężczyzny chorego na raka. Choć wydawać by się mogło, że oburzenia wielkiego nie będzie, bo popkultura zahartowała nas w obrazach umierania, to okazało się, że z postaciami fikcyjnymi radzimy sobie jednak dużo lepiej. Żadna scena odchodzenia w filmie fabularnymi nie wywołała chyba takich kontrowersji jak śmierć prawdziwego człowieka, uwiecznionego dzięki pracy ekipy filmu dokumentalnego.

Nie tylko sama śmierć, ale i motyw świąt związanych z pamięcią o zmarłych, pojawia się w kinie regularnie. Od filmów, których akcja rozgrywa się w czasie Halloween, przez opowieści o niezwykle popularnych żywych trupach, aż do tych, które śmierć traktują bardziej poważnie i podejmują próbę pokazania człowieka w sytuacji granicznej.

Jednym z dowodów na to, że twórcy filmowi są coraz częściej gotowi na wyzwania związane z przedstawianiem przemijania, są choćby produkcje filmowe dla dzieci. Nie tak dawno zachwyt krytyków, rodziców i dzieci wzbudził film animowany „Odlot”. Opowieść, której bohaterem jest starszy człowiek zmagający się z żałobą po stracie swojej ukochanej, wieloletniej partnerki, chwyciła za serce wiele osób.
Filmowcy próbowali też śmierć personifikować, czego przykładem jest „Joe Black”. I można żartobliwie dodać, że w odróżnieniu od średniowiecznych przedstawień, reżyser tego filmu postarał się, by śmierć zyskała przyjemne oblicze Brada Pitta.

Daria Bruszewska-Przytuła


Polacy na znicze wydają około 600-700 milionów złotych. Ostatnio pojawiają się głosy, by tę liczbę światełek, będących symbolem naszej pamięci o zmarłych, nieco zredukować. Zachęca do tego m.in. jezuita o. Grzegorz Kramer, który na Facebooku napisał: „Może w tym roku zrezygnujemy z milionów zniczy, a pieniądze zaoszczędzone w ten sposób przekażemy tym, którzy żyją i potrzebują pomocy? Modlitwa za zmarłych jest lepsza, kiedy w zaciszu izdebki powiemy słów kilka Ojcu o tych, co odeszli. Na przykład kilka dobrych słów na ich temat”.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. pojdziemy tam skąd przyszliśmy #2813091 | 82.31.*.* 2 lis 2019 17:14

    Śmierć oprócz smutku ma też pozytywne strony. Ta świadomość, że dopadnie sąsiada, tego buca i purcla spod 4 bezcenna.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Złomiarz #2812887 | 188.146.*.* 2 lis 2019 07:58

    A czy tam - po drugiej stronie można se chlapnąć browarka ? Bo jeżeli tak to ja się już nie boję !

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Z"ukosa" #2812723 | 83.9.*.* 1 lis 2019 13:55

      Czym jest nasz strach przed śmiercią ..? Sednem tego "strachu" jest myśl(powalająca na kolana) że odchodzimy bezpowrotnie . Ta droga bez powrotu w odniesieniu do naszych ziemskich doświadczeń , że zawsze możemy powrócić tam gdzie chcemy , nie daje się zaakceptować żadną racjonalną perswazją . A może jednak , gdy pomyślimy że tak na prawdę to nigdzie z tej Ziemi nie odchodzimy , pozostajemy związani z nią na zawsze i inni przyjdą po nas i znów będziemy razem w tablicy Mendelejewa....Pozostaje tylko pytanie po co to wszystko ...?po co ta "zabawa"..? Jak się rozpoczęła i jak się kiedyś bezpowrotnie skończy ...ale czy bezpowrotnie....? Tu Szanowni pozwolę sobie na refleksję pt. "ku czci i pamięci". Odeszli Kochani , czasem zapomniani W milczeniu , bez skargi , bez jednej łzy. Jak żołnierze na los swój skazani Na wieczność , ich pamięć to my. Niech wiatr zanuci pieśń na ich cześć Niech liść zaszeleści tego dnia memento Niech poniosą przestworza tę wieść Że to Ich Święto. Cichutko płona lampki i znicze Migają w kwiatach chryzantem cienie Żal łzy wyciska i rani oblicze Takie jest nasze przeznaczenie. Niech wiatr zaszumi pieśń na ich cześć Niech liść zaszeleści od łez memento Niech się niesie w przestworza ta wieść Że to Ich Święto.

      Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

      1. Z doswiadczenia #2812654 | 91.160.*.* 1 lis 2019 10:29

        Praca mego serca ustala na niecala minute wszystko pamiętam byłem świadomy. Czułem ogromne ciepło nie czułem leku o dziwo Takie było moje doświadczenie o ile chodzi o śmierć

        Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)