Niedziela, 17 listopada 2019. Imieniny Grzegorza, Salomei, Walerii

Zwierzęta i wieś zawsze były obecne w naszym życiu [ROZMOWA]

2019-05-09 13:14:58 (ost. akt: 2019-05-09 13:39:48)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Zwierzęta w dużej mierze wyczuwają nasze dobre intencje. Czują, że chcemy pomóc. Cierpliwie znoszą nawet nieprzyjemne badania, które musimy wykonać — mówią Marta Sztachańska i Marcin Bigoszewski, którzy prowadzą gabinety weterynaryjne Signum.

— Jesteście dwójką naukowców, którzy porzucili świat nauki. Co było powodem?


Marta Sztachańska: — Praca na uczelni była ciekawym doświadczeniem, ale miała trochę "korporacyjny" charakter. Perspektywa własnej działalności i nieograniczonej możliwości decydowania o sobie kusiła coraz bardziej. W końcu postanowiliśmy otworzyć gabinet weterynaryjny w Jezioranach specjalizujący się głównie w leczeniu przeżuwaczy.

Marcin Bigoszewski: — Z perspektywy czasu uważamy, że była to słuszna decyzja. Dzisiaj prowadzimy dwa gabinety: właśnie w Jezioranach i Biskupcu. Mamy też "raczkującą" firmę zajmującą się korekcją racic u bydła mlecznego. Nasz zespół liczy pięć osób.

— Skąd taki pomysł na życie?


M.Sz.: — Zwierzęta i wieś zawsze były obecne w naszym życiu. Oboje od najmłodszych lat wiedzieliśmy, że chcemy w przyszłości zostać lekarzami weterynarii. — Ale żeby leczyć zwierzęta, trzeba mieć znacznie większą wiedzę niż lekarze, którzy leczą ludzi… Jednym słowem to trudny zawód. Wynika to z różnic międzygatunkowych. Leczenie zwierząt wymaga przyswojenia ogromnej wiedzy z zakresu anatomii, fizjologii czy chorób zakaźnych różnych gatunków zwierząt.

M.B.: — Na studiach nie ma możliwości wyboru specjalizacji. Każdy absolwent jest w takim samym stopniu przygotowywany do leczenia psów, kotów, koni, świń czy bydła. Lekarze weterynarii mają też trudniej, bo ich pacjenci nie mówią ludzkim głosem.

Marta Sztachańska uważa, że weterynarz pracuje przede wszystkim głową. Siła rąk schodzi na drugi plan.


— Czyli jak można dogadać się ze zwierzętami?


M.Sz.: — Myślę, że zwierzęta w dużej mierze wyczuwają nasze dobre intencje. Czują, że chcemy pomóc. Cierpliwie znoszą nawet te nieprzyjemne badania, które musimy wykonać, żeby postawić odpowiednią diagnozę. Czasami zdarza się tak, że strach czy cierpienie jest na tyle silne, że zwierzę nie chce współpracować. W takich sytuacjach wspomagamy się mechanicznymi lub farmakologicznymi metodami poskramiania.

— Praca chociażby przy bydle to ciężka praca fizyczna, zwłaszcza dla kobiety... 


M.Sz.: — Tak, to prawda. Ale to się zmienia.... Z pomocą przychodzi nam technika. Na rynku pojawia się wiele urządzeń mających za zadanie ułatwienie nam pracy. Ostatnio zainwestowaliśmy w elektryczno-hydrauliczny poskrom do korekcji racic u krów. Dzięki temu praca przy korekcji jest o wiele lżejsza i szybsza. To taka specjalna klatka, do której wprowadza się zwierzę, żeby bezpiecznie — dla ludzi i dla zwierzęcia — przeprowadzić na nim jakiś zabieg lekarsko-weterynaryjny, w tym przypadku korekcję racic. Ale ja osobiście nie czuję ograniczeń z powodu swoich warunków fizycznych. Praca lekarza weterynarii to przede wszystkim praca umysłowa. Dużo ważniejsza jest siła psychiczna i odporność na stres. A tego nie można kobietom odmówić! Obecnie większość absolwentów weterynarii to kobiety. Coraz więcej pań decyduje się też na pracę "w terenie". Niedawno przyjęliśmy do naszego zespołu nowego lekarza — też kobietę.

Marta Sztachańska uważa, że weterynarz pracuje przede wszystkim głową. Siła rąk schodzi na drugi plan.
Fot. archiwum prywatne
Marta Sztachańska uważa, że weterynarz pracuje przede wszystkim głową. Siła rąk schodzi na drugi plan.


— Praca przy zwierzętach to również nie jest "czysty biznes". To wręcz brudna robota. Gdzie więc satysfakcja?


M.B.: — Niestety, to prawda. Na szczęście wdzięczność klienta spowodowana uratowaniem przyjaciela czy żywiciela rodziny przynajmniej częściowo rekompensuje warunki naszej pracy.

— A co powiedziałyby przeżuwacze, gdyby potrafiły mówić?


M.Sz.: — Nie mam pojęcia.... Ale mam nadzieję, że padłoby słowo "dziękujemy".

— Jaki jest dziś patent na to, żeby przebić się na rynku weterynaryjnym?


M.B.: — Robić to, co się umie jak najlepiej. Stale się rozwijać, szkolić i śledzić nowinki technologiczne.

M.Sz.: — Nie jest to proste, bo według szacunków co cztery lata stan wiedzy z zakresu medycyny weterynaryjnej się podwaja. Ale ludzie docenią nasze zaangażowanie. Zadowoleni klienci przyprowadzą kolejnych... I tego sobie życzymy.

ADA ROMANOWSKA

Na swoim: Szukamy przedsiębiorczych ludzi, którzy chcą się pochwalić swoim pomysłem na sukces w biznesie. W naszym cyklu „Na swoim” chcemy pokazywać nasze lokalne firmy. Te, które dopiero startują, a także te, które są już znane. Przede wszystkim jednak chcemy pokazywać ludzi, którzy je wymyślili, którzy nimi kierują. Co ważne: szukamy nie tyle ludzi biznesu, co ludzi, dla których biznes jest pasją. Chcecie się pochwalić? Napiszcie do mnie na Facebooku lub na Messengerze.
Igor Hrywna

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Szymon R #2730535 | 83.9.*.* 11 maj 2019 20:24

    Znam.Firma na wysokim poziomie,polecam.pozdrawiam

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Szymon R #2730142 | 83.9.*.* 10 maj 2019 21:58

    Znam , firma na wysokim poziomie ,polecam .pozdrawiam.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz