Czwartek, 13 grudnia 2018. Imieniny Dalidy, Juliusza, Łucji

Katował ją mąż, później syn

2018-11-13 17:57:21 (ost. akt: 2018-11-13 19:30:01)
zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Autor zdjęcia: Archiwum

Pani Jadwiga zmarła w Wielkanoc tego roku. Ukochany syn bił tak, że krew lała się po ścianach. Kiedy nie dało się tego ukryć i szedł do więzienia, odwiedzała go i prosiła: wracaj, synu, do domu. Do trumny zostawił jej tylko dwa całe żebra.

Jadwiga Z. z Lidzbarka Warmińskiego przeżyła dziewięćdziesiąt lat. To był prawie wiek gehenny, nieustającego bólu i cierpienia. Najpierw bezlitośnie bił ją mąż. Kiedy w końcu w więzieniu powiesił się, zaczął ją tłuc syn. Pani Jadwiga zmarła w Wielkanoc tego roku. Przed śmiercią sama zjadła jeszcze poświęcone jajko i chleb z solą. Niedługo później już nie żyła.

W trumnie położyli ją tak pobitą, że ciężko było rozpoznać. Bo celował przede wszystkim w głowę. Kopał tak, że omal tej głowy nie urwał. Usiadł na matkę i dusił ją, aż traciła oddech. Opowiadał później, że faktycznie pchnął matulę, ale nie że aż tak. Starał się przedstawić sam siebie jako chodzące nieszczęście. Że przebłysk ma taki jak matka chwyciła go za klapy, resztkami sił usiłując się wyrwać z jego łap. Że później jak wrócił do domu to go nie poznał, ale czuł, że coś ma z tym wspólnego. Że parę razy próbował się zabić, ale nawet to mu się nie udało.

Ten dzień Krzysztof Z. pamięta w urywkach, tak przynajmniej mówi. Wie, że od rana pił z kumplem. Do domu wrócił pod wieczór, poszedł spać, matka budziła go na kolację. Mówiła coś o święconkach. Krzyczała, pojękiwała. Potem już widział jak ona leży na łóżku, a z nosa leci jej krew.
— Wstałem, ubrałem się i wyszedłem. Wróciłem po dwóch dniach. Poszedłem trochę do znajomych, bałem się wrócić do domu — zeznawał. Ale wrócił dwa dni później. W mieszkaniu pełno krwi na ścianach.
— Mama leżała na podłodze w swoim pokoju, ubrana w koszulę nocną. Mówiłem do niej, ale nie odpowiedziała — mówił, płacząc. Poszedł do swojego pokoju, posiedział tam trochę.

— Czułem, że to przeze mnie. Wziąłem żyletkę i pociąłem sobie nadgarstki. Chciałem skończyć ze sobą. Wziąłem jeszcze mamy tabletki od nadciśnienia i poszedłem do garażu — mówi. Tam jeszcze bardziej popodcinał sobie żyły. Wkurzył się, że taki z niego niedorajda i nawet samobójstwa nie potrafi popełnić.
Ocknął się rano. Ciało matki wciąż leżało w domu. Ktoś go w tym garażu znalazł i zawiózł do szpitala.

Tyle pamięta Krzysztof, ukochany syn pani Jadwigi. To on siedzi na ławie oskarżonych pod zarzutem usiłowania zabicia jej. Już nie raz był skazywany za znęcanie się nad matką. Nawet wtedy miał nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do matki. Miał tego pilnować kurator, którego Krzysztofowi wyznaczył sąd.

Przez pewien czas Krzysztof faktycznie starał się przynajmniej nie rzucać w oczy jak przychodził do domu. Bywał wieczorami, wychodził wczesnym rankiem. Sąsiedzi mówią, że przez jakiś czas go nie widzieli, jakby się rzeczywiście przejął wyrokiem. Ale wtedy to Jadwiga zaczęła do nich pukać. Prosiła, żeby kuratorowi, jak już przyjdzie, mówić, że Krzysztof tu nie przychodzi. On ją katował, a ona nawet wtedy starała się go bronić.

Sąsiadka pani Jadwigi jako ostatnia — poza zabójcą — widziała ją żywą. To była Wielka Sobota.
— Przyszła, żeby poświęcić jej w kościele jajeczko, kawałeczek chlebka i sól. Tak zrobiłam. Kiedy później po tę święconkę przyszła, nie rozmawiałyśmy za dużo. Zabrała ją i poszła — relacjonuje sąsiadka. Więcej jej żywej nie spotkała. Do niej przyjechała rodzina, były święta przecież. I kiedy oni świętowali, Jadwiga umierała w straszny sposób.

— Ona tego syna kochała nad życie. Była zaślepiona, tak zapatrzona w niego. Wszystko by za niego oddała — dodawała przed Sądem Okręgowym w Olsztynie, gdzie toczy się proces Krzysztofa Z. Ona jedna opowiedziała dotąd o regularnych awanturach w ich mieszkaniu. O tym jak chodziła, waliła w ich drzwi sama cała w strachu, żeby tylko ratować panią Jadwigę. Jak Krzysztof krzyczał do niej, żeby się odpier..., bo to nie jej sprawa. Jak wzywała policję. Opowiedziała jak opiekowała się sąsiadką kiedy ta z odwiedzin u syna w więzieniu wróciła ze złamaną nogą, bo gdzieś po drodze spadła podobno ze schodów. Albo jak ruszyć się nie mogła, leżąc z połamanym kręgosłupem.

— Poruszała się na pupie, nie mogla chodzić. Nosiłam jej jedzenie, opiekowałam się nią. Bałam się tego syna, ale nie mogłam nie reagować. On mi czasami wiązankę puścił, ale jakbym mogła na znieczulicę pozwolić? — mówi.
Reszta sąsiadów nie miała z tym problemów. A przynajmniej tak wynika z zeznań tych kobiet, które zostały wezwane do sądu. Tyle, że pani Jadwiga nigdy złego słowa na syna nie powiedziała. Że wiedziały, że jest nieszczęśliwa. Że albo była zastraszona, albo współuzależniona. Że to w końcu była miłość do grobowej deski.

— Może i czasami jakieś krzyki tam były. Nie wiem jak było, bo ja tam nie chodziłam — z podniesioną głową mówiła inna sąsiadka.
Bogdan Zalewski, biegły medycyny sądowej, mówił, że sprawca celował głównie w głowę. Ale nie oszczędził reszty ciała. Tylko dwa żebra pani Jadwiga zabrała na tamten świat w całości.

Jednak nie te straszne obrażenia były bezpośrednią przyczyną śmierci kobiety. Biegły określił, że zmarła z powodu zatoru tętnicy płucnej. Zator powstał już za życia, zatykał naczynia krwionośne i to spowodowało śmierć. Na pytanie sędziego Wacława Bryżysa czy gdyby nie zator to też by zmarła, lekarz stwierdził: — złamanie dużej liczby żeber i jednoznaczny ucisk na szyję skutkowałby narażeniem na niebezpieczeństwo utraty życia. Możliwe, że gdyby nie doszło do zatoru, i tak by umarła — uznał biegły.

Krzysztof Z. siedzi w areszcie w Barczewie. Psychiatrzy orzekli, że jest uzależniony od alkoholu.
Wyrok może zapaść jeszcze w listopadzie.



mk
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (15) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. czytelnik ! #2623274 | 84.138.*.* 14 lis 2018 13:14

    Tak kochala go ponad zycie ,az stracila zycie ? Ten czy ta osoba ktora zawiozla go do szpitala , to musiala miec cos z glowa , ja bym na przyklad tego gnoja juz do szpitala nie zawiozl , on tak samo powinien skonac jak jego matka ,

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Olsztyn #2623237 | 88.156.*.* 14 lis 2018 11:51

    Debilnie napisany artykuł. Pełno nieścisłości tylko po to, żeby zwykłego człowieka ścisnęło z żalu za gardło. Pisane na szybko, na kolanie, by wzbudzić sensacje. Widać po komentarzach, że udało się.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Turbo #2623201 | 46.170.*.* 14 lis 2018 10:55

    od "że" nie zaczyna się zdania redaktorze

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Nick #2623163 | 37.201.*.* 14 lis 2018 09:36

    KARO SMIERCI WROC !!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Ols #2623050 | 62.198.*.* 14 lis 2018 05:18

    Patola

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (15)