Poniedziałek, 21 października 2019. Imieniny Celiny, Hilarego, Janusza

Kogo szuka rolnik z telewizji?

2018-10-21 14:02:00 (ost. akt: 2018-10-21 13:55:30)

Autor zdjęcia: Mat. TVP/ screen

Choć cieszy się ogromną popularnością, nieustannie wzbudza też kontrowersje. Program „Rolnik szuka żony” po raz kolejny wywołał falę krytyki. Powód? Molestowanie na wizji w publicznej telewizji. Stacja się tłumaczy, ale głosy oburzenia nie cichną.

W jednym z ostatnich odcinków programu „Rolnik szuka żony” TVP pokazała scenę, która wywołała spore poruszenie u odbiorców tego show. Jan, rolnik, który przed kamerami szuka partnerki, złapał za pośladki Marię. Jego zachowanie wywołało w kobiecie zażenowanie, a jej oburzenie było tym większe, że do sytuacji doszło mimo jej zdecydowanego sprzeciwu. Rolnik wcześniej zapytał, czy ma ją „potrzymać za dupkę”, na co kobieta zaprotestowała.

Internautów nie udobruchały kwiaty, które Jan przyniósł urażonej Marii. — Co chłop wyprawiał w tym odcinku! Pobił nawet tego siwego rolnika „tam wiesz” z poprzedniej edycji — pisał na Facebooku jeden z użytkowników. — Nie dość, że łapie za tyłek bez ogródek, to jeszcze te jego teksty o tym, że zostawił drzwi w nocy uchylone, ale żadna nie weszła. Albo o tym, że jakby weszła to by... jeździła na koniu (sic!). Albo pytanie o to „która idzie na siano” i zapewnienie, że on jest jak ten baran, który nie przepuści żadnej okazji na sex. Oniemiałem!

Po serii negatywnych komentarzy, stacja wydała oświadczenie. Czytamy w nim: „Jeden z bohaterów — Jan, zachował się niewłaściwie wobec gościa, potencjalnej kandydatki na żonę – Marii. Jego zachowanie zostało — jeszcze w tym samym odcinku — mocno napiętnowane. Zarówno przez pozostałe panie, jak i przez samą Marię. Jan zrozumiał swój błąd, przyznał się do tego i przeprosił Marię. Przeprosiny zostały przyjęte. Wszystko to mogliśmy zobaczyć w tym samym odcinku. Jako medium publiczne jesteśmy zobligowani do napiętnowania takich zachowań. Sytuacja, która miała miejsce, spotkała się z bardzo ostrą reakcją kobiety. Zależało nam, aby promować postawę sprzeciwu wobec takich zachowań. Obnażyliśmy niewłaściwe zachowanie, ale pokazaliśmy właściwą reakcję kobiety”.

TVP tłumaczy, że scena znalazła się w programie, ponieważ tego wymaga formuła. „Pokazujemy na ekranie to, co się dzieje we wzajemnych relacjach naszych uczestników bez upiększania czy cenzury, starając się przy tym w godzinnym odcinku zawrzeć wszystkie najważniejsze wydarzenia, które pokazują, jak budują się wzajemne relacje naszych uczestników”.

Program jest określany jako rozrywkowy. I chociaż można mieć poważne wątpliwości, czy w takich kategoriach należy traktować poszukiwanie partnera czy partnerki, to takie przyporządkowanie gatunkowe ucina niektóre dyskusje. Przykład? Programowi zarzuca się, że nie odnosi sukcesów w dziedzinie swatania. Wytłumaczenie: to tylko rozrywka, nie oczekujmy, że wszyscy uczestnicy potraktują sprawę poważnie.

TVP emituje „Rolnika...” od ponad czterech lat. Widzowie poznali już kilkudziesięciu rolników szukających żon. I kilka rolniczek rozglądających się za mężem. Po pierwszej, zmaskulinizowanej edycji, przyszły kolejne, w których partnerów chciały poznać też kobiety zajmujące się rolnictwem.

Statystyki nie robią wielkiego wrażenia. Ślub wzięło sześcioro poszukujących swoich partnerów rolników, ale tylko cztery pary poznały się na planie programu. Jedna z nich zresztą wcale nie była sobie „przeznaczona”, bo Dawid i Kasia z trzeciej edycji walczyli o serca innych uczestników programu, a na siebie wpadli... przypadkiem, po nagraniach.

O tym, że program nie wszystkim się podoba, wiemy nie od dziś. Choćby Magdalena Środa nie miała o nim dobrej opinii: — W normalnych warunkach trudno byłoby zrozumieć, dlaczego przed tym seksistowskim programem zasiada kilka milionów widzów. Choć niewątpliwie rolnicy mają problem ze znalezieniem osób do brudnych robót, takich jak: skubanie pierza, sprzątanie, mycie garów. Tradycyjna żona jest do tego najlepsza — zauważała ironicznie feministka.
Nie tylko Magdalena Środa widzi w poszukiwaniu żony chęć znalezienia taniej siły roboczej. — Jemu chodzi tylko o to, żeby mieć babę, która będzie mu sprzątać i gotować za darmo, a potem jeszcze pójdzie do tych jego zwierząt i gnój wyrzuci — bulwersowała się jedna z internautek komentująca poczynania Marka z trzeciej edycji, który dał się poznać jako dość ekscentryczny gospodarz, któremu niestraszny ani bałagan, ani roje much.

Program mieści w sobie wiele gatunków. Mamy tu więc reality show, którego zadaniem jest pokazywaniem rzeczywistością takiej, jaką ona jest. Tyle tylko, że wszyscy uczestnicy są świadomi bycia „podglądanymi”, więc o naturalność i prawdziwość jest niezwykle trudno. Dlatego też równie rzadko widzimy prawdziwe oblicze uczestników, jak rzadko mamy szansę zobaczyć kandydatki do serca rolników w stroju prawdziwie „roboczym” i bez pełnego makijażu.

„Rolnik...” ma w sobie też coś z teleturnieju. Przejść do kolejnego etapu mogą tylko ci, którzy najlepiej wypadną w kolejnych konkurencjach. Kobiety i mężczyźni rywalizujący (kolejny dowód na to, że mamy do czynienia z grą) o serce rolnika czy rolniczki muszą udowodnić, że potrafią poradzić sobie nie tylko z pracą w gospodarstwie (obsłużyć dojarkę albo ręcznie wydoić krowę, oskubać z piór i wypatroszyć kurę), ale także... z rodziną. A prawidłowo odpowiedzieć na podchwytliwe pytania zadawane przez bliskich rolników jest równie trudno, co zwyciężyć w programie „Jeden z dziesięciu”.

Stereotypy mają się tu dobrze. I nie pomogło nawet to, że w rolę poszukiwaczek małżonków wcieliły się w końcu także kobiety. Choć w czasie autoprezentacji rolnicy przedstawiają się jako ci, którzy są romantyczni i wrażliwi, bez trudu wchodzą w rolę macho, którym imponuje to, że kobiety walczą o ich względy. Co ciekawe, choć główni bohaterowie programu nie zawsze wpisują się we współczesne kanony atrakcyjności, chcą, by ich partnerki były piękne i zadbane. Ich listy wraz z dołączonymi zdjęciami traktowane są niemal jak oferty w sklepie, a sami rolnicy przyglądają się im niczym towarowi na półce, będącemu w zasięgu ich ręki. Rzadko trapią ich wątpliwości, czy oni sami będą odpowiednią „ofertą”. Formuła wydaje się prosta: to ja jestem trofeum, a one (oni) niech walczą.

dbp
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. olsztynianin #2611913 | 88.156.*.* 28 paź 2018 17:48

    rolnik szuka dwa łuda popołudzie zawsze pojdzie

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. worm #2607972 | 213.184.*.* 24 paź 2018 09:31

    Chłop jest mocno wyposzczony - szuka k...y a nie żony - ja pomysłów dam mu wiele - niech odwiedzi więc burdele - i nich żony on nie szuka - zdobyć dobrą to jest sztuka

    ! - + odpowiedz na ten komentarz