Piątek, 16 listopada 2018. Imieniny Edmunda, Marii, Marka

Andrzej Saramonowicz: Krzyczę i próbuję ostrzec innych [ROZMOWA]

2018-07-25 16:53:00 (ost. akt: 2018-07-25 16:51:27)
Andrzej Saramonowicz

Andrzej Saramonowicz

Autor zdjęcia: Dorota Czoch

Bardzo chciałby zrobić film, ale teraz myśli bardziej o napisaniu sztuki teatralnej z piosenkami. Ma też pomysł na kolejną książkę. Z Andrzejem Saramonowiczem, scenarzystą, reżyserem i pisarzem, rozmawia Katarzyna Janków-Mazurkiewicz.

— Jest pan fanem piłki nożnej. Oglądał pan mecze Mundialu?

— Jestem maniakiem piłki nożnej i oglądałem niemal wszystkie mecze. Z jakimi emocjami? Najróżniejszymi, bo inaczej to wyglądało, kiedy grali Polacy, a inaczej po ich odpadnięciu. Te związane z polską drużyną są najczęściej emocjami pozasportowymi, bo nie chodzi w nich o samą piłkę, ale o „naszość”. Kiedy włącza się „naszość”, godzimy się, by nasi wygrywali, nawet kiedy to czynią brzydko, źle i nudno. Więc choć żałuję, że Polska odpadła, to dzięki temu odpadnięciu oglądam mistrzostwa z większym luzem. I ekscytuję się umiejętnościami drużyn, a nie tym, kto wygra.

— Ma pan swoich faworytów?
— Wolałbym, by wygrali Chorwaci, bo nigdy nie byli mistrzami świata.

— Czy nie jest tak, że w przypadku kibicowania towarzyszą nam podobne emocje jak wtedy, kiedy komentujemy politykę?

— Być może wielu osobom tak się zdarza, choć ja staram się nie ulegać iluzjom, jakie daje związywanie się z kibolskimi obsesjami. Oczywiście jako człowiek urodzony w Warszawie kibicuję Legii, a jako urodzony w Polsce kibicuję Polsce, ale przecież nigdy nie zapędzę się w tym kibicowaniu tak daleko, by komuś, kto sprzyja innemu klubowi czy innemu państwu chcieć wyrządzić krzywdę.
Niestety, ciągle są tacy, którzy traktują „lojalność wobec barw” na tyle serio, że gotowi są walczyć z każdym, kto nie podziela ich fascynacji. A to dlatego, że tak rozumiana lojalność buduje ich tożsamość. Nie mają innych, wewnętrznych źródeł swojej godności i czerpią ją z przynależności do sfory. Niestety, takie samo kibolstwo wdarło się już do tej przestrzeni, którą nazywamy patriotyzmem. To mnie przeraża. Jeśli uważam, że moi rodacy postępują podle i niegodnie, mam obowiązek się im przeciwstawiać, a nie ich w tym wspierać tylko dlatego, że mamy to samo obywatelstwo. Niemoralne jest nawet bierne milczenie. Jeśli godzimy się na nieprzyzwoitość współrodaków, niszczymy człowieka w sobie.

— Bo w życiu warto być przyzwoitym. Nawet w najgorszych czasach.
— Pamiętne zdanie Antoniego Słonimskiego: „Jeśli nie wiesz, jak się zachować, to na wszelki przypadek zachowuj się przyzwoicie” nic nie straciło na aktualności. I dlatego jako polski patriota protestuję przeciwko ludziom, którzy niszczą mój kraj. Bo dziś łamana jest w Polsce konstytucja, niszczona jest niezależność sądownictwa, podporządkowane władzy media uprawiają nienawistną propagandę, Kościół funkcjonuje już niemal poza prawem lub też chce zmieniać prawo na miarę swoich zabobonnych wyobrażeń, a za chwilę państwo odbierze jednostce prawo do życia zgodnie z jej światopoglądem, a Polska znajdzie się ponownie w sferze wpływów rosyjskich.

Jako człowiek, który dorastał w systemie totalitarnym, wyzwolił się z niego, a teraz widzi, jak rządzący usiłują ustanowić nowy system autorytarny, patrzę na to z przerażeniem. I sprzeciwiam się temu. Mój sprzeciw wobec niedemokratycznej władzy w Polsce ma fundament obywatelski. Nie jestem związany z polityką w formie czynnej i najchętniej nie interesowałbym się polityką, ale muszę, gdy widzę, że polityka interesuje się mną i ingeruje w życie moje i mojej rodziny. Dlatego o tym krzyczę i próbuję ostrzec swoich współrodaków przed sennością.

bold text— Pana powieść „Pokraj” ma nam otworzyć oczy?
— We wstępie do mojej powieści znalazł się cytat z „Dzienników” Witolda Gombrowicza: „Nigdy żaden naród nie potrzebował bardziej śmiechu niż my dzisiaj. I nigdy żaden naród mniej nie rozumiał śmiechu”. Gombrowiczowi chodziło o to, że naród, który potrafi śmiać się z samego siebie, zyskuje wentyl bezpieczeństwa, dzięki któremu mogą znaleźć ujście negatywne emocje. Też jestem tego zdania: autoironia pozwala zmniejszyć napięcie. Niestety, my, Polacy, tego nie potrafimy. Jesteśmy pozbawieni poczucia humoru, za to ogromnie drażliwi na swoim punkcie. Niczym frustrat z ogromnymi kompleksami, który usiłuje swoje braki ukryć i sam siebie mistyfikuje. I przygląda się uważnie światu, ale tylko po to, by kontrolować, czy aby nikt nie narusza jego godności. To właśnie robią Polacy: co chwilę się obrażają na świat, że ich nie dopieszcza, że tyle wycierpieli, a nikt im za to nie daje forów.

Gdybyśmy mieli do siebie dystans, gdybyśmy potrafili sami się z siebie śmiać, bylibyśmy szczęśliwsi. Dlatego napisałem „Pokraj”. To komedia, która pozwala nam się śmiać z samych siebie. To metafora polskiej rzeczywistości, której celem ani trochę nie jest obrażanie Polski i polskości, ale wyśmiewanie się z tej karykatury Polski i polskości, którą nam dziś rządzący podsuwają, wmawiając, że to jest obraz rzeczywistości. Dla mnie pisowskie państwo i uprawiany przez tę partię model patriotyzmu to karykatura państwa i patriotyzmu. Dlatego nazwałem kraj w swojej powieści Pokrajem. By nazwę „Polska” chronić.

— Kiedy stał się pan publicystą?
— W pewnym sensie zawsze byłem publicystą, bo przecież zaczynałem od dziennikarstwa. Jako młody chłopak sprzeciwiałem się też władzy komunistycznej, byłem członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów, moim kolegami z NZS-u i ze studiów byli m.in. minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński, wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Papierz czy dziennikarz Marcin Meller. To była generacja ludzi, którzy nie uchylali się od działań pro publico bono, choć dziś nasze wizje świata bardzo się różnią. Po wielu latach przerwy na działalność artystyczną, wróciłem do publicystyki. Uprawiam ją na swoim profilu na Facebooku. Właśnie pro publico bono.

— Ale znamy pana także od innej strony, tej komediowej. „Testostron” i „Lejdis” cieszą się nieustającą popularnością. Podobno pan zawsze miał talent do bawienia ludzi?

— Od kiedy pamiętam, miałem poczucie humoru, które mi pomagało w życiu. Więc kiedy odszedłem z dziennikarstwa i zacząłem tworzyć filmy, pomyślałem, że dużo prościej będzie mi robić komedie. Nie chciałem wyciągać ręki po pieniądze publiczne, a inwestorzy prywatni wierzyli wyłącznie w projekty, które miały szansę na sporą publiczność, czyli właśnie komedie. I moje komedie odniosły ogromny sukces, zarówno frekwencyjny, jak i prestiżowy. Podobnie było z powieściami. Wydani w 2015 roku „Chłopcy” byli hitem, mam nadzieję, że „Pokrajem” będzie teraz podobnie.

— „Chłopcy” są jednak zdecydowanie gorzką opowieścią, nie rozśmieszają.

— Nie zgadzam się, jest tam dużo humoru, choć rzeczywiście ostateczna wymowa tej powieści jest raczej gorzka. Chciałem w niej pokazać, że zabawa w niedojrzałość ma swoją cenę. I że płacą za nią nie tylko dorośli, którzy chcą jak najdłużej udawać dzieci, ale także ich dzieci, które w wyniku niefrasobliwości swoich rodziców stają się zbyt szybko dorosłe. Ta książka opowiada się za dojrzałością. Niech dorośli na powrót staną się dorośli.

— Gdyby pan dziś zrobił życiowy bilans, byłby pan na plusie?

— Starałem się tak kierować życiem, by powściągać swój egoizm, jeśli go w sobie dostrzegałem. Nie zawsze mi się to udawało, ale zazwyczaj tak. Oczywiście zapłaciłem za to jakąś cenę jako artysta, bo zamiast mieć na koncie po 15 filmów, powieści i sztuk teatralnych, mam tylko sześć filmów, dwie powieści i dwie sztuki. Ale w pewnym momencie uznałem, że warto zrezygnować z egoistycznego skupiania się na sobie. Że mam rodzinę, dla której jestem ważny i która jest ważna dla mnie.

Czasami zazdroszczę niektórym twórcom, widząc, jak wiele udało im się zrobić i jak wysoką zajmują pozycję. Ale potem konstatuję, jak wiele z tego zrobili kosztem swojego życia osobistego, kosztem swoich bliskich i myślę, że to dobrze, że ja takich kosztów nie chciałem na nikogo przerzucać. Wiec gdyby to wszystko podsumować, uważam, że postąpiłem właściwie.

— Teraz będzie pan pisarzem, dramaturgiem czy reżyserem?

— W gruncie rzeczy jest mi obojętne. Owszem, bardzo chciałbym zrobić film, ale teraz myślę bardziej o napisaniu sztuki teatralnej z piosenkami. Być może ją wyreżyseruję. Mam też pomysł na kolejną książkę, a nawet kilka, oraz na kilka scenariuszy, więc sam nie wiem jeszcze, co wyjdzie z tych rozmyślań. Ja pracuję nad wieloma projektami naraz, a potem impulsywnie podejmuję decyzję, nad czym się skupić. Podobnie było w przypadku „Pokraju”. Dlatego siedzimy tu dziś i rozmawiamy o książce, a nie o filmie.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (13) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Jan #2551165 | 109.196.*.* 7 sie 2018 17:53

    Tak to jest gdy przekracza się granice swoich kompetencji. Wychodzi bełkot. Napuszony bo człeczek jest "dobrze wychowany". Ale co z tego kiedy to jednak bełkot. Niech facet bawi w Lejdis czy podobnym "czymś tam" i da spokój z "innymi tematami" Potem wstyd tylko :))

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Ola #2550771 | 94.251.*.* 7 sie 2018 08:21

    Co za The bill. I to jest niby artysta. Niech poczyta Wallersteina. Niech pistudiuje biła płatniczy i pomyśli o interesach. Dlaczego takie g... jest cytowane?

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. John #2545812 | 86.63.*.* 30 lip 2018 12:36

    A ja sobie nie życzę żeby brodate zero ustalało jak mam żyć panie sromonowic sp......

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Moja i Twoja gadała,że #2545003 | 83.6.*.* 28 lip 2018 12:22

    możesz się nawet zesrać bo ch.j ją obchodzą [przestrogi o dakich baranów

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. janusz #2544158 | 81.190.*.* 26 lip 2018 19:25

    aaa i nie popusc przynajmnie j przy krzyku bo wtedy napewno ostrzeszesz wszystkich.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (13)