środa, 19 grudnia 2018. Imieniny Beniaminy, Dariusza, Gabrieli

Co zostało z tradycji wielkanocnych?

2018-04-02 09:00:00 (ost. akt: 2018-04-01 11:40:29)

Co nam zostało z tradycji wielkanocnych? Rozmawiamy o tym z dr hab. Zbigniewem Kudrzyckim, znawcą historii oraz dziejów Mazur.

Święta wielkanocne to wyjątkowy czas, w którym symboliczne obrzędy religijne, tradycja ludowa i świat przyrody splatają się w jedno. Które z wielkanocnych zwyczajów są w naszym regionie najsilniejsze?
— Niewątpliwie pisanki, czyli jajka malowane farbami, zarówno u Mazurów jak i Kurpiów i osadników po II wojnie światowej były one najpopularniejsze. Niektórzy wyskrobywali wzorki na umalowanym jajku, inni przed ufarbowaniem jajka zdobili je wzorkami przy pomocy wosku nanoszonego szpileczką. Mówiło się wtedy, że jajka się „pisze”, stąd nazwa „pisanki”.

Obecnie najczęściej jajka maluje się i zdobi w nawiązaniu do tradycji odwołującej się regionu pochodzenia rodziny. Na Kurpiach i Mazurach jajka barwiono w naturalny sposób, wykorzystując do tego wywary z łupin cebuli, kory dębowej, ziaren i pędów żyta, owsa, pszenicy, bazi topoli, kory leszczyny, czy też mchu.


Jaka powinna być palma wielkanocna, czy są elementy typowe dla naszego regionu?
— Nie ma jednego uniwersalnego wzorca palmy wielkanocnej, przed 1945 rokiem na ewangelickich Mazurach nie wykonywano palm wielkanocnych, zwyczaj ten przenieśli osadnicy z Kurpi i Wileńszczyzny. Palmy były wykonywane z gałązek wierzby z baziami, jałowca, bukszpanu, z suszonych kwiatków, na Kurpiach również z kwiatów z bibułki. Obecnie niewiele się zmieniło w tradycji wykonywania palm wielkanocnych, jedynie nastąpiło przenikanie się zwyczajów różnych regionów.

Czy zwyczaje własnoręcznego wyrobu palm zachowały się w naszym regonie, czy dziś raczej kupujemy je na straganach? Jak te palmy mają się do tradycji?
— W gminie Rozogi, w której od wielu lat odbywa się tradycyjny konkurs na Palmę Wielkanocną, zdecydowana większość palm wykonywana jest ręcznie zgodnie z tradycją nawiązującą do zwyczajów kurpiowskich. W niedzielę palmową w kościele parafialnym w Rozogach, konkursowe palmy zdobią kościół, natomiast wierni przynoszą swoje mniejsze ręcznie wykonane palmy. W kwestii palm ze straganów, owszem nawiązują one do tradycji, lecz kupowane są przez osoby, które są zabiegane, zapracowane, ponieważ zrobienie palmy wymaga zdolności manualnych i trochę czasu.

Dzisiejsze święcenie różni się od tego sprzed kilkudziesięciu lat… Jak to wyglądało kiedyś?
— Przed wojną Mazurzy nie święcili potraw, co dla Nas dzisiaj jest nie do wyobrażenia. Natomiast w Wielką Sobotę chłopcy chodzili z kołatkami "po kołaczach". W chałupach kołatali śpiewając "Któryś za nas cierpiał rany...", za co częstowano ich "kuchem" (ciastem) lub jajkami. Z kościoła, tego dnia przynoszono węgle i popiół ze spalonego najstarszego przydrożnego krzyża w parafii oraz poświęconą wodę, którą kropiono wnętrza zabudowań. Na Kurpiach w Wielką Sobotę przygotowywano "święconkę", złożoną zazwyczaj z takich produktów jak: jajka, mięso, wędliny, sól, ser, chleb, ciasto i inne potrawy. Na terenie Puszczy "święcone" od kilku rodzin niesiono do jednej chałupy, a ksiądz objeżdżając parafię święcił pokarmy w umówionym miejscu.

Które potrawy dominowały sto lat temu, a które najchętniej serwuje się dziś?
— Pierwszy dzień świąt Wielkiej Nocy rozpoczynał się po przyjściu z Rezurekcji świątecznym śniadaniem, było ono jednak zdecydowanie skromniejsze niż współczesne.

Podczas śniadania dzielono się jajkiem, stanowiącym symbol odradzającego się nowego życia w przyrodzie, składano sobie życzenia. Jedzono jajka na twardo, masło w formie figurki baranka, chleb, twaróg oraz różnorodne ciasta. Następne posiłki były już znacznie bardziej urozmaicone i zawierały różne potrawy mięsne.


Skąd się wziął śmigus-dyngus?
— Bardzo ciekawym zwyczajem jest popularny śmigus występujący powszechnie na wsi kurpiowskiej, lecz tego zwyczaju nie było na Mazurach, na których było smaganie gałązkami wierzbowymi, brzozowymi lub jałowcem, wstawianymi kilka tygodni wcześniej do wody, aby miały czas zazielenić się. Smagała się młodzież, śpiewano pieśni i zbierano wykup (np. jaja, ciasta, kiełbasy). Śmigus-dyngus był pierwotnie zwyczajem magicznym mającym na celu spowodowanie deszczu na zasiane pola. Na Kurpiach oblewano się wzajemnie, choć w niektórych wsiach w Puszczy Zielonej panował zwyczaj, iż w drugi dzień Świąt mężczyźni oblewali kobiety, a następnego dnia odwrotnie: kobiety oblewały mężczyzn. Z dyngusem łączy się zwyczaj, iż oblana przez chłopca dziewczyna, jeżeli się jej podobał, obdarowywała go pisankami. Jedno z wierzeń wiąże się z pozostaniem w stanie wolnym przez najbliższy rok panny, która nie została oblana w drugi dzień Świąt.

Czy kawalerowie chodzą jeszcze po wsiach i polewają panny?
— Tak, ten jest zwyczaj kultywowany, wystarczy wyjść w świąteczny poniedziałek i się o tym przekonać.

Istniały tradycje wielkanocne na naszym terenie dziś zupełnie zapomniane, a wyróżniające nas na tle kraju?
— O kilku już wspomniałem, należy jednak pamiętać, że na ewangelickich Mazurach zwyczaje wielkanocne były uboższe niż na Warmii i Kurpiach. Na pograniczu mazursko – kurpiowskim zachowało się wiele tradycyjnych zwyczajów związanych z Wielką Nocą, kultywowane są przez mieszkańców Kurpi, którzy tutaj zamieszkali.

Warto wspomnieć o zwyczaju chodzenia pierwszego świątecznego dnia o świcie do płynącej na wschód wody, aby się w niej obmyć (koniecznie w ciszy i nie oglądając się za siebie), co miało leczyć choroby i zapewnić zdrowie na cały rok. Dziewczęta wierzyły, że myjąc się w tej wodzie zachowają nie tylko zdrowie, ale i urodę. W środę popielcową kobiety na znak tego, że zaczyna się post, wywieszały za okno, w kominie czy na strychu patelnie i garnki. Podczas postu nie jadano mięsa i nabiału, w użyciu był tylko olej lniany. Bywało też tak, że w piątek i środę jadano jedynie chleb i popijano go wodą.


Jest jakiś sposób na przywrócenie tych tradycji?
— Świat zmienia się, unifikuje, co jest niestety nieuchronnym procesem, wystarczy spojrzeć się wkoło, aby to dostrzec. Dlatego możemy i powinniśmy kultywować tradycję regionalną, co robimy właśnie w Gminie Rozogi poprzez organizację konkursu Palmy Wielkanocnej. Konkurs powoduje przypomnienie zwyczajów i obrzędów wielkanocnych, organizowane są warsztaty wykonywania palm, gdzie również przypominane są inne obrzędy wielkanocne, zachęcając do ich kultywowania.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (17) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ABC #2477004 | 213.241.*.* 3 kwi 2018 15:37

    I ktoś mi powie, że Polacy to naród ludzi wierzących. Oto Święta Wielkanocne kojarzą się z palmami, oblewaniem wodą, zajączkami, święceniem jajek itd. A gdzie w tym wszystkim świadomość, że dla ludzi wierzących, chrzescijan, jest to najważniejsze Święto w roku? Kto wspomina, że w Wielki Piątek wspominamy śmierć Jezusa Chrystusa, jako Zbawiciela każdego grzesznika, który Mu zaufa, że na krzyżu On zapłacił za moje grzechy, On spłacił moje niespłacalne długi i tym samym, jeśli Mu ufam, otworzył mi swoją łaską drzwi do zbawienia? Kto pamięta, że niedzielny poranek wspominamy zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, Jego pusty grób, to Jego zwycięstwo nad grzechem, śmiercią, w którym , jeśli Mu zaufamy, mamy z Jego łaski też udział. Kto z tych tysięcy malujących jajka, idących ze święconką do kościoła, by ksiądz je pokropił, kto z tych objewających się wodą, obżerających się przy stole o tym pamięta? Jestem pewien, że wielu takich, gdyby o to, co wyżej napisałem, zapytać, wyśmiali by to, komentując w ten sposób, by im bajek do głowy nie wciskać. Powinien tym się martwić kler. Ten jednak ma to gdzieś. Myślę, że o tych prawdach wiary większość kleru ma blade pojęcie, nie mówiąc o wierze. Dla większości ważne, by lud przyszedł tłumnie do kościoła jajka święcić, zostawił ofiarę i wierzył sobie w co i jak chce.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. wolf #2476827 | 83.23.*.* 3 kwi 2018 12:03

    CHOPY LAŁY DZIOUCHY albo topiły w okolicznych bajorkach. Dziouchy cię cieszyły bo to znaczyło wedłud prostackiego pojęcia żę mają powodzenie u chopoków. Dziś to prostactwo przeniosło się do miast, zostawili chodaki oblepione obornikiem w dawnych chałupach ale prostackie obyczaje zabrano ze sobą. Dziś leją wszystkich wiadrami wody i do ciemnych łbów nawet nie przyjdzie myśl, że ktoś może sobie tego nie życzyć. Oblewa się ludzi idących do kościoła, na spacer lub z wizytą, niszczy się odświetne ubrania, fryzury i ludzkie zdrowie. A prostactwo strasznie się dziwi, gdy sponiewierani, trzęsący się z zimna ludzie wzywają policję. Toż to ino taka tradycja, kumu to, panie, wadzi???

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. miejscowy #2476633 | 88.156.*.* 2 kwi 2018 21:09

    jedyna tradycja która przetrwała to picie wódy.

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. ada #2476563 | 83.14.*.* 2 kwi 2018 18:48

    W oczekiwaniu na kolejne umorzenie sprawy zabójstwa Roberta Wójtowicza przez ks. Krzysztofa Litwę.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. minęło #2476543 | 37.47.*.* 2 kwi 2018 17:56

      Ubogie podane te tradycje albo redaktor lub ten pan/zajmujący się naukowo/ nic nie zna jakie były a szkoda za kilka lat nic nie będziemy mogli powiedzieć o Świętach Wielkanocnych

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (17)