Niedziela, 24 czerwca 2018. Imieniny Danuty, Jana, Janiny

Dzieci są w psychicznej rozsypce. I nie ma im kto pomagać

2018-03-18 19:15:00 (ost. akt: 2018-03-18 21:08:05)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Kiedyś dzieci były bite, dzisiaj są niewidzialne, często mniej ważne niż kredyt mieszkaniowy. W szpitalach psychiatrycznych brakuje miejsc. Do psychologa czy psychiatry czeka się w długiej kolejce. A przecież czas ma znaczenie.

Dzieciństwo powinno być kolorowe. Ale coraz częściej jest czarno-białe. Mamy w Polsce 400 tysięcy dzieci potrzebujących pomocy i tylko 400 psychiatrów dziecięcych. Na oddziałach psychiatrycznych brakuje łóżek. Przyjmowane są wyłącznie te, których stan zagraża życiu.

Rośnie też liczba prób samobójczych. A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo brakuje wsparcia rodzin. Winni jesteśmy my, dorośli. Bo wychowujemy pokolenie dzieci niewidzialnych. Ignorowanie dziecka jest gorsze niż przemoc fizyczna. Nie radzimy sobie, a wielu rodziców się poddaje. Brakuje również miejsc w domach dziecka. A te, które tam trafiają, też nie mają kolorowego życia. Bo ten plecak, który dzieci zapakowały w „poprzednim życiu z rodzicami”, teraz trzeba rozpakować. Ale nie ma jak. I znowu wracamy do punktu wyjścia — kolejki do psychiatrów liczy się na miesiące.

Pani Monika pracowała kilka lat w domu dziecka. Była wychowawcą i pedagogiem w szkole. To była misja, a nie praca. Ale musiała zrezygnować, bo nie zawsze była w stanie pomagać. Winny był system opieki zdrowotnej. Dzisiaj pracuje w sklepie.

— Dzieci coraz częściej mają problem z akceptacją przez środowisko — opowiada pani Monika. — Każdy chce być najlepszy i musi najlepiej wglądać. To taki wyścig szczurów, który dosięga już dzieci w podstawówce. Dzieci tym, że chcą być najlepsze, łatają swoje deficyty. Mają w sobie wielkie dziury, które robią im dorośli.
Pomoc jest potrzebna, bo każde dziecko ma swoją historię. I to bardzo trudną.

— Pamiętam chłopca... Gdy miał pięć lat, matka zamykała go w piwnicy z młodszym rodzeństwem. Miał je pilnować. Sama szła na imprezę — mówi pani Monika. — Piwnica według niej była dobra, bo sąsiedzi nic nie słyszeli. A dzieci jak to dzieci, krzyczały i płakały. A potem wszyscy się dziwią, że z dzieckiem jest coś nie tak…
Albo inna sytuacja. Moja wychowanka widziała, jak mama wieszała się na żyrandolu. Ale wcześniej też nie miała łatwego życia. Chodziła po śmietnikach i szukała czegoś do jedzenia, bo chciała, żeby młodszy brat nie był głodny.
W tych dwóch przypadkach dzieci musiały z dnia na dzień dorosnąć. To one były dorosłe, a ich matki zachowywały się jak upośledzone dzieci. Ale dzisiaj w ogóle dzieci zbyt szybko dorastają. Nie mają miejsca na dzieciństwo, na radość i zabawę. Później próbują to sobie zrekompensować. Kiedyś dzieci miały trzepak, piłkę i lalki. Dzisiaj nie mają na to czasu. Dążą do tego, żeby być jak dorośli. Tylko że głowa już tego nie wytrzymuje.

Okazuje się, że dzisiaj dzieci nie tylko łapią anginę. Mają dużo problemów, o których nie mówią. Do czasu.

— Często pojawiają się choroby dwubiegunowe, czyli naprzemiennie depresja i mania. Raz dziecko jest szczęśliwe, jest duszą towarzystwa, a później przychodzi okres depresji — zauważa pani Monika. — Ale nagminne jest to, że dzieci się tną. To chwilowa ulga dla nich, wyładowanie emocji. Nie wiedzą, jak sobie z tym radzić, co w nich siedzi. Nikt nie nauczył ich rozmawiać, więc się ranią. Okaleczenie to najprostszy sposób na ulgę. Paradoksalnie. Potem czują się jeszcze gorzej, bo mają wyrzuty sumienia. Muszą też ukrywać blizny.

Ale nie wszystkie blizny da się zakryć.

Był u nas chłopiec, który był zagrożeniem. Widział, jak ojciec gwałcił matkę. Tłukł ją, okaleczał… Ten chłopiec widział wszystko, co najgorsze. Gdy podrósł, stał się drugim ojcem — opowiada pani Monika. — Był tak niebezpieczny, że wyrzucano go z kilku placówek. W końcu sąd skierował go do ośrodka wychowawczego.
Zanim jednak tam trafił, był w naszym domu dziecka. Zdarzało się, że wychodziłam z pracy cztery godziny później, bo trzeba było go uspokoić. Chłopiec zagrażał zdrowiu i życiu innych dzieci! Pogotowie nie chciało przyjeżdżać, a szpital psychiatryczny odmawiał przyjęcia. Nie chcieli sobie brudzić rąk.
I tu widać, jakich mamy lekarzy. Raz jednak się zmądrzyłam. Chłopak rzucił się na moją koleżankę z pracy, a potem groził, że skoczy z okna. Siadł na parapecie czwartego piętra, nogi miał na zewnątrz. Koleżanka trzymała go z całych sił, a ja kłóciłam się z pogotowiem, żeby przyjechało. Lekarz nie chciał się zgodzić, więc poprosiłam o odmowę na piśmie. Wtedy chłopak został przyjęty.

Nie tylko patologia wpływa na życie dzieci. W zwykłych domach, w tzw. kochających się rodzinach, też dzieją się tragedie.

— Często wydajemy na dzieci pieniądze, żeby zrekompensować im czułość i miłość — podkreśla pani Monika. — Potem, gdy te maluchy już są dorosłe, również pieniądze zastępują inne uczucia. Najważniejsza jest kasa. To pieniądze są szczęściem, a nie rodzina.

Z kolei dzieci z patologicznych rodzin szczęście widzą w alkoholu. Dlaczego? Dorośli piją przy nich. Są imprezy, znajomi, a dzieci na to patrzą. Dlatego potem tak łatwo o uzależnienia. Już w podstawówce maluchy piją, bo nie mają innego wzorca. Również palą. Nawet ćpają. To dla nich frajda.

Gdy w domu nie ma dobrych emocji, szukają ich w czymś innym. Nie wiedzą, czego im brakuje i wpadają w nałogi. A rodzice olewają takie rzeczy. Często nawet nie chcą widzieć problemów swoich dzieci. Bo zarabiają, bo są zmęczeni, bo chcą mieć chwilę dla siebie. Marzą, żeby dzieci jak najszybciej poszły spać. I tak dzień po dniu. Ale przecież nie ma obowiązku posiadania dzieci…

Nawet jeśli mamy dzieci, ważniejsze są dla nas inne zobowiązania. Niestety.

Rzucamy się w wir pracy, bo przecież kredyt trzeba spłacać. Nie dajemy dzieciom tyle uwagi, ile potrzebują. A nawet gdy zauważymy problem, zaczynają się kolejne schody. Nie ma gdzie leczyć dziecka — podkreśla pani Monika. — Terminy są bardzo odległe, brakuje dobrych lekarzy. Ileż ja razy byłam z dzieckiem na takim spotkaniu! Lekarz przepisuje tylko leki, nawet nie rozmawia. I... następny proszę. A rozmowa z fachowcem jest niezbędna.
Oczywiście nie każdy lekarz taki jest. Ale problemem jest też czas. Podam przykład dziewczynki, która była bardzo pokrzywdzona. Musiała czekać dwa miesiące na terapię. A potem się okazało, że będzie spotykała się z terapeutą raz w miesiącu. To absurd!

W Olsztynie młodych pacjentów leczy Wojewódzki Zespół Lecznictwa Psychiatrycznego. Oddział przyjmuje dzieci i młodzież z całej Polski, głównie z dwóch województw: warmińsko-mazurskiego i podlaskiego. Ma 32 łóżka. W 2017 roku leczył 441 pacjentów. Tylko 31 grudnia było 31 osób. W ubiegłym roku wszyscy łącznie w szpitalu spędzili prawie 12 tysięcy dni. Ale oddział to nie wszystko. Przy szpitalu działa również poradnia. Czas oczekiwania na wizytę wynosi 2 miesiące.


— Na pewno nie jest to aż tak długo, jak czeka się na zabieg jaskry czy zaćmy, ale to rzeczywiście sporo. Zwłaszcza dla dziecka — mówi Andrzej Błaszczyk, rzecznik szpitala psychiatrycznego. — W województwie podlaskim zlikwidowano oddział, bo nie było lekarzy. Dlatego my przejęliśmy tamtejszych pacjentów. Jednak gdy sprawa jest pilna, przyjęcie następuje znacznie szybciej, a przez izbę przyjęć nawet natychmiast. Niemniej problem jest, bo dzieci coraz częściej potrzebują pomocy. Ale również, co ważne, brakuje lekarzy. W naszym szpitalu tylko dwie osoby specjalizują się w pedopsychiatrii, czyli w psychiatrii dla dzieci i młodzieży. Na samym oddziale mamy trzech lekarzy.

ar
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (35) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Mrs. Maria Andrade #2479184 | 197.210.*.* 6 kwi 2018 12:24

    Cześć. Jestem panią Marią Andrade, prywatną pożyczkodawcą, który zapewnia możliwości życiowe pożyczek osobom prywatnym, firmom, ubezpieczeniom i innym osobom. Niezależnie od tego, czy masz kłopoty finansowe, czy potrzebujesz pożyczki na inwestycje lub potrzebujesz pożyczki na spłatę rachunków, nie tak daleko, jak tutaj jesteśmy, aby wszystkie twoje problemy finansowe przekształcić w coś z przeszłości. Oferujemy wszystkie rodzaje kredytów w walucie z 2% stopą procentową bez opłaty z góry. Chciałbym użyć tego wspaniałego medium, aby poinformować cię, że jesteśmy tutaj, aby pomóc Ci w każdej formie pożyczki, która rozwiąże Twoje problemy finansowe. Aby uzyskać więcej informacji, prosimy o kontakt za pośrednictwem naszego adresu e-mail (prudentialinvestmentmanagement@gmail.co m) Złóż wniosek teraz i uzyskaj pożyczkę tak szybko, jak to możliwebiz

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. gggg #2471197 | 155.136.*.* 26 mar 2018 14:01

    Za komuny tez moi rodzice pracowali, stali w kolejkach I nikt nie musiał sleczec nade mna. Teraz nadmiar informacji fejsbuki I tinne mieszaja w głowach.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. fff #2471192 | 155.136.*.* 26 mar 2018 14:00

    Wychowoje kosciół ksieza Watykan- to jakei to lewackie?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. BRYK #2469136 | 37.47.*.* 23 mar 2018 15:19

    Wspaniały artykuł, w zupełności się z Panią zgadzam. Mądre wyważone słowa, oparte na doświadczeniach dzieci i ich przeżyciach. Trafnie wyciągnięte wnioski, BRAWO!!!

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. DeMagistris #2466510 | 46.112.*.* 19 mar 2018 23:08

    Czytam tutaj opinie, że problemy psychiczne dzieci to "efekt lewackich metod wychowawczych". To jakiś absurd! W Polsce, jak w mało którym kraju Europy, od 1989 r. mamy wyjątkowo konserwatywny, tradycyjny model społeczeństwa zaprawiony religią katolicką, z praktycznie nieistniejącymi mniejszościami (etnicznymi, seksualnymi)! Kto wam te "lewackie" metody "przez lata" miał w ogóle wprowadzać? Może Jan Paweł II regularnie odwiedzający Ojczyznę w ramach swoich pielgrzymek, katecheci we wszystkich typach szkół od 30 lat, księża w setkach zbudowanych nowych kościołów, a może "lewacki" prezydent Kwaśniewski, który podpisał konkordat z Watykanem (w Europie mają podobny, ale nie aż tak korzystny dla Kościoła tylko Włochy)? Jeżeli w Polsce były wdrażane "lewicowe" metody wychowawcze, to gdzie w ogóle były stosowane prawicowo-konserwatywne? Zapewne w Watykanie. Pomijam to, że "lewacki" (a nie "lewicowy") to znaczy "skrajnie lewicowy" i może mieć odniesienie do Chin z czasów rewolucji kulturalnej, ale nie do ludzi, którzy mają socjaldemokratyczne poglądy! To tak jakby, każdego prawicowca nazywać faszystą, ale w naszym "normalnym" społeczeństwie masa spraw stoi oczywiście na głowie. Ale na zakończenie odpowiedzcie sobie na pytanie: dlaczego za rządów komunistów było z wychowaniem dzieci rzekomo dużo lepiej, i dopiero 30 lat "lewackich" rządów (z Kościołem w roli głównej) to wszystko tak spieprzyło?? ;)

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (35)