Sobota, 23 czerwca 2018. Imieniny Albina, Wandy, Zenona

Izabela Trojanowska: Lubię śpiewać na obcasach

2017-10-13 21:00:00 (ost. akt: 2017-10-13 12:06:30)

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Scena to jej żywioł, a publiczność ją uwielbia. Uwielbia łamać stereotypy i iść pod prąd. Mówi, że jest ambasadorką Olsztyna i to miejsce ją ukształtowało. Z Izabelą Trojanowską, piosenkarką i aktorką, rozmawia Katarzyna Janków-Mazurkiewicz

— Na której scenie stanęła pani po raz pierwszy?
— Moją pierwszą sceną teatralną była scena Teatru Muzycznego w Gdyni. Świetnie się na niej czułam. Przez cztery lata edukacji w Studio Aktorskim przy tym teatrze zagrałam wiele ciekawych ról teatralnych. Szkoda , że zachowało się tak mało zdjęć z tego okresu.

— Tam też panią doceniła sama Danuta Baduszkowa, pedagog, twórczyni Teatru Muzycznego w Gdyni i Studium Aktorskiego.
— Była cudownym człowiekiem. Od początku wierzyła we mnie i otoczyła mnie opieką. Jednak zawsze wymagała ode mnie więcej niż od innych. Wytykała mi nawet najmniejsze potknięcie, a przymykała oczy na błędy innych. Wtedy przez myśl mi nie przeszło, że to celowy zabieg, by mnie zmobilizować do jeszcze cięższej pracy. Ukształtować. Tymczasem myślałam, że mnie trochę dyskryminuje.

— Na pani drodze zawsze stawali wyjątkowi ludzie. Nagrodę Festiwalu Pieśni Sakralnej „Sacrosong” wręczył sam kardynał Karol Wojtyła. A miała pani zaledwie 16 lat!
— To prawda, ale wówczas nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Myślę, że „Sacrosong” zdecydował o mojej dalszej drodze artystycznej i życiowej. To był też jedyny festiwal, na który pojechał ze mną mój tata. Umysł ścisły, który uważał, że śpiewanie może być hobby, ale nie zawodem. Otrzymałam tam nagrodę im. św. Maksymiliana Kolbego. W moim ojcu, który też ma na imię nomen omen Maksymilian, po tym, co tam przeżył, coś pękło. I przychylniej patrzył na moje śpiewanie. Otrzymałam wówczas również nagrodę dla najmłodszej uczestniczki.

— Wiara zawsze była ważna w pani życiu?
— Tak. Nie ukrywam, że w podjęciu decyzji o tym, by wyjechać i kształcić się w kierunku artystycznym, pomógł mi ks. infułat Julian Żołnierkiewicz Z Olsztyna. Był bardzo mądrym i życzliwym człowiekiem. Lubiłam z księdzem rozmawiać, wiele mnie nauczył.

— Miała pani szczęście do ludzi.
— Tak, bo to przecież publiczność mnie wylansowała. Widownia festiwalu w Opolu w 1980 roku nie pozwalała, bym zeszła ze sceny. Piosenką „Wszystko, czego dziś chcę” bisowałam bez końca. Byłam dla jury festiwalu zaskoczeniem, nie przewidywali dla mnie wyróżnienia. W końcu, po tak gorącej reakcji publiczności, uhonorowano mnie statuetką za interpretację piosenek „Tyle samo prawd, ile kłamstw” oraz „Wszystko, czego dziś chcę”. Jednak o braku przygotowania władz festiwalu w Opolu na taką sytuację świadczyło to, że „Karolinka”, którą dostałam, do dziś nie ma tabliczki, na której powinno znaleźć się imię i nazwisko wykonawcy i za co otrzymał nagrodę.

— Pani była jednak uparta i, mimo zazdrości środowiska, pięła się w górę.
— Właśnie w Opolu specjalnie zepsuto mi zamek w spodniach. Musiał to być ktoś z bliskiego otoczenia, bo wiedziano, że lubię, kiedy spodnie układają się idealnie. Zakładam je więc zawsze tuż przed samym wyjściem na scenę, w ostatniej chwili. I tak też zrobiłam wtedy. Z tym wyjątkiem, że spodni nie mogłam zapiąć. Na szczęście była ze mną przyjaciółka, garderobiana z Teatru Syrena, która szybko mi je zszyła. Nie zdążyła jednak zrobić supełka. W trakcie wykonywania kolejnych utworów spodnie stopniowo się pruły. A ja bisowałam i bisowałam... Przewidywałam, że w końcu zsuną się zupełnie i wszystko zakończy się skandalem. Sprawdzałam co chwilę, czy jeszcze się trzymają. Mam jednak motto, do którego staram się stosować. Kiedy ma się pasję, nie można zastanawiać się, czy to się komuś podoba czy nie. Trzeba po prostu robić swoje.

— Nigdy nie bała się pani, że podejmuje pani złe decyzje?
— Czułam strach, ale nie pozwalałam, by przejął kontrolę nad moim życiem. Natomiast przed występami zawsze towarzyszy mi trema. Na szczęście mam jej lepszą odmianę — mobilizującą. Do momentu, kiedy nie usłyszę swojego głosu na scenie, jestem jak sparaliżowana. To zmienia się, kiedy zaczynam mówić, śpiewać. Wtedy wszystko znika. Umiejętność podejmowania decyzji i wyzwań — to podstawa. A strach jest zwykle złym doradcą.

— Kiedy jednak zaczynała pani karierę z nazwiskiem Schuetz nie było łatwo?
— Faktycznie, często moje nazwisko przekręcano. A jak już się go nauczono, wyszłam za Marka Trojanowskiego.

— Czy wówczas, mając za sobą pierwsze sukcesy, była już pani pewna, że wyjedzie z Olsztyna?
— W 1971 roku po Zielonej Górze i Opolu zostałam zaproszona przez reżysera Andrzeja Wajdę na próbne zdjęcia do „Wesela”, do roli Panny Młodej. Partnerował mi sam Daniel Olbrychski. Tak pięknie mówił wierszem, że też postanowiłam zostać aktorką. W Olsztynie nie było szkoły teatralnej, więc wyjazd był nieunikniony.

— Wyjechała pani jednak wcześniej, bo wyrzucono panią z liceum w Olsztynie. Za co?
— Za brak subordynacji. Nie dostałam zgody dyrektora liceum na występ w TVP w Giełdzie Piosenki z Asocjacją Hagaw, z piosenką napisaną specjalnie dla mnie przez Andrzeja Rosiewicza „Nie mam woli do zamęścia ". Chyba wiadomo, że i tak pojechałam. Bo kto by nie pojechał?

— Maturę zdała już pani w Gdańsku. A potem trafiła pani pod skrzydła Danuty Baduszkowej. Po latach okazało się, że opuści pani kolejne miasto, tym razem Gdynię. Niestałość jest wpisana w artystyczne życie?
— Pewnie tak. Dużo jeżdżę też z zespołem z koncertami po kraju. Prowadzę trochę cygańskie życie. Dzięki temu poznaję coraz to nowych ludzi i nowe miejsca. Odpowiada mi takie życie, choć trochę ckni mi się za miejscem, w którym się urodziłam — Olsztynem.

— Za ludźmi czy miejscami?
— Za jednym i drugim. Pewnie też za dzieciństwem, za ciepłym głosem mamy, ogródkiem przy domu i częstych kąpielach w jeziorze.

— Za panią w Olsztynie tęsknią fani pani twórczości. A jakim doświadczeniem były występy z Budką Suflera?
— Fantastycznym! Spotkaliśmy się w 80 roku. Przemierzaliśmy wielokrotnie razem Polskę. Byliśmy w Australii, Ameryce i Kanadzie z koncertami. To była wielka przygoda. Uczestniczyłam też w ich ostatniej pożegnalnej trasie koncertowej. Dzisiaj jestem wraz z Felkiem Andrzejczakiem i Grzesiem Wilkiem członkiem formacji R.Lipko Band. Koncertujemy razem.

— A gdyby ktoś jeszcze raz zaproponował pani rolę w „Klanie”? Ponownie by się pani zgodziła?
— Myślę , że tak. Jestem dumna, że gram w najdłuższym polskim serialu — bo już 21. rok ! To znaczy, że ludzie nas oglądają i jesteśmy potrzebni.

— Ciągle też jest ogromne zainteresowanie pani koncertami. Rzadko kiedy udaje się pogodzić aktorstwo ze śpiewaniem. Jak pani to się udało?
— Myślę, że te dwa zawody świetnie się uzupełniają. Aktorska analiza tekstów pomaga zdecydowanie w interpretacji piosenek. A wyczucie rytmu i dobry słuch pomaga w prozie i wierszu.

— Niektórzy artyści mają swoje zwyczaje, na przykład przed śpiewaniem zjadają surowe jajko. Ma pani swoje rytuały?
— Przed występem nie potrafię nic zjeść i dobrze mi się śpiewa, gdy mam na nogach buty na wysokim obcasie.

— A jakie są przesądy związane z występami?
— Nie znam żadnych specjalnie, ale lubię mieć na palcu różaniec. Wierzę, że daje siłę, by osoby ze złymi intencjami nie miały do mnie dostępu. Może to dziecinne, ale jestem do tego przywiązana.

— Przywiązana jest pani też do miejsca, w którym się wychowała. Jaki był Olsztyn z lat pani dzieciństwa?
— Piękny. Mieszkałam przy ul Bałtyckiej — między dwoma jeziorami: Długim i Ukiel. Do Szkoły Podstawowej nr 7 chodziłam codziennie, mijając jezioro. A wówczas ulicą Bałtycką jeździły tramwaje, skręcały na moście Jana w lewo na starówkę i dowoziły mnie do katedry św. Jakuba na chór i religię. Dzieci zawsze wyskakiwały tuż przy zakręcie z jadącego jeszcze tramwaju. Na szczęście nasze zwyczaje znał tramwajarz, który zawsze tuż przed tym zakrętem zwalniał. Do dziś mam wielu znajomych z chóru. Kilka lat temu ich odwiedziłam. Przywitali się ze mną, jakbym nigdy nie wyjeżdżała.

— Podobno wciąż utrzymuje pani kontakt ze swoją klasą z lat szkolnych. To prawda?
— Utrzymuję kontakt szczególnie z koleżankami z podwórka z Alusią Konarzewską, Elą Marcinkiewicz, rodziną Jabłońskich... Znamy się z dzieciństwa. Mam wielu przyjaciół i znajomych. Chociażby wspaniałych członków zespołu Czerwony Tulipan. Może nie jestem tutaj obiektywna, ale, moim zdaniem, mieszkają tutaj ludzie bardziej uduchowieni, którzy nie stawiają tylko na dobra materialne.

— Kilka lat temu wsiadła pani też do szybowca, by podziwiać Olsztyn z góry. Nie ma pani lęku wysokości?
— Chyba nie mam. Mogłam zobaczyć, jak bardzo Olsztyn się zmienił. Brawo dla władz miasta za porządek, nawet plaża miejska jest pięknie odnowiona.

— Pani docenia Olsztyn, a ostatnio doceniły też panią władze regionu.
— Tak, w czasie Forum Kultury otrzymałam honorową odznakę za zasługi dla województwa warmińsko-mazurskiego. Zawsze, gdziekolwiek na świecie, jestem ambasadorką Olsztyna i tych terenów. To miejsce, które mnie ukształtowało. Miejsce, które jest prawdziwie moje.

Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
k.jankow@gazetaolsztynska.pl

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (11) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. kotek #2515755 | 37.47.*.* 8 cze 2018 20:29

    Bardzo kocham panią pani Izabelo bardzo prosimy o pokazanie się na ściance sław trzymając za rękę Laurę Łącz tak bardzo w klanie się lubicie nie wiem co się stało chcę pani pomóc bo byłam Coachem proszę o odpisanie może kiedyś się spotkamy kocham cię misiu.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. znawca #2351724 | 94.254.*.* 16 paź 2017 10:18

    mierna z niej piosenkarka

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. a gdzie #2351092 | 89.229.*.* 15 paź 2017 10:32

    jej najlepsza koleżanka Laura Łącz?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Zazdrosny #2350959 | 5.172.*.* 15 paź 2017 04:51

    Ładnym kobietom to łatwiej. ,,Da, da, da i cała Polska moja". Bez obrazy. Mam skarbeńko twoją pierwszą płytę tylko igła mi nawaliła i adapter nie działa.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. b #2350558 | 79.187.*.* 14 paź 2017 13:33

    Poznałam 16 l Panią Izę w Kortowie - zapamiętałam Jej fiołkowe oczy...pozdrawiam

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (11)