Czwartek, 15 listopada 2018. Imieniny Amielii, Idalii, Leopolda

Olsztyn ze starych pocztówek

2010-09-19 08:25:34 (ost. akt: 2018-04-12 11:24:58)

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Ewa Mazgal rozmawia z Rafałem Bętkowskim o trzecim rozszerzonym wydaniu książki „Olsztyn, jakiego nie znacie”, która właśnie ukazało się w księgarniach. Jest to historia miasta, opowiedziana poprzez stare pocztówki. W książce jest ich 420 — każda opatrzona obszernym komentarzem.

— Nie sądzi pan, ze kiedyś ludzie częściej niż teraz bywali w restauracjach?
— Rzeczywiście było ich więcej. Ludzie częściej odwiedzali lokale. Może po prostu mieli więcej czasu, może było taniej. Inne było życie i zwyczaje. Restauratorzy zamawiali u fotografów pocztówki, bo klienci lubili wysyłać je krewnym i znajomym, nawet z tego samego miasta. „Tu byliśmy” — pisali. Pocztówka przed pierwszą wojną światową pełniła inną rolę niż dzisiaj. Spełniała funkcję telefonu albo sms-a. Była zarazem pamiątką, którą przechowywano. Ludzie często uwieczniali się na pocztówkach. Zamawiali je specjalnie u lokalnych fotografów. Jednym z nich był Sally Pfeifel. Dostąpił przywileju fotografowania rodziny cesarskiej. Bardzo wiele zdjęć robił dla wojska, znał więc oficerów pochodzących z arystokracji. A z nimi wiąże się bardzo dramatyczna historia. W Olsztynie popełniono zbrodnię. W 1907 roku zginął od strzału w głowę major dragonów August von Schoenebeck. Jako podejrzanych aresztowano żonę majora Toni i jej kochanka kapitana von Geobena, weterana wojny burskiej. Kapitan przyznał się do zabójstwa i jeszcze przed procesem odebrał sobie życie. Opinia publiczna winą za zbrodnię obarczała majorową. Willa przy zamkowym moście (obecna Casablanca, która wtedy wyglądała dużo skromniej) stała się turystyczną atrakcją. Wydawano przedstawiające ją pocztówki. Nadawczyni jednej z nich w 1912 roku napisała, że dom, wtedy przebudowywany, powinien nosić nosić nazwę „Willi Mordu”. Klątwa działała. Casablancę nawiedzał ponoć duch zastrzelonego majora.

— Ale w Olsztynie dramaty o takim medialnym zasięgu zdarzały się rzadko. Z pana książki można się dowiedzieć o olsztyńskich targach... chmielu, którego dzisiaj ani na Warmii ani na Mazurach się nie uprawia.
— Wtedy tu rósł, a na targi ściągali producenci piwa nawet z dalekiej Bawarii. Odbywały się też targi skór, bydła i koni. Dla wojska skupowano również niewielkie warmińskie koniki, które dobrze sprawdzały się w niemieckich koloniach — dzisiejszym Kamerunie, Togo, Namibii i Tanzanii. Gdzie był koński rynek? Przy obecnym placu Roosevelta. Wielkim wydarzeniem w Olsztynie była również wystawa przemysłowa w 1910 roku, w której brały udział wszystkie miasta i miasteczka Prus Wschodnich: od wielkich, takich jak Królewiec i Gdańsk, do tych małych i najmniejszych — Wejherowa, Gołdapi, Stołupian. Miała ona doskonałą dokumentację pocztówkową.

Olsztyn się zmienia:
Zobacz całą galerię zdjęć Olsztyn się zmienia - kliknij TUTAJ




— Kiedy ogląda się ten album, czytelnika ogarnia Proustowskie wzruszenie, tęsknota za czasem utraconym...
— Bo to jest już dziś inne miasto. W latach 60 Alojzy Śliwa, warmiński poeta, który pamiętał Olsztyn z początku XX wieku, napisał: „Gdy przypatruję się zupełnie odbudowanemu z gruzów i ruin Olsztynowi i porównuję z Olsztynem mojej młodości, ledwo go poznaję... ”. To zdanie zamieściłem jako motto do części głównej mojej książki. A przecież za czasów pisarza, który pierwszy pokazał polskiemu czytelnikowi Olsztyn przełomu wieków, więcej było tego dawnego miasta niż teraz. Pamiątek po dawnym Olsztynie wciąż ubywa, często nie potrafimy ich bowiem zauważyć lub ocenić ich historycznej wartości. Nasza pamięć ciągle się kurczy i ulega spłyceniu. Zapominamy nawet obiekty, które stały tu jeszcze w latach 60, np. kaplicę metodystów, którą w książce pokazuję. Chciałem, by „Olsztyn, jakiego nie znacie” wspierał nie tylko ochronę zabytków, lecz służył ochronie dziedzictwa niematerialnego, pomagał odbudować tradycję i pamięć historyczną.

— Jak książkę odbierają czytelnicy niemieccy?
— Jeden napisał, że jeszcze nie widział tak dobrego opracowania na temat... „niemieckiego miasta”. Miał to być komplement. Muszę przyznać, że zabrzmiał dziwnie. Dla Niemców sto lat temu nasze miasto było jednym z głównych ośrodków „niemieckiego Wschodu”, dla Polaków nigdy nie przestało być stolicą polskiej Warmii. Choć zwykli ludzie tu żyjący reprezentowali różne pochodzenie, tradycje, wyznania religijne i używali odmiennych języków, na co dzień potrafili się porozumieć i żyć ze sobą w zgodzie. Myślę, że pora przestać dzielić Olsztyn na ten niemiecki i polski. Jest to podział sztuczny i polityczny. To było zawsze nasze wspólne miasto, miasto olsztynian — ludzi, którzy w nim mieszkali.

Ewa Mazgal
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ert #85186 | 88.156.*.* 25 paź 2010 14:58

    rychu ty cham i prostak jesteś, nie używa się w komentarzach takich słów

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. biesio #61137 | 95.48.*.* 24 wrz 2010 11:01

    Rychu,Bierzesz jakieś środki? Może coś wąchasz? Z ekranu komputera wychodzą nieznane ci stworzonka? Może udasz się do specjalisty ?!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. rychu #57540 | 93.162.*.* 19 wrz 2010 12:56

    Tak Casablancę nawiedził duch pustoli Strotów i dachówki już spadają a niedługo przejdzie w ręce lasów państwowych takie drzewa tam rosną a Grzymuś arbuzik śpi miasto wielki plac budowy ble ble ble

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz