Alfabet trenera Andrzeja Grygołowicza (9)

2021-10-13 18:00:00 (ost. akt: 2021-10-13 18:06:15)
Mirosław Rybaczewski prezentuje złoty medal mistrzostw świata

Mirosław Rybaczewski prezentuje złoty medal mistrzostw świata

Autor zdjęcia: archiwum domowe

SIATKÓWKA\\\ Znakomity szkoleniowiec przypomina dzisiaj Mirosława - jedynego olsztyńskiego złotego medalistę mistrzostw świata (1974) i igrzysk olimpijskich (1976) oraz Sergiusza, który do perfekcji opanował szkolenie siatkarskiego narybku.
Rybaczewski Mirosław (ur. 8.07.1952 roku w Warszawie) - przygodę ze sportem zaczął od piłki nożnej w klubie ZWAR Międzylesie i lekkiej atletyki w Ursusie. Do siatkówki trafił więc późno, bo dopiero jako 16-latek zaczął trenować w MKS MDK Warszawa, gdzie grał w latach 1968-71 (jego trenerem był Maciej Dehnel). Z tym klubem w 1970 roku zdobył mistrzostwo Polski juniorów, nic więc dziwnego, że trafił do reprezentacji Polski w tej kategorii wiekowej, z którą rok później w Barcelonie wywalczył srebrny medal. Po zdaniu matury w Technikum Mechanicznym w Ursusie w sezonie 1971/72 zaliczył epizod w drugoligowej Warszawiance, po czym - po namowach trenera Leszka Dorosza - trafia do Olsztyna, w którym spędzi 10 lat (do 1982 roku).
Warto przypomnieć, że trener Dorosz do rodzinnego domu Rybaczewskich w Falenicy aż trzy razy jeździł na trudne rozmowy, ale ostatecznie udało mu się pozyskać Mirka dla AZS Olsztyn. W tych rozmowach pieniądze nie były najważniejsze, ale Doroszowi udało się zyskać sympatię babci przyszłego mistrza olimpijskiego, która obiecała, że przekona wnuka i jego rodziców, no i słowa dotrzymała!
„Ryba” w Olsztynie grał do 1982 roku i w tym czasie trzy razy został mistrzem Polski (1973, 1976, 1978), trzy razy wicemistrzem (1974, 1977, 1980) i dwa razy zdobył medal brązowy (1975, 1982), a poza tym wywalczył dwa Puchary Polski (1972, 1982). Były też sukcesy międzynarodowe - w 1978 roku razem z AZS zajął drugie miejsce w Pucharze Zdobywców Pucharów.
„Ryba” był też wielokrotnym akademickim mistrzem kraju, a w 1973 roku w Pradze akademicka reprezentacja Polski, oparta o siatkarzy AZS Olsztyn, zdobyła Puchar 17 Listopada. Warto przypomnieć, że na tym turnieju Mirek został uznany za najlepszego... rozgrywającego, co tylko świadczy o jego wszechstronności i wyszkoleniu technicznym.

Do seniorskiej kadry Polski ściągnął go Hubert Wagner, chociaż w tym Mirek nie grał nawet w wyjściowej szóstce AZS! Tak mocny był wówczas olsztyński klub...
Ale „Ryba” nie załamywał rąk, tylko mruczał pod nosem: „ja panu jeszcze pokażę”. Tym panem był oczywiście trener Dorosz.

Wagner powołał Rybaczewskiego, ponieważ dostrzegł w nim ogromny potencjał. No i „Kat” się nie pomylił, bo lista reprezentacyjnych sukcesów Mirka robi wrażenie: drugie miejsce w Pucharze Świata (1973, Praga), czwarte miejsce w PŚ (1974, Tokio), mistrzostwo świata (1974, Meksyk), wicemistrzostwo Europy (1975, Belgrad) i wreszcie złoty medal olimpijski (1976, Montreal). Nie ma drugiego takiego sportowca w AZS Olsztyn oraz na Warmii i Mazurach, który byłby i mistrzem olimpijskim, i mistrzem świata! W sumie w latach 1973-90 w reprezentacji rozegrał 167 meczów.
W 1982 roku skończył studia na wydziale technologii żywności ART, po czym wyjechał do Francji, gdzie do 1986 roku grał w drugoligowej Miluzie. Potem wrócił do Polski i został trenerem oraz zawodnikiem Legii Warszawa, chociaż jego pierwszym wyborem był AZS. Po latach w jednym z wywiadów opowiedział, dlaczego wtedy nie powrócił do Olsztyna: „Nie było tam dla mnie miejsca. Trafiłem na dwa lata jako trener do Legii Warszawa, z którą w ramach rewanżu ograliśmy Olsztyn, spuszczając go z ligi. Ja zagrałem nawet w pierwszym meczu, a w drugim inny olsztynianin w barwach Legii Irek Nalazek sam ich ograł”.

Po dwóch latach ponownie odezwali się Francuzi z okolic Miluzy, więc rodzina Rybaczewskich (żona Anna oraz córki Małgorzata i Anna) spakowała się i wyjechała. Mirek grał i trenował lokalne kluby, a karierę zawodniczą zakończył ostatecznie w 1996 roku. Jako trener grup młodzieżowych pracował natomiast do 2018 roku - w tym czasie doprowadził kadetów i kadetki Miluzy do mistrzostwa Francji (2013, 2015). Jednym z jego podopiecznych był rozgrywający Benjamin Toniutti, który ostatnio poprowadził ZAKSĘ do triumfu w Lidze Mistrzów.
W ślady Mirka poszła jego córka Anna - grała w reprezentacji Francji (była nawet jej kapitanem), zaliczyła też występy w lidze polskiej w Muszyniance (2006/07) i Legionovii (2013/14).
Mirosław Rybaczewski był wielokrotnie wyróżniany i nagradzany: otrzymał złotą odznakę AZS, a w 1975 roku został uznany za najlepszego polskiego siatkarza i najpopularniejszego sportowca w tradycyjnym plebiscycie „Gazety Olsztyńskiej”. Mimo upływu lat o jego sukcesach kibice nadal pamiętają, o czym świadczą pierwsze miejsca w plebiscytach na najlepszego siatkarza 35-lecia i 60-lecia AZS Olsztyn. Poza tym Mirek jest zasłużonym mistrzem sportu, otrzymał też złoty Krzyż Zasługi (1976) i dwa złote medale za wybitne osiągnięcia sportowe. A niedawno otrzymał też swoją gwiazdę w Alei Sław Olsztyńskiego Sportu.
Nasz mistrz z Montrealu od wielu lat mieszka we Francji, gdzie jest na zasłużonej emeryturze, także olimpijskiej.
Cieszę się, że miałem przyjemność być jego trenerem - jako „żywioł o wyjątkowym temperamencie” Mirek był ulubieńcem olsztyńskich kibiców, a jako lider potrafił poderwać drużynę do walki nawet w najtrudniejszych momentach. Na boisku lubił prowokować przeciwników, ale zawsze grał jak z nut - nawet po nieprzespanej nocy, podczas której uczył się do jakiegoś egzaminu. Nigdy też nie owijał w bawełnę, tylko walił prosto z mostu. A przy tym był żartownisiem - prawdziwy chłopak i do tańca, i do różańca.
Cóż, na następnego Mirosława Rybaczewskiego pewnie będziemy musieli jeszcze długo czekać. I być może nigdy się nie doczekamy...

Salski Sergiusz (ur. 23.03.1967 roku w Węgorzewie) - po skończeniu Technikum Elektrycznego w Giżycku rozpoczął studia na AWF w Gdańsku, a w 1991 roku zaczął pracę w wybudowanej właśnie Szkole Podstawowej nr 33 na olsztyńskim Pieczewie.
Sergiusz nawiązuje współpracę z AZS Olsztyn i jego uczniowie z powodzeniem reprezentują klub w najmłodszej grupie wiekowej. Pierwszym sukcesem jego chłopaków było wicemistrzostwo Polski młodzików w 2003 roku. W „srebrnym” zespole grali wtedy m.in. Artur Jacyszyn i Grzegorz Pietkiewicz, którzy później przez II ligę trafili do plusligowego Mlekpolu AZS Olsztyn.
W ekipie Salskiego grał też 13-letni Fabian Drzyzga, który otrzymał nagrodę dla najlepiej broniącego zawodnika. To, że dzisiaj Fabian jest pierwszym rozgrywającym reprezentacji Polski i dwukrotnym mistrzem świata, na pewno jest też zasługą Sergiusza, bo przecież Drzyzga junior właśnie u niego uczył się siatkarskiego abecadła.

Dwa lata później kolejni młodzicy z Olsztyna - oczywiście prowadzeni przez Salskiego - zawojowali siatkarskie parkiety, bowiem przebili wcześniejsze osiągnięcie trochę starszych kolegów, zostając mistrzami Polski.


AZS UWM Olsztyn - mistrz Polski młodzików w 2005 roku. Pierwszy rząd od lewej: L. Jastrzębski, D. Sugier, P. Micek, K. Bartnikowski, A. Mróz, M. Żołądkiewicz; stoją od lewej: M. Salski, S. Salski, D. Kurmin, D. Prusiński, D. Bartlewski, M. Dryhynycz, T. Górka, Ł. Stankiewicz i K. Stroiński


W 2006 roku Jacyszyn i Pietkiewicz wygrali mistrzostwa kraju juniorów w siatkówce plażowej, a w 2009 roku młodzicy Sergiusza po raz drugi zdobyli złote medale MP (w składzie mistrzowskiego zespołu był m.in. jego syn Michał).
Po tym sukcesie Salskiemu zamarzyło się utworzenie klas sportowych w SMS z własną salą i internatem, żeby po skończeniu szkoły podstawowej zdolni chłopcy nie uciekali z Olsztyna.
Jego sukcesy docenili dziennikarze sportowi „Gazety Olsztyńskiej” i „Dziennika Elbląskiego” uznając go za Trenera 2009 Roku.
W latach 2010-12 prowadził Indykpol AZS w rozgrywkach Młodej Ligi, a w 2019 roku spełniło się jego wielkie marzenie, bowiem w Szkole Mistrzostwa Sportowego przy ulicy Gietkowskiej powstały klasy siatkarskie, a on został tam trenerem. Niestety, nadal czeka na salę i internat...
Obecnie Sergiusz przygotowuje młodzików AZS UWM do sezonu 2021/22. Być może będzie więc kolejny medal mistrzostw Polski, bo - jak sam twierdzi - ma grupę bardzo dobrych chłopaków.
ANDRZEJ GRYGOŁOWICZ