W Kurzętniku trenują, bo konkurencja nie śpi

2021-01-27 13:00:00 (ost. akt: 2021-01-27 10:34:44)

Autor zdjęcia: archiwum klubu

W Mińsku Mazowieckim odbyły się pierwsze w tym sezonie zawody Grand Prix Polski Polskiego Związku Kickboxingu. Rywalizowało 382 zawodników z 38 klubów, w tym trzech z Kurzętnika. Pojedynki toczyły się na czterech matach.
Turniej był bardzo wymagający, długi i trudny dla wszystkich, począwszy od zawodników, trenerów i sędziów, a kończąc na organizatorach - ocenia Leszek Jobs, szkoleniowiec kickboxerów klubu Zamek Expom Kurzętnik. - Zorganizowanie zawodów sportowych w tych trudnych czasach jest przecież olbrzymim wyzwaniem. Pomimo utrudnień spowodowanych pandemią oraz obostrzeniami sanitarnymi fajnie było się znowu spotkać po kilku miesiącach wolnych od startów, by poczuć na nowo smak rywalizacji.
W Mińsku Mazowieckim klub z Kurzętnika reprezentowali junior Mieszko Siemiątkowski (57 kg) oraz kadeci starsi Cezary Kowalkowski i Łukasz Gumiński (obaj 52 kg).
- Ich start oceniam bardzo pozytywnie - przyznaje Leszek Jobs.

- Chłopcy łącznie stoczyli dziewięć pojedynków, z których wygrali osiem, natomiast tej jedynej porażki nie dało się uniknąć, bowiem w finale spotkali się klubowi koledzy, czyli Czarek Kowalkowski i Łukasz Gumiński, którzy zwycięsko przebrnęli eliminacje.Takie „bratobójcze” walki nie są łatwe ani dla zawodników, ani dla trenera, jednak w naszym przypadku zdarzają dość często. Niejednokrotnie w takiej sytuacji o zwycięstwie decyduje rzut monetą, jednak tym razem walka się odbyła, no i ostatecznie zwyciężył Kowalkowski.

Wśród juniorów równie dobrze poradził sobie Mieszko Siemiątkowski, a jego wygrana jest godna uwagi, bo dopiero niedawno z kadeta starszego awansował na juniora.
- Teraz powrót do ciężkich treningów, podczas których wykuwamy formę na dalszą część sezonu, bo konkurencja nie śpi i też ciężko trenuje - wyjaśnia szkoleniowiec z Kurzętnika. - Jednak my nie chcemy oglądać się na innych, tylko sumiennie trenujemy według sprawdzonych planów szkoleniowych, jedynie z niewielkimi modyfikacjami, bowiem start w Mińsku Mazowieckim utwierdził nas w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku. Szczyt formy jednak dopiero przed nami, bo zaplanowaliśmy go na okres od kwietnia do czerwca. Z tego powodu okres przygotowawczy musi być odpowiednio przemyślany i przepracowany, byśmy - tak jak w latach poprzednich - mogli rywalizować o najwyższe cele - kończy Leszek Jobs.