Zmiany w szpitalu uniwersyteckim. Rozmowa z Maciejem Kamińskim

2021-10-27 17:07:25 (ost. akt: 2021-10-27 16:11:33)
Maciej Kamiński, pełniący obowiązki dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie

Maciej Kamiński, pełniący obowiązki dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie

Autor zdjęcia: Magdalena Maria Bukowiecka

Dziś pacjentom potrzebna jest rozwaga i poczucie bezpieczeństwa. Zapewniam, że jakość leczenia pozostała na najwyższym możliwym poziomie — mówi Maciej Kamiński, pełniący obowiązki dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie.
— Na nowym stanowisku minęło panu już kilka dni. Jakie to były dni?

— To był jak na razie jeden bardzo długi dzień, z krótkimi przerwami na sen. Aktualna sytuacja, w jakiej znalazł się szpital, jest dość trudna. W tej chwili moim celem jest przede wszystkim zapewnienie wszystkim — pacjentom, ale też całemu personelowi — spokoju. Także ciągłości pracy i podjętych już wcześniej działań. Stąd te od kilku dni prowadzone intensywne rozmowy, głównie z koordynatorami oddziałów i personelem lekarskim. Sporo o sytuacji szpitala rozmawiam też z panem rektorem — naszym celem jest określenie jednej, spójnej polityki szpitala, ale też wybór osoby na bardzo ważne dla szpitala, ale i osobiście dla mnie stanowisko: zastępcy dyrektora ds. medycznych. Musi to być osoba świetnie orientująca się w realiach szpitala, potrafiąca zapewnić najlepszą możliwą opiekę naszym pacjentom, a poza tym moja prawa ręka.

— Ale ktoś musi zająć też pana dawne stanowisko — zastępcy dyrektora ds. ekonomiczno-administracyjnych.

— To prawda, ale tu nie ma aż takiego przymusu i pośpiechu. O tym pomyślę, gdy już zapewnię szpitalowi zastępcę ds. medycznych. Konstruowanie planu finansowego na rok 2022 już się rozpoczęło, korektę też od jakiegoś czasu prowadzimy — wszystko na bieżąco. Z kolei kontrolę pracy klinik i oddziałów przekazałem ich koordynatorom — zatem wszystkie zadania odbywają się zgodnie z planem. Oczywiście w chwili obecnej natłok moich obowiązków wyklucza mnie z nadzoru nad sprawami ekonomicznymi i administracyjnymi — w stopniu, w jakim zajmowałem się nimi dotychczas. Zatem tak: drugi zastępca to kolejne zadanie, nad którym muszę szybko myśleć, zwłaszcza przez pryzmat najbliższego roku, który dla szpitala będzie bardzo wymagający. Jesteśmy w trakcie realizacji planu naprawczego, zbliża się kontraktowanie… W tych wszystkich sprawach dyrektor rzeczywiście potrzebuje rzetelnego wsparcia dobrego ekonomisty. Obsada tej funkcji to mój priorytet numer 2.

— Jakie są pana plany — te na bliższą i dalszą przyszłość? Organizacyjną, medyczną, naukową…?

— Generalnie jesteśmy świadomi kilku faktów. Trwa rozbudowa północnego skrzydła szpitala, którą zamierzam zakończyć w przyszłym roku. A to z kolei — mam nadzieję — stanie się impulsem nie tylko do przeniesienia kilku oddziałów w nowe lokalizacje, ale też znacząco poprawi komfort zarówno naszych pacjentów, jak i personelu. Nowe skrzydło to też nadzieja na poprawę warunków dydaktycznych studentów Collegium Medicum UWM. Może nie jest to wielka inwestycja, ale została zaprojektowana na tyle nowatorsko, żeby stworzyć jak najlepsze warunki do nauki zawodów medycznych. Niedobór kadry medycznej to w całej Polsce trudny i palący problem, dlatego dla mnie ta sfera dydaktyczna jest równie ważna, co lecznicza — chcemy po prostu kształcić dobrych lekarzy. Nowe skrzydło powinno poprawić też komfort pracy na dotychczasowych oddziałach, bo gdy oddamy je do użytku — zwolnimy przestrzeń w starszych częściach szpitala. Poza tym mamy na uwadze, że koncepcja naszego Szpitala mocno stawiała na geriatrię — dziedzinę z jednej strony trudną, bo nie ma specjalistów, z drugiej niezwykle dziś potrzebną. Społeczeństwo nam się starzeje, oddziały internistyczne i chirurgiczne obciąża przede wszystkim ruch pacjentów starszych, którzy wymagają leczenia specyficznego i bez dedykowanych im oddziałów geriatrycznych trudno będzie uwolnić do innych, planowych zadań oddziały, które teraz zajmują się starszymi pacjentami. To także z pewnością kolejne wyzwanie finansowe, bo im pacjent starszy, tym jego leczenie więcej kosztuje. Tu mój niepokój wzbudza kwestia procedur i ich rozliczanie — jak duży będzie to problem dla szpitala. Do tego dochodzą obawy o kadrę, a myślę, że jako ośrodek kliniczny powinniśmy patrzeć nieco dalej, także w kierunku przyszłego kształcenia kadr do opieki nad pacjentem starszym. Wcześniej czy później taki stan rzeczy na wszystkich ośrodkach leczniczych wymusi demografia.

Myślimy też o powiększeniu zdolności kardiologicznych szpitala — pierwszym etapem będą procedury mniej inwazyjne, choćby wszczepianie symulatorów serca, potem mam nadzieję — kolejne, bardziej skomplikowane, do których szpital ma jednak spory potencjał. Pod znakiem zapytania jest też wciąż sytuacja covidowa: jak pandemia będzie rozwijać się w ciągu kilku najbliższych tygodni, miesięcy. Jeszcze nie wiemy, w którą stronę to wszystko zmierza. Wprawdzie po jesienno-wiosennej fali mamy przygotowany oddział i personel, który przez tamte ponad pół roku sprawdził się na froncie walki z covidem, ale… Teraz covid może napisać własny, zupełnie inny scenariusz. W tej chwili, zgodnie z wymogami wojewody, mamy dla pacjentów z covid-19 przygotowanych 8 łóżek intensywnej opieki. Ale sytuacja może zmieniać się dynamicznie i nieprzewidywalnie — będziemy musieli reagować elastycznie i natychmiast. A zatem przyszły rok będzie z pewnością pełen wyzwań oraz paru dynamicznych zmian.

— Czy liczy pan na pozostanie na tym stanowisku dłużej — z pełniącego obowiązki na dyrektora?

— Trudno to dziś powiedzieć. Bez względu na to, kto zostanie dyrektorem szpitala, ja skupiam się na tym, co jest tu i teraz. Mam wizję rozwoju szpitala — jak mi się wydaje — spójną zarówno z wizją rektora, ale też z koordynatorami i całą kadrą. A zatem nawet jeśli nie ja sam, to ktoś, kto wygra konkurs — przejmie szpital dobrze zorganizowany, z konkretnymi planami, które będzie mógł kontynuować. Bo jednak misja szpitala i plany strategiczne to są decyzje długoletnie i dla zapewnienia ciągłości działania, ale też spokoju pacjentów i personelu — powinny być kontynuowane bez względu na to, kto konkretnie zajmuje fotel dyrektora. Oczywiście, życie na pewno niektóre sprawy zweryfikuje po swojemu, ale moim celem jest to continuum i najlepsza możliwa opieka dla pacjentów.

— Czy stanie pan do konkursu na to stanowisko dyrektora?

— Jeszcze nawet nie miałem czasu o tym pomyśleć. Decyzja o powołaniu na stanowisko pełniącego obowiązki — z mojego punktu widzenia — zapadła bardzo nieoczekiwanie, trochę jak grom z jasnego nieba! Trudna sytuacja i bardzo szeroki zakres obowiązków bardzo mnie przytłoczyły, ale... Konkurs i mój ewentualny w nim udział wymagają głębszego zastanowienia i dokładnego rozpatrzenia wszystkich aspektów. Jedno, co wiem na pewno już dziś, to pewność, że bez względu na wyniki konkursu ja sam chciałbym być w dalszym ciągu częścią tego miejsca. Jestem tu od 2018 roku… Ja się przywiązuję do miejsc, identyfikuję z nimi. Takim lokalnym patriotą jestem i wiedząc, jak wiele serca już tu zostawiłem, jak bliskie jest mi to miejsce, choćby w kontekście projektów, za które od dawna jestem odpowiedzialny — widząc, jak daleko nasz szpital poszedł, byłoby mi po prostu bardzo szkoda stąd iść.

Choćby nasza pracownia histopatologiczna, która powstała jako rezultat koordynowanego przeze mnie projektu. To miejsce, które pozwoliło szpitalowi przejść w technologii medycyny o kilka generacji do przodu. To był projekt nastawiony głównie na zakup wyposażenia do wczesnej diagnostyki, która jest niezwykle ważna w każdej dziedzinie medycyny, a już zwłaszcza w onkologii. Im wcześniej rozpoznamy nowotwór, tym przede wszystkim lepsze rokowania — ale i tańsze procedury. Ta pracownia histopatologii pozwala nam dziś z jednej strony na szeroką diagnostykę, z drugiej skraca czas oczekiwania na wynik, a poza tym jest tańsza, bo nie musimy już wysyłać materiału do badania do innej jednostki. Nawet dobrze byłoby, gdyby wykorzystać tę pracownię szerzej, bo jej potencjał jest ogromny: i techniczny, ale i ten najcenniejszy, bo wynikający z kapitału ludzkiego, znacznie ważniejszego niż samo wyposażenie. Wysoko specjalistyczna kadra jest dziś bezcenna.

— Czy, gdyby został pan dłużej, szpital czekałoby jakieś organizacyjne trzęsienie ziemi?

— Zawsze byłem i chyba już zostanę zwolennikiem ewolucji, a nie rewolucji. Owszem, czasem sytuacja wymaga zmiany nagłej, reakcji natychmiastowej, ale ja staram się ich unikać. Bo choć czasem rewolucja bywa efektywna, to jednak w naszym przypadku decydujące znaczenie ma opieka nad pacjentem — a pacjentom potrzebna jest rozwaga i poczucie bezpieczeństwa, a to przemawia za ewolucją.

Budujemy nowe skrzydło, ale i oprócz niego jest na pewno przynajmniej kilka nowych obszarów, na których szpital miałby szansę z powodzeniem funkcjonować. Myślę, że na dziś spokojne planowanie i potem ich rozważna realizacja w ciągu kilku następnych lat — bez rewolucji — byłyby ze wszech miar ważne, wskazane i pożądane, a jednocześnie bezpieczne dla naszych pacjentów. I nie wolno nam zapominać o funkcji dydaktycznej szpitala i ścisłej współpracy na tym polu z UWM. Dla mnie osobiście dydaktyka jest równie ważna, jak skuteczne leczenie. To dlatego to miejsce wymaga spokoju i ewolucyjnego rozwoju, a nie rewolucyjnych zmian.

— Zarówno dotychczasowy dyrektor, jak i zastępca ds. medycznych pozostają pana pracownikami…

— Tak. I bardzo się z tego cieszę, bo zarówno dotychczasowy dyrektor, lekarz anestezjolog, jak i jego dotychczasowy zastępca ds. medycznych, neurochirurg, stanowią bardzo ważne wsparcie całej kadry lekarskiej. Wszystkie oddziały potrzebują anestezjologów, i to dobrych. A nasz dotychczasowy dyrektor jako lekarz wspierał szpital w każdej możliwej chwili, dosłownie świątek, piątek, niedzielę. Mam nadzieję, że w dalszym ciągu nasi pacjenci mogą na niego liczyć. To samo dotyczy dotychczasowego zastępcy, którego zabiegi neurochirurgiczne niejednokrotnie ratowały życie i zdrowie naszych pacjentów, przekładając się tym samym i na jakość pracy szpitala, ale i na jego wizerunek na zewnątrz.
W czasie pandemii obaj dyrektorzy, wspólnie z innymi lekarzami, pielęgniarkami i pracownikami higieny szpitalnej — naprawdę dawali z siebie wszystko, o ile nie więcej. Dlatego mam nadzieję, że obaj pozostaną wielkim wsparciem szpitala na polu medycznym. Zawsze powtarzam, że dyrektorem się bywa — człowiekiem się jest. Lub nie. I czasem znacznie więcej można dokonać jako anestezjolog — niż jako dyrektor. Dziś to anestezjolodzy, a nie dyrektorzy — są na wagę złota.

— Jak będzie na izbie przyjęć? Czy dziś nie ma już problemów z obsadą w tym dość newralgicznym miejscu szpitala?

— Obsada dyżurowa akurat na izbie przyjęć to rzeczywiście wielkie wyzwanie organizacyjne. Jestem już po rozmowach dotyczących nowego koordynatora — to stanowisko będzie sporym wyzwaniem, a zatem musi podjąć się go naprawdę odpowiedzialna osoba. A rzeczywiście z punktu widzenia pracy całego szpitala jest jego sercem — punktem wymagającym naprawdę natychmiastowych działań. Izba pracuje cały czas, 24/7, musimy przyjmować pacjentów i udzielać im szybkiej, specjalistycznej pomocy.

— A oddział neurochirurgii? Czy jego pacjenci mogą być spokojni?

— Decyzją rektora oddział neurochirurgii przyjmuje w tej chwili tylko przypadki nagłe. Ale mam nadzieję, że normalna ordynacja oddziału wróci bardzo szybko. Mamy przecież na tym oddziale bardzo dobrą kadrę, choć rzeczywiście jedna z osób została zwolniona z pracy krótko przed tym, jak objąłem obowiązki dyrektora. Były zastępca ds. medycznych jest w tej chwili na zwolnieniu lekarskim, a to, co się dzieje wokół profesora Maksymowicza, z pewnością będzie miało wpływ na liczbę pacjentów, którym będzie mógł pomóc. Dodatkowo zwolniona prof. Monika Barczewska była koordynatorką tego oddziału — dziś jeszcze nie ma nowego koordynatora, ale jestem przekonany, że w najbliższych dniach to się zmieni. Zatem osłabienie personalne jest tam duże. W tej chwili zabiegi ratujące życie prowadzi reszta zespołu kliniki, a ich praca przekłada się przecież na liczbę pacjentów, których możemy przyjąć. Mogę jednak zapewnić, że jakość naszego leczenia pozostała na najwyższym możliwym poziomie.

— A Budzik? Czy jego dotychczasowy koordynator, jednocześnie zastępca dyrektora ds. medycznych pozostanie na tym miejscu?

— To na dziś kwestia otwarta. Koordynacja polega na byciu tu, na miejscu i opiekowaniu się pacjentami w śpiączce. A ponieważ koordynator jest w tej chwili na zwolnieniu lekarskim, które ze względu na rodzaj schorzenia może się przedłużyć — możliwe, że i na tym stanowisku nastąpi zmiana.

Magdalena Maria Bukowiecka
m.bukowiecka@gazetaolsztynska.pl

Przypominamy... 15 października dr Radosław Borysiuk, dotychczasowy dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie, na ręce rektora Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego złożył rezygnację, która została przyjęta. Rektor tego samego dnia obowiązki pełniącego dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego powierzył Maciejowi Kamińskiemu, dotychczasowemu zastępcy dyrektora ds. ekonomiczno-administracyjnych szpitala. Także 15 października z funkcji zastępcy dyrektora ds. medycznych zrezygnował dr Łukasz Grabarczyk.


2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5