O polskiej piłce i mołdawskiej autokracji (ale też o ich futbolu) - Olsztyn

O polskiej piłce i mołdawskiej autokracji (ale też o ich futbolu)

2025-08-03 11:01:27(ost. akt: 2025-08-03 11:06:10)

Autor zdjęcia: PAP/Leszek Szymański

Właśnie wróciłem z Mołdawii, gdzie piłka nożna stoi dużo lepiej niż demokracja, a futboliści sprawują się tak ze sto razy lepiej niż rządzący. Pamiętamy chyba, jak reprezentacja tego jednego z najbiedniejszych krajów Europy w eliminacjach EURO 2024 wygrała z Biało-Czerwonymi 3:2 u siebie w stolicy - Kiszyniowie, choć do przerwy to my prowadziliśmy 2:0. Zaś w rewanżu w Polsce ledwo żeśmy zremisowali. Mieliśmy więc z nimi bilans ujemny, co jest do dzisiaj palącym wstydem polskiego futbolu, choć finalnie to jednak nasza drużyna awansowała na największych w historii finałów Mistrzostw Europy (po raz pierwszy w dziejach wystartowały 24 reprezentacje).

O tym właśnie myślałem na mołdawskim bruku, trawestując Lelewela, który, jak wiadomo, dumał „na brukselskim bruku”. Mołdawia, która przez równo sto lat należała do Polski jako lenno - od lat osiemdziesiątych XIV wieku do lat osiemdziesiątych wieku XV - przegrywa z korupcją. Ma więcej niż duże problemy z wolnością mediów, bo telewizje krytykujące rząd są tam po prostu zamykane, ale futbolistów ma naprawdę niezłych. Skądinąd, jak Polska była dużo biedniejszym krajem, to w latach 1974 i 1982 byliśmy na trzecim miejscu na świecie, a w 1978 roku na piątym. A teraz kibice marzą, abyśmy jako zamożna Polska awansowali na przyszłoroczny Mundial w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Obawiają się zresztą, że inaczej się to nie uda, niż przez baraże. Akurat, gdy chodzi o wygrywanie barażów, to stało się to polską specjalnością. Pamiętają o tym zarówno Szwedzi, których wyeliminowaliśmy podczas meczu barażowego na Stadionie Śląskim przed Mundialem w Katarze, ale także Walijczycy, których ograliśmy po rzutach karnych w Cardiff wiosną zeszłego roku przed mistrzostwami Starego Kontynentu.
Dzisiaj, biedna jak mysz kościelna, Mołdawia z coraz bardziej autokratycznymi rządami nie oferuje swoim reprezentantom żadnych kokosów, ale może właśnie dlatego piłkarze tegoż kraju - mówiący po rumuńsku i tylko dzięki decyzji towarzysza Stalina nie mieszkający w Rumunii, bo Kreml powołał sowiecką republikę Mołdawii - gryzą trawę, aby się wybić. Niektórzy z nich zresztą grają w polskiej Ekstraklasie.

W przyszłym tygodniu były pięściarz obejmie urząd prezydenta Rzeczypospolitej, a już ponad pół roku były piłkarz jest prezydentem Gruzji. Tak to polityka przenika się ze sportem. Czy tego chcemy, czy nie...

Ryszard Czarnecki

2001-2025 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 7B