Mrągowia czekała na to ponad... 17 lat!

2021-04-12 10:50:00 (ost. akt: 2021-04-12 10:50:46)

Autor zdjęcia: archiwum klubu

FUTBOL || Siedemnaście lat i jeden dzień — tyle czekali piłkarze Mrągowii Mrągowo, by wygrać w Ornecie. Podopieczni trenera Mariusza Niedziółki "odczarowali" stadion miejscowych Błękitnych 10 kwietnia (0:3). Po golu strzelili Skrzęta, Bah i Abramczyk.
Trzeba jednak podkreślić, że przerwa w triumfach Mrągowii nad Błękitnymi nie wynikała z "astronomicznego" poziomu brygady z Ornety. Oba zespoły, zwyczajnie, najczęściej "mijały" się na szczeblach rozgrywek. Czasem dystans powiększał się do dwóch, jak np. w sezonie 2013/2014, gdy MKS grał w III lidze, a rywale w okręgówce.

Niemniej — po raz ostatni Mrągowia cieszyła się z kompletu punktów w Ornecie 9 kwietnia 2004 roku. Wygrała wówczas 6:0 (na listę strzelców wpisywali się Piotr Oborski x3, Michał Kościuczuk, Marcin Nosek oraz — bramką samobójczą — Tomasz Gołębiowski).

Niewiele zabrakło, a "reset" udałoby się wykonać dokładnie w "siedemnaste urodziny". Do starcia doszło w minioną sobotę, 10 kwietnia.

Trójka i do domu

Pierwsze pół godziny spotkania w zasadzie... nie porywało. Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo, a i tak którąkolwiek z nich trudno byłoby uznać za groźną. Gospodarzy prawdziwie postraszył dopiero w 27. minucie Mahamadou Bah, lecz futbolówka minęła się ze słupkiem o centymetry.

I gdy wydawało się, że do przerwy utrzyma się bezbramkowy remis, przysłowiowego gola do szatni wpakował Ornecie Kamil Skrzęta (defensywę Błękitnych rozpracował widowiskowo wespół z Erykiem Koskiem).

Podrażniło to ambicję miejscowych. Chwilę po wznowieniu gry świetną okazję do wyrównania miał Przemysław Ziemanowicz, lecz piła uderzona przez niego głową trafiła w poprzeczkę. Mecz nabrał wreszcie barw, bramkarze mieli z każdą akcją coraz więcej pracy.

Stojący między mrągowskimi słupkami Marcin Marszałek bronił jednak bez najmniejszego zarzutu. Piękny popis umiejętności dał na sześć minut przed końcem, gdy najpierw obronił bezpośredni strzał z rzutu wolnego (Kosobucki), a następnie i dobitkę (Kurywczak).

W międzyczasie nie próżnowali jego koledzy z ofensywy. W 75. minucie na 0:2 podwyższył wspomniany Bah, a praktycznie w ostatniej akcji meczu na 0:3 ustalił wynik Wiktor Abramczyk (dośrodkowanie z rzutu rożnego od Piotra Wypniewskiego).

— Przed meczem wiedzieliśmy, że boisko jest "ciężkie" i nie będzie sprzyjało grze w piłkę. Tym większy szacunek dla zawodników, że tymi prostymi metodami potrafiliśmy znaleźć sposób na gospodarzy. Ta konsekwencja, ta cierpliwość…, to przyniosło efekt — mówi trener Mariusz Niedziółka. — Zawsze powtarzam chłopakom w szatni, że mecz trwa 90 minut i nie zawsze trzeba strzelić bramkę w pierwszych 15 minutach. Trzeba cały czas grać konsekwentnie i szukać swoich szans. W tej lidze nie ma drużyn nieomylnych, więc ważna jest cierpliwość i gra do końca. To popłaca — podsumował szkoleniowiec żółto-czarnych, który 17 kwietnia poprowadzi swój zespół w Mrągowie przeciw 3. w tabeli Polonii Lidzbark Warmiński.

Stawka pojedynku jest niemała. Jeśli Mrągowia wygra, to ma szansę wyprzedzić liderów z Mamr Giżycko (o ile ci zaliczą potknięcie). Jeśli przegra, to "poloniści" zniwelują znaczną część 7-punktowej obecnie straty do naszych wiceliderów IV ligi.

Mrągowia wystąpiła w składzie: Marcin Marszałek – Kamil Skrzęta, Wiktor Abramczyk, Łukasz Michałowski –Piotr Chmielewski (Damian Glinka), Adam Bognacki, Piotr Błędowski, Rafał Kudlak (Wojciech Żęgota) – Eryk Kosek, Mahamadou Bah (Piotr Wypniewski), Mateusz Barszczewski (Wiktor Bojarowski).

Kamil Kierzkowski

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5