Historyczne pogawędki w salce muzealnej. Wkrótce kolejne spotkanie

2022-09-30 12:00:00(ost. akt: 2022-09-30 13:45:25)
Dyskusja wre. W środku Waldemar Wysocki

Dyskusja wre. W środku Waldemar Wysocki

Autor zdjęcia: Edyta Kocyła-Pawłowska

Waldemar Wysocki prowadzi w Iławie salkę muzealną, w której spotykają się miłośnicy historii. Wkrótce kolejne spotkanie.
W szkole wcale nie miał bardzo dobrych ocen z historii. – To jest to, co chciałbym powiedzieć młodym – zaznacza. – Pamiętanie dat nie jest najważniejsze. Chodzi bardziej o pasję. I wtedy można się pobawić w krzewienie historii, a właściwie wiedzy o regionie – mówi Waldemar Wysocki. Jest przedsiębiorcą, ale ogromny kawał serca wkłada w upowszechnianie wiedzy o przeszłości naszego regionu.

Ludzie jeżdżą po świecie, często spędzają długie lata pracując za granicą, a w myślach wspominają czasy młodości, wracają do miejsc, w których się wychowali. – I tak było u mnie. Po wojażach po świecie stwierdziłem, że trzeba coś zrobić dla historii naszego regionu i przekazywać tę wiedzę. Pozwolić jej płynąć – opowiada.


Bazuje na rozmowach ze starszymi ludźmi i na spotkaniach raz w miesiącu, w pierwszy piątek miesiąca (wstęp bezpłatny), w salce przy ul. Kościuszki, w jednym ze starszych zabytków w Iławie. To tu swą siedzibę miał pierwszy burmistrz Iławy, Maksymilian Grabowski. Wokół salki zebrało się towarzystwo miłośników lokalnej czy też regionalnej historii. – Towarzystwo to bardzo dobre słowo – śmieje się. – To nigdy nie będzie stowarzyszenie. Nigdy nie będzie żadnych składek i przepychanek, kto ma się czym zająć. Jest to po prostu nasze. Ja to zacząłem, miejsce było moje... Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby się spotykać. Jest bardzo luźno, fajna atmosfera. Nie ma rozmów, które by nas poróżniły, mimo różnic poglądów. A przychodzi coraz więcej osób. I przynoszą przedmioty cenne z historycznego punktu widzenia. Salka jest nimi zapełniona. Piątkowe spotkania są z kolei przepełnione rozmowami o tych przedmiotach.

Od kilku lat rozmawiają o historii regionu

I tak od dwóch lat. Pierwszy więc w jego życiu był skansen Pomezania w podiławskich Kałdunach. Mimo że pierwotnie był to pomysł na biznes, to jednak z biegiem lat przekształcił się także w miejsce, w którym przeszłość głośno brzmi. To miejsce prowadzi od 2014 r. razem z żoną Agnieszką. – Wnętrze domu urządziliśmy w stylu skansenu, w klimacie starego dworku z nowoczesnymi elementami. Część mebli wyszukaliśmy na targach staroci, w antykwariatach, na strychach naszych dziadków, a niektóre elementy wykonaliśmy sami – tak zachęcają gości do skorzystania z wypoczynku agroturystycznego. W skład zespołu wchodzi dworek Wysockich, chałupa mazurska, brama wjazdowa, bróg, gazon, ziemianka, żuraw i wiele innych drobnych przedmiotów.


Pomezania (nazwa od krainy historycznej oraz dawnego terytorium plemiennego, położonego w zachodniej części Prus) spełnia więc swoją rolę wypoczynkową, a tymczasem Waldemar rozglądał się za czymś jeszcze... Skansen założył w 2014 r., od kilku lat działa jednak w nim prężniej, po przejęciu organizacji Biesiad Historycznych od Henryka Plisa, miłośnika historii regionalnej z pobliskich Rudzienic.

Gdy nadarzyła się okazja, zajął kilka pomieszczeń na pięterku starej, acz wyremontowanej kamienicy przy ul. Kościuszki 4 w Iławie. Wchodzisz do salki (składającej się z kilku pomieszczeń) i masz poczucie, jakbyś wpadł z wizytą do starszej ciotki. Oglądasz zgromadzone przedmioty i masz wrażenie, jakbyś się przeniósł w czasie, do mieszkania żywcem wyjętego z... XX bodajże wieku. Najwięcej przedmiotów pochodzi właśnie z tamtych czasów. – Zdaję sobie sprawę, że nie jest to typowe muzeum, nowoczesne, z gablotami – mówi założyciel salki. – Właśnie takie było założenie, żeby wejść i zatonąć w tym klimacie.



Od lewej: przewodnicząca zarządu Stowarzyszenia Mniejszości Niemieckiej Monika Krajnik, wiceburmistrz Iławy Dorota Kamińska, historycy i autorzy książek o historii regionu: Rafał Kocięda i Stanisław Baruchowski

Dlatego tak ważna jest historia, opowieść związana z każdym z przedmiotów.
Skąd pochodzą zgromadzone przedmioty? To prywatna kolekcja Waldka Wysockiego plus to, co przynoszą, czasem darują inni. – Sporo mam od Heńka Plisa. Ludzie mają w domach sporo ciekawych rzeczy, często o tym nie wiedząc. Przy okazji zaapeluję do młodych, by wzięli swoich dziadków, przyciągnęli czy do salki, czy do skansenu. Słuchajcie tych starszych ludzi, bo często oni mają naprawdę ciekawe historie do opowiedzenia – mówi.
Podkreśla też, że bardzo często, gdy dochodzi do przykrej dla rodziny sytuacji i dziadek lub babcia umierają, te przedmioty są uważane za bezwartościowe i wędrują na śmietnik.
– Starsze osoby nie mają dostępu do tego, co my posiadamy: komórka z możliwością nagrywania. Dlatego wypytujmy ich o wspomnienia, wyciągajmy je z nich. Bo uwierzcie mi, młodzi, jak będziecie starsi, będziecie żałować: czemu ja nie pytałem babci, dziadka? Takich pytań człowiek sobie zadaje mnóstwo – zapewnia Waldek Wysocki. – Jestem przekonany, że tak jest z każdą osobą. U mnie też tak było.

Czy gromadzenie przedmiotów jest legalne?

– Dziwne by było dla mnie, gdyby nie można było tak robić – mówi Waldemar Wysocki. – Jeśli ktoś komuś coś przekazał, to dlaczego nie? Oczywiście nie mówimy o sprawach związanych z militariami, takie rzeczy trzeba naturalnie zgłaszać. Nikt mi nie zabroni trzymać na przykład starego żelazka z duszą - śmieje się pan Waldek. Sam najbardziej lubi okazy z nazwą miasta, czy to jeszcze Deutch Eylau, czy już Iława. – Chyba najlepiej przyjść i zobaczyć. I posłuchać, bo przy każdym przedmiocie jest coś do opowiedzenia.

Iława była miastem niemieckim aż do 1945 r. To temat, zdaje się, nadal dla niektórych kontrowersyjny. – Mało się o tym rozmawia, to fakt - przyznaje założyciel i właściciel salki. – A powinniśmy. I nie kłócić się. Bo historii nie zmienimy. Ona była, jest i będzie. A ja chciałbym budować tożsamość historyczność. Łączyć, a nie dzielić – kończy Waldemar.

Edyta Kocyła-Pawłowska

2001-2023 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5