Gwara mazurska wraca do życia

2021-01-21 20:50:29 (ost. akt: 2021-02-22 10:33:38)

Autor zdjęcia: nadesłane

Dla wielu osób to fascynujący temat. Przybliża go nam Piotr Szatkowski. To właśnie on postanowił wydać „Małego Księcia” po mazursku. To jeden ze sposobów na to, aby ocalić od zapomnienia gwarę i kulturę Mazur i Mazurów.
Psioter ôt Sziatków, czyli Piotr Szatkowski, to człowiek, który stoi na straży gwary i kultury mazurskiej. Jak sam podkreśla, już w młodości czuł, że „w tej krainie tkwi coś wyjątkowego”. — Miałem wrażenie, że nasza ziemia nosi w sobie szczególny urok, pewną tajemnicę, zapomnianą i burzliwą przeszłość. Szybko się okazało, że w istocie tak jest — Mazury zamieszkiwali najpierw Prusowie, potem Mazurzy, potomkowie kolonistów z Polski, Niemiec, Litwy oraz kilku innych krajów, wymieszani z rdzennymi Prusami podbitymi przez zakon krzyżacki — opowiada Piotr.
Ten niezwykły człowiek urodził się w Działdowie, dorastał w poddziałdowskiej wsi Krasnołąka. Jest absolwentem skandynawistyki na Uniwersytecie Gdańskim. Obecnie doktoryzuje się w Instytucie Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, pracuje jako tłumacz-freelancer i researcher, używając głównie języków skandynawskich.
— W wolnym czasie zajmuję się badaniem mowy i kultury mazurskiej, ale także językiem staropruskim, kuzynem języków litewskiego i łotewskiego, który przed inwazją zakonu krzyżackiego był powszechny na naszych ziemiach — opowiada Piotr. — Badam także gwarę mazurską. Prowadzę profile społecznościowe: „Mazurskie słówko na dziś”, „Ziadomoscie” oraz „Pruskie słówko na dziś”.

Ocalić od zapomnienia
— Jako dziecko rozumiałem, że nasza kraina różni się od sąsiedniego Mazowsza. Inaczej wyglądała tutejsza architektura, ale też i lokalne słowa gwarowe, które przypominały nieraz język niemiecki. Wzrastałem z tymi słowami, zaczynając od wciąż powszechnego „jo”, znanego także pod Toruniem, na Warmii i Kaszubach. Pomału kształtowała się we mnie świadomość regionalna, połączona jednocześnie z żalem, że niemal całe dziedzictwo naszych ziem uległo zatarciu, zapomnieniu. Prusowie się zasymilowali lub zostali wymordowani, Mazurzy w większości ulegli germanizacji i po wojnie wyjechali do Niemiec. To niedookreślenie, czym jest nasza ziemia, kim my jesteśmy w sensie regionalnym, to ciągle mnie męczyło, prześladowało — opowiada Piotr.
W liceum nauczył się języka staropruskiego, który został odtworzony na bazie z zachowanych źródeł.
— Język, który wymarł 300 lat temu, jest znów używany przez kilka rodzin z dziećmi. To istny fenomen!
 — podkreśla Piotr.
W końcu Piotr Szatkowski zaczął spisywać gwarowe słowa mazurskie, które przetrwały w jego najbliższym otoczeniu: w domu, na podwórku. Okazało się, że wcale nie było ich tak mało, mimo że mowa mazurska praktycznie wymarła, to udało mu się spisać ok. 200-300 wyrażeń.
— Wysłałem je nawet swego czasu do śp. Erwina Kruka, który redagował internetowy słowniczek mazurski. To ten słowniczek zresztą był pierwszym w moim życiu większym źródłem wiedzy o mowie mazurskiej — opowiada Piotr.
Następnie dotarł do najstarszych Mazurów pamiętających nieco z tej mowy, a przy okazji Festiwalu Kultury Mazurskiej w Sorkwitach poznał największego znawcę mowy mazurskiej, jednego z ostatnich użytkowników znających mazurski od pokoleń — Dietmara Serafina.
— Zresztą jego korzenie sięgają niedaleko Działdowa — wywodzi się bowiem z sąsiedniego powiatu nidzickiego. Pan Dietmar napisał kilkaset felietonów po mazursku, publikowanych przed laty w lokalnej gazecie w Piszu. Miałem też szczęście poznać wielu potomków Mazurów dzięki internautom, którym ciągle przypominają się kolejne, zapomniane już słowa mazurskie. Z paroma osobami udało się nawet zawiązać wieloletnie przyjaźnie — podkreśla.


I opowiada: — W dalszej kolejności sięgnąłem do badań naukowych. Okazało się, że dialektolodzy wiedzą o tej mowie naprawdę sporo, na czele z zespołem dr Sobolewskiej z Instytutu Języka Polskiego PAN w Warszawie. Na podstawie badań z lat 50., gdy żyło jeszcze sporo Mazurów, którzy wciąż pamiętali swoją rdzenną mowę, powstają do dziś kolejne tomy „Słownika Gwar Ostródzkiego, Warmii i Mazur”. Nie sposób nie wspomnieć też chociażby o literaturze Karola Małłka wywodzącego się spod Działdowa, bardzo dbającego o upamiętnienie tej wymierającej mowy.
Zwieńczeniem poszukiwań tożsamościowych była historia rodzinna. Okazało się, że część mojej rodziny mieszkała na Działdowszczyźnie już w XIX w., a zatem po części również jestem „stąd”. Przed laty ta informacja bardzo mi pomogła w utwierdzeniu się, że to jest właściwa życiowa droga. Chcę przypominać mieszkańcom naszego regionu dawne kultury, które były tu przed nami i które ukształtowały tę ziemię — opowiada Piotr Szatkowski.

Jak ci z Hamburga czy Berlina
Piotrowi zależy, aby o kwestii mazurskiej mówiło się więcej, pełniej, w bardziej zniuansowany sposób. Jak to spowodować i po co?
— Moim zdaniem powinniśmy stawiać na edukację regionalną, nie tylko wśród dzieci. Nasz region to nie tylko przepiękne puszcze i jeziora. Mazury mają chyba najbogatszą historię spośród wszystkich regionów w Polsce. Przewijało się tu mnóstwo narodów, kultur, języków. Tymczasem, nawet dorośli nie wiedzą niemal nic, chociażby o samych Mazurach jako o ludzie, nie wspominając o ciągłym myleniu Prusów i Prusaków — tłumaczy Piotr.
Mazurzy w świadomości powszechnej zostali Niemcami, takimi samymi, jak ci z Hamburga czy Berlina. Zdecydowana większość dobrowolnie lub pod naciskiem kultury niemieckiej zgermanizowała się już około sto lat temu, ale to tylko wierzchołek wiedzy o tym ludzie. Jak dowodzą badania prof. Saksona oraz Alfreda Czesli, niemała część Mazurów czuła się (i nadal czuje) członkami specyficznej, oddzielnej grupy etnicznej, pośredniej między Niemcami i Polakami. Jeszcze inni w pełni się spolonizowali. W debacie publicznej temat rdzennej kultury mazurskiej niemal zupełnie nie istnieje — nie znamy dawnych tradycji, mowy, nie wiemy za wiele o dominującym dawniej wyznaniu na Mazurach, czyli luteranizmie.
— Nie wiemy nawet, że 150 lat temu na Mazurach regularnie ukazywały się tutejsze, mazurskie gazety pisane po polsku (oczywiście zawierające również liczne słowa gwarowe), że modlono się tu po polsku na długo przed tym, jak w polskim Kościele katolickim łacina została zastąpiona przez języki narodowe. Tu Mazurzy aż do II wojny światowej używali śpiewników (tzw. kancjonałów) pisanych w XVI- i XVII-wiecznej polszczyźnie. Sama mowa mazurska ewoluowała, stała się niezwykle ciekawym zlepkiem języka średniopolskiego używanego w liturgii, dialektu mazowieckiego przyniesionego przez większość kolonistów osiedlających się tu już w XIV w., języka niemieckiego i dolnoniemieckiego, a nawet pojedynczych elementów staropruskich. Sama debata o tożsamościowych rozterkach Mazurów na przestrzeni wieków powinna, według mnie, zataczać szersze kręgi — przekonuje Piotr. — Warto np. zrozumieć, że mowa mazurska wywodziła się z polskich dialektów. Nie oznaczało to, że Mazurzy z automatu czuli się Polakami. Dla wielu współczesnych już samo to wydaje się trudne do zrozumienia: mówili polskim dialektem, a mimo to nie byli Polakami.
Po co o tym wszystkim mówić?
— Uważam, że tylko tak będziemy w stanie naprawdę zrozumieć Mazury jako region. Tylko tak staniemy się prawdziwymi gospodarzami naszej krainy, dbającymi o jej piękno, nie tylko krajobrazowe, ale i kulturowe. Odnoszę wrażenie, że wielu z nas kompletnie Mazur „nie czuje”. Rodzimy się tu, żyjemy lub wyjeżdżamy, ale nie czujemy takiej miłości do małej ojczyzny jak górale czy Kaszubi. To źle. Dba się tylko o to, co się tak naprawdę kocha i rozumie — tłumaczy Piotr.
Osób dbających o przeszłość regionalną jest więcej. Piotr Szatkowski nie ukrywa, że czasem ze sobą współpracują.
— Sam już 7 lat temu stworzyłem kilkutysięczną społeczność na Facebooku pod egidą strony „Mazurskie słówko na dziś”. Na tej stronie dyskutujemy o mowie i kulturze mazurskiej, publikujemy piosenki (dzięki współpracy z Olą Turkiewicz i Niną Nu — Moniką Wierzbicką) przetłumaczone na mazurski, vlogi i audycje, plansze ze słówkami.

Ale są też i inne grupy, np. grupa dyskusyjna „Mazurská Gádkä” Andrzeja Mrozickiego, z którym kilka lat temu założyliśmy stowarzyszenie Związek Mazurski. Obecnym prezesem jest Mazur Robert Arbatowski ze Szczytna. Wraz ze Związkiem i kilkoma innymi osobami, takimi jak Pamela Jaworska czy Darek Elwert, na bazie wielu źródeł i wspomnień własnych, stworzyliśmy pierwszy słowniczek w ujednoliconej ortografii mazurskiej. Wcześniejsze słowniki, takie jak Erwina Kruka czy Guntera Dondera, były raczej słownikami lokalnymi, a nie ogólnomazurskimi — opowiada Piotr.

Mazurzy z Syberii
Badaniem mowy i kultury Mazurów z Syberii, potomków osadników z końca XIX w., zajmuje się obecnie młody Rosjanin z polskimi korzeniami Paweł Szutow, skądinąd student Uniwersytetu Warszawskiego.

 O kulturę mazurską dbał również za życia Erwin Kruk wraz z Mazurskim Towarzystwem Ewangelickim.
— Wspaniale mazurskie tradycyjne obrzędy, jak chociażby Palinocka (Noc Świętojańska) rekonstruowała „Mazurska Kosaczewina” z powiatu kętrzyńskiego. Konkursy mowy mazurskiej w Kętrzynie odbywają się od ponad dekady, a to dzięki Stowarzyszeniu Konik Mazurski. Obecnie coraz bardziej w ratowanie pamięci o kulturze Mazur angażują się instytucje z Ełku (Muzeum Historyczne oraz Ełckie Centrum Kultury), z którymi współpracuje się naprawdę bardzo profesjonalnie. To dzięki nim udało się wydać pierwszy w historii Elementarz Mowy Mazurskiej. Tak oto otrzymałem rzadką szansę na współpracę z prawdziwymi znawcami mowy mazurskiej: dr hab. Katarzyną Sobolewską oraz Dietmarem Serafinem — opowiada Piotr.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat ukazało się nieco muzyki i książek, oprócz wspomnianych słowników i elementarza. Książką, która doprowadziła nas do Piotra Szatkowskiego, był przetłumaczony przez niego „Mały Książę”. — Małego Księcia po mazursku wydaliśmy w 2018, wydawcą był Paweł Pogorzelski, przyjaciel z czasów studenckich ze skandynawistyki. Natomiast na pruski książkę przełożyłem w 2015, i to tę książkę wydała Prusaspira. Nakład mazurskiego Princa wynosił 600 szt., pruskiego zaś, o ile się nie mylę, faktycznie 200 szt — mówi Piotr.
— Małi Princ, czyli Mały Książę po mazursku, obecnie czytany jest na antenie Radia 7. Współtworzyłem także czasopismo „Céch — Mazurski Cejtunek”, nawiązujący do przedwojennego „Cechu” dr. Kurta Obitza. Niedawno Związek Mazurski (do którego już nie należę) wspomógł najnowsze wydawnictwo, tłumacząc na mazurski przepisy kulinarne, które zostały zamieszczone w książce dofinansowanej przez władze województwa — mówi Piotr. — W Szczytnie ukazał się nawet pierwszy w historii komiks po mazursku, „Abentojry Mazurskech Pofejdokof” autorstwa Przemka Kozaka, który współpracował przy tym projekcie z Dietmarem Serafinem — dodaje.
Pojawiły się również ciekawe płyty nawiązujące do przeszłości regionu — Projekt Arboretum Oli Turkiewicz oraz „Głos dawnych Mazurów” Niny Nu. Przed pandemią powstał w Giżycku dziecięcy chór ewangelicki śpiewający po mazursku, budzący bardzo pozytywne reakcje pokolenia dziadków i pradziadków. Pandemia zresztą przerwała wiele inicjatyw – konkursy mowy mazurskiej miały się odbyć m.in. w Giżycku i Działdowie, trwały też rozmowy z Ełkiem. Bardzo wartościowe są książki wydawane w Dąbrównie przez Waldemara Mierzwę, m.in. Bajki Mazurskie zebrane przez Ewę Sotomską.
Rdzennych mieszkańców Mazur, według spisu powszechnego sprzed dziesięciu lat, pozostało nieco ponad tysiąc. W kwietniu tego roku rozpocznie się kolejny spis.
— Mniej niż 1500 osób jedno z dwóch pól przy pytaniu o tożsamość wypełniło przymiotnikiem „mazurska”. Pamiętajcie, w tym roku macie takie samo prawo! — apeluje Piotr Szatkowski, przy okazji zadając pytanie po mazursku:
Má chtósz moze jekó szrejbmaszine táno na prżedanie? Ni muszi bicz fest stará, éno muszi wirkowacz. Nálepsi z polskéni buksztabani. Já chcziáł zrázu kupsiécz bez Internec, alecz moze to i lepsi ôt kogój podufanégo kupsiécz, a nie ôt cudzégo. Doch mi estewa ajw anÿ famélijá, móm recht?
Fotgrasijá tak éno na pokázkie, ni muszi bicz akuratná taká?
Co oznacza: "Ma ktoś może jakąś maszynę do pisania tanio na sprzedaż? Nie musi być bardzo stara, za to musi działać. Najlepiej z polskimi literami. Chciałem na początku kupić przez Internet, ale może lepiej kupić od kogoś zaufanego, nie od obcego. Jesteśmy przecież tu jak rodzina, racja? "
To jak, „Má chtósz moze jekó szrejbmaszine táno na prżedanie?”.

Alina Laskowska
a.laskowska@gazetaolsztynska.pl

Autorem przekładu „Małego Księcia” na mazurski jest Piotr Szatkowski. Książkę wydało w 2015 roku Stowarzyszenie Prusów w nakładzie 200 egzemplarzy. Ukazał się też audiobook.


2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5