Cnoty niewieście? A co z męskimi?

2021-07-25 20:30:44 (ost. akt: 2021-07-25 21:55:34)

Autor zdjęcia: wikipedia

Opiekunka ogniska domowego. Skromna, uległa, pobożna. Prawdopodobnie właśnie tak wygląda ideał kobiety w wyobrażeniu ministra edukacji Przemysława Czarnka i jego doradcy dr. Pawła Skrzydlewskiego. Od września panowie zaczną wcielać ten ideał w życie. MEN zapowiada priorytety na kolejny rok szkolny: wzmocnienie edukacji ekologicznej, wychowanie do życia w rodzinie oraz cnoty niewieście.
Jakie dokładnie niewieście cnoty chcą wpoić dziewczętom prawicowi politycy? Tego do końca nie wiadomo.

— Tylko dzięki cnotom społecznym możemy uzyskać człowieka dojrzałego, czyli takiego, który umie spełniać dobro — powiedział dr Paweł Skrzydlewski w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. — Żeby jednak te cnoty mogły się rozwijać, to trzeba mieć zdrową rodzinę, opartą na monogamicznym nierozerwalnym związku mężczyzny i kobiety — przekonywał.

Zdaniem felietonisty Radia Maryja i TV Trwam, kluczowym zadaniem jest właściwe wychowanie kobiet i ugruntowanie cnót niewieścich.

— Dziś obserwujemy w kulturze bardzo niebezpieczne zjawisko moralne, także religijne, pewnego zepsucia duchowego kobiety polegającego na rozbudzeniu w kobiecie pychy, która się przejawia próżnością, zainteresowaniem wyłącznie sobą, egotyzmem, zwalczaniem obiektywnego porządku na rzecz widzenia siebie — twierdził dr Skrzydlewski. — Jeśli takie postawy się upowszechnią, to jednocześnie zabija się rodzinę, zamyka się na płodność — ostrzegał.

— Jeśli ktoś podśmiewa się z tego, że dziewczęta powinny być bardziej wrażliwe na cnoty niewieście, no to ja się zapytam, to jakie mają być wrażliwe, męskie? No, niektórzy mogliby chcieć takich rzeczy, no, ale my genderowcami nie jesteśmy — komentował minister Czarnek w rozmowie z Polskim Radiem.

Cytowane słowa wywołały medialną burzę. Na Czarnka i Skrzydlewskiego posypała się lawina hejtu ze strony internautów. Gorzkich słów nie szczędzili również artyści, politycy, znani dziennikarze, czy ludzie nauki.

Ale co konkretnie kryje się pod pojęciem „cnót niewieścich”? Zagadkę postanowiła rozwikłać dr Alicja Urbanik-Kopeć: adiunkt w Instytucie Historii Nauki PAN, anglistka oraz kulturoznawczyni.

— Blisko tych cnót, o których mówią politycy, plasuje się poradnik Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, wydany po raz pierwszy w 1819 r. — twierdzi badaczka w artykule „Czym są cnoty niewieście?”.

Poradnik „Pamiątka po dobrej matce, czyli ostatnie jej rady dla córki” traktuje o tym, jak należy wychowywać dziewczynki. Hoffmanowa napisała go w formie listów zmarłej matki do córki. Niektóre zalecenia dziewiętnastowiecznej autorki są, delikatnie mówiąc, dość kontrowersyjne. Jej zdaniem kobieta powinna: „Być drugą w społeczeństwie, raczej pomagać niż działać, widzieć świat w domu”.
„Nigdy nie chwalę kobiecie, kiedy się oddaje wysokim naukom: kiedy się uczy łacińskiego, greckiego, hebrajskiego języka, doświadczenia robi w fizyce, chemii i nad algebrą lub matematyką głowę sobie łamie" (...) Amelio! Nie podpadnij szalonej tej żądzy!” — apelowała Hoffmanowa.

— Dziewczynka ma być wychowana do cnót niewieścich, co oznacza, że ma być „skromna, cierpliwa, słodka, rozsądna i uprzejma”. I bierna — kwituje Urbanik-Kopeć.

— Dziś mamy rok 2021. I tak jak ludzie w każdej epoce, chcemy wychowywać dziewczynki na "cnotliwe" (czyli pełne cnót, zalet) niewiasty. Problem polega na tym, że w różnych czasach "cnoty" znaczyły różne rzeczy. I te, o których wspomina dr hab. Skrzydlewski, a popiera je minister Czarnek, były wsteczne i nieżyciowe już ponad 100 lat temu — podkreśla badaczka.

Wychowaniu uczennic w duchu obyczajowych kanonów z początku XIX sprzeciwiają się przede wszystkim w środowiska przeciwne Kościołowi.

A co o tym pomyśle sądzą osoby o nastawieniu prokatolickim?


— Tak archaiczna retoryka jest ciężkostrawna nawet dla osób wierzących — nie ukrywa Eryk Kowalczyk, olsztyński publicysta, filozof oraz teolog. — W rodzinach, gdzie kultywuje się bardziej tradycyjne wartości, dawno już nie wychowuje się kobiety na służki domowe, całkowicie pasywne i podporządkowane mężowi. Dziewczęta kształtowane w taki sposób będą nieprzystosowane do życia we współczesnym świecie. Nie będą w stanie udzielić prawdziwego wsparcia ani własnym mężom, ani własnym dzieciom. Kreatywność, przebojowość, samodzielne myślenie to są te cechy na które warto stawiać. Zarówno w wychowaniu dziewczynek, jak i chłopców — przekonuje.

A co z czystością przedmałżeńską, do której nawołują księża?


— Umiejętność panowania nad własnymi popędami jest bardzo ważna — odpowiada Kowalczyk. — Ale, żeby przekonać młodego człowieka, że nie warto spieszyć się z tym pierwszym razem, wcale nie trzeba się odwoływać do teologii, ani tym bardziej do obyczajowych poradników, pisanych dwieście lat temu. Wystarczy zwrócić się do badań naukowych. Praktycznie każdy seksuolog potwierdzi, że warunkiem rozpoczęcia współżycia płciowego jest osiągnięcie odpowiedniego poziomu rozwoju psychoemocjonalnego. Taki poziom rozwoju osiąga się zwykle w wieku 18-19 lat. Podobnie rzecz ma się z pojęciem tzw. rozwiązłości. Prowadzenie bardzo bujnego życia erotycznego, częsta zmiana partnerów, angażowanie się w przypadkowe kontakty seksualne z nieznanymi osobami, może wynikać z głębokich problemów emocjonalnych. Może np. świadczyć o uzależnieniu, co pokazuje praktyka kliniczna. Wzorce moralne będą bardziej przekonujące, jeśli uzasadnimy je naukowo, jeśli poprzemy je rzetelną wiedzą — argumentuje.

Jednocześnie nasz rozmówca dostrzega sens w niektórych tezach Czarnka i Skrzydlewskiego.

— Ich słowa wywołały duże poruszenie. Ale trzeba przyznać, że w tych wypowiedziach jest ziarno prawdy — utrzymuje. — Kondycja moralna współczesnego zachodniego społeczeństwa rzeczywiście pozostawia wiele do życzenia. Stwierdziły to nie tylko autorytety religijne, lecz także obserwatorzy świeccy, nie związani z żadnym wyznaniem. Pogrążamy się w płytkim hedonizmie i egoizmie. Pisze się o tym co najmniej od kilku dekad. Tyczy się to w równym stopniu kobiet, co mężczyzn. Tracimy czas na bezmyślną konsumpcję, za mało uwagi poświęcamy innym, bardziej poważnym wartościom. Przesadnie koncentrujemy się na wyglądzie zewnętrznym, kolekcjonujemy znajomych na Facebooku, zamiast zaprzyjaźnić się z sąsiadem. Ten trend ogarnia coraz szersze grono ludzi. Szczególnie narażone jest pod tym względem młode pokolenie. Więc problem istnieje, należy się nim zająć, ale nie w taki sposób, jak proponuje minister Czarnek — zastrzega Kowalczyk.

Absurdalność pomysłu ministra Czarnka budzi także wątpliwości innego typu. Zdaniem niektórych komentatorów to może być zwykła prowokacja.

— Gdy usłyszałam o „ugruntowaniu cnót niewieścich”, byłam nie tyle zbulwersowana, ile zdziwiona — przyznaje dr Magdalena Krawczyk, filozof, familiolog oraz nauczyciel etyki. — Zastanawiałam się, czy panowie mówią poważnie? A może jest to temat zastępczy, który ma odwrócić uwagę opinii publicznej od innych, bardziej poważnych tematów? Jeśli tak, to zamysł się udał, patrząc po burzliwej reakcji mediów — konstatuje.

Na pewno jednak są urzędnicy, którzy traktują te plany na serio.

— Wówczas powstaje pytanie, gdzie w tym wszystkim są cnoty chłopięce? Dlaczego pomysłodawcy skupili się na dziewczętach? Co z drugą połową ludzkości? Czy przekazywanie moralnych wartości przyszłym mężczyznom nie jest równie ważne? — zastanawia się dr Krawczyk. — Jeżeli szkoła ma przygotować uczniów do roli małżonków i rodziców, nie może pomijać płci męskiej. Do stworzenia szczęśliwego, udanego związku, potrzeba dwóch odpowiedzialnych, dojrzałych osób. Nie da się zbudować harmonii w relacjach, jeśli jedna ze stron zachowuje się nieodpowiedzialnie, nieuczciwie, lekceważy fundamentalne zasady partnerstwa — stwierdza.


I dodaje:
— Nasze społeczeństwo nie uczy młodych dojrzałości. Coraz częściej ani szkoła, ani rodzice nie potrafią temu zadaniu sprostać. Rośnie nam pokolenie dwudziesto- trzydziestolatków, których emocjonalny i umysłowy rozwój zatrzymał się na etapie adolescencji. Ich niedojrzałość przejawia się w egocentryzmie, roszczeniowości, nierealistycznych oczekiwaniach względem ludzi oraz świata, w braku gotowości do podjęcia wysiłku i odpowiedzialności, nieumiejętności radzenia sobie z własnymi emocjami. Tacy ludzie rzeczywiście nie umieją budować zdrowych relacji, tworząc nierzadko rodziny dysfunkcyjne. Czyli takie, które nie zaspokajają bazowych potrzeb psychologicznych jej członków. Cierpią na tym szczególnie dzieci. Takie rodziny nie zapewniają im warunków do prawidłowego rozwoju psychoemocjonalnego.

Paweł Snopkow
p.snopkow@gazetaolsztynska.pl

Warto wiedzieć:



*Czym jest pojęcie cnoty? W filozofii definiuje się je m.in. jako trwałą sprawność moralną osoby, która sprawia, że przestrzeganie zasad moralnych staje się łatwe. Dzięki tej sprawności człowiek, posługując się rozumem, wolą i zmysłami, postępuje zgodnie z dobrem etycznym

*Platon wyróżniał trzy podstawowe cnoty, jakimi były mądrość (roztropność), męstwo, umiarkowanie i sprawiedliwość

*Kościół Katolicki wyróżnia trzy cnoty teologiczne. Są nimi: wiara, nadzieja i miłość


Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. basilo #3071575 26 lip 2021 08:49

    Skrzydlewski to skończony idiota do tego z doktoratem. Wstyd i hańba ,że ten typ ma wpływ na MEN

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) odpowiedz na ten komentarz

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5