Olsztyńscy studenci mieli dość czerwonej armii

2023-10-30 15:10:00(ost. akt: 2023-10-30 15:50:01)
Tysiące mieszkańców Olsztyna wyszło na ulice, żeby wyrazić swoją solidarność z Węgrami

Tysiące mieszkańców Olsztyna wyszło na ulice, żeby wyrazić swoją solidarność z Węgrami

Autor zdjęcia: Fot. Wacław Kapusto

Studenci olsztyńskiej Wyższej Szkoły Rolniczej mieli ze sobą kilka tabliczek. Poprzybijali je na placu Armii Czerwonej. I tak zrobili z niego Plac Powstańców Węgierskich. Władza na moment zgodziła się na to. Między innymi dlatego, że potrzebowała studentów do wykopek.
Wyjaśnijmy od razu, że WSR to późniejsza ART, a dzisiejszy Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Wykopki zaś w wydaniu socjalistycznym były jednym z elementów nowej świeckiej tradycji, która w tym przypadku wzięła się z upaństwowienia i uspółdzielczenia po II wojnie światowej części ziemi. Państwowe Gospodarstwa Rolne i spółdzielnie produkcyjne miały problemy z sianiem i sadzeniem, a potem zebraniem tego, co jednak nie wiadomo dlaczego im urosło. Dlatego np. do zbioru kartofli wysyłano w tamtych czasach nie tylko młodzież szkolną, ale i studentów. Tamte czasy to był rok 1956.

Polską już ponad 10 lat rządzili nieudolnie, ale krwawo komuniści. Po śmierci Stalina, aby utrzymać się u władzy, postanowili przypudrować nieco system i odejść od terroru na masową skalę.

Tak w Polsce zrodził się październik 1956 roku, kiedy to na moment komuniści rozluźnili kontrolę nad społeczeństwem. W całym kraju wiecowano i żądano zmian na lepsze, chciano „socjalizmu z ludzką twarzą”.

W Olsztynie, gdzie nie było robotników, zmiany próbowali wymóc studenci wspomnianej WSR i Studium Nauczycielskiego, czyli późniejszej Wyższej Szkoły Pedagogicznej.

Duży wiec odbył się w Kortowie 29 października 1956 roku. Studenci zażądali na nim między innymi zmian we władzach PZPR i odejścia najbardziej skompromitowanych działaczy. Wyrazili swoje poparcie dla Węgrów, którzy z bronią w ręku próbowali wtedy wybić się na niepodległość i zrzucić sowieckie jarzmo. Dlatego studenci zażądali też przemianowania placu Armii Czerwonej na ulicę Powstańców Węgierskich.

Na następny dzień (30 października) zwołano kolejną manifestację, tym razem już w mieście.

Studenci z Kortowa zwartą grupą przeszli na plac Armii Czerwonej. Maszerowali z transparentami: „Precz z Ruskimi” i „Sowieci do domu”. Na placu czekała tam już na nich przygotowana wcześniej symboliczna mogiła z zapalonymi zniczami i wieńcami; poświęcono ją Węgrom, którzy zginęli w walkach z Rosjanami.
To wtedy doszło do symbolicznej zmiany nazwy. Studenci zawiesili kilka drewnianych tabliczek z nową nazwą placu: Plac Powstańców Węgierskich.

Krzywdy od swoich

— Tablicę z nazwą wieszali (…) Tadeusz Matyjek, Jan Kumor i Aleksander Nazarko. Manifestacja zakończyła się odśpiewaniem hymnu i Roty — pisze Stanisław Achremczyk w książce „Kortowo dawniej i dziś”. Potem wiec przeniósł się na plac Karola Świerczewskiego (teraz zabudowany, na prawo od Wysokiej Bramy, patrząc od strony ratusza). Tam minutą milczenia oddano hołd Węgrom poległym w walce z Rosjanami.

Nie tylko o Węgrzech i naprawianiu socjalizmu tam mówiono. O prawa Warmiaków i Mazurów upomniała się wtedy Wanda Pieniężna, żona zamordowanego przez Niemców ostatniego przedwojennego redaktora „Gazety Olsztyńskiej”. — Wrażenie na zebranych musiały wywrzeć jej słowa, że „krzywda i poniżenie od inaczej są przyjmowane od wroga, a inaczej od swoich” — pisze Ryszard Tomkiewicz w książce „Olsztyński Rok 1956”. I dodaje: — Manifestacja zorganizowana w Olsztynie 30 października (…) poza tą w Warszawie – była największą demonstracją uliczną w czasie wydarzeń październikowych. Olsztyński wiec, jawnie potępiający agresorów, był jedyną otwartą, a więc nieprzewidywalną manifestacją uliczną w Polsce.

W wiecu mogło uczestniczyć nawet 10 tysięcy osób, Olsztyn liczył wtedy 58 tysięcy mieszkańców.

Uporządkujmy teraz topografię. Plac, którego nazwę zmienili studenci, do 1947 roku był placem Kopernika. Tak naprawdę był to skwer z ławkami. W tym roku zmieniono mu nazwę na plac Armii Czerwonej. To tutaj miał pierwotnie stanąć pomni sławiący rosyjskich czy jak kto woli sowieckich żołnierzy. W 1948 roku wmurowano nawet na tę okoliczność kamień węgielny. Ostatecznie pomnik powstał w miejscu, gdzie niestety stoi do tej pory.

A pomnik dalej stoi

Nazwa Plac Powstańców Węgierskich była nieoficjalna. Studenci domagali się jej usankcjonowania przez olsztyńskich radnych. Stało się tak 16 listopada 1956 roku. Plac Armii Czerwonej nie przestał jednak istnieć. „Przemaszerował” tylko po stojący od 1954 roku Pomnik Wdzięczności Armii Radzieckiej. Był to jedyny tego typu przypadek w Polsce. Dlaczego władza ustąpił studentom?

— Jak się wydaje, ustępstwo władz wobec w sprawie nazwy placu nie było bezinteresowne. Chodziło najprawdopodobniej nie tylko o wyciszenie nastrojów, ale także o pozyskanie (…) studentów do przeprowadzenia akcji wykopkowej, gdyż sytuacja (…) była dramatyczna (…) Do 20 października (…) w spółdzielniach produkcyjnych zebrano tylko 32,8% ziemniaków — pisze Bohdan Łukaszewicz we wstępie do książki „Rok 1956 na Warmii i Mazurach”.

Plac Powstańców Węgierskich nie przetrwał długo. Kiedy już spacyfikowano rewolucyjne, a właściwie kontrrewolucyjne wzburzenie Polaków, a kartofle wykopano, władza zabrała się z nazwę placu.

W sierpniu 1957 roku olsztyńscy radni zmienili nazwę placu (ronda) na gen. Bema. I tak już zostało do naszych czasów

Powstańcy Węgierscy wrócili symbolicznie w to miejsce 30 października 2006 roku, kiedy to odchodzącemu od ronda Bema wiaduktowi nadano imię Powstańców Węgierskich 1956 roku. Aktu odsłonięcia tabliczki dokonali ówczesny prezydent Olsztyna Czesław Jerzy Małkowski i redaktor naczelny Tomasz Gliniecki.


Pomnik Wdzięczności Armii Radzieckiej jak stał, tak stoi…

Igor Hrywna

Powstanie węgierskie wybuchło 23 października 1956 roku i trwało do 10 listopada tego roku, kiedy to zostało ostatecznie stłumione przez Rosjan. Zginęło wtedy blisko 2,5 tysiąca Węgrów, 13 tysięcy zostało rannych.
Poparcie Polaków dla Węgrów było bezgraniczne. Zbierano pieniądze, oddawano krew. Próbowali to też wykorzystać oszuści. Tak było na przykład w Bartoszycach, ale poniższy przypadek jeszcze dobitniej pokazuje ówczesne nastroje w Polsce.
— W pow. Bartoszyce jeden z chuliganów i pijaków miejskich, przedstawiając się na targu za emisariusza amerykańskiego, zbierał od chłopów podpisy za wycofaniem wojsk radzieckich z Węgier. Charakterystyczne jest to, że mimo pobierania przez niego za każdy podpis po 10 złotych (jak twierdził rzekomo „na pokrycie kosztów korespondencyjnych”, a w rzeczywistości na wódkę), podpisów tych zebrał sporo — raportował do Warszawy z Olsztyna zaniepokojony I sekretarz KW PZPR, bo fakt, że ludzie płacili, żeby się tylko móc podpisać w obronie Węgrów podpisać, był dla niego bardzo wymowny..




Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Ja. #3111924 1 lis 2023 12:13

    Miałem wtedy 10 lat... Pamiętam te tłumy ludzi na ulicach w małym powiatowym mieście kiedy z kolegami wracaliśmy ze szkoły. Jakieś przemówienia, ludzi siedzących na pomniku "wdzięczności armii radzieckiej" obcinających brzeszczotem sowieckiego żołnierza. I pamiętam człowieka który do nas małolatów podszedł i kazał natychmiast biegiem wynosić się do domu bo on zdejmie pas.... Uciekliśmy...

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz