Rowerowa Obwodnica Olsztyna (59): z Orzysza do Pisza

2023-09-29 09:55:00(ost. akt: 2023-09-29 18:32:10)

Autor zdjęcia: Kamil Kierzkowski

Trasa niedługa, bo ledwie 35-kilometrowa, ale to wyprawa na bitych kilka godzin, bo i w Orzyszu i w Piszu jest co nieco do pooglądania. A kto lubi (ja nie), może po drodze pomoczyć się w Śniardwach. W sumie wyprawa na cały, słoneczny dzień.
Na początku była karczma, potem żołnierze i turyści

Mimo swojego malowniczego położenia Orzysz w powojennej rzeczywistości nigdy nie awansował do czołówki mazurskich kurortów, choć miał ku temu wszelkie warunki. Powód był oczywisty: wojsko. Teraz to się oczywiście zmieniło i w Orzyszu powstaje coraz więcej infrastruktury turystycznej. Dzisiaj jednak żołnierze wydają się "biznesem" bardziej stabilnym niż chimeryczni turyści, choćby dlatego, że są w Orzyszu przez cały czas, a nie tylko przez dwa letnie miesiące...

— Wieś założono przy starym szlaku handlowym, będącym tu jedynym przejściem wśród lasów, jezior i bagien...Przed założeniem wsi w tym właśnie miejscu istniała prawdopodobnie karczma leśna...Ten zajazd puszczański stał się zaczątkiem osiedla — dowiadujemy się z książki "Pisz z dziejów miasta i powiatu" o pradziejach tego urokliwego miasteczka.

Wieś ową w dalekim 1443 roku założył Wincenty Polak, który prawo takie otrzymał od wielkiego mistrza Konrada von Erlichshausena. Swoją drogą, to intrygujące, widzieć dwa takie nazwiska obok siebie, których właściciele przyczynili się do powstania Nowej Wsi, zwanej potem Arysem a dzisiaj Orzyszem.


Skąd pochodzi nazwa, tego nie wiadomo. Jedni mówią, że z języka Prusów, inni, że od Polaków, którzy mieli to miejsce nazywać Orzyszczem z uwagi na obfitość orzechów laskowych. Wieś prawa miejskie uzyskała dopiero w 1725 roku.

Morowe powietrze i Potop

Podobnie jak w innych częściach południowych Mazur w dawnych czasach największym nieszczęściem było morowe powietrze, pożary i Tatarzy, który pojawili się tam w czasie Potopu i pozostawili po sobie zgliszcza. Tylko na terenie orzyskiej parafii spalili 11 wsi.

Tak opisał to po polsku Tomasz Molitor, pastor z nieodległego Różyńska:

Tam wsie, domy, zboża i gumna palili,
Poniekąd kościoły w popiół obrócili...
Tatar lud mizerny, jak szalony gonił
Że przed okrutnikiem mało kto się schronił...
Starców nie szanują, okrutnie ścinają
Drugim zasie rany śmiertelne zadaią:
Inszych dobiegaiąc, iak wilcy łapaią,

Początek wieku XVIII także nie był dla Orzysza szczęśliwy. W latach 1709-1710 wieś, jak całe prawie Prusy) została dotknięta epidemią dżumy. Przeżyło ją około 200 osób. Dla porównania w Białej 80 osób, a w Piszu tylko 14.

Przed nadejściem sowietów ogień Orzyszowi najbardziej dał się 24 czerwca 1826 roku. Spłonęły wówczas 44 budynki mieszkalne, 10 browarów, 8 spichrzy, 23 stodoły oraz 70 obór.

Nie znajduje się prawie wcale Niemców

Orzysz, podobnie jak powiat piski były zasiedlone przez wieki głównie przez polskojęzycznych Mazurów. W czasach przednowoczesnych powszechnie panował tam język polski w jego mazurskiej odmianie. W Orzyszu do 1702 roku odprawiono nabożeństwa wyłącznie po polsku a pod koniec XVIII wieku niemiecki urzędnik poskarżył się do króla na miejscowego proboszcza i nauczycieli, że ci prowadzą nauczanie w szkole tylko po polsku.

Zresztą jeszcze w końcu XVII wieku takie pytanie: polski czy niemiecki nie stało na porządku dziennym, co pokazuje spór szkolny z 1790 roku w Orzyszu. — Przedmiotem kontrowersji...była...kwestia czy należało uczyć dialektu mazurskiego czy polskiego języka literackiego. Władze pruskie opowiedziały się bez wahania za utrzymaniem literackiej polszczyzny — pisze Andreas Kossert w książce "Mazurzy. Zapomniane południe Prus Wschodnich".

— Ponadto pruski Mazur ze wsi pobiera nauki kościelne i szkolne tylko po polsku...Przed sądem mazursko-polski wieśniak składa swe oświadczenie tylko po polsku...Na targach i na zgromadzeniach słyszy się w tamtych stronach tylko polszczyznę — pisano w 1829 roku o Mazurach w jednym z niemieckich pism.

— W poszczególnych powiatach, np. w piskim, ełckim, mrągowskim nie znajduje się prawie wcale Niemców...Mazurzy...zostali odgrodzeni od właściwych Polaków przez inne panowanie, ustrój i religię...Mimo to jednak przedstawiają wciąż w sposób oczywisty typ charakteru polskiego, zmodyfikowany jedynie przez oświatę i sposób myślenia, jakich dostarczyła im reformacja oraz ciągłe stykanie się z niemieckimi władzami kraju — stwierdzał nieco później pruski statystyk August von Haxethausen.

Potem jednak sytuacja zaczęła się zmieniać. Jednym z powodów nasilenia germanizacji, były polskie sympatie Mazurów, okazywane także dla powstańców listopadowych, a potem styczniowych.
— Zwolennicy usunięcia przemocą panującego tutaj języka polskiego, oświadczają, że nie można liczyć z pewnością na wierność tej prowincji, dopóki mówi się tutaj po polsku, ponieważ język stanowi ścisłą więź pomiędzy ta prowincją a graniczącym z nią krajem — stwierdzano na synodzie ewangelickim w Olecku, który odbył się w 1836 roku.

Od drugiej połowy XIX wieku germanizacja mocno jednak przyspieszyła. O ile w powiecie piskim w 1825 roku ludność polskojęzyczna stanowiła 93%, to w 1925 już tylko 20,2%. Warto jednak pamiętać o tym, że fakt używania języka polskiego nie był tożsamy z poczuciem bycia Polakiem.

— Milkną miłe piosenki ludowe Mazurów, w których brzmią radość i wesele, ukochanie i smutek, świat przyrody i ducha, cała dusza narodu. Milknie głęboko odczuta pieśń kościelna Mazurów. Milkną ich baśnie i klechdy, milkną dosadne przysłowia ludowe — pisał w tym czasie Adolf Edward Szymański (Mazur spod Działdowa) w książeczce Mazurzy Prus Wschodnich przed zagładą".

Ile dacie za wojsko?

Orzysz przez lata był pruską fortecą graniczną. Na stałe wojsko pojawiło się w nim w 1753 roku. W 1890 roku pod miastem założono poligon, który przetrwał do dzisiaj.

— Od wiosny do jesieni, szczególnie przed wojna światową, dzięki napływowi żołnierzy, kwitło w Orzyszu bardzo urozmaicone życie, z czego miasto czerpało pokaźne korzyści gospodarcze następstwa tych dobroczynnych skutków przewidział już ówczesny burmistrz Milthauser. Można to wnioskować z dowcipnego telegramu, który ten, pod wpływem wrażenia, jakie wywarli na nim pierwsi przybyli tu wojskowi, wysłał do burmistrza Pisza Platehego: Do Orzysza wkraczają właśnie pierwsi żołnierze! Ileż dałby Pisz, aby przenieść ich do siebie — pisze F.Brack w swojej historii Orzysza z 1925 roku, a który to fragment cytuję za przepięknym albumem z mnóstwem tekstu czyli "Puszczą Piską" Wojciecha Kujawskiego.

Wilcze życzenia

Wtedy poligon miał ponad 4 tysiące hektarów, teraz ponad 16 tysięcy. Dzisiejszy poligon jest długi na 20 i szeroki na 15 kilometrów. Co ciekawe, jest jedną z głównych ostoi lęgowych cietrzewia w Polsce. Na jego terenie w okresie jesiennych zlotów gromadzą się żurawie, tworząc największe na Warmii i Mazurach skupiska liczące nawet do 3 tys. ptaków.

Dla przybywający do Orzysza cesarskich żołnierzy Orzysz jawił się jako koniec świata o czym zaświadcza poniższa pocztówka z pocz. XX wieku, gdzie wilki życzyły sobie dobrej nocy, wieśniaczka tłukła jakiegoś gada a do Syberii było 1 kilometr.


Jedną z konsekwencji powstania poligonu była budowa i uruchomienie w 1905 r. linii kolejowej do Pisza. Rok później ukończono budowę kolei do Giżycka, a już w czasie wojny światowej, czyli w 1915 r., utworzono połączenie na trasie Czerwonka–Mrągowo–Orzysz–Ełk. Dzisiaj Orzysz ma dworzec, ale nie zatrzymują się na nim pociągi, ostatni odjechał w 2009 roku.

Linię Giżycko-Orzysz-Pisz zabrali ze sobą do domu Rosjanie w 1945 roku. Tą drugą po wojnie odbudowano, ale zamknięto ją dla ruch pasażerskiego w latach 2009/2010. Teraz ma być odbudowana, a wspomniany dworzec czeka na nowych pasażerów.


Dla starszego pokolenia, które wojsko odsługiwało jeszcze w czasach komuny słowo Orzysz budzi nie najlepsze skojarzenia, bo przez lata funkcjonowała tam karna jednostka ludowego wojska. Od 1971 do 1991 roku przewinęło się przez nią około 30 tysięcy żołnierzy służby zasadniczej. Karano ich tam między innymi morderczymi marszami, musztrą i pracą ponad siłę. Koledzy, po ich powrocie, do macierzystych jednostek, nazywali ich "Tygrysami".

Do tego nawiązuje organizowany na poligonie w Orzyszu "Bieg Tygrysa". Na jego uczestników czekało w tym roku (2023) blisko 100 przeszkód, którymi najeżona została 30-kilometrowa trasa. Głębokie błoto, wilcze doły, ścianki, stosy opon, pływanie kajakiem, wspinanie po linie... Nie zabrakło unikatowych wyzwań jak np. przedzieranie się przez czołgi PT-91 Twardy, samobieżne haubice Goździk, bojowe wozy piechoty oraz dużo innego ciężkiego sprzętu wojskowego.



Atomowy Orzysz

Zdecydowanie mniejszą jest wiedza o innym wojskowym oddziale, który stacjonował w Orzyszu, a mianowicie pierwszej w PRL brygadzie rakiet operacyjno-taktycznych. Była to super tajna jednostka. Kiedy w 1961 roku do Białej Piskiej koleją dotarł sprzęt rakietowy, to na czas jego rozładunku i transportu w całym powiecie piskim wyłączono prąd.

Żołnierze brygady w 1962 roku podczas szkoleniu na poligonie rakietowym Kapustin Jar w Sowietach, dokonali pierwszego odpalenia rakiety bojowej klasy ziemia-ziemia. Na wypadek wojny mieli niszczyć wojska NATO uderzeniami rakietowo-jądrowymi i chemicznymi. Głowice jądrowe i chemiczne miały pochodzić ze składów Armii Sowieckiej.

I, jak się okazuje, brygadę rakietową z karnym odziałem coś łączyło. — Jednak „sława” Orzysza, co prawda w późniejszym okresie, związana była z istnieniem na terenie tutejszego garnizonu tzw. kompanii karnej... Osławiona kompania karna miała „przykryć” funkcjonowanie jednej z najbardziej tajnych jednostek, jaką była brygada rakietowa — pisze Wiesław Bolesław Łach w artykule "Jednostki wojsk rakietowych i artylerii w garnizonie Orzysz po 1945 roku - wpływ na rozwój i funkcjonowanie miasta.


W Orzyszu nie zachowało się zbyt wiele zabytków. Na pewno warto zajść na tamtejszy cmentarz wojskowy, który jest między innymi pokłosiem walk jakie rozgrywały się w okolicy i panowania nad miastem przez Rosjan od września 1914 do lutego 1915 roku. Nekropolia dzieli się na część aliancką i niemiecką. Na tej pierwszej oprócz poległych w bojach żołnierzy armii rosyjskiej spoczywają także jeńcy wojenni. Zachowała się jedna stella żołnierza brytyjskiego zmarłego w niewoli, na której umieszczono napis: "British Prisoner of War. In Loving Memory. No 21630 Pte J. Robertson. 3rd Batt Black Watch. From His Comrades". Cmentarz znajduje się na skraju miasta, przy drodze do Pisza.


Koniecznie trzeba też odwiedzić niewielkie, ale niezmiernie ciekawe Muzeum Wojska, Wojskowości i Ziemi Orzyskiej, które mieści w centrum miasta w kamienicy z początku XX wieku.



Po Rosjanach zostały trupy i ruiny

Stary Orzysz już nie istnieje. Jak wspomniałem po raz pierwszy centrum miasteczka zniszczył pożar w 1826 roku. To, co odbudowano, Sowieci spalili zimą 1945 roku. W sumie doszczętnie jakieś czterdzieści budynków mieszkalnych, a także między innymi ratusz, plebanię i sąd.

— Wypalone ruiny zostały rozebrane, a wolne parcele zostały zabudowane bezstylowymi budynkami. O dawnej świetności świadczy jedyna ocalała kamieniczka...która przypomina o uroku mazurskiego miasteczka — można przeczytać na tablicy na "Spacer ścieżkami orzyskiej ziemi" stojącej w centrum Orzysza. Takie zdania można zresztą ustawić w większości mazurskich czy warmińskich miast, które palili z zamiłowaniem rosyjscy żołnierze.


Poza doszczętnie zniszczonymi domami wiele dałoby się odbudować. Stało się jednak inaczej. — Obecnie remonty nie są przeprowadzane a [poszczególne obiekty] tylko są rozbierane, z których cegła jest wywożona i sprzedawana w Warszawie — alarmowano w czasie sesji Miejskiej Rady Narodowej w 1956 roku.

Jak zatem wyglądał dawny Orzysz? Aby się tego dowiedzieć, wystarczy wybrać się właśnie do wspomnianego. muzeum, gdzie na makiecie zrekonstruowano miejski rynek. A potem wyjść przed budynek i zobaczyć co z niego zostało.

Jest tam oczywiście sporo więcej ciekawych eksponatów. Można tam obejrzeć wiele militariów i elementów ubioru żołnierskiego, w tym mundury i chusty, jakimi przed laty zdobili ramiona wychodzący do rezerwy żołnierze LWP. Niedawno (sierpień 2023) trafił tam marynarski worek Stanisława Leszczyńskiego, który służył m.in. na ORP "Dragon",. W 1944 roku statek zatopili Niemcy, a Leszczyński przeżył jako jedyny z marynarzy maszynowni.

W Orzyszu, ale przede wszystkim w jego okolicach, zimą i wiosna 1945 roku żołnierze rosyjscy byli panami życia i śmierci. I choć Rosjanie spalili Orzysz, to sami musieli gdzieś kwaterować. Do naszych czasów dotrwał budynek, w którym mieściła się sowiecka komendantura.


Masakra w Odojach

Do największej masakry doszło koło wsi Odoje, gdzie żołnierze zamordowali 92 lub 102 osoby, głównie niemieckich cywili, ale także francuskich jeńców wojennych.

— Kiedyś [mama] uciekała w nocy z Odojów do ojca w Orzyszu . Jak szła po ciemku - zaraz za przejazdem kolejowym jak się na Odoje jedzie-to w tym lesie szła po czymś twardym. I nagle zorientowała się, że idzie po trupach zamarźniętych — wspominała Bożena Alicka, które mama była robotnikiem przymusowym pod Orzyszem.

Z kolei Józef Bajgiert, także robotnik przymusowy, tak opisywał widok zwłok, głównie kobiecych: "Na taki widok człowiek stawał, sparaliżowany okrucieństwem. Nie znany był zabójca, ludzka bestia i jego ofiara. Każdy, wstrząśnięty odrazą tego czynu, uciekał z tego miejsca". (Oba cytaty za: Waldemar Brenda, Wiesław Bolesław Łach, Orzysz cywilny - Orzysz wojskowy: dwa spojrzenia na historię miasta po 1945 roku).

Wojsko i turyści

Orzysz jest bardzo ładnie położony, kilka ledwie kilometrów od brzegów Śniardw i tuż nad sporym jeziorem Orzysz, gdzie znajduje się bardzo urokliwa plaża miejska.



Mimo swojego malowniczego położenia Orzysz w powojennej rzeczywistości nigdy nie awansował do czołówki mazurskich kurortów, choć oczywiście miał ku temu wszelkie warunki. Powód był oczywisty: wojsko. Teraz to się oczywiście zmieniło i w Orzyszu powstaje coraz więcej infrastruktury turystycznej, choć nadal starszy niedokończony "pałacyk" przy wjeździe od Pisza, a Urząd Gminy mieście się teraz
w budynku hotelu, który 18 lat stał pusty.

Teraz jednak żołnierze wydają się "biznesem" bardziej stabilnym niż chimeryczni turyści, choćby dlatego, że są w Orzyszu przez cały czas, a nie tylko przez dwa letnie miesiące. A dodać trzeba jeszcze tych, którzy przyjeżdżają poćwiczyć na poligonie...


Z Orzysza do Pisza

W sumie rowerem to będzie nieco ponad 30 kilometrów. Trasa jest malownicza, po części wiedzie brzegami Śniardw, także Mazurską Pętla Rowerową, którą w tym miejscu stanowi szuter asfaltowa ścieżka. Właściwie to chciałem pod drodze zobaczyć dwie rzeczy: ruiny wiaduktu na dawnej trasie z Giżycka, przez Orzysz do Pisza, którą sowieci rozebrali w 1945 roku. I zaznaczony na mapach Google cmentarz ewangelicki w Zdorach. Wiadukt zobaczyłem, cmentarza już nie, bo została po nim tylko trawa.
Podobnie nie ma już śladu po o wiele starszym cmentarzysku, pochodzącym z II-VII wieku naszej ery. Jeszcze przed pierwszą wojną w Zdorach odkryto około 150-200 grobów. Część znalezionych tam zabytków (inne rozkradziono) trafiła do muzeum w Królewcu i w końcowej fazie wojny została zniszczona.


Czy Pisz jest od pisania?

Zacznijmy od tego, że nazwa "Pisz" nie ma nic wspólnego z pisaniem, bo jest pruskiego pochodzenia i wywodzi się od słowa "pisa" czyli bagno. Tak bowiem Prusowie nazywali rzekę z mało dostępnymi brzegami, ale pierwotnie Pisz nazywał się Pysza, potem Pysz aż w końcu stał się Piszem. Krzyżacy wzniesiony obok osady zamek nazwali Johannisburg i tak od 1645 roku oficjalnie nazywało się miasto, Mazurzy nazywali je Hanśborkiem a częściej Jańsborkiem. Tej ostatnie nazwy używano też oficjalnie w latach 1945-1946 by ostatecznie pozostać przy Piszu, którego najbardziej charakterystycznym budynkiem obok kościoła jest pochodzący z 1900 roku ratusz.


Gorzałka jest to pożywka

— Ponieważ warzenie piwa służy celom odżywczym miasta, chroni się je i nie stawia się przeszkód, za to jednak w miejsce akcyzy miasto ma wpłacać do kasy starostwa 300 grzywien rocznie. Jeśliby ktoś poza wyszynkiem piwa chciał prowadzić wyszynk gorzałki, wolno mu to robić ponieważ jest to pożywka, jakiej w mieście używa się — postanawiał "My z Boże Łaski Fryderyk Wilhelm" we wspomnianym 1645 roku nadając Jańsborkowi prawa miejskie. Warto może przypomnieć dzisiejszym konsumentom, że w tamtych czasach gorzałka uchodziła za napój plebsu, biedoty. W cenie było wtedy wino.

Pisz był w XVII wieku niewielką mieściną trapiona przez najróżniejsze nieszczęścia. Ledwo 10 lat po nadaniu praw miejskich pojawili się tam Tatarzy, którzy na terenie, jaki obejmowała parafia Pisz zniszczyli 14 wsi. Gorsza była jednak dżuma, która w 1710 roku z 756 mieszkańców pozostawiła przy życiu tylko 40 z nich.

W tym czasie i przez następnych 200 lat powiat piski mówił po polsku czy jak kto woli po mazursku.— Mazurzy...są oszczędni, poważni, umiarkowani, wytrwali i pracowici, ale też uparci, nieufni interesowni i samowolni...Podlegają już od tylu wieków rządom niemieckim, ale wciąż jeszcze nie mówią po niemiecku...— pisał w 1814 roku o piskich Mazurach pewien niemiecki podróżnik, którego cytuję za "Pisz. Historia miasta, t. 1, Pisz 2022).

Kilkadziesiąt lat później zaczęło się to gwałtownie zmieniać. Warto przy okazji pamiętać, że używanie polskiego i poczucie polskość to były jednak dwie różne sprawy. Zresztą polski propagowali czasami nawet ci, którzy go nienawidzili. jak choćby (już w późniejszych czasach) pastor Paweł Hensel, który redagował Kalendarz Królewsko-Pruski a "nienawidził Polaków" i był "inicjatorem wielu antypolskich akcji".

Jak zawsze: Rosjanie

We współczesnym Piszu nie ma zbyt wielu zabytków. Pożary i wojny zmiotły z powierzchni ziemi budowle, wzniesione w dawnych wiekach. Ostateczny cios Jańsborkowi zadali rosyjscy żołnierze zimą 1945 roku. Zniszczyli wtedy większość starej zabudowy, w tym 89% budynków mieszkalnych. W mieście zachowały się tylko dwa domy pochodzące z XVIII wieku. Jeden z nich (dawna rybacką chatę) zburzono budując nowe osiedle. Ostał się tylko jeden, na Rybackiej 8.


— Przed zachodem słońca szesnastego czerwca 1946 roku dotarliśmy w końcu do tego Jańsborka. Wywarł na nas bardzo przykre wrażenie. Na początku stało parę domów..., a dalej same gruzy...— wspomina Tadeusz Pardej, który zamieszkał w Jańsborku w 1946 roku (Jest takie miejsce. Ziemia piska we wspomnieniach i poezji), a który tak wspominał stosunki pomiędzy Mazurami, Kurpiami i przesiedleńcami z Kresów: — W autochtonach widzieliśmy Niemców, których symbolizowała znienawidzona swastyka. Tylko starzy Mazurzy umieli mówić po polsku i tylko ta okoliczność bardziej nas jednała. Wszystkich nazywaliśmy Szwabami. Nas przybyłych z Wileńszczyzny, a jeszcze ogólniej - z Kresów Wschodnich, zwano tu Ruskimi. Tego określenia używali zarówno miejscowi, jak i najliczniejsi tu osadnicy, pochodzący spod Kolna, Grajewa i Myszyńca. Szwaby i Ruskie z kolei tych napływowych z najbliższej okolicy określali Kurpiami.

Nikt nie przyszedł na nabożeństwo

Będąc w Piszu nie sposób nie zauważyć poewangelickiego zabytkowego kościoła pw. św. Jana Chrzciciela. Okazałe mury pruskie doskonale komponują się z miejskim rynkiem. Świątynię zbudowano w końcu XVII wieku, w 1843 roku została przebudowana. Najstarszym elementem kościoła jest wieża zwieńczona od 1739 roku krzyżem. We wnętrzu na uwagę zasługuje ołtarz główny z okresu późnego renesansu, odnowiony w 1696 roku oraz barokowa ambona pochodząca z 1701 roku. Z XVII wieku pochodzą m.in.drewniany krucyfiks oraz chrzcielnica.


Kościół po II wojnie powrócił na moment do ewangelików. W Piszu w grudniu 1945 roku pojawił się pastor Włodzimierz Missol, który był zwolennikiem pełnej polonizacji kościoła ewangelickiego, stąd używał w liturgii języka polskiego. — Ks. Missol, wprowadzając język polski do liturgii ewangelickiej, napotkał na silny opór miejscowej ludności...Na nabożeństwa jego uczęszczało bardzo niewiele osób (nigdy więcej niż 40). Moje nadzieje na ułatwienie repolonizacji Kościoła Ewangelickiego - zawiodły zupełnie. Miejscowi ewangelicy upierali się przy używaniu języka niemieckiego w liturgii...Ksiądz postawiwszy te kwestie w sposób zdecydowany...spotkał się z kompletnym bojkotem. Na następne jego nabożeństwo nie zjawił się już nikt — pisał miejscowy wicestarosta, cytowany przez Grzegorza Jasińskiego w jego pracy "Luteranie na Mazurach i Warmii po roku 1945". W efekcie starostwo przekazało świątynię katolikom.

Bratał Kurpiów i Mazurów

Moją uwagę wzbudził przed kościołem niewielki obelisk poświęcony Romualdowi Koziołowi, a dokładniej napis na nim: "Bratał Kurpiów i Mazurów". Wyszperałem o nim artykuł Waldemara Brendy na stronie debata.olsztyn.pl. Okazało się, że był to żołnierz AK i NSZ, który chciał pomóc i pomagał Mazurom.


— Aby zapobiec masowym rabunkom na ludności mazurskiej w momencie klęski III Rzeszy, Kozioł postanowił stworzyć we wszystkich przygranicznych wsiach uzbrojone oddziały odpowiednio przeszkolone, które w chwili załamania się Niemców mogłyby obsadzić granicę. Wiadomo bowiem, że w momencie przejścia frontu (...) powstaje parodniowa próżnia władzy. Porządek mogą utrzymać tylko miejscowi — pisze Waldemar Brenda. I dodaje: — W ten sposób powstała organizacja „PO WE” (od nazwy - Pomorze Wschodnie, czyli inaczej Prusy Wschodnie). Organizacja miała prowadzić wywiad na terenach niemieckich oraz za pomocą propagandy i działalności informacyjnej przygotowywać polskich i mazurskich mieszkańców pogranicza do życia w jednym państwie.


Baba czyli chłop

Na piskim rynku od 1969 roku stoi sobie pruska baba, którą często przedstawia się jako średniowieczną pamiątkę po Prusach. Prusowie to lud wymazany z historii, któremu nie dane było stać się narodem. Pozostało po nich niewiele pamiątek. Prusowie przypominają o sobie w nazwach wielu miejscowości warmińsko-mazurskiego, choć mało kto już o tym pamięta. Jedyną po nich materialną pamiątką, którą można zobaczyć i dotknąć są kamienne posągi czyli baby pruskie. Dwie najbardziej znane stoją na dziedzińcu olsztyńskiego zamku.

Jak wspomniałem, to po prawdzie nie są to żadne "baby", ale chłopy. A określenie "baba" w tym przypadku ma pochodzenie azjatyckie. — Pruskie baby kamienne...przedstawiające groźnych mężczyzn odgrywały bardzo ważną, choć do dzisiaj nie wyjaśnioną rolę w systemie kulturowo-religijnym wczesnośredniowiecznych Prusów... Paradoks określenia baba należy w tym przypadku łączyć z nazwą "baba" oznaczającą w kręgu stepowych kultur tureckich przodka — pisze Jerzy M. Łapo w artykule zamieszczonym w książce "Pruskie baby kamienne", który dokonał też podziału bab pruskich na prawdziwe, domniemane i nieprawdziwe. I do tych ostatnich zaliczył babę z piskiego rynku.


W rzeczywistości bowiem to dzieło nie Prusa, ale Mazura z Wejsun. — Jest ona bowiem mazurska rzeźba ludową, którą około 1875 roku wykonał Johann Wielk. Zgodnie z idea twórcy mieszkającego na kolonii wsi Wejsuny, miała mu ona ułatwiać znalezienie drogi powrotnej do domu nocą — wyjaśnia tenże autor w tekście zamieszczonym we wspomnianej już książce "Pisz. Historia miasta". Książkę wydało Muzeum Ziemi Piskiej pod redakcją Anety A. Karwowskiej. To zatem dobry pomysł, żeby tam zajrzeć.

Ale najpierw jeszcze mała uwaga. To, że rzeźba jest autorstwa nie Prusa, ale Mazura nie tylko nie umniejsza jej wartości, ale wręcz ją zwiększa. W naszym regionie kilka bab się zachowało, a rzeźba z Pisza jest jedyna i wyjątkowa. I tego się trzymajmy.

Melchior z piwem

Co nas zatem czeka w Muzeum Ziemi Piskiej? Zacznijmy od tego, że muzeum mieści się w suterenie ratusza. Za "Niemca" była tu piwiarnia, w której w 1935 roku gościł Melchior Wańkowicz podczas kajakowej wyprawy „tropami Smętka”, który nad Pisą ma zresztą swój pomnik.


Koniecznie trzeba tam obejrzeć drewniane rzeźby Jezusa Chrystusa oraz św. Piotra i św. Pawła ocalone z cmentarza w Ubliku oraz ostatnią zachowaną macewę z piskiego kirkutu. Dzieciom na pewno spodobają się spreparowane okazy zwierząt a starszym myśliwska ława. Mebel jest zdobiony ornamentami florystycznymi i faunistycznymi oraz scenami myśliwskimi. Poręcze wieńczą głowy gryfów. Na ich zęby uważać muszą dziewice, bowiem paszcza gryfa może zatrzasnąć się na nieopatrznie włożonym w nią palcu niewiasty.

Warto też zajrzeć na dawną wieżę ciśnień, gdzie obecnie mieści się restauracja i punkt widokowy. czynne od Wejście jest płatne. Mi nie było dane spojrzeć na Pisz z wysokości 38 metrów, bo byłem w mieście rano, a wieżę otwierali o 12.

Jest w Piszu jest coś co warto zobaczyć, bo nie mają tego inne miasta. To mini-muzeum w schronie. Dzięki staraniom Stowarzyszenia "Piska Pozycja Ryglowa" wnętrze obiektu zostało wyremontowane i można je teraz zwiedzać. Wewnątrz bunkra, niegdyś przeznaczonego dla 30 żołnierzy, powstała niezwykle ciekawa ekspozycja militarno-historyczna, którą można oglądać za darmo po uprzednim telefonie do przewodnika: 695 75 36 37. Nie miałem jednak serca dzwonić do niego w niedzielę o 9 rano...


Warto też zajrzeć na dawny cmentarz ewangelicki, a teraz Park Pokoju, który znajduje się tuż obok dworca. Spoczywa tam 262 żołnierzy armii niemieckiej i 148 żołnierzy armii rosyjskiej, którzy zginęli w walkach o Pisz w czasie I wojny światowej.

W 1945 roku pochowano tam 87 żołnierzy i cywilów, w tym dzieci, wymordowanych przez żołnierzy radzieckich po zajęciu Pisza. Byli to chorzy z miejscowego szpitala. Te zwłoki zostały ekshumowane i pochowane ponownie na cmentarzu w Bartoszach koło Ełku.


Na cmentarzu zachowało niewiele przedwojennych grobów. Część tablic postawiono przy murach kaplicy. Są tam także groby powojenne, bo cmentarz do lat 50 pełnił rolę cmentarza komunalnego. Nekropolię odnowiono w 2003 roku.

Żaglówką z Warszawy do Pisza

Pisz to miasto wodne. Jego rozwój zaczął się od budowy Kanału Jeglińskiego (1845-1849), który połączył Śniardwy z jeziorem Roś. Teraz dużą szansą dla Pisza jest projekt budowy nowej drogi wodnej Pisa-Narew, która ma być szlakiem wodnym przystosowanym do ruchu wszystkich jednostek pływających, w tym katamaranów i żaglówek. Dzięki czemu żeglarze z Warszawy mogliby dopłynąć żaglówkami do Pisza i potem na Wielkie Jeziora.

Końcowym przystankiem szlaku będzie znajdujący się w centrum Pisza port. Tym samym „Brama Mazur” za jaką uważany jest Pisz stanie się pomostem łączącym Warszawę z Krainą Wielkich Jezior Mazurskich.

Warto przypomnieć, że przed laty z tej drogi wodnej korzystali handlarze mazurskimi rybami. — Dawniej trudniono się tu handlem rybami, wywożąc je do Warszawy, głównego miejsca zbytu ryb łowionych w jeziorze Śniardwy. Łodzie, wykonane z olbrzymich pni topoli, holowały skrzynie z rybami przez jezioro Roś do Pisza, apotem rzekami Pisą, Narwią i Bugiem do Wisły — pisał Julius Schumann w 1864 roku (cytuję za wspomnianą już książką

Na koniec zajrzałem jeszcze na chwilę na plażę miejską. I pożegnałem się z Jańsborkiem takim to widokiem.



Igor Hrywna