Rosjanie to zbiorowy Putin

2024-03-17 18:20:00(ost. akt: 2024-03-20 12:12:41)
21 osób zginęło 15 marca 2023 roku w rosyjskim ataku rakietowym na Odessę

21 osób zginęło 15 marca 2023 roku w rosyjskim ataku rakietowym na Odessę

Autor zdjęcia: PAP/Alena Solomonova

Dla niemieckich i francuskich elit Ukraińcy byli wichrzycielami, bo psuli bezproblemowe robienie biznesu z Kremlem. Więc najlepiej byłoby, gdyby siedzieli cicho. Tak radził Polakom w 2003 roku Jacques Chirac. I tego od Ukrainy kilka lat później oczekiwano w Bonn i Paryżu. Na szczęście ani Warszawa, ani Kijów nie posłuchały.
Ten wstęp to trochę swobodne przedstawienie myśli Mykoły Riabczuka, którą zaczerpnąłem z niedawno opublikowanej po polsku jego kolejnej książki „Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie”, którą wydało wydawnictwo Znak.


W oryginale to brzmi tak, że po powstaniu niepodległej Ukrainy w zachodnich mediach „Ukraińcy (…) pojawiali się głównie jako wichrzyciele postsowieckiego spokoju odpowiedzialni za nikomu niepotrzebne problemy w normalnej zrozumiałej dla obcokrajowców moskwocentrycznej przestrzeni”.
Określano ich jako „naród znikąd”. I wraz z tym pojawił się znamienny podział na „nacjonalistyczny zachód” i „prorosyjski wschód”.

— Tak jakby „prorosyjskość” niejako z automatu uwalniała od grzechu „nacjonalizmu” — komentuje to nadzwyczaj celnie Riabczuk. I przypomina czasy naszej „Solidarności” i Stanisława Barańczaka, który z gorzką ironią pisał o postawie Zachodu z czasów Sierpnia i stanu wojennego: — Wszyscy na Zachodzie zadają pytanie, czy Solidarność nie zaszła za daleko; nikt nie pyta o to, czy nie zaszedł za daleko generał Jaruzelski.
Riabczuk nie jest ślepo zapatrzony w Zachód (czyli Francję i Niemcy?).

— Patrzę dość ambiwalentnie na stosunki wschodnio- i zachodnioeuropejskie. Jestem człowiekiem prozachodnim, a jednocześnie bardzo krytycznym wobec Zachodu. Jedno nie wyklucza drugiego. Przyjmujemy te wartości, które proponuje Zachód, chcemy budować nasze kraje w oparciu o zasady demokracji liberalnej, ale musimy krytykować Zachód, chociażby dlatego, że on sam nie dotrzymuje wspomnianych reguł. Nie mamy innego Zachodu i musimy akceptować ten, który jest, musimy z nim współpracować. Nie mamy zresztą innych sojuszników. To trudna miłość, która musi być krytyczna — powiedział Riabczuk dla onet.pl

Z kronikarskiego obowiązku przypomnę tylko, że wspomniany na początku tekstu Jacques Chirac, który radził Polakom siedzieć cicho, odznaczył Putina Krzyżem Wielkim Legii Honorowej, a The Times uznał go w grudniu 2013 roku za „Człowieka roku”. Tego tytułu i krzyża chyba Putinowi nie odebrano do tej pory.

Dla Rosjan Ukraińcy byli Rosjanami

Kim jest Mykoła Riabczuk? To dość niepokorny ukraiński intelektualista, który jest ukraińskim patriotą, ale nie ma problemów z łamaniem ukraińskich stereotypów. Prowadzi gościnne wykłady na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie oraz w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Po polsku ukazało się już kilka jego książek.

— Riabczuk prezentuje na Ukrainie odważne i nowatorskie poglądy (…) Ośmiela się przełamywać narodowe mity, ożywia tok narracji dzięki inteligentnemu poczuciu humoru, co potęguje chęć czytania. Ironia i wolność, charakteryzujące jego pisarstwo, przywodzą na myśl najsławniejszych pisarzy polskich. Riabczuk wychodzi poza tradycyjne kategorie i stereotypy pisarstwa — napisał w przedmowie do jednej z jego książek Alain Besançon.

Od razu powiem, że jeżeli ktoś szuka kolejnej książki o stosunkach polsko-ukraińskich, to „Opowieści o współczesnej Ukrainie” nią nie są. Ba, relacje te są w niej opisane dość marginalnie. Jest to bowiem książka o Ukrainie i Ukraińcach, trochę historyczna, ale przede wszystkim współczesna. I wiele miejsca zajmuje w niej Rosja i jej stosunek do Ukrainy.

Przede wszystkim dla Rosji nie jest problemem Ukraina w NATO czy w Unii. — Samo istnienie niezależnej, demokratycznej i europejskiej Ukrainy jest dla Putina nie do przyjęcia. Dla Rosjan Ukraina jest integralną częścią, rdzeniem ich (…) imperialnej tożsamości — pisze Riabczuk.

I dodaje: — Ukraińcy nie mają wyboru i muszą walczyć, bo nie chodzi to o terytorium i granice, nie chodzi o „neutralność”, lecz o przetrwanie — wyjaśnia. — Jako wolni obywatele wolnego państwa Ukraińcy walczą o wolność i godność – kwestie, które dla Putina i jego poddanych wydają się zupełnie niezrozumiałe — pisze.

Dla Rosjan Ukraińcy byli Rosjanami. — Ukraińcy (…) to Rosjanie (…), którzy dążą do zjednoczenia się ze swoimi moskiewskimi braćmi, ale nacjonaliści (neonaziści, znani także jako „banderowcy”) utrzymują ich jako zakładników, uniemożliwiając wyśniony powrót do „rosyjskiego świata” — podkreśla Riabczuk.

Teraz wojna to zweryfikowała. Skoro zatem ten „prorosyjski ukraiński wschód” zdradził, należy mu się kara adekwatna dla zdrajcy, czyli unicestwienie. I to dlatego Rosjanie niszczą teraz wschodnią i południowa Ukrainę. Chcą już tylko ziemi bez ludzi.

Ukraińcy nie są wrogami dla Rosjan

Dlaczego? Bo są czymś znacznie gorszym, są dla nich zdrajcami. Celnie ujął to Piotr Skwieciński w też ostatnio wydanej książce „Koniec ruskiego miru?”, który przypomniał w niej zdanie napisane przez Fionnę Hill i Angelę Stent w artykule zamieszczonym w „Foreign Affairs”:

„Dla Putina Ukraińcy są nazistami, bo nie chcą przyznać, że są Rosjanami”. Skwieciński przypomina, że Rosjanie nigdy nie uważali się za „zwykły” naród, bo „mieli pełnić misję ogólnoświatową, w niedokreślony sposób uniwersalnie mesjańską”, której ważnym elementem jest walka z nazistami czy faszystami.

— A gdyby nie istniała żadna Ukraina, to trzeba byłoby wymyślić faszystów gdziekolwiek indziej — pisze Skwieciński. Dlatego odejście Ukraińców ze świata „ruskiego miru” doprowadziło do utraty „przez naród rosyjski poczucia sensu istnienia”.

Warto w tym miejscu dodać jeszcze jeden ważny element. Ukraińcy wyrwali się „z ruskiego miru” mentalnie, bo stali się wolnym społeczeństwem. Tymczasem Rosjanie pozostali niewolnikami. A niewolnik najbardziej nienawidzi tych, którzy byli w takim samym położeniu, ale wywalczyli sobie wolność. I zaczyna im się lepiej powodzić ekonomicznie. Tak jak Ukraińcom.

Rosjanie to zbiorowy Putin

Riabczuk w swojej książce przypomina też, że od kilku lat w Ukrainie zachodzą szybkie zmiany w świadomości. Teraz, pisze, mamy na Ukrainie jakby 3 grupy: mówiących po ukraińsku Ukraińców, Ukraińców mówiących po rosyjsku i Rosjan. Poparcie dla niepodległości Ukrainy w tej 2 grupie wzrosło z 54 proc. w 2013 roku do 78 proc. w roku 2020, a wśród etnicznych Rosjan z 35 do 73 proc.

To między innymi dlatego rosyjskojęzyczni mieszkańcy ukraińskiego wschodu czy Charkowa nie witali z kwiatami rosyjskich żołnierzy. Bo choć mówili po rosyjsku, to nie czuli się Rosjanami. Chcieli mówić po rosyjsku, ale w wolnej Ukrainie, a nie być poddanymi rosyjskiego prezydenta. Na Ukrainie trwają bowiem dwa procesy. Pierwszy to tworzenie nowoczesnego narodu i drugi – nie mniej ważny, a może i ważniejszy – to tworzenie się społeczeństwa obywatelskiego. Tradycja ukraińska to tradycja obywatelska.

Tradycja rosyjska jest tradycją kultury poddańczej, cywilizacji niewolniczej. Jak to ujął inny znamienity ukraiński intelektualista Roman Hrycak: „Kluczową wartością łącząca Polaków i Ukraińców jest potrzeba wolności (…). Za tym idzie wybór demokracji (…). Niestety największą tragedią Rosji pozostaje to, że zdecydowana większość jej społeczeństwa na dłuższą metę nie chce wolności (…), za prawdziwym Władymirem Putinem stoi „zbiorowy Putin” narodu rosyjskiego”.

Książkę Mykoły Riabczuka zarekomenduję słowami autora arcyciekawych książek o Ukrainie i polsko-ukraińskich splotach.

— Lubię pana Riabczuka. Mało kto punktuje ukraińskie problemy tak celnie, jak on, mało kto tak nowatorsko, jak on pisze o tamtejszej specyfice i mało kto tak przyjemnie dla odbiorcy posługuje się językiem. Mykoła Riabczuk jest nieco obsesyjnym, ale przez to fascynującym intelektualistą. Mogę go czytać bez końca — napisał Ziemowit Szczerek.

Igro Hrywna

Mykoły Riabczuk, Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie, wydawca: ZNAK.

Inne książki tego wydawnictwa znajdziecie TUTAJ