Dlaczego ryby na Warmii i Mazurach umierają? [WYWIAD]

2022-09-10 20:30:00(ost. akt: 2022-09-09 16:35:10)
Śnięte ryby w Kwiecewie (powiat olsztyński)

Śnięte ryby w Kwiecewie (powiat olsztyński)

Autor zdjęcia: Fundacja AQUA

Fundacja AQUA to jednoosobowy podmiot, który prowadzi Kamil Turowski. Głównym założeniem fundacji jest edukacja związana z dewastacją brzegów i jezior, jednak ostatnio włączyła się również w likwidację szkód związanych z masowym pomorem ryb w województwie warmińsko-mazurskim. Zapraszamy na wywiad z Kamilem Turowskim, w którym wyjaśniamy co jest przyczyną śnięcia ryb oraz jakie może mieć to skutki.
— Ostatnio dochodzą do nas sygnały o masowym pomorze ryb na zbiornikach wodnych w województwie warmińsko-mazurskim. Co jest powodem tej katastrofy?

— Pytanie jest proste ale odpowiedź musi być złożona. Pierwszym przypuszczeniem, które graniczy niemal ze stuprocentową pewnością jest tzw. "przyducha" czyli nagły spadek zawartości tlenu w wodzie spowodowany upałami. Zarówno zbiornik w Kwiecewie jak i w Pleśnie w powiecie bartoszyckim to dość małe i płytkie akweny ze sztucznymi dopływami w postaci rowów i kanałów melioracyjnych. W przypadku takich zbiorników przyducha następuje bardzo szybko. Mała głębokość i słaby przepływ wody to bardzo niebezpieczne warunki, szczególnie latem. Muszę też zauważyć, że pogoda nas nie oszczędza. Przez ostatnie dni męczymy się z upałami i małą ilością deszczu. Kilka dni temu padało, jednak takie ulewy zbytnio nie służą natlenianiu wody bo szybko się rozchodzą. Tutaj jest potrzebny długi deszcz, który odpowiednio napowietrzy zbiornik oraz kilkudniowe ochłodzenie. Drugim powodem śnięcia ryb może być to, co rolnicy wylewają na pola uprawne. Dzisiejsze rolnictwo bardziej przypomina przemysł, a nawozy, które rolnicy sypią na pola spływają później do jezior i rzek. Nie muszą być one trujące, wystarczy, że spowodują one nagły wzrost roślinności i już poziom tlenu w danym zbiorniku spada. Trzecim powodem może być nierozsądna polityka zarybiania takich zbiorników. Jeśli ktoś decyduje się na wpuszczenie nadmiernej ilości ryb karpiowatych, musi liczyć się z tym, że spowoduje to spadek tlenu w akwenie. Zwłaszcza, jeśli jest on mały. Niestety muszę przyznać, że często bywa tak, że jedno widzimy z planach zarybiania, a drugie w wodzie. Oficjalne wyniki badań jednak nie są jeszcze znane. Odpowiednie służby prowadzą właśnie analizy i musimy poczekać na ostateczny wynik.

— Czyli duże jeziora takie jak Ukiel są bardziej odporne na przyduchę?

— Zdecydowanie. Jeśli dany zbiornik jest głęboki i przepływa przez nie rzeka to dostępność tlenu w wodzie jest znacznie wyższa niż w stojącym, zarośniętym stawie, do którego nic nie wpływa. O przyduchę na Ukielu bym się nie martwił, oczywiście może ona wystąpić w mniejszych zatokach, ale na zdecydowanie mniejszą skalę.

— Warmia i Mazury nie są najbardziej przemysłowym regionem. Czy zagrożenie ze strony fabryk również istnieje?

— Ależ oczywiście. Mimo tego, że nie jesteśmy Wrocławiem, Poznaniem czy Krakowem, to do Łyny również spuszczane są różnego rodzaju substancje. Oczywiście nie wygląda to tak, że nad rzekę przyjeżdżają cysterny i wylewają setki litrów chemikaliów, jednak fabryki różnego rodzaju spuszczają swoje odpady. Wszystko jest kontrolowane, jednak jeśli porozmawiamy z wędkarzami, to szybko się dowiemy jak woda zmienia barwę o jakiej porze dnia i kto za to odpowiada. Najczęściej to nie są groźne substancje, jednak jak to się mówi "ziarnko do ziarnka". Nie mają one bezpośredniego wpływu na śmierć ryb, jednak pośrednio na pewno im nie służą.

— No więc załóżmy, że idę na ryby nad bliżej nieokreślone jezioro. Po dojściu na miejsce zobaczę kilkanaście śniętych ryb. Co powinienem z nimi zrobić?

— Przede wszystkim pod żadnym pozorem nie dotykać ich. Bardzo możliwe że po prostu się udusiły, jednak jak wcześniej rozmawialiśmy czynników może być więcej, więc mogą być one chore lub zarażone. Taki wędkarz lub spacerowicz powinien natychmiast zadzwonić do odpowiednich służb: Wody Polskie, Wydział Zarządzania Kryzysowego, Urząd Wojewódzki czy Straż Pożarna. Dzwonimy do jednej z nich albo najlepiej do wszystkich naraz. Odławianiem takich ryb powinny zająć się profesjonaliści, który są wyposażeni w odpowiedni sprzęt, wiedzę i umiejętności.

— A co jeśli zignoruje sprawę? Zobaczę śnięte ryby i nigdzie nie zadzwonię, nikogo nie powiadomię?

— Wtedy będziemy mogli mówić o początku katastrofy ekologicznej. Wyobraźmy sobie kulę śnieżną puszczaną ze szczytu góry. Najpierw jest mała, jednak z czasem przybiera ogromne rozmiary. Tak samo jest w tym przypadku. Do rozkładu ryb jest potrzebny tlen. Dokładnie ten, którego w wodzie jest mało. Wtedy po pierwszych stu rybach zdechnie tysiąc a po tysiącu dziesięć tysięcy. Odpowiednie służby, nawet półprofesjonalne jak OSP są w stanie bezpiecznie odłowić ryby i zapobiec takiej katastrofie. Poza tym musimy pamiętać, że powodem śnięcia nie zawsze musi być przyducha. Jeśli powodem śmierci ryb byłoby zatrucie wtedy mogłoby się przenieść np. na inne zwierzęta, które by zjadły taką padlinę. To prawdziwa bomba biologiczna.

— Możemy jakość temu zapobiec? Przyducha musi wystąpić w przypadku takich upałów czy można jej uniknąć?

— Oczywiście, że można jej uniknąć. Pierwszą zasadą jest odpowiednie pogłębianie i ewentualne wykaszanie zbiorników. W momencie wystąpienia pierwszej fali pomoru możemy sztucznie napowietrzać dany staw. Współczesna nauka oferuje mnóstwo możliwości np. w postaci tzw. rekultywacji zbiorników wodnych, czyli "naprawy ekosystemu". Jako przykład możemy dać tu osiągnięcie zespołu naukowców z UWM, który przywrócił po kilkudziesięciu latach do życia do życia jezioro Długie. Możliwości jest wiele, ale musimy pamiętać, że należy je wykorzystywać.

Z Kamilem Turowskim rozmawiał Karol Grosz