W Pawłowie koło Olsztynka walczą o wodę i wywóz nieczystości

2022-04-22 19:59:09(ost. akt: 2022-04-25 12:20:39)
Urszula i Franciszek Śliwińscy przed wejściem do swojego domu

Urszula i Franciszek Śliwińscy przed wejściem do swojego domu

Autor zdjęcia: Ada Romanowska

Cywilizacja, która przyszła do Pawłowa wraz z rozbudową „siódemki”, zepchnęła nas do średniowiecza. Nie możemy żyć jak cywilizowani ludzie — mówią państwo Śliwińscy, którzy dziś nie mogą korzystać ani z wody, ani z szamba. Dlaczego?
W domu, który od lat był za daleko i nie na miejscu, mieszkają dwie rodziny. Jedną z nich są właśnie państwo Śliwińscy. Nie mają łatwego życia. Jest XXI wiek, ale w ich domu czas wrócił do lat osiemdziesiątych. Wtedy nie mieli w domu wody. Nie było też kanalizacji. Dzisiaj jest kran z ciepłą wodą, jest też szambo w ogródku… Tylko co z tego, skoro nie można z nich korzystać?

— Mieszkam w Pawłowie, niedaleko Olsztynka, od urodzenia. Pamiętam, jak w 1985 roku został wybudowany wodociąg. Ale nasz budynek znajdował się po drugiej stronie starej „siódemki”, więc nie został podłączony. Jak wtedy twierdzono — nie prowadziliśmy gospodarstwa rolnego. Czyżby innym śmiertelnikom woda nie była potrzebna? Gmina rozkładała ręce — opowiada pani Urszula Śliwińska. — W roku 2012 roku w naszej wsi wybudowano również sieć kanalizacyjną i podłączono ją do oczyszczalni ścieków w Olsztynku. Tym razem nasz budynek również ominięto.

„Siódemka” wszystko zmieniła?


Państwo Śliwińscy to zaradni ludzie, więc nie patrząc na gminę, wybudowali własną studnię. Drugą — bo ta, która od lat stoi przed ich drzwiami, jest zardzewiała i zakażona bakteriami coli. Jest po prostu niezdatna. Wcześniej wykupili dom na własność.

— Burmistrz się zgodził na nasze inwestycje przy domu, więc mieliśmy i wodę, i szambo — podkreśla pani Urszula. — Gmina jednak nie dała nam żadnego wsparcia mimo obowiązującej już wtedy ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzeniu ścieków. Trudno. Grunt, że mieliśmy to, co jest niezbędne do życia.

I właściwie można byłoby żyć długo i szczęśliwie. Ale rozpoczęła się przebudowa drogi „siódemki” — z drogi międzynarodowej E7 na ekspresową S7 z Olsztynka do Nidzicy.

— Cywilizacja, która przyszła do Pawłowa wraz z rozbudową nowej „siódemki”, zepchnęła nas do średniowiecza. Nie możemy żyć jak cywilizowani ludzie. Zabrano nam na nowo powstałą drogę pas ziemi, gdzie wcześniej można było wjechać beczkowozem, żeby opróżnić szambo. Nikt z drogowców na etapie planów nie przyszedł do nas i nie zapytał, czy nowa droga w niczym nam nie przeszkodzi. Przy jej budowie zapominano o wykonaniu zatoczki, która mogłaby służyć za podjazd. Jest tu taka możliwość. Dzięki temu beczkowóz mógłby bezpiecznie zatrzymać się przy naszym domu. Teraz jest to niemożliwe, bo po przebudowie drogi nasz budynek znalazł się na zakręcie z podwójną ciągłą. Kierowca, który przyjedzie opróżnić szambo, nie chce i nie może łamać przepisów. Postawiono też barierki — opowiada pani Urszula. — Beczkowóz nie ma możliwości podjechania do szamba od każdej innej strony, bo wszędzie jest za daleko i nie sięgnie. Wiadomo, żeby opróżnić zbiornik, trzeba użyć specjalnej rury, która ma określoną długość.

— Zanim doszło do przebudowy drogi, opróżnialiśmy szambo co dwa, może trzy miesiące — zauważa Franciszek Śliwiński, mąż pani Urszuli. — Teraz musimy ten czas wydłużyć i opróżniamy szambo co pół roku.

Pan Franciszek w ogrodzie, przy szambie

— A tylko dlatego, że błagam człowieka, żeby przyjechał. Lituje się nad nami i łamiąc przepisy, opróżnia zbiornik. Bo jednak korzystamy z wody, ale i tak mocno zaciskamy pasa — tłumaczy pani Urszula. — Zrobiliśmy wychodek, który znajduje się kilka metrów od domu. Naczynia zmywam w miskach, a nie w zlewie, a pranie robię „Franią”, nie w automacie. Zużytą wodę po prostu wylewam na zewnątrz, bo co mam z nią zrobić? Nie jest łatwo. Dlatego postanowiliśmy rozwiązać ten problem i wybudować przydomową oczyszczalnię ścieków. Skontaktowałam się z firmą, która się tym trudni oraz wystąpiłam do burmistrza Olsztynka o zgodę. Niestety okazało się, że nasza działka jest za mała i nie spełnia możliwości zachowania odległości od istniejącej studni. Z kolei burmistrz zasugerował zlikwidowanie studni, co pozwoli nam wybudować przydomowej oczyszczalni. Tylko po co nam przydomowa oczyszczalnia, skoro nie będziemy mieli wody?

— Druga rodzina, która mieszka w drugiej części naszego budynku, nie ma nic — ani wody, ani łazienki. Gmina dowozi im wodę raz w tygodniu beczkowozem do wiaderek. Dlatego jedynym rozwiązaniem naszych problemów jest podłączenie nas do istniejącej infrastruktury we wsi Pawłowo po drugiej stronie „siódemki”. Zresztą pod drogą powinny być przyłącza, więc niezbędne są tylko dobre chęci — zauważa pan Franciszek. — Pod drogą zresztą biegną przewody elektryczne i sieć telefoniczna. Nasz dom to nie koniec świata!


Całkowicie pod górkę


Pojawiło się też jeszcze jedno rozwiązanie. Państwo Śliwińscy chcieli kupić działkę sąsiadującą z ich domem. Miałaby służyć jako dojazd dla beczkowozu.

— Zwróciliśmy się do burmistrza z prośbą o sprzedaż części lub całości tej działki, co rozwiązałoby problem w dojazdu do szamba. Tam też moglibyśmy wybudować przydomową oczyszczalnię ścieków — opowiada pani Urszula. — Niestety burmistrz odmówił sprzedaży, uzasadniając brakiem drogi dojazdowej. Fakt, nie było jej. Ale gdy rozpoczęła się budowa nowej „siódemki”, okazało się, że taki dojazd nagle został wytyczony. Teraz znajduje się za naszymi budynkami gospodarczymi, przy ścianie lasu. Wraz z tą drogą znalazł się też kupiec, który urządził na działce składowisko odpadów budowlanych. Teraz to już całkowicie mamy pod górkę...

I dodaje: — Jesteśmy po siedemdziesiątce, za dwa lata będziemy obchodzić złote gody. Ze zdrowiem też coraz gorzej — dopowiada pani Urszula. — Czy nie możemy żyć jak przystało na XXI wiek?

Pani Urszula przez nową

Są domy, nie ma pieniędzy


Jakie są perspektywy dla państwa Śliwińskich? Pytamy o to burmistrza Olsztynka.

— Budynek znajduje się w lokalizacji, gdzie przyłączenie do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej wiąże się z wysokimi nakładami pieniężnymi oraz uzyskaniem pozwoleń na umiejscowienie urządzeń kanalizacyjnych i wodociągowych w pasie drogowym drogi krajowej, której zarządcą jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad — wyjaśnia Mirosław Stegienko, burmistrz Olsztynka. — Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty między innymi w zakresie wodociągów i zaopatrzenia w wodę oraz kanalizacji należy do zadań własnych gminy, ale należy wziąć pod uwagę możliwości ekonomiczne i techniczne gminy. Ze względu na to, że nieruchomość, w której zamieszkują państwo Śliwińscy, położona jest w dużej odległości od miejscowości Pawłowo i oddzielona od niej drogą krajową S7 (zabudowa kolonijna), inwestycja polegająca na wybudowaniu sieci wodociągowej i kanalizacyjnej do tego miejsca byłaby bardzo kosztowna. Równie wysokie byłyby koszty eksploatacji tych sieci, a ilość dostarczanej wody i odbieranych ścieków byłaby stosunkowo mała. W tym miejscu znajduje się tylko jeden budynek dwurodzinny. Gmina Olsztynek posiada ograniczone środki finansowe, które muszą zaspokoić wszystkie sfery jej działalności. Budowa sieci wiąże się nie tylko z wysokimi nakładami finansowymi, ale również z długofalowym procesem przygotowawczym.

Burmistrz podkreśla, że w gminie Olsztynek dużo domów stanowi zabudowę rozproszoną, czyli kolonijną, co utrudniło możliwość przyłączenia je do sieci wodociągowej czy kanalizacyjnej.

— Podjęto działania polegające na dofinansowaniu budowy przydomowych oczyszczalni ścieków i  studni. Programy te działają już od 2 lat i skorzystało z nich wielu mieszkańców. Zgodnie z art. 5 ustawy z dnia 13 września 1996 roku o utrzymaniu czystości i porządku w gminach to właściciel nieruchomości ma obowiązek przyłączyć nieruchomość do istniejącej sieci kanalizacyjnej lub — w przypadku, gdy budowa sieci kanalizacyjnej jest technicznie lub ekonomicznie nieuzasadniona — wyposażyć nieruchomość w zbiornik bezodpływowy nieczystości ciekłych lub w przydomową oczyszczalnię ścieków bytowych — podkreśla Mirosław Stegienko. —  Zgodnie z art. 15 ust. 2 ustawy z dnia 7 czerwca 2001 roku o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków przyłącze dokonuje się staraniem i na koszt właściciela nieruchomości. Nie ulega więc wątpliwości, że pokrycie kosztów budowy studni czy szamba należy do państwa Śliwińskich.

I dodaje: — W odpowiedzi na zarzut, że burmistrz Olsztynka zaproponował likwidację studni, wyjaśniam, że dotyczyło to zmiany lokalizacji studni, a nie jej całkowitego usunięcia, ponieważ obecne położenie urządzeń uniemożliwia wybudowanie przydomowej oczyszczalni ścieków. Informuję również, że inwestycja związana z budową drogi krajowej S7 realizowana była przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, a nie przez gminę Olsztynek. Z tego powodu gmina nie miała wpływu na zakres zadania.

Dlaczego w czasie budowy nowej „siódemki” drogowcy nie zwrócili uwagi na potrzeby mieszkańców budynku w Pawłowie? Zadaliśmy to pytanie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie. Czekamy na odpowiedź. Do tematu wrócimy.

W tym miejscu musi stawać beczkowóz, żeby dosięgnąć do szamba, które znajduje się w ogrodzie państwa Śliwińskich

ADA ROMANOWSKA


Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. j. #3097977 23 kwi 2022 14:43

    Problem polega chyba na tym że ktoś nie pomyślał w czasie budowy a właściciele domu po prostu spali . Z jednej strony , tam gdzie jest szambo zrobiono rów i barierki a z drugiej usypano górę ziemi. Nie ma co się dziwić że rura od szambiarki nie sięga. Teraz pewnie przepychanka między drogowcami a gminą. Tylko nieważne czyja wina ale tu pogorszono ludziom warunki mieszkaniowe! Albo ktoś pójdzie po rozum do głowy albo właściciele pójdą do sądu!

    Ocena komentarza: warty uwagi (13) odpowiedz na ten komentarz

  2. Suski #3097962 23 kwi 2022 10:41

    ładnie Tusk droge zaplanował. .

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-14) odpowiedz na ten komentarz

  3. allsteen #3097942 23 kwi 2022 02:51

    Czytam i niedowierzam, jak może być dojazd do domu tak wykonany, ze nie da się z niego korzystać bez łamania przepisów? No i zaglądam do google maps i co widzę? Jak się nie da, jak się da. Od drugiej strony trzeba przyjechać, a jak ktoś nie chce, to tuż obok domu jest rondo, żeby zawrócić. Podobnie przy samym domu, mnóstwo miejsca na manewry szambiarki, a podwórko utwardzone, widać to nawet na tych zdjęciach zamieszczonych w artykule. Więc jeżeli jest tam rzeczywiście problem z wywózką tego samba, to chyba inny niż powyżej opisany.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)