Limit cierpienia już wyczerpaliśmy

2022-04-10 10:25:05(ost. akt: 2022-04-10 10:31:21)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Na ile można wycenić ludzkie życie? 130 tysięcy złotych? Tyle dokładnie kosztuje czteromiesięczny turnus rehabilitacyjny, który może poprawić sprawność i przedłużyć życie 44-latka. Taką kwotę musi uzbierać rodzina. Wojtek walczy o sprawność i życie, bo ma dla kogo żyć... Dzieci, żona, rodzina i przyjaciele chcą, by był z nimi jak najdłużej...
Rodzina Jaworskich ze Świętajna w powiecie szczycieńskim zawsze darzyła się ogromną miłością i wsparciem. W trudnych sytuacjach zawsze scalał ich on — kochający tata i mąż. Mężczyzna, która dla swoich dzieci zrobiłby wszystko. Najukochańszy, pełen troski, ciepła, ale także energii, determinacji i woli życia, które niejednokrotnie pomagały mu w walce z przeciwnościami losu.

Wojtek pochodzi z Wielkopolski, natomiast jego żona Lucyna z Dąbrów w powiecie szczycieńskim. Poznali się w Warszawie, gdzie wyjechali za pracą. To była wielka miłość, którą przypieczętowali sakramentalnym „tak” w 2000 roku. Na świecie pojawiła się dwójka dzieci: Patrycja i Norbert.
— Marzyliśmy o dobrym życiu dla naszej rodziny, dlatego zdecydowaliśmy się, że mąż wyjedzie do Norwegii, żeby zarobić na wymarzone mieszkanie — opowiada Lucyna. — Nie mogliśmy jednak wytrzymać bez siebie, dzieci bardzo tęskniły — dlatego spakowałam rodzinę i w 2006 roku cała rodziną mieszkaliśmy już za granicą. Dzieci poszły do szkół, ja zaczęłam pracować, a mąż założył własną firmę budowlaną. Początki były trudne, bo mieszkaliśmy w ciasnym wynajmowanym mieszkaniu w piwnicy. Oszczędzaliśmy na wszystkim, żeby przeżyć. Bywało, że początkowo nie było nas stać nawet na owoce dla dzieci. Spaliśmy na zrobionym z desek, prowizorycznym łóżku… Mąż bardzo ciężko pracował, bo chciał zapewnić dobry byt rodzinie. Z czasem było coraz lepiej, ale to nie jest tak, że za granicą to pieniądze się dostaje za darmo.

Choć sytuacja materialna rodziny się poprawiła, to wszyscy tęsknili za Polską. Małżonkowie postanowili, że po ukończeniu przez dzieci szkoły wrócą do kraju. W Norwegii mieli już swój dom. Potem na świecie pojawiło się trzecie dziecko: Oliwier. Kiedy tylko mogli, przyjeżdżali do kraju na wakacje i urlopy.
Byli szczęśliwi, jednak los bywa nieprzewidywalny i często szykuje wiele niespodzianek, niekoniecznie dobrych. W 2018 roku starszy syn miał poważny wypadek rowerowy tuż pod swoim domem, został helikopterem przetransportowany do szpitala. Nieco później Lucyna z córką miały wypadek samochodowy. Auto nie nadawało się do niczego, jednak one uszły z życiem. To jednak nie koniec... Pewnego dnia młodszy syn, wracając ze szkoły, wysiadł na przystanku autobusowym i uderzyła w niego ciężarówka. Chłopiec przez kilka dni był w śpiączce, miał krwiaka w mózgu, był pod respiratorem przez dwa tygodnie.
— To wszystko było jak jakiś koszmar. Bałam się o dzieci i o nas. Kiedy słyszałam sygnał karetki, to już nachodziły mnie złe myśli — dzwoniłam do dzieci i pytałam, czy nic im nie jest — opowiada Lucyna. — Dzieci prosiły nas, żebyśmy wracali do Polski. Nie chciały już tu być. Sprzedaliśmy dom w Norwegii i kupiliśmy dom w Polsce, w Świętajnie koło Szczytna. Wierzyliśmy, że w kraju odnajdziemy spokój i zaczniemy nowe życie. Dwa tygodnie przed powrotem do kraju mąż źle się poczuł. Wezwaliśmy karetkę, zabrano go do szpitala. Tam po badaniach stwierdzono, że to zapalenie opon mózgowych. Wojtek dostał leki i wrócił do domu.
Obrazek w tresci

15 lipca 2020 roku rodzina spakowała się i jechała do kraju, by zacząć nowe życie. Niestety nie dotarła do nowego domu... Po przekroczeniu polskiej granicy Wojtek poczuł się źle. Z trasy przetransportowano go najpierw do szpitala w Olsztynie. Rodzina, a przede wszystkim sam Wojtek nie był na to przygotowany. Miał 42 lata. Życie całej rodziny w ciągu kilku chwil zmieniło się o 180 stopni.
— Okazało się, że Wojtek cierpi na niebywale rzadką chorobę. Diagnoza była dla nas ogromnym szokiem i zaskoczeniem — wspomina Lucyna. — Pierwotne zapalenie naczyń ośrodkowego układu nerwowego pozostaje dla lekarzy wciąż bardzo nieznanym zjawiskiem. Powtórne udary oraz padaczka doprowadziły do niedokrwienia 1/4 mózgu. Ale to tylko niektóre z dolegliwości. Sama decyzja lekarzy o podjęciu leczenia nie była łatwa. Wiadomość, że tej choroby nie można pokonać, a wyłącznie spowolnić, była dla nas ogromnym ciosem. Nie chcieliśmy uwierzyć, że możemy stracić ukochanego męża i ojca. Nie docierało do naszej świadomości, to że Wojtka może po prostu zabraknąć. To była walka, jednak się udało. 12 wlewów chemioterapii oraz sterydoterapia pozwoliły naszym dzieciom zatrzymać ukochanego tatę przy życiu.

Wojtek po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu wrócił do domu. Niestety nie na długo. Po kilkunastu dniach znów trafił do szpitala. I tak kilkakrotnie. Był wypisywany do domu, a po 2-3 tygodniach karetka zabierała go do szpitala. Trafił do Warszawy. Jeszcze wtedy, mimo niedowładu, chodził z pomocą żony lub chodzika. Po odstawieniu sterydów jego stan znacznie się pogorszył.
— W tej chwili Wojtek nie chodzi, nie siedzi, trzeba go karmić — tłumaczy Lucyna. — Potrzebuje stałej opieki, gdyż nic nie jest w stanie zrobić samodzielnie. Ja nie mogę iść do pracy, gdyż opiekunka dla męża byłaby zbyt kosztowna. Jestem przy mężu 24 godziny na dobę, bo stał się osobą leżącą. Ważył przed chorobą około 70 kilogramów, a teraz ponad 110. Lekarze mówią, że ta choroba spotyka dwie osoby na milion. Nie wiem, dlaczego to spotkało właśnie mojego męża... Wojtek od zawsze był zawsze uczynny i nie zdarzyło się, aby kiedykolwiek odmówił komuś pomocy. Potrafił poświęcić wiele swojego czasu, by komuś pomóc. Jednocześnie całe życie ciężko pracował na dobre życie dla trójki naszych dzieci. Kiedy już wszystko zaczęło się układać i patrzeliśmy w przyszłość z optymizmem, przytrafiła się tragedia, która wywróciła nasze życie do góry nogami...
Obrazek w tresci

Serca dzieci i żony pękają, kiedy patrzą na stan ukochanego człowieka, który do tej pory był ich opoką. Widzą, jak ten pełen życia i optymizmu człowiek nie ma siły wstać z łóżka, a pokonanie nawet najkrótszego dystansu jest marzeniem. Leczenie zabiera mu siły, jednak rodzina ciągle wierzy, że jest szansa i poradzi sobie z przeciwnościami losu. Niestety, w cieniu choroby komplikacje pojawiają się na każdym kroku...
— Po rozmowie z ośrodkiem rehabilitacyjnym w Ełku pojawiła się nadzieja — mówi żona Wojtka. — Specjalistyczna rehabilitacja daje mężowi wielką szansę na normalne funkcjonowanie i nadzieję na lepsze życie. Lekarze mówią, że Wojtek może żyć jeszcze do pięciu lat... Tylko my nie chcemy, żeby on wegetował. Chcemy, by żył, by mógł samodzielnie siedzieć, jeść, być z nami. Czasem, kiedy wchodzę do pokoju męża, widzę, jak patrzy w ścianę. Wiem, że przeraża go to wszystko. Ma zaledwie 44 lata, a jest zdany na innych ludzi... Ta sytuacja zmieniła całą naszą rodzinę — wszyscy chodzimy na terapię, bo nie umiemy sobie z tym poradzić. Nasz 11-letni syn, kiedy tylko może, jest przy tacie. Poda mu picie, obierze jabłko, poprawi poduszkę. Cały czas wierzy, że pewnego dnia Wojtek wstanie i wyjdzie z nim na podwórko. Wszyscy w to wierzymy, bo chyba limit tragedii i cierpienia w rodzinie już wyczerpaliśmy... Nie marzę o całkowitym wyzdrowieniu, choć wiem, że cuda się zdarzają... Chciałabym, żeby był sprawniejszy, mógł zrobić kilka kroków, siedzieć, samodzielnie zjeść... Marzę, by kiedyś mógł pobłogosławić dzieci w dniu ich ślubu, a córkę poprowadzić do ołtarza. Będziemy walczyć do końca!

Wsparcie finansowe zapewni Wojtkowi specjalistyczną rehabilitację, której miesięczny koszt to 32 tysiące złotych. Walka o zdrowie i życie kosztuje naprawdę dużo. Jeśli rodzina nie zdobędzie pieniędzy, Wojtek po prostu przegra... Jego życie jest tylko w naszych rękach.
— Sami nie jesteśmy w stanie zgromadzić całej kwoty. Oszczędności, jakie mieliśmy, się kończą, ja nie mogę podjąć pracy, bo jestem przy mężu, dzieci się uczą. Dlatego prosimy Was wszystkich o wsparcie w zbiórce pieniędzy potrzebnych na leczenie Wojtka — mówi Lucyna. — To bardzo dobry człowiek, który zawsze okazywał serce wobec innych ludzi. Teraz on sam potrzebuje daru serca. Będziemy wdzięczni za Waszą pomoc, bez niej nie damy rady.
Aby wesprzeć zbiórkę na leczenie Wojtka, wystarczy wpłacić datek na stronie https://www.siepomaga.pl/wojciech-jaworski

Joanna Karzyńska

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. grzes #3097246 10 kwi 2022 14:55

    Przecież mógł się leczyć w Norwegii. Wrócili, tu jest darmowe leczenie szpitalne.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz